O ciąży trojaczej i mobilizacji w ekstremalnych sytuacjach

Jest Pani mamą trojaczków. Jak to jest?
Anna Łuniewska: Hmm… Człowiek w sytuacjach ekstremalnych się mobilizuje.. Generalnie jest lepiej niż myślałam w chwili otrzymania informacji o ciąży trojaczej. Czasem widzę,
że mam „lepiej” niż mamy z jednym lub dwójką dzieci, a czasem znacznie gorzej… Wiele zależy od tego, o co konkretnie Pani pyta… (uśmiech)

Informacja o ciąży mnogiej była dużym zaskoczeniem?
A.Ł: OGROMNYM. Nie ma takich słów, które opisałyby emocje, jakie wtedy doświadczaliśmy. To cały wachlarz emocji i to skrajnych. Od przerażenia, po ogromną radość. Długo nie mogliśmy się uspokoić, ułożyć tego w głowie. Tym bardziej, że lekarze natychmiast nas ostrzegli, że z tej ciąży może nic nie być… może być dużo komplikacji. Natychmiast zaatakowałam internet i szukałam wszelkich informacji na ten temat. Niestety nie za dużo tego było. Lubię wiedzieć, co może się wydarzyć, ale zawsze mam świadomość, że nie musi. Nikt nie wiedział, jak będzie. Na szczęście było dobrze poza jednym małym kryzysem. Dlatego nauczyłam się doceniać każdy dzień. Każdego dnia cieszyłam się, że to już jeden więcej, aby do przodu, do tej bezpiecznej granicy 30 tygodnia… Potem okazało się, że można wytrwać nawet do 36 tygodnia ciąży.

Anna Łuniewska i od lewej: Karolek, Grześ i Adaś

W jakim wieku są chłopcy?
A.Ł: Chłopcy skończyli niedawno 17 miesięcy. Urodzili się 31 marca 2011 roku.  Żartowałam, że gdyby jeszcze o jeden dzień przełożyli cesarkę, to urodziłabym
w Prima Aprilis chyba. Nikt ze znajomych, by nam nie uwierzył, gdybyśmy informowali o narodzinach trojaczków (śmiech).

Co Pani myśli o mamach pchających wózek z jednym dzieckiem?  Czy w głębi serca zazdrości Pani im, że mają łatwiej?
A.Ł: Nie będę ukrywać, że miałam takie myśli wielokrotnie. Ba, nawet widząc wózek
z bliźniakami, czułam to samo. Teraz już znacznie rzadziej. Zazdrościłam im bardzo, tego braku pośpiechu i spokoju.. Możliwości wyjścia z domu z maleństwem, kiedy tylko chcą, zrobić zakupy… niezależności. Ja mogłabym w miarę tylko wtedy, gdybym zdecydowała się na potrójny wózek, ale to i tak nie to samo, co z jednym wózkiem i jednym dzieckiem… To wszystko mieszało się jednak z moimi myślami, że mam też więcej szczęścia, które słodko się do mnie uśmiecha.

Który moment dotychczas był najtrudniejszy? Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie pierwszych tygodni, kiedy dziecko wymaga tak wiele uwagi, często się budzi, domaga karmienia…Pani musiała sprostać potrójnie.
A.Ł: Pamiętam to jak przez mgłę i do dziś zaczyna mi serce szybciej bić, jak tylko sobie przypomnę… Najtrudniejsza była nieustanna walka z bólem fizycznym, ogromnym zmęczeniem (brakiem snu!) i zaspokajaniem potrzeb dzieci i swoich. Nie spaliśmy
z mężem po 72h, przez które ciężko pracowaliśmy. Jedliśmy w locie, spaliśmy po kątach… Dodatkową trudnością było nauczenie się wszystkiego, jak kąpać, przewijać, karmić, a potem wypracować sobie sposoby na szybsze wykonywanie tych czynności. Mąż bez słowa wykonywał wszystkie zadania, uczył się ze mną. Do tego chodził jeszcze do pracy… To jest nie do opisania. Najlepiej pokazują to nasze zdjęcia z tamtego okresu. Sami siebie nie możemy na nich rozpoznać… Drugim „kryzysem” dla naszych sił był katar. Troje niemowląt z zatkanym noskiem to straszna męczarnia dla nich i dla nas. Płakałam z bezsilności, widząc jak się męczą. Na szczęście to wszystko mija..nie trwa wiecznie. Choć tak się w takich chwilach wydaje…

