Rodzice i pełnoletni uczniowie do 25 września mają czas zdecydować o uczestnictwie w edukacji zdrowotnej. Dyrektorzy szkół nie wiedzą, ile uczniów będzie chodzić na ten przedmiot. Organizują go tak, jakby w zajęciach mieli uczestniczyć wszyscy. Szacuje się, że będzie to jednak kilkanaście procent uczniów. Obecnie trwa kampania dwóch stron – zachęcająca do udziału w edukacji zdrowotnej i nawołująca do rezygnacji z tego przedmiotu. Po każdej ze stron są mocne argumenty.

Poczekajmy do zebrania?
Już 1 września w wielu polskich szkołach rodzice złożyli rezygnację z edukacji zdrowotnej. Są gminy, w których nikt z uczniów nie będzie uczestniczył w nowym przedmiocie. Nie wszędzie jednak rezygnacja była prosta.
Są szkoły, w których pracownicy sekretariatów nie chcieli przyjmować rezygnacji, tłumacząc, że zrezygnować można dopiero na spotkaniu z dyrekcją, korzystając ze specjalnego druku.
Oczywiście nie jest to prawda. Składając rezygnację już teraz, rodzic wypisuje dziecko z zajęć. Młoda osoba nie musi uczestniczyć w lekcji, zanim rodzice ją z nich formalnie wypiszą. Poza tym odmowa przyjmowania rezygnacji jest nie tylko niezgodna z prawem, ale też nieetyczna. Rodzice mają czas tylko do 25 września. Niedopilnowanie tego terminu sprawi, że uczeń będzie musiał uczestniczyć w dodatkowych zajęciach.
Prawo wskazuje, że rezygnację składa rodzic lub pełnoletni uczeń na ręce dyrekcji, w formie pisemnej. Wystarczy zostawić pismo w sekretariacie i zadbać o podbity, opieczentowany egzemplarz dla siebie.
To rodzice są od wychowywania dzieci
Przeciwnicy edukacji zdrowotnej są pewni i mówią „nie” dla tego typu nauki. Mają swoje argumenty. Wskazują na to, że dzieci i tak długo przebywają w szkole, że mają wystarczająco obowiązków, a także na fakt, że program jest tak napisany, że to, co naprawdę będzie działo się na zajęciach staje pod znakiem zapytania.
Inne argumenty? Powszechne nieprzygotowanie do tego typu zmian. Przedmiotu może uczyć bowiem nauczyciel wf lub biologii po krótkim przeszkoleniu. W temacie tak delikatnym jak edukacja zdrowotna zawierającym tematy dotyczące edukacji seksualnej kluczowe jest dobre przygotowanie nauczyciela. Co do tego wątpliwości ma wielu rodziców.
Pytania budzi też podejmowanie trudnych tematów w licznych klasach, z różnymi uczniami. Rodzice wskazują, że to nie miejsce na tego typu rozmowy.
Irytuje też domniemana zgoda uczestniczenia w zajęciach i brak możliwości zrezygnowania z lekcji edukacji zdrowotnej w ciągu roku szkolnego, tak, jak jest to możliwe w przypadku również nieobowiązkowej religii.
Z kolei zwolennicy edukacji zdrowotnej przekonują, że tu chodzi głównie o zdrowie, o to, aby realnie wydłużyć czas naszego życia i poprawić słabe zdrowie Polaków… A także o to, żeby dzieci nie zachodziły w ciążę…
Przeciwko edukacji zdrowotnej występują biskupi, polska prawica i wiele instytucji. Za zapisaniem dziecka na lekcje jest większość lekarzy, naukowców i lewica. Decyzja należy jednak do rodziców dziecka.
Edukacja domowa jest coraz popularniejsza
Nie ma komu uczyć edukacji zdrowotnej
Jedyny sposób na dziś to edukacja domowa?
Edukacja włączająca – szczytna idea, która nie działa?
Komentarze