Jak nieświadomi rodzice tuczą swoje dzieci?

Polska goni Stany Zjednoczone pod względem liczby dzieci otyłych. Według statystyk WHO, w ciągu ostatnich 20 lat wzrosła trzykrotnie liczba najmłodszych mających problem z wagą.  Dzisiaj aż 16% dzieci waży zbyt dużo. Zbadano 10-12 latków i uzyskano dramatyczne wyniki. Polskie dzieci są grubsze niż dzieci w innych krajach Europy. Odsetek otyłych 11-latków w Polsce jest największy na świecie. Naukowcy mówią, że problem się pogłębia i wszystko wskazuje na to, że będzie rósł. Czeka nas prawdziwa plaga otyłości, a wraz z nią mnóstwo problemów zdrowotnych.

Jak to się dzieje? Co się takiego zmieniło na przestrzeni lat, że nasze dzieci tyją?

Negatywne nawyki w domu

Dzieci tyją, bo od samego początku wychowują się w domach, gdzie panują nieprawidłowe nawyki żywieniowe. W ten sposób upodabniają się do swoich rodziców (lub dziadków!). O tym się jednak nie mówi, bo to temat tabu.

Mama czy tata mająca problem z wagą, najprawdopodobniej wychowa dziecko, które również będzie”zbyt okrągłe”. Gdy dodamy do tego, że komórki tłuszczowe tworzą się w największej liczbie do 7 roku życia, problem nieprawidłowych nawyków żywieniowych w dzieciństwie staje się bardzo poważny. Nadwaga wśród najmłodszych dzieci często przeradza się bowiem w problemy w wieku dorosłym.

Nie oznacza to rzecz jasna, że komórki tłuszczowe nie tworzą się w dorosłym życiu, bo najnowsze wyniki badań udowadniają, że tak się dzieje. Prawdą jest jednak fakt, że pewna skłonność organizmu rozpoczęta w dzieciństwie rzutuje na całą naszą przyszłość.

Co druga osoba dorosła w Polsce narzeka na nadmierne kilogramy. Czy są to rzeczywiste problemy? A może wydumane, lansowane przez media, w których królują anorektyczne modelki?

Okazuje się, że odpowiedź nie jest optymistyczna. Badanie stanu zdrowia Polaków w wieku od 20 do 74 lat przeprowadzone w 16 województwach potwierdziło, że aż 60% mężczyzn i 50% kobiet ma nadwagę lub jest otyłych. Wnioski z innych badań potwierdziły, że wysokie BMI rodziców zazwyczaj skutkuje wysokim BMI u dzieci. Innymi słowy – otyli rodzice zazwyczaj wychowują otyłe dzieci.

I warto od razu dodać, że otyłość to nie problem estetyczny, ale przede wszystkim zdrowotny, zwłaszcza w kontekście dopiero rozwijających się organizmów naszych dzieci. Nadmierna waga ma wpływ właściwie na każdy układ i narząd!

Niekarmienie piersią

Karmienie piersią to najlepsza decyzja, jaką możemy podjąć dla dziecka. Niestety z różnych powodów, nie zawsze karmimy naturalnie.

Warto jednak wiedzieć, że mleko mamy korzystnie wpływa na późniejsze nawyki żywieniowe dzieci. Według naukowców karmienie piersią chroni przed otyłością z różnych powodów, po pierwsze pozwala wykształcić kontrolę apetytu ze względu na karmienie na żądanie, po drugie dzieci karmione piersią dostają mniej białek niż te karmione butelką, co ma wpływ na ich wagę w przyszłości, po trzecie karmiące piersią mamy w przeprowadzonych badaniach miały skłonność do prowadzenia zdrowszego trybu życia, między innymi unikania palenia i picia alkoholu.

Jedzenie, by zająć ręce

Skąd się bierze problem z nadwagą u dzieci?

Powodów jest całe mnóstwo. Jednym z nich jest uspokajanie dzieci poprzez dawanie im jedzenia. Już od najmłodszych lat. Reakcja jest prosta – płacz, no to butelka, czasami pierś. I choć teoretycznie dziecko, które głodne nie jest, nie będzie jadło, to pewien negatywny wzorzec zachowania się utrwala. Maluch z czasem zaczyna mylić rozdrażnienie z głodem. Potem wcale nie jest lepiej. Dziecko ma w spokoju posiedzieć w wózku? No to łup, chrupki, paluszki, biszkopciki. Przecież to nic, to tylko małe ciasteczko. Na pewno?

Badania przeprowadzone na osobach otyłych pokazały, że większość z nich żyła w przekonaniu, że je niewiele. Dopiero sumienne zapisywanie tego, co codziennie zjadała, pozwoliło realnie spojrzeć na sytuację i ogromne ilości pochłanianej żywności. Często ten sam mechanizm aktywowany jest, gdy patrzymy na ilości zjadane przez nasze dzieci. Widzimy małe porcje, zapominając o przekąskach i o tym, że dziecko nie potrzebuje zbyt wielkich ilości jedzenia.