Czy w ogóle w takiej sytuacji karmienie piersią było możliwe?
A.Ł: Generalnie jest możliwe przy trojaczkach. To tylko kwestia wyboru matki i jej możliwości m.in. czasowych… Na początku tylko odciągałam mleko. Było go, coraz więcej ku mojej radości. (uśmiech) Kilka razy przystawiałam dzieci, żeby doświadczyć, poczuć, jak to jest. Poczuć tę niezwykłą bliskość z dzieckiem. Nacieszyć się jednym…, ale nie byłam w stanie robić tego regularnie, bo trzeba było zająć się pozostałymi, no i resztą obowiązków.. Totalny brak czasu. Szybko zrobił mi się zator w piersi i skończyła się moja przygoda z karmieniem około 3 miesiąca ich życia.

Co Pani sobie mówi, gdy jest ciężko?
A.Ł: Bywało różnie. Na początku po prostu płakałam z braku sił i ze skrajnego zmęczenia. Płacz całej trojki naraz nazwaliśmy pandemonium – to zwrot zapożyczony od znajomych też rodziców trojaczków. (uśmiech) Teraz rzadko mam takie chwile. Jak mam słabszy dzień, to po prostu proszę o wsparcie rodziców lub męża, żeby zajęli się dziećmi. Moją główną myślą jest to, że chłopcy są zdrowi i tak wspaniale się rozwijają. To dodaje mi skrzydeł, sił, na co dzień. Naprawdę. Reszta jest stanem ciała i umysłu przemijającym. Teraz chłopcy słodko się uśmiechają, gadają „po swojemu” i czasem wystarczy mi, że sobie na nich popatrzę z boku, jak się pięknie bawią. To miód na moje serce.

Jak wygląda czas kąpieli, pora na jedzenie, czy wyjście na spacer? Jak jest teraz, a jak było wcześniej?
A.Ł: Przetestowaliśmy naprawdę wiele metod i sposobów zanim sobie wypracowaliśmy własne. Rytm i plan dnia do dziś dodatkowo ułatwiają wszystkie czynności
i zapewniają większy spokój nasz i dzieci. Generalnie na samym początku, jak się uczyliśmy tego wszystkiego, to kąpiel, karmienie zajmowały nam po ok. 30-40 min. na jedno dziecko. Potem 20… i 10… Teraz razem biorą prysznic i jedzą prawie sami, więc nie da się porównać tych dwóch okresów. Na szczęście chłopcy NIGDY nie płakali przy kąpieli i przy przebieraniu. To już spore ułatwienie.

Kąpiel
Przez pierwsze pół roku była codziennie. Nie odpuszczaliśmy. Mąż trzy razy biegał
z małą wanienką wody z łazienki do pokoiku. Potem zamieniliśmy ją na większą wanienkę z odpływem i ze stelażem, który mieścił się w wannie. Wtedy mąż stał
w wannie, kąpał malucha i po każdym dziecku zmieniał szybko wodę, a ja ubierałam na pralce, sadzałam w bujaczku, zapinałam i dawałam butlę. Wtedy już potrafili sami sobie ją przytrzymać. Niestety często jeszcze wypadała, więc musiałam biegać i podawać… Wszystko szybko.

