Nocnik OKT Prima baby z głową misia

Wraz z ukończeniem przez syna roku, wybraliśmy się po zakup nocnika. Na początek chcieliśmy, by oswoił się z jego istnieniem, dlatego do czasu, kiedy będzie gotowy na samodzielne siusiu, nocnik był po prostu zabawką. Korzystając z rad innych mam i wszelkich poradników o wychowywaniu dzieci, wybraliśmy się na zakupy z synem, by on sam mógł wybrać swój prywatny nocniczek. Ponieważ jest wielkim miłośnikiem wszelkiego rodzaju misiów, więc gdy tylko zobaczył nocnik z profilu przypominający misia, radości nie było końca. Ucieszyliśmy się, bo wybrał właściwie jeden z najtańszych nocników –  9,99 zł (choć perspektywa oddania decyzji zakupu owego gadżetu roczniakowi wydawała się zupełnie inna). Zdecydowaliśmy, że na pewno nocnik nie będzie z melodyjką, gdyż jesteśmy już zmęczeni ciągle grającymi zabawkami, a w końcu z nocnika będziemy korzystać dość często.

Początkowo nocnik sprawdzał się świetnie, mały codziennie przed wejściem do wanny siadał na swojego misia, czasem używał go jako jeździka. Niestety, gdy zaczęły się pierwsze próby odpieluszkowania, nocnik okazał się ewidentnym kitem! Gdy nagle pojawiła się potrzeba zrobienia siusiu głowa misia okazywała się przeszkodą, gdyż ciężko było posadzić dziecko w opuszczonych spodenkach – jedynym rozwiązaniem było zdjęcie całego dołu ubrania, nie wspominając już o samodzielnym zrobieniu siusiu przez nieporadnego malucha. Niestety próby odpieluszkowania zniechęciły zarówno syna, jak i mnie do używania tego nocnika, bo zazwyczaj kończyło się to mokrym ubraniem, którego nie zdążyliśmy zdjąć. Jednak to nie koniec wad nocnika.

Przy silniejszym siadzie lub nachyleniu do przodu małego brzdąca (ok 12 kg) nóżki misia zaczynają się rozjeżdżać na boki. Co prawda nie złamaliśmy ich, ale stały się niestabilne, przez co dziecko nie czuje się na nim bezpieczne. Szkoda, że oczka i nosek misia są naklejane, bo maluch szybko potrafi je odkleić, przez co całość nie wygląda estetycznie .Generalnie nocnik wydaje się dość stabilny i przyjemny –   jednak niestety nas bardzo zawiódł. Zastanawiam się, czy choćby nawet kształt misia zachęcał do korzystania z niego. Bardziej chyba zachęca do zabawy, a nie siusiania a przecież nie o to nam chodzi. Gdy czasem gościmy u siebie dzieci, zarówno rodzice jak i maluchy są zachwyceni nocnikiem, jednak ja szczerze odradzam za każdym razem, bo wiem, że u nas się nie sprawdził. Co prawda znaleźliśmy inny sposób, by nie zdejmować całego ubranka (dziecko siada tyłem do głowy), ale i tak bardzo się zawiodłam na tym wynalazku, który miał służyć, a stał się niepraktyczny.

Wioleta 30-letnia mama trzyletniego Wojtusia. Absolwentka studiów pedagogicznych. Z zamiłowaniem pochłania wszelką wiedzę na temat wychowywania dzieci, gotowania oraz dziedzin kosmetyki. Zagorzała zwolenniczka karmienia piersią i jak najczęstszego chwalenia dzieci. Wyznaje zasadę: "Słuchaj dobrych rad, ale postępuj zgodnie z matczynym instynktem".

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Joa22 Joa22

    Dziwny ten nocnik. A może właśnie na niego trzeba siadać tyłem, żeby ta głowa było oparciem?

  2. OlkaG OlkaG

    Rzeczywiście może być niewygodny przez tę głowę… czasem producenci po prostu „przedobrzają” i zamiast nocnika czy innej konkretnej rzeczy, powstaje nieużyteczny gadżet albo zabawka…

  3. Mirka Mirka

    beznadziejny