No, jeszcze kawałeczek

To zdumiewające, że obok ogromnej pod względem skali otyłości istnieje drugi problem dotyczący tak zwanych niejadków. Niestety z wiekiem dzieci jedzące niewiele często zamieniają się w te, które zajadają stresy, jedzą wtedy, kiedy są znużone czy zmęczone, osoby niepotrafiące rozpoznać, kiedy naprawdę są głodne.

Zmuszanie do jedzenia w dzieciństwie, stosowanie różnych taktyk, by maluch w końcu coś zjadł, nagradzanie jedzeniem niestety może mieć zgubne skutki. Choć w wielu przypadkach może pomóc uzyskać oczekiwany cel i nic więcej, to nie brakuje historii otyłych osób, które w dzieciństwie, według ich rodziców, jadły za mało.

Podawanie produktów dla dzieci

Skąd się bierze otyłość? Często z podawania najmłodszym produktów stworzonych dla dzieci.

Powiesz, absurd? Co niby mam podawać, skoro chce nakarmić dziecko? To właśnie produkty stworzone dla dzieci są odpowiednie dla mojej córki czy syna!

Okazuje się jednak, że produkty dedykowane najmłodszym dalekie są od zdrowych. Weźmy przykład – popularny serek dla dzieci, który zawiera aż 2-3 łyżeczki cukru, mleko smakowe dla dzieci zawiera aż 42 gramów cukru (czyli dwukrotnie więcej niż norma dzienna).

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja, gdy spojrzymy na produkty dla niemowląt.

Kaszka ryżowa o smaku bananowym Nestle ma cukier na drugim miejscu (jest go więcej niż banana, który znajduje się w nazwie, zatem lepiej byłoby nazwać kaszkę ryżową z cukrem a nie bananem). Producent oferujący tę kaszkę dla rodziców małych dzieci jednocześnie na swojej stronie zaleca, by stosować zdrową dietę dla najmłodszych. Bez komentarza.

źródło: https://www.zdrowystartwprzyszlosc.pl/nestle-kaszka-ryzowa-banan#

By nie zostać posądzoną o atak na jednego producenta, należy dodać, że podobnie sprawa wygląda z produktami innych marek, na przykład kaszka Bobovita, w których cukier również wymieniony jest na drugim miejscu. Podobnie wygląda zawartość jogurcików dla dzieci. Te posiadają w składzie nawet 4 kostki cukru (w małym pudełeczku).

Nie najlepiej wyglądają również gotowe herbatki dla niemowląt. Ich również lepiej się wystrzegać.  Poniżej skład herbatki BoboVita o smaku brzoskwiniowym. Produkt polecany dla dzieci powyżej 6 miesiąca.  Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że to sam cukier. W 100 gramach produktu aż 97,7 to właśnie cukier! Na pierwszym miejscu dekstroza – cukier prosty, następnie cukier rafinowany, dalej maltodekstryna -cukier. I to przy jednoczesnych pięknych akcjach promujących zdrowe odżywianie!

źródło: https://www.bobovita.pl/produkty/herbatki/herbatka-o-smaku-brzoskwiniowym

 

Według obecnych standardów dziecko nie powinno spożywać więcej niż 20 gramów sacharozy dziennie (odpowiednik dwóch czubatych łyżeczek cukru). Liczba ta dotyczy nie tylko bezpośredniego spożycia cukru, ale również ukrytych źródeł cukru (np. w chlebie, wędlinie, przekąskach).

Jeśli tak wiele produktów dla dzieci zawiera tak ogromne ilości cukru, a jednocześnie producenci tworzący te produkty tworzą kampanie promujące zdrowe odżywianie, to jak to nazwać? Rozdwojeniem jaźni?

Na koniec należałoby dodać, że za obecną plagę otyłości, według naukowców, odpowiada nie nadmiar tłuszczu, ale właśnie nadmiar cukru w diecie. Według specjalistów, powszechne jest w społeczeństwie uzależnienie od cukru. Próba odstawienia białego proszku kończy się rozdrażnieniem i silną potrzebą sięgnięcia po coś słodkiego. I to od najmłodszych lat.

Brak czasu

Wysokie tempo życia nie sprzyja zdrowemu odżywianiu. Podobnie jak zmieniony model rodziny i ogromna dostępność produktów wysokoprzetworzonych, które według licznych prac naukowych są przyczyną tycia.

Obecnie nie jest łatwo kupić dobrej jakości produkty spożywcze. Choć w marketach znajduje się mnóstwo towaru, to obecność półki z tak zwaną zdrową żywnością wiele mówi o naszych czasach. Jaką żywność znajdziemy w innych częściach sklepu, skoro zdrowa mieści się na jednym regale?

Problemem jest też szalone tempo życia, praca obojga rodziców, potworne zmęczenie. Nic dziwnego, że gdy mama ma wybór, czy spędzić pół godziny z dziećmi po pracy na zabawach czy ugotować zdrową zupę – wybiera to pierwsze. W konsekwencji niedoboru czasu wybieramy sposób żywienia, który pozwala nam przygotować szybkie posiłki, niekoniecznie zdrowe.