Karmienie
Jak już wspominałam, mleko w większości odciągałam z piersi, więc prawie zawsze podawaliśmy butelką. Dopóki chłopcy nie nauczyli się trzymać butelek, to było strasznie, bo zawsze brakowało nam rąk dla trzeciego. ZAWSZE. Wiem, że są sposoby na karmienie np. poprzez podpieranie butelki pieluchą. Jednak bardzo się tego bałam. Czasem w ostateczności kładłam na boczku i podpierałam butelkę pieluchą. Bardzo rzadko. Zawsze, po prostu, staraliśmy się zrobić tak, żeby jak najszybciej nakarmić pierwszego. Kto pierwszy skończył brał trzeciego. Ten trzeci albo spokojnie czekał na swoją kolej, albo niespokojnie. Wtedy łzy miałam w oczach. Na początku najtrudniej było, jak zostawałam sama z nimi w domu. Jednak dzięki temu, że szybko ustaliłam konkretne godziny karmień, to wiedziałam, o której muszę szykować mleko. Te następnie czekało chwilę pod kocem, aż pierwszy się obudzi. Jak tylko pierwszy zaczynał mruczeć, „łapałam” go i karmiłam tak, żeby zdążyć przed dwojgiem kolejnych, zanim się rozpłaczą. Często się udawało. Czasem nie… i wtedy miałam ogromny stres. Musiałam po prostu przetrwać ten płacz dziecka czekającego na karmienie. Po wieczornej kąpieli natomiast było tak, że jak mąż wykąpał pierwszego, to go brałam do karmienia, a w tym czasie kąpał drugiego. Trzeciego już sam karmił (uśmiech).

Usypianie
Od samego początku dołożyłam wszelkich starań, żeby jak najszybciej nauczyć chłopców odróżniania dnia od nocy. Ciemne rolety w oknach, rytuały i kilka innych sposobów. To zaprocentowało nam dosyć szybkim nauczeniem ich zasypiania na noc. Wykąpaliśmy, ubraliśmy, nakarmiliśmy, odbiliśmy, wycałowaliśmy, otulaliśmy i do łóżeczka. Zasypiali cudownie. Sami. My mieliśmy dyżury w pokoju. Robiliśmy zmianę o 2 w nocy. Mąż zaczynał dzień od 2 w nocy… wychodził o 7 do pracy, szedł spać ok. 22.
Z zasypianiem w dzień na początku było dobrze, bo wystarczyło krótką chwilę delikatnie pobujać w wózkach. Tylko w dwóch naraz… Schody zaczęły się około 6 miesiąca życia, kiedy chłopcy coraz więcej zaczęli interesować się otoczeniem. Wtedy wdrożyłam zmodyfikowane przeze mnie procedury usypiania i do dziś działają. (uśmiech)
Noc zaczęli przesypiać ok. 4 miesiąca życia. Wtedy też przestaliśmy ich przewijać w nocy. Bardzo się martwiłam o pupy, ale nic się nie działo. Więcej kremu stosowaliśmy na noc. Karmienie nocne przesuwałam, przesuwałam, aż udało się całkowicie wyeliminować.

Spacery
Do dziś mam dwa wózki. Bliźniaczy i pojedynczy. Są wózki potrójne, ale z wielu względów nie zdecydowałam się na niego. Jak byłam sama, to maluchy pół dnia na balkonie spały w wózkach. Mój tata nauczył się z dwoma wózkami spacerować po osiedlu. Oczywiście wzbudzał wtedy jeszcze większy podziw i zainteresowanie…

Generalnie otrzymałam bardzo dużo pomocy od swoich rodziców. Przyjeżdżali prawie codziennie. Tata co trzeci dzień chodzi do pracy. Mama przyjeżdżała wczesnymi popołudniami. Dzięki temu samotnych chwil z dziećmi miałam znacznie mniej.

Dziś chłopcy potrafią pięknie się sobą zająć. Mogę robić wiele rzeczy w mieszkaniu, tylko ich doglądając. Mają swoje dni, jak każdy z nas, ale na szczęście nie często.

