O mężczyznach, którzy nie zmieniają pieluch

Mogłabym zacząć tak: za siedmioma górami, za siedmioma lasami i może byłoby fajnie, bo weszłabym w konwencję bajki. Ot, kolejna ciekawa opowieść z morałem. Problem w tym, że to żadna tam powiastka, ale codzienność w wielu domach w Polsce i na całym świecie.

Na początku może i jest wzorcowo, jak w bajce. Noworodek to swego rodzaju zagadka, nowość do rozpracowania. Niektórzy śmiałkowie wchodzą w zadani całym sobą, są zaangażowani, dumni z każdego małego osiągnięcia nowego członka rodziny, chełpią się ukochanym dzieckiem, niektórym to nawet zostaje. I chwała im za to. Inni niestety „obarczeni natłokiem obowiązków” nagle….stają się modelowymi tatusiami  tylko na pokaz – do ładnego zdjęcia, ale nie do śmierdzącej…kupy. O nie, od tej brudnej roboty jest mama. Ona staje się specem od szarej rzeczywistości, on natomiast od krótkich wygłupów i łaskotków – sama słodycz. Reszta? Wiadomo, ona zrobi to lepiej.

Stwierdzicie przesadzam, co za temat – kolejna matka, która pisze….o niemowlęcych kupach. Może macie rację. Może temat nieznaczący i niegodny jego podnoszenia. Jednak tak się wydaje tym osobom, które tych przysłowiowych kup codziennie nie ścierają z pośladków malutkiego dziecka. Osoba, która robi to codziennie, dzień w dzień może mieć zwyczajnie dość. Naturalny jest bunt i spoglądanie w stronę kanapy, na której siedzi mąż – dlaczego nie ty? Może jednak?

Muszę być gotowa na drugi zarzut – mężczyźni przecież zmieniają pieluszki, a to o czym wspominam to jakiś margines. Czyżby? A co z tymi, którzy sprawdzają, co tam jest w środku, zanim ochoczo położą niemowlę na przewijak? Istnieją, prawda? I ten niby wąski margines znacznie poszerzają…

Rozumiem, że panowie mogą mieć taką teorię – kocham dziecko i jest wiele sposobów, by to okazać, nie musi być to ten moment podczas którego zatykam nos. Jasne, zgadzam się. Jednak mam dziwne wrażenie, że jak się „bierze dziecko” to się przyjmuje je ze wszystkim, prawda? I uśmiechami i obślinionymi palcami, kolką i całuskami, z pierwszymi krokami i wylewającą się kupą z pieluszki, bo przecież i to czasami się zdarza.

Tak myślę…ale może panowie mają na to inną teorię?

Taki Myke Tyson ojciec ósemki dzieci nie krył się z szczerym wyznaniem, że pieluch to on nie zmienia. Jego żona trajkotała w mediach, jaki to kochany tata…robi wszystko, ale pieluch nie tyka. To jednak wszystko czy jednak nie wszystko? Proszę się zdecydować…Dobry tatuś czy jednak nie do końca?

Słaby przykład?

Okazuje się, że za „gwiazdami” idą „zwykli panowie”. Według badań przeprowadzonych przez Pampers 10% mężczyzn nawet nie zbliża się do pieluch. To dane zza oceanu i dotyczą tych, którzy oficjalnie się przyznają, że pieluch dziecka nie zmieniają. A co z tymi, którzy „nie zauważyli”, „nie poczuli” i przekonywali, że „to świeża kupa”, którą malec zrobił akurat wtedy, gdy usłyszał odgłos przekręcanego klucza w drzwiach, kiedy wracała mama? Obawiam się, że takich cwaniaków z kategorii – chciałbym zmienić pieluszkę, ale nigdy córeczka czy synuś tatusiowi nie narobili…jest sporo.

Dlatego panowie, proszę Was…Pokażcie zaangażowanie i nie bójcie się zawartości pieluszki, wszystkie zadania dzielcie na dwoje, to działa jak świetna gra wstępna. Pokażcie, że jesteście obok i zarówno maluch jak i Wasza partnerka może na Was liczyć…Pamiętajcie, że prawdziwy tata zmienia pieluchy. Kropka.