Żywimy się też w fast foodach. Nikogo dzisiaj nie dziwi widok trzylatka zajadającego frytki z rodzicami w centrum handlowym czy dwunastolatka jedzącego po szkole chipsy. Wiele dzieci nie je obiadów w szkole, bo są według nich niedobre, potem żywią się drożdżówką czy chrupkami, by doczekać jakoś wieczoru, kiedy rodzic poda ciepłą obiadokolację, często podgrzewaną w mikrofali.

Problemem jest też zły przykład płynący od rówieśników. Gdy większość dzieci przynosi do szkoły chipsy i paluszki, wiele dzieci noszących jabłko i kanapkę z razowego chleba zaczyna się czuć „inne”. Nierzadko protestuje, chce być takie, jak „wszyscy”.

Bo się spocisz

Według dietetyków na naszą wagę w 80% ma wpływ nasza dieta. To od zawartości talerzy zależy, jak wyglądamy i jak wyglądają nasze dzieci. Niemniej istotny jest jednak również ruch, systematyczny wysiłek fizyczny, choć w wielu domach wywyższa się jego znaczenie, rozumując w ten sposób – dziecko może jeść wszystko, bo i tak spali nadmierne kalorie. To niestety bardzo ryzykowna teoria.

Przykład idzie z góry. A my jako rodzice również miewany problem, by znaleźć czas na aktywność fizyczną. Zazwyczaj prowadzimy siedzący tryb życia. Podobny styl życia przejmują nasze dzieci. Zamiast biegania po podwórku zbyt często wybierają tablet, komórkę, gry w sieci.

Jednak problem zaczyna się znacznie wcześniej…

W pierwszych latach życia chuchamy i dmuchamy na dzieci, które nie mogą się pobrudzić, bo chcemy, żeby ładnie wyglądały, nie mogą się spocić, bo obawiamy się infekcji. Zresztą nic dziwnego, dzieci, których codzienne menu to głównie cukier mają słabą odporność i żaden suplement diety czy magiczny syropek na to nie pomoże.

To co ja mam jeść? Przesadzasz i tyle

Problem z otyłością wśród dzieci jest problemem wynikającym z bagatelizowania zagrożenia i wyśmiewania zasad zdrowego trybu życia. Mówimy, że dziecko wyrośnie, że nie ma co przesadzać. Lubimy pulchne niemowlaki, cieszymy się, gdy córka czy syn ma spory apetyt. Na forach grzmimy, że nie skrzywdzimy naszego dziecka, odbierając mu radość z jedzenia, że wychowujemy normalnie, nie jesteśmy ekoterrorystkami, że nikt nie zginął od kremu czekoladowego czy lizaka, że wszystko jest dla ludzi.

Potem również w internecie prosimy o receptę na odporność dziecka, szukamy lepszych past do zębów, by zatrzymać panoszącą się próchnicę, prosimy o radę, jak opanować dziecko, które jest nadpobudliwe. I absolutnie nie wiemy, dlaczego tak się dzieje…bo przecież wszystko jest dla ludzi. Jako dziecko jedliśmy chleb z cukrem, to dlaczego nie może jeść moje dziecko? Problem w tym, że czasy się zmieniły. I sposób żywienia Polaków dzisiaj nie wygląda tak jak sprzed 30 laty. Dzisiejsze zagrożenia kiedyś nie istniały…

P.S. Według specjalistów ponad 80% przypadków nadwagi i otyłości jest wynikiem złych nawyków żywieniowych i braku ruchu. Powyższy artykuł nie omawia sytuacji, gdy dziecko jest otyłe z powodu choroby.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. K K

    przerazajace

  2. Natalia Natalia

    Zawsze tak bardzo chcieliśmy gonić zachód. To mamy. Kinder kanapka na śniadanie, Kubuś w plecaku itp, itd.

  3. Ola Ola

    Zywność faktycznie jest nie zdrowa ale kiedyś dzieci do wieczora po podwórku ganiały o ciągle w ruchu były a teraz komputer i chipsy do tego a rodzena to przystają bo mają spokój od dzieci. Nawet na podwórku jak siedzą to z telefonem w reku… I są tego skutki

  4. Estera Estera

    Nie wiem czy nieświadomie

  5. Agnes Agnes

    Nowoczesne kobiety dzisiaj nie potrafią gotować i są z tego dumne. Nie mają zielonego pojęcia o wartości kalorycznej czy też odżywczej pożywienia. A w sklepie.. kto dzisiaj czyta etykietki? Ponadto w Polsce dla dzieci niemalże nie ma produktów bez cukru. Przykład: soczek bobofrut- ja piłam ok. 35 lat temu bez dodatku cukru, a dziś już się cukier dodaje. Dzięki temu można do produkcji urzyć mniej i gorszej jakości owoców. I tak ze wszystkim. Przemysł spożywczy zamiast odżywiać, to nas truje. Polecam gorąco zwrócić uwagę na syrop glukozowo-fruktozowy. Super tanie paskudztwo, które w USA wywołao epidemię otyłości…
    Polecam: „The man who made us fat”, BBC 2.