Jakie produkty są bardzo pomocne dla mamy wieloraczków? A co okazało się totalną klapą?
A.Ł: Niestety nie ma specjalnych produktów tylko dla mam wieloraczków. W Polsce dopiero od niedawna zaczynają się pojawiać gadżety dla rodziców bliźniąt, a to jednak nie to samo, co trojaczki. Choć zawsze już coś, jak na przykład podwójny podgrzewacz czy szeroka moskitiera na wózek bliźniaczy. Niestety dopiero niedawno odkryłam uchwyt na butelkę, który można zaczepić np. na pałąku od fotelika. To byłby najbardziej mi potrzebny gadżet. Tak zwana trzecia ręka.

Rewelacją jest też tzw. spieniacz mleka do kawy. Okazało się, że wspaniale i szybko miesza nam mleko modyfikowane, a jednocześnie wcale nie napowietrzał mleka. Chłopcy nigdy nie mieli kolki, kiedy go używaliśmy. Skończyło się z grudkami nierozmieszanego mleka, z zachlapaną podłogą i lepiącymi rękami od wstrząsania butelką. Bardzo pomocna była oczywiście poduszka do karmienia (zwykła, bo karmiłam butelką), wanienka z odpływem i stelażem, szeroki przewijak zamontowany do dziś na ścianie (specjalny model) no i 8-elementowy drewniany kojec, który do dziś nam służy na rożne sposoby (uśmiech).

Szczególną uwagę zwracałam na ubranka. Dobieram je tak, żeby ubieranie było jak najmniejszym obciążeniem dla mnie i dla dzieci. Jak najmniej guziczków i zapięć. Nigdy na plecach czy po bokach. Jak tylko się da, to suwaki. Jak najwięcej ubrań jednoczęściowych. Na zeszłą zimę kupiłam kombinezony z wywijanymi rękawkami/osłonkami na nóżki i rączki, dzięki czemu nie zakładaliśmy bucików i rękawiczek. Na noc body z długim rękawem i śpiworek do spania. Dzięki śpiworkom, pierwszy raz pościel mieli w łóżeczkach rok po narodzinach. Buciki zawsze na rzepy lub skarpetko-buty za zgodą ortopedy.

Totalną klapą okazały się różnego rodzaju wanienki i wkłady do nich. Nie było na to wszystko czasu, a chłopcy lubili czuć swobodę. Nic innego nie przychodzi mi teraz do głowy poza specjalnymi produktami poszczególnych producentów, a tego nie chciałabym tu teraz opisywać.

Czy mając trójkę małych dzieci, ma Pani w ogóle czas dla siebie?
A.Ł.:  Jak najbardziej TAK! „Tylko” pierwsze 3-4 miesiące są takim okresem wyłączenia z trybu życia „normalnego”. Jak tylko wypracowaliśmy sobie względnie stały rytm, plan dnia i nocy zaczęło być z dnia na dzień coraz lepiej. Każdego dnia zyskiwaliśmy kolejne cenne minuty, potem godziny. To naprawdę kwestia dobrej organizacji. Przez pierwsze pół roku od narodzin byliśmy z mężem na dwóch weselach i weekendowym wyjeździe na Mazurach (sami).
W listopadzie napisałam i obroniłam pracę magisterską, na którą przez dwa lata nie mogłam znaleźć czasu. To jest niesamowite. W drugim półroczu „zaczęło mi się nudzić”… i postanowiłam założyć własną firmę z pomocą Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości. Dostałam się na półroczne szkolenie biznesowe w ramach Unii, chodziłam na spotkania, zajęcia. Poznawałam ludzi. Miałam półroczny coaching. Oczywiście pojawił się też kryzys, gdy na wiosnę cała nasza piątka była mocno przeziębiona i wtedy troszkę wyhamowałam…(uśmiech)

Jaką przewagę ma wychowywanie trojaczków nad wychowywaniem jednego dziecka?
A.Ł: To bardzo trudne pytanie. Aby uczciwie odpowiedzieć, musiałabym mieć osobiste porównanie tzn. urodzić wcześniej lub teraz jedno dziecko… To, co mogę powiedzieć na pewno, to piękne widoki w postaci trzech uśmiechów, otrzymywania trzech słodkich buziaków naraz. Uwielbiam chwile, gdy cała trójka jednocześnie mnie ściska.

