„Nikt nie może rosnąć za dziecko…”

Jak wykorzystać w domu z dzieckiem założenia metodyki Marii Montessori

Kilka lat temu zetknęłam się po pierwszy raz z podstawami metodyki Marii Montessori. Najpierw przyswajałam sobie wiedzę teoretyczną, następnie konfrontowałam ją w pracy z dziećmi w placówkach przedszkolnych o takim profilu, by w końcu zdecydować się na kierowanie przedszkolem, realizującym założenia Montessori. Dziś mam okazję przyjrzeć się tej metodyce z jeszcze z innej strony. O tym, jak bardzo jest uniwersalna, przekonuję się każdego dnia opiekując się, bawiąc i w sposób kreatywny spędzając czas razem ze swoimi dziećmi.

dsc_3685Tym, co od samego początku zafascynowało mnie w pedagogice Montessori był sposób postrzegania dziecka: jako całkowicie odrębnej istoty, która – mimo tego, że jest tak krucha i zdana całkowicie na nas, ma plan własnego rozwoju. Taka istota może wpływać na siebie samą i wcale tak naprawdę nie jest „plasteliną” w naszych rękach.

Bardzo trafne jest dla mnie sformułowanie M. Montessori: „Nikt nie może rosnąć za dziecko…”, które dotyczy rozwoju dziecka nie tylko w sensie fizycznym. Ono na naszych oczach nie tylko rośnie, zaczyna poruszać się czy mówić, ale rozwija także swój intelekt czy duchowość.

Aby jednak dziecko rozwinęło się jak najpełniej, powinno wzrastać w przystosowanym do jego potrzeb otoczeniu. W ostatnich latach bardzo często słyszy się w odniesieniu do dzieci, nawet tych w wieku kilku tygodni czy miesięcy, o potrzebie „stymulowania rozwoju” i związanej z tym konieczności naszej intensywnej „pomocy”. Dlatego „troskliwi” rodzice, opiekunowie, dziadkowie dążą do tego, by na każdym kroku je wyręczać. Już od pierwszych dni życia zasypują ponadto bobasy ogromną ilością wyszukanych i kosztownych „zabawek edukacyjnych”, które grają, śpiewają, migają, mówią, poruszają się. Takie zabawki bombardują układ nerwowy malucha dużą ilością bodźców, tymczasem stymulować dziecięce zmysły można w znacznie bardziej naturalny i prosty sposób.

U nas idealnie sprawdzają się w tym celu takie pomoce dydaktyczne „domowej roboty” jak:

  • puszki i butelki „szmerowe”, wypełnione kaszą, grochem czy soczewicą – to idealne grzechotki dla niemowląt. Mogą to być zakręcane plastikowe butelki po kefirach czy jogurtach. Dla potrzeb użytkowania przez starszaki są oznaczone kolorami (po dwa tym samym kolorem). Potrząsanie nimi i zgadywanie, co wydaje taki, a nie inny dźwięk czy układanie parami gwarantuje kilkulatkom nie tylko fajną zabawę, ale stymuluje zmysły,
  • płócienne woreczki ze skrawkami materiałów o różnych fakturach i kolorach: po dwa takie same skrawki, które można dobierać parami,
  • zakręcane w słoiczkach przyniesione ze spaceru „dary lasu” (szyszki, kasztany, żołędzie, suszona jarzębina, liście), których oglądanie pomaga ćwiczyć pamięć i stanowi zachętę do opowieści, gdy zapytamy dziecko, skąd przyniosło poszczególne „dary”,
  • zestawy typu: tarka + mydło, młynek + kawa, dwie miseczki/dzbanuszki + woda/sypkie produkty do przesypywania (mąka, kasza manna, bułka tarta itp.) – pozwalające na ćwiczenie zdolności manualnych i sprawności małych palców…

W ich tworzeniu i wykorzystywaniu jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia, a w trakcie użytkowania nasza rola powinna sprowadzać się do przedstawienia możliwości tych zastosowań, po to, by po chwili się wycofać, szanując dziecięcą pracę. Tym efektywniejszą, gdy nie będziemy jej przerywać, choćby poprzez zadawanie pytań.

Czasami wystarczy być obok dziecka, obserwować je, pozwalając na penetrowanie świata. Świetnym pomysłem jest także, by czynności dnia codziennego zamieniać w zabawę. Nawet mycie rąk po przyjściu ze spaceru może być inspirujące: wystarczą dwie miseczki z wodą i duża, wymykająca się z rąk, kostka mydła, którą trzeba złapać.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

dyplomowany nauczyciel wychowania przedszkolnego oraz edukacji wczesnoszkolnej, animator kultury. Mama 2,5-letniej Zuzanny oraz kilkumiesięcznego Bartka. Dyrektor Punktu Przedszkolnego Przyjaciele Żyrafy .

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. punia_22 punia_22

    Święta prawda, nie ma nic lepszego jak kreatywność dziecka w samodzielny sposób poprzez np. codzienne czynności. Sama wiem ile to sprawia frajdy mojej córce,a mój 8 miesięczny syn próbuje siostrę naśladować :).

  2. kinia kinia

    Bardzo podoba mi się to stwierdzenie, że nikt, nie może rosnąć za dziecko…w sumie to prawda, a tak często o tym zapominamy, że to dziecko musi samo, i to rodzic nie powinien przeszkadzac

  3. Iza Iza

    Fajny artykuł :)

  4. ania ania

    Świetny artykuł! Przypomniało mi się, że chciałam mieć dziecko dlatego, że wydawało mi się, iż cudowna jest możliwość kształtowania zupełnie nowego człowieka. Na szczęście będąc w ciąży przeczytałam, że dziecko nie rodzi się dla nas, tylko my się stajemy rodzicem dla dziecka. To jest nasz czas nauki, jak być lepszym człowiekiem, jak akceptować indywidualność nowego stworzenia boskiego. Dobrze, że to przeczytałam, bo najpierw doznałam szoku. Ale staram się realizować założenia które droga autorko przedstawiłaś w artykule. Mój syn ma 18 miesięcy i uwielbia uczestniczyć w naszym dorosłym życiu. Czasem mi głupio, że jest bardziej zainteresowany sprzątaniem ze mną niż zabawą ze mną. Ale po lekturze tego artykułu chyba przestanę mieć wyrzuty. Niech się bawi czym chce i kiedy chce ;)