1012920_599141433472478_692267808_n

 

P.S. Panów zmieniających pieluchy niemal jedną ręką i z zamkniętymi oczami jest sporo…:) Wiem, bo tak właśnie postępował mój mąż w przypadku dwóch córek. Dlatego jestem daleka od stwierdzenia, że wszyscy mężczyźni mają z tym problem. To nieprawda…z drugiej strony jest ich wystarczająco dużo, niestety także w moim najbliższym otoczeniu, dlatego powstał ten lekki wpis – tak z obserwacji :). Dziękuję za uwagę.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. iwona iwona

    moj maz od narodzin corki az do dzis kiedy ma 2 lata i 4 miesiace robi przy małej wszystko,łacznie z przewijaniem kupy bo nadal sie przytrafi kupa w pampersie,po wyciagania gila z nosa aspiratorem,nie ma problemu z niczym a najlepszy dowod na jego samodzielnosc był moment kiedy trafiłam do szpitala na tydzien kiedy corka miała troszke ponad rok i spisał sie idealnie.za to połowa kolezanek matek ubolewa nad tym ze ich mezowie nic przy dziecku nie robia a same są sobie winne bo od poczatku nie wymagały tego od nich a po drugie faceta do niczego sie nie zmusi.albo sa dobrymi tatusiami albo niestety nie,moje zdanie jest takie same sobie dzieci nie robimy wiec opieka lezy po obu stronach

  2. alutka alutka

    mam wspanialego meza, na szczescie nas to nie dotyczy

  3. Justyna Justyna

    mój mąż jest tatusiem na medal , zmienia pieluchy bez jakiegoś upominania , w miejscach publicznych , też sam mówi „daj ja ją przebiorę” zero problemu z pieluchami. A jedyna rzecz która go bulwersuje to rysunki do pomieszczeń ew. nazwy ,że to pokój dla matki z dzieckiem a powinno byc dla rodzica z dzieckiem bo co ojciec już nie może sam być np. w centrum handlowym???

  4. Faustyna Faustyna

    Przydatny baaardzo artykuł!
    Nie tylko dla tatusiów, ale i dla mam które często machinalnie robią rzeczy za tatusiów! I nie tylko o kupki chodzi! Zaobserwowałam i nieraz tatusiowie są odsuwani…bo mama wie, robi lepiej!

    Mój robi raczej wszystko, chociaż są dni że lubi poleniuchować

  5. Monia Monia

    Mój facet zmieniał całej trójce.

  6. Alejka Alejka

    A ja powiem inaczej. Mój mąż nienawidził zmieniania pieluch. Oczywiście robił to, ale tylko gdy musiał, tzn gdy nasz syn zostawał pod jego opieką a ja byłam poza domem. W sytuacji gdy byliśmy oboje pieluchy zmieniałam ja. Czasem mnie to wkurzało, ale prawda jest taka że mnie zmiana pieluszki czy wyciąganie gili z nosa kompletnie nie ruszało. Mąż zaś się męczył na sam widok. I jeżeli mi coś nie sprawia trudności a jemu tak, to naturalnym było, że ja przejmowałam ten obowiązek. Z kolei gdy kiedyś zepsuła nam się toaleta i trzeba było odsunąć pokrywę od szamba i je udrożnić to mąż się wszystkim zajął a ja współczującym wzrokiem patrzyłam jak zbiera mu się na wymioty, ale działa. Albo jak w domu jest jakaś brudna robota typu przepychanie rur, grzebanie w odpływach, skrobanie ryb i wiele innych czynności, których ja nie znoszę to robi to On. Nie wiem czy jest sens biadolić nad tym że mąż unikał robienia czegoś czego nie lubił. Poza zmianą pieluszki i czyszczeniem nosa opiekuje się synem pod każdym względem. Robi wszystko co powinien robić ojciec i od siebie daje jemu 100% czułości i zainteresowania. To on nauczył syna jeździć na rowerze, bo ja tylko lamentowałam, że syn jest za mały i się przewróci, to ja się bałam a on wtedy wziął sprawę w swoje ręce. Uważam, że kobiety powinny też czasem zrobić rachunek sumienia i zastanowić się z iloma sprawami czekają na faceta, żeby on to zrobił, bo ona się boi/nie lubi/nie chce/uważa że to męskie zajęcie. Jeśli facet „boi się” pełnej pieluszki, a ty zmieniasz je bez większego wstrętu to wyręcz go od czasu do czasu. Od niego zaś oczekuj wyręki w innych sprawach, które tobie sprawiają trudność lub są nieprzyjemne dla ciebie. Nie bądź cierpiętnicą, ale i nie bądź zrzędą. Bo kobiety niestety często dzielą się na te co robią wszystko i chodzą całe życie ze zbolałą miną, bo się nie odważyły nigdy wymagać również od innych, albo takie które dzielą się z mężem obowiązkami po równo ale i tak nieustannie narzekają na niego. Pozdrawiam i życzę więcej tolerancji dla ludzkich słabości.