I znowu techniczne pytanie. Czy jest w ogóle możliwość noszenia trójki dzieci naraz? Może pytanie naiwne… ale jak już mowa o ściskaniu…
A.Ł: Hmm.. To kwestia tylko siły. (śmiech) Mąż ma wiele zdjęć, na których nosi w domu całą trojkę naraz. Szczególnie mi imponował, jak potrafił brać 3 foteliki NARAZ, gdy jeździliśmy na wizyty lekarskie, bo ja do dziś nie mogę za bardzo dźwigać. Nie dość, że ludzie patrzyli, że trzy foteliki niesie, to jeszcze, że on sam.. Ja tylko drzwi otwierałam. Jak dzieci robiły się coraz cięższe, to braliśmy pojedynczy wózek
i wtedy ja jednego brałam do wózka, a mąż dwa foteliki i miał przynajmniej równowagę (uśmiech). Ja mam tylko jedno zdjęcie jak trzymam na siedząco całą trójką jak mieli pół roku, ledwo wytrzymałam. (śmiech)

Co według Pani jest najtrudniejsze przed narodzinami dzieci?
A.Ł: Obawa o ich zdrowie i poród bez komplikacji. W przypadku ciąży wielopłodowej jest zwiększone ryzyko przedwczesnego porodu, więc dodatkowo miałam obawy o dzień porodu. Każdy dzień odliczałam na kalendarzu. Najpierw myślałam o wytrwaniu do 12 tyg. ciąży, potem drżałam o wytrwanie do 20 tc, potem do 30 tc. Po 32 tc. Błagałam lekarzy o cesarkę, ale jestem przeszczęśliwa, że udało się do 36 tc wytrzymać mi i dzieciom. Choć to było już na granicy zagrożenia mojego życia
i zdrowia i wtedy już wiedziałam, że dzieci sobie poradzą w razie porodu, a  gorzej może być ze mną.., ale udało się.

Jak wyglądał powrót do domu? Trzy foteliki samochodowe, wózek? Jak wspomina Pani ten moment?
A.Ł: Byliśmy przerażeni. Przygotowaliśmy się na montaż 3 fotelików, mamy 7 osobowy samochód na szczęście. To oddzielna historia… Niestety wyszło tak, że wracaliśmy do domu tylko z dwojgiem, co było dla mnie strasznym uczuciem. Grześ musiał zostać tydzień dłużej w szpitalu i odebrał go wtedy tylko mąż. To była znów mieszanina emocji. Radość, że opuszczamy szpital, przerażenie, co i jak dalej? Grześ sam w szpitalu. Moja walka z dolegliwościami po ciąży i porodzie. Cieszyłam się
i płakałam za Grzesiem jednocześnie. Jeździliśmy do niego na zmianę. Serce mi rozrywało…
Pamiętam, że postawiliśmy chłopców w fotelikach w dużym pokoju na podłodze. Oni spali, a my się tylko w nich wpatrywaliśmy i robiliśmy zdjęcia tych pierwszych chwil w domu. Jak dołączył Grześ, to byłam w siódmym niebie. Włożyliśmy ich do jednego łóżeczka i patrzyliśmy, zmęczeni i przeszczęśliwi.

