Nie będzie referendum w sprawie 6-latków

Sprawa od początku budzi wiele emocji. Stowarzyszenie „Ratuj Maluchy” zebrało ponad milion podpisów rodziców pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie wcześniejszego pójścia sześciolatków do szkoły. To na niewiele się zdało. Podobnie jak liczne wysyłanie e-maili do posłów, odwiedzanie ich, dzwonienie do biur, przypominanie, jak bardzo ważne dla rodziców jest to, by mogli zdecydować, czy ich dzieci pójdą szybciej do szkół. Do szkół, które według rodziców przeciwnych reformie, dyrektorów, nauczycieli i wielu ekspertów nie jest przygotowanych do przyjęcia młodszych dzieci.

Sejm odrzucił wniosek o referendum. Wniosek poparło posłów 222, przeciw było 232. Na sali rozległy się głosy: „Hańba! Wstydźcie się!”. Karolina Elbanowska, ze stowarzyszenia Ratuj Maluchy nie kryła rozczarowania.

 

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. HelowaMama HelowaMama

    Mimo iż nie dołączyłam do akcji i niezupełnie podzielam poglądy państwa Elbanowskich, uważam,że zlekceważenie głosu miliona obywateli jest niedopuszczalne!

  2. Olcia 25 Olcia 25

    Kiedyś jak rodzic chciał wysłać dziecko do szkoły w wieku 6-ciu lat, to musiało ono przejść badanie w poradni psychologiczno – pedagogicznej. To był obowiązkowy warunek! A teraz nagle nie trzeba. Mało tego – w przyszłym roku do I klasy mają iść dzieci urodzone do lipca, ale za dwa lata już wszystkie – bez względu na miesiąc, w którym się urodziły. Czegoś tu nie rozumiem…

    Wiem, że zwolenników posyłania 6-cio latków do szkoły jest tyle samo co przeciwników ale pragnę na coś jeszcze zwrócić uwagę. Mało kto wie, że reforma szkolnictwa została tak przeprowadzona, że dziecko po I klasie liceum (lub technikum), wybiera tak zwane przedmioty kierunkowe i ma ich bardzo dużo (po około 5 godzin w tygodniu), a reszta wypada albo jest po godzince. Dla przykładu – dla ucznia, który chce pójść na prawo, będzie po 5 godzin historii, wiedzy o społeczeństwie, polskiego.Reszta przedmiotów jest drastycznie okrojona. Dziecko w wieku 16 lat będzie musiało zdecydować, kim chce być w przyszłości, bo jak inaczej nazwać taki wybór? A jak się w głowie dziecka coś za rok zmieni i nagle nasza pociecha stwierdzi, że jednak chce być fizykiem jądrowym? Odwrotu już nie będzie. Powiedzcie mi, kto z nas w wieku 16 lat do końca wiedział kim chce być? Wiem, że znajdą się ludzie, którzy powiedzą że oni wiedzieli. Ja nie wiedziałam. I boję się, że moje dziecko też nie będzie wiedziało, a niestety do szkoły jako 6-cio latka pójdzie. Bo nikt nie daje nam prawa wyboru. Oburza mnie to, że odebrało się nam – rodzicom, prawo do decydowania o naszych dzieciach.

    • Dorota Dorota

      Olcia25, mnie też to oburza. Oburza mnie to, że dotąd rodzice mogli decydować. Nikt im nie bronił wysyłać dzieci wcześniej, a teraz ma być przymus. W imię czego?
      Niestety to przykre, że kraj w jakim żyjemy funkcjonuje na takich zasadach. Szkoda, że szkoły wyglądają tak a nie inaczej. Porównujemy się do dużo bardziej rozwiniętych krajów, a każdy, kto trochę rozmawia z „emigracją” wie, jaka jest prawda. Jesteśmy daleko w tyle. I najpierw należałoby podgonić, a potem decydować się na takie kroki…

      • Olcia 25 Olcia 25

        Ja patrzę na to całe zamieszanie z podwójnej perspektywy – jako rodzic i jako nauczyciel. Co do jednego się zgadzam – szkoła nie jest idealna, ale mam wrażenie, że w pogoni za Europą coś zgubiliśmy. Co z tego, że chcemy być jak bardziej „rozwinięte” kraje skoro u nas dalej nie zmieniło się nic w podejściu do rozkładu nauczania? Niby mamy uczyć dzieci samodzielnego myślenia…Ale już matura jest tak skonstruowana, że musisz trafić w klucz – no absurd zupełny. Mamy nie uczyć dzieci „rycia” na pamięć – a tu na egzaminie gimnazjalnym pytania tak szczegółowe, że nawet ja mam czasem problem z ich interpretacjami o odpowiedzi nie wspomnę. W podstawówce przez pierwsze 3 lata nauki ani słowa o dodawaniu w tzw „słupkach, a tu w 4 klasie pani pyta zdziwiona „co nie mieliście tego?!”Mogłabym tak wymieniać jeszcze bardzo długo.
        Sprawa 6-cio latków to tylko wierzchołek „góry lodowej”. Nasze władze podejmując decyzje w sprawach oświaty i edukacji nie liczą się ani z rodzicami, którym chodzi po prostu o dobro ich własnych dzieci, ale też są głuche na prośby i apele nauczycieli i wychowawców. Mogę wysłać moją córkę do szkoły jako 6-cio latkę, ale jak pomyślę sobie jak wygląda nauczanie to po prostu mi jej żal. Żal, że straci tę resztę beztroski na rzecz „rycia” żeby w przyszłości się zmieścić w kluczu odpowiedzi.

        • Dorota Dorota

          Olcia25, niestety, ja też chciałabym uchronić bliskie mi dzieci, a nawet te dalsze od takiej szkoły, takiego rządu, tak pojętej rzeczywistości i sposobu załatwiania spraw, poprzez zaklinanie rzeczywistości i kneblowanie ust…
          Wychodzi na to, że muszę się pogodzić na to, że córka pójdzie jako 6-latka (chyba jako pierwszy cały) rocznik do szkoły. Może do tego czasu wyemigrujemy na znak protestu albo inny rząd zmieni to postanowienie ;)

          • Olcia 25 Olcia 25

            Ależ wcale nie trzeba emigrować ;)) po prostu jako rodzice angażujmy się w życie szkoły, sposobu w jaki nauczyciele uczą nasze dzieci. Nauka nie jest nudna jeśli nauczyciel uczy z pasją – wiem coś o tym :) My, rodzice powinniśmy wymagać od szkół, nauczycieli, dyrektorów, radnych w miastach i gminach. Mamy władzę tylko nie zawsze z niej korzystamy. Niech zainteresowanie szkołą naszego dziecka nie kończy się na obowiązkowej wywiadówce raz na semestr. Niech moc będzie z nami!!!

            • Dorota Dorota

              ;) Ja tam mimo wszystko do czasów szkolnych wolałabym nie wracać, choć uczniem byłam nie najgorszym ;) No zobaczymy :)