    • Dorota Dorota

      Wiesz, jeśli nie przeszkadza taki podział – ja robię coś za Ciebie, a Ty za mnie i oboje jesteśmy zadowoleni, to dlaczego nie?
      Ja np. piorę, bo mąż nie lubi. Jasne, wypierze, jak musi, ale mi to nie przeszkadza, to się tym zajmuję.Są też czynności, niekoniecznie przy dzieciach, ale takie ogólne domowe, których ja nie lubię i to Mąż się za nie zabiera. Dla mnie to dobry układ.

  7. Anna Anna

    Super napisane ;)Faktycznie sa tacy panowie-daleko nie szukajac szwagier,ktory jak tylko zobaczy „ten” grymas na twarzy syna ucieka niczym strus pedziwiatr;)

    • Dorota Dorota

      Dzięki :) Oj znam takich tatusiów, znam ;)

  8. Saii Saii

    Jezeli nie zmienia noworodkowi bo sie boi to jeszcze rozumiem, ale jesli z czasem tego nie ogarnie lub nie zmienia „bo nie” to jak dla mnie to jest oznaka slabosci pewnego rodzaju

  9. Justyna Justyna

    Mój synek na 17 m-cy i od jakiś 2 m-cy mąż dopiero zacząl sam przebierac. Niestety od samego początku bylam sama pod wzgledem opieki i zajmowania sie.

  10. Iwona Iwona

    Moj zmienia pampersa synowi bez problemu i nawet nie musze go o to prosić bo sam to robie od siebie jak jest w domu, bo gdy jest w pracy to wiadomo ja zmieniam :) moj jest tatą na medal,idzie do pracy o 7:00 wraca o 18:00 i jeszcze ma sile i chęć na zabawe z naszym synem :) w weekendy wstaje rano z synem i idzie z nim na plac zabaw a ja spie dalej :) nie oddam tego faceta nigdy za nic w świecie :*

  11. Bartłomiej Panek Bartłomiej Panek

    Bzdura. A wiecie, że od pierwszej kąpieli do dnia dzisiejszego, to moje zadanie? A wiecie, że mając bliźniaki nie da się uniknąć przewijania, a przeważnie jest go dwa razy więcej? A wiecie, że od urodzenia synów to ja prasuję ich ciuchy i robię to nadal? A wiecie ilu jest blogujących ojców? A wiecie, że jestem jednym z nich i powiem więcej – znam bardzo wielu ojców, którzy nie tylko zmieniają pieluchy, ale robią dużo więcej. Z jednym zdaniem się zgadzam – prawdziwy facet zmienia pieluszki.

    • Dorota Dorota

      Bartłomiej, ojcowie zmieniają pieluchy. Mój zmieniał i robił wszystko przy dzieciach. Teraz przewijanie odpadło, ale są inne obowiązki. Także tak jak napisałam – są różni mężczyźni, ale ci mający z tym problem też istnieją i jest ich, wbrew pozorom, całkiem sporo…

  12. doti doti

    U nas to ja jestem głównym zmieniaczem pieluch (ale tatuś też przewija, jak trzeba). Prawda jest niestety taka, że on strasznie „brzydliwy” jest i już, a ja nie mam odruchu wymiotnego z tak banalnego powodu jak kupa.. Ale z kolei są rzeczy, które wolę żeby on zrobił (np. pozbycie sie pająka z pokoju) i on nie ma o to pretensji, wiec po co mam sie czepiać?

Zobacz również