Skąd wziął się pomysł na „Wokół Narodzin”. Czym właściwie zajmuje się Pani firma?
A.Ł: Truizmem będzie stwierdzenie, że pomysł wziął się z życia. (uśmiech) W końcu potrzeba matką wynalazków. Usług też… Zawsze marzyłam o własnej firmie. Już dawno kilka pomysłów przewijało mi się przez głowę. Ten najbardziej wynikł z obserwacji innych przyszłych rodziców oraz własnych doświadczeń. Przydatne jest także moje wykształcenie. Zauważyłam, że naprawdę jest ogromne zapotrzebowanie na tego rodzaju usługi oferujące pomoc w przygotowaniach do narodzin. Oczywiście są szkoły rodzenia, ale to nie to samo, co indywidualne podejście w tak niezwykle indywidualnej chwili. Sama wiem najlepiej, jaki to stres dokonywać pierwszych wyborów pod kątem dziecka w przepełnionych dziś sklepach z artykułami dziecięcymi. Przygotowanie się do tak nowej sytuacji w życiu jest nie tylko niezwykle radosne, ale i… stresujące, w przepełnionej dziś obowiązkami i problemami codziennością. Jesteśmy pierwszą w Polsce firmą oferującą usługi Planisty Niemowlęcego i Baby Concierge. Planista Niemowlęcy jest po to, by złagodzić ten stres i zamieszanie do niezbędnego minimum związanego najczęściej po prostu z nadchodzącą zmianą. Korzystając z naszej wiedzy i propozycji, wspólnie dobieramy najwłaściwsze rozwiązania, np. jak rozsądnie skompletować wyprawkę, jak funkcjonalnie umeblować pokoik dla dziecka, jak rozplanować dzień i obowiązki świeżo upieczonych rodziców.

Brzmi interesująco…Czy może Pani opisać, jak to wygląda w praktyce? Umawia się Pani na zakupy ze zgłaszającą się do Pani kobietą w ciąży? Razem wybieracie łóżeczko, wózek, czy może jest inaczej?
A.Ł: Dokładnie tak. Staram się zawsze dostosować do potrzeb i możliwości rodziców. Wiele zależy od tego czy przyszła mama czuje się na siłach odwiedzać sklepy. Czasem zakupy robię na zlecenie, dokonując wcześniej wspólnego z rodzicami doboru produktów w domu przyszłych rodziców. Biorę ze sobą katalogi i laptopa. Tworzymy indywidualną listę. Doradzam, pokazuje, co, po co i dlaczego. Wyjaśniam wątpliwości, ostrzegam przed dokonaniem zakupów pod wpływem emocji i sugestii reklam i opisów produktów, wykorzystujących ten „stan” przyszłych rodziców. Niejednokrotnie zdarza mi się doradzać lub robić zakupy wspólnie z przyszłymi tatusiami, którzy także chcą być na bieżąco ze wszystkim lub po prostu chcą dopiąć wszystko na ostatni guzik, podczas gdy partnerka jest w szpitalu.

Czy np. zdenerwowana młoda mama może do Pani zadzwonić wtedy, gdy traci głowę, bo niemowlę od kilku godzin płacze? Doradza Pani również w takich sytuacjach?
A.Ł: Oczywiście. O każdej porze dnia i nocy. Tutaj łącze w sobie funkcje doświadczonej mamy z psychologiem, którym jestem z wykształcenia. Pomagam opanować sytuację, nierzadko tak naprawdę większy problem jest z rodzicem niż dzieckiem (uśmiech). Pomagam wdrożyć plan dnia i nocy maluszka, pokazuję techniki usypiania, szukamy niemedycznych przyczyn płaczu. Najważniejsze jest dla mnie, by rodzice zaufali swojemu instynktowi, ale i czuli, że mają wsparcie. Nigdy ich w niczym nie wyręczam, jestem obok i czuwam, daję wskazówki, pomagam znaleźć rozwiązanie. To zaoszczędza mnóstwa stresu i wprowadza spokój w nowej sytuacji. Muszę podkreślić, że nigdy nie staram się zastępować lekarza czy położnej. Jeśli widzę,że potrzebna jest pomoc specjalistyczna, służę szybkim zorganizowaniem takiego wsparcia.

