„Niewolnicy snów”

„Niewolnicy snów” to literacki debiut Dominiki Budzińskiej, książka, którą autorka, jak sama podkreśla, pisała z chęci spełnienia wielkiego marzenia. To powieść kierowana do młodzieży, jednak, co mnie zaskoczyło, doskonała również dla dorosłych lubiących powieści, w których łączy się świat realny z fantastycznym. Wniosek? Banalny, warto spełniać marzenia, skoro w ten sposób powstają tak ciekawe książki.

O czym?

niewolnicy-snówNiewolnicy snów to opowieść o 17-letniej Martice, która pewnego dnia wyprowadza się z rodzicami. Początkowo ma żal do taty, że tak szybko musieli zmienić miejsce zamieszkania i że nie zdążyła się pożegnać z przyjaciółmi oraz chłopakiem. Czuje, że życie w obcym mieście nie będzie proste. Nieoczekiwanie zostaje tak dobrze przyjęta, że szybko negatywne emocje ją opuszczają. W ich miejscu pojawia się zauroczenie, a następnie głęboka miłość.

Prostą historię o młodzieńczej miłości przeplata wątek fantastyczno-kryminalny, w którym kluczową rolę odgrywają sny. Dziewczyna zmierzając się z koszmarami, z czasem zauważa, że ich sens  nie jest tylko przenośny, ale ma bezpośredni wpływ na jej codzienne życie i jest z nią związany. W końcu dochodzi do takiego momentu, w którym trudno się zorientować, kiedy zaczyna się sen, a kiedy jawa.

Dla nastolatków

Co prawda dawno wyrosłam z wieku nastoletniego (powieść kierowana jest do młodzieży), ale jestem przekonana, że książka spodoba się uczniom szkół średnich. Trzeba ją potraktować jako wstęp do losów Martiki i jej przyjaciół, dający wiele możliwości samej Autorce i tematów do rozbudowywania zarysowanych wątków. Pozostaje mieć nadzieję, że dalsze tomy powieści będą równie dobre.

Co można zarzucić tej pozycji? Na pewno to, z jaką siłą rozbudza zainteresowanie, rozpoczyna wątki, zarysowuje tło, wzbudza ciekawość i jak niewiele wyjaśnia…Teoretycznie z punktu widzenia Autora i Wydawnictwa chęć sięgnięcia po drugi tom, by wreszcie poznać konkretne odpowiedzi, to dobry pomysł. Jednak już z perspektywy czytelnika: niekoniecznie.

Gdy przeczytałam ponad 300 stron, poczułam rozczarowanie i niedosyt, bo Autorka nie zakończyła żadnego ważnego wątku. Miałam wrażenie, że wiem niewiele więcej niż na początku lektury. Aż chciałoby się zawołać „litości!”. Mimo to, z chęcią przeczytam kolejną część przygód Martiki z nadzieją, że w nich w końcu pewne niejasności zostaną wyjaśnione.

Dziękujemy Warszawskiej Firmie Wydawniczej za udostępnienia egzemplarza książki.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.