W pracy musi być Pani na bieżąco. Czy wśród wielu gazet dla rodziców i portali znajduje Pani coś dla siebie? Zarówno, jako mamy trojaczków, jak i przedsiębiorcy? Czy raczej kieruje się Pani własnym doświadczeniem?
A.Ł: Oczywiście. Pod tym względem zachowuję się zupełnie jak mama dzieci z ciąży pojedynczej. Po prostu stosuję wszystko razy trzy. (uśmiech) Czasem po niewielkiej modyfikacji, dostosowaniu… Uwielbiam wyszukiwać ciekawe informacje, zawsze staram się zweryfikować różne teorie. Po tylu miesiącach potrafię już odróżnić te bardziej wartościowe portale i strony od tych znacznie mniej.  Od kilku miesięcy buduję swoją bazę wyselekcjonowanych portali, dostawców usług, producentów, dystrybutorów, z którymi współpracuję z zastrzeżeniem, że ostatecznego wyboru dokonują zawsze moi klienci. Bardzo często rodzice, którzy nie mają czasu śledzić dziesiątków forów ciążowych i stron o podobnej tematyce w celu poszukiwania opinii o produktach i usługach, dziękują mi za polecenie portali i stron informacyjnych będących na wysokim poziomie. Nieustannie śledzę wszelkie nowinki z branży parentingowej i dziecięcej. Najtrudniejszym, bo największym i najbardziej zmiennym obszarem jest bazą, jest baza modeli fotelików i wózków. Jednak tutaj też sobie jakoś radzę…(uśmiech)

Wróćmy do dzieci. Czy chłopcy różnią się temperamentem między sobą? Bez protestu dzielą się rodzicami?
A.Ł: Na szczęście nie ma żadnych większych różnic w podejściu dzieci do mnie i do męża. Najczęściej jak są głodni to wołają „ma-ma”, a jak chcą się bawić to „ta-ta” (śmiech). Chłopcy mają podobne potrzeby i zainteresowania. Podobnie je okazują. Jednak różnie pokazują emocje. Najfajniejsze jest to, że im się to zmienia. Na przykład od urodzenia najbardziej wrażliwy był zawsze Grześ. Pierwszy płakał i najdłużej. Dziś ma tak Adaś, który wtedy był najbardziej „obojętny” na otoczenie. Raz nawet zasnął nam na pralce w trakcie ubierania po kąpieli… Karolek jest najbardziej odważny i uparty. Czasem Grześ go w tym prześciga. Przez tą zmienność ich zachowań tylko ja jestem w stanie ich rozróżniać, na co dzień. Wystarczy, że spojrzę na oczka lub sposób poruszania. Te subtelne różnice pamiętam jeszcze z czasów ciąży… Do dziś w w nocy nieraz mówię mężowi np.: „idź do Karolka, bo wypadł mu smoczek”. Mąż idzie, a po powrocie zawsze się pyta: „Skąd wiedziałaś, że to Karolek? Skąd wiedziałaś, że smoczek mu wypadł?” No cóż..

Jak wyobraża sobie Pani przyszłość?
A.Ł: Bardzo pomyślnie. Mam poczucie, że najgorsza „robota” jest za nami. Moją jedyną obawą jest zdrowie nas wszystkich. Reszta jest od nas zależna. Wychowuję chłopców na samodzielne „jednostki”. Nawet ubieram ich inaczej, od zawsze. Liczę na jak najszybsze ich usamodzielnienie pod względem komunikacji, karmienia, higieny, porządków. Już dziś są dla mnie bardzo pomocni. Gdy proszę, żeby pozbierali zabawki czy podali mi coś, jak jestem zajęta jednym z nich. To nawet wspaniałe uczucie.

Dziękuję za rozmowę. Było mi bardzo miło Panią poznać.
A.Ł: Dla mnie niezwykłym uczuciem jest móc to wszystko opowiedzieć. Również serdecznie dziękuję.

Anna Łuniewska: psycholog, doula, planista niemowlęcy, właściciel firmy Wokół Narodzin. Prywatnie mama trzech chłopców.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. mama kasi mama kasi

    super mama, super wywiad. wow…naprawdę wow…

  2. Ilona Ilona

    Pięknie opisane. Normalnie fajnie by było mieć taką Mamę w sąsiedztwie :)

  3. Paula Paula

    Dla mnie takie mamy to prawdziwe bohaterki;) Bardzo fajna pozytywna atmosfera bije od tej Pani i to jest niesamowite, że tak optymistyczne podchodzi do tej sytuacji, która przecież, nie ukrywajmy, jest obciążająca..Ale może właśnie coś w tym jest, że przy dziecku dostaje się „powera” a w tym przypadku potrójnego;)Bardzo ciekawy wywiad;)

  4. Ewa Ewa

    Niesamowita Mama :) Godny podziwu Tata :) myślę,że my Rodzice jednego dziecka moglibyśmy się od Was uczyć! Gratuluję Wam sił, organizacji i wzajemnego wsparcia!

  5. Julia Julia

    Wow… Aż słów brak…
    Zawsze uważałam, że ciąża mnoga trafia się „wybranym”, że Matka Natura obdarowuje większą liczbą dzieci tylko te kobiety i tych mężczyzn, którzy mają wystarczająco sił, cierpliwości i miłości w sobie aby sprostać takiemu zadaniu. Ten wywiad potwierdza moją wyssaną z własnego palca teorię :)
    Ja mam jedno. I choć marzyły mi się bliźnięta, po urodzeniu córki wiedziałam, że Matka Natura dobrze zrobiła…

  6. ewanka ewanka

    No rozumiem mamę trojaczków świetnie. No może nie jest mamą trojaczków, ale mam trójkę dzieci i dodatkowo nie wiem co mnie podkusiło zajmować się dzieckiem pięciomiesięcznym siostry, która wróciła do pracy. A jak by jeszcze było mało od lipca mam własną firmę. Więc 4 dzieci + firma = 4 godziny snu na dobę

  7. Dorota Dorota

    Niesamowita mama :)

  8. Rodzynek Rodzynek

    Podziwiam naprawdę:)

  9. edyta edyta

    Jestem pełna podziwu dla mamy trojaczków tylko pogratulować :-)

  10. mama 1+3 mama 1+3

    czesc, ja tez jestem mama trojaczkow, ale za nim to nastapilo to jeszcze mialam okazje byc mama jedynaka ktory dzis ma 10 lat, moje dzieci sa z 22 kwietnia 2010 i maja 7 lat skonczone. Doskonale rozumie sytuacje, podobne przezycia. Dzis juz dzieci chodza do szkoly nowe problemy i wcale lekko nie jest. Chetnie bym dolaczyla do jakiejs polskiej grupy trojaczkowej wspomagajacej sie nawzajem. Mieszkam w USA ale pewnie wszyscy maja podobne problemy.

  11. mama 1+3 mama 1+3

    czesc, ja tez jestem mama trojaczkow, ale za nim to nastapilo to jeszcze mialam okazje byc mama jedynaka ktory dzis ma 10 lat, moje dzieci sa z 22 kwietnia 2010 i maja 7 lat skonczone. Doskonale rozumie sytuacje, podobne przezycia. Dzis juz dzieci chodza do szkoly nowe problemy i wcale lekko nie jest. Chetnie bym dolaczyla do jakiejs polskiej grupy trojaczkowej wspomagajacej sie nawzajem. Mieszkam w USA ale pewnie wszyscy maja podobne problemy.

Zobacz również