Z opisu producenta: „Nauszniki Earmuffs wyróżnia to, że skonstruowane są w taki sposób, że nie potrzebują pałąka, tylko zakłada się je bezpośrednio na uszy. Nie psują fryzur… dzięki czemu można nosić je niemal do każdej stylizacji. Doskonałe do aktywnego wypoczynku. Wersje nauszników „helmet” posiadają zaczep na kask, co na pewno ucieszy rowerzystów, narciarzy oraz wszystkich aktywne osoby, którym marzną uszy w chłodne dni.
Nauszniki marki Earmuffs produkowane są również w rozmiarach dziecięcych, ze słodkimi wzorami dla najmłodszych.”
Na adres redakcji dotarły nauszniki Earmuffs. Niepozorny produkt w niewielkim opakowaniu w oczach naszej małej testerki został oceniany jako atrakcyjny. Dość szybko dowiedzieliśmy się, dlaczego: niespełna trzylatka była przekonana, że to słuchawki do odtwarzania muzyki. Gdy poznała prawdę, po początkowym rozczarowaniu, zaczęła próbować zakładać nauszniki. Miała z tym problem, pytając, co chwilę, jak to założyć. Jednak z pomocą mamy: udało się.
Jakie wrażenia?
- w naszym przypadku do plusów zaliczamy chęć dziewczynki do założenia nauszników,
- ocena nauszników przez małą testerkę „jako ładne”,
- ciekawa konstrukcja, pozwalająca na lekkie wygięcie konstrukcji nausznika i zamocowanie go na uchu, dzięki czemu nie spada on ani się nie zsuwa,
- największa korzyść: nauszniki chronią uszy przed chłodem.
Jak korzystać z nauszników?
Nauszniki Earmuffs dla dzieci sprawdzą się podczas jazdy na rowerze (w połączeniu z kaskiem), w cieplejsze zimowe dni, kiedy można założyć lżejszą czapkę czy na przykład w trakcie jazdy na łyżwach. Jednak chyba najlepiej używać ich wczesną wiosną czy późną jesienią.
Nauszniki mogłyby być dostępne w większej ilości wzorów. Do wyboru mamy 5-6.
Cena: 69 złotych.
Nasza ocena:
(pół gwiazdki odejmujemy za cenę, która mogłaby być bardziej atrakcyjna i małą ilość wzorów)
Uwaga, konkurs!
Gdybyś mogła/mógł wybrać tylko jedną część garderoby, bez jakiej nie wyobrażasz sobie zimy? Co by to było?
Odpowiedź uzasadnij.
Wśród komentarzy pozostawionych pod tym wpisem wybierzemy jeden najciekawszy. Do laureata wyślemy nauszniki dla dziecka (widoczne wyżej na zdjęciu).
Konkurs trwa do 22 grudnia włącznie.
Zachęcamy do zabawy!

Rajstopki Wola Tencel
Cesarka na życzenie
Zgaga w ciąży
Cesarskie cięcie
Test obciążenia glukozą w ciąży
Biorą się za wysoki macierzyński
zimy nie przezylabym bez mega duzego tzn szerokiego i dlugiego na ok 2metry szalika…niestety nieciepie czapek ani golfikow, wiec jest to moje jedyne zimowe okrycie glowy i karku ;)
po tym artykule chyba sie rozejrze za nausznikami…moze chociaz uszy uda mi sie bardziej oslonic?
oczywiscie bez czapki – zawsze warto ją mieć i nie zależnie od tego czy jest bardzo zimno nalezy ją nosić. Teraz naprawde mozna znaleźć tyle pięknych wzorów ze samemu chce sie zeby było chłodniej ;-)
Na głowę zakładamy: czapkę, duży szalik, kaptur lub jakąkolwiek część garderoby, którą można się owinąć…Dalej możemy ubrać się na cebulkę więc nie jest konieczne posiadanie mega ciepłej kurtki… Spodnie lub rajstopy ocieplane – parę wariantów się znajdzie. A na stopy?? Koniecznie buty!! Nie ma dla tej części garderoby alternatywy. Buty muszą być ciepłe i z podeszwą antypoślizgową, żeby nie wywinąć gdzieś orła ;) Jak marzną stopy to odczuwa się wszechobecne zimno. Także odpowiadając na pytanie… Nie wyobrażam sobie zimy bez dobrych, ciepłych butów. Pozdrawiam
A ja sobie nie wyobrażam zimy bez szala – a właściwie płachty ciepłej dzianiny :) Takiej wielkiej, metr na dwa. Używam jej przeróżnie, wedle potrzeby. Czasem służy właśnie jako szal na szyję, jak mocniej wieje – można zawinąć na głowę, a jak prowadzę wózek, to nawet czasem zawijam rożkami dłonie :) Rodzina się śmieje, że chodzę w kocu – i rzeczywiście, gdy w domu robi się chłodniej, okrywam się też moją płachtą. A czasem kogoś pod nią przygarniam :) Bez niej nie wyobrażam sobie zimy, bo jest wtedy dla mnie wszystkim :)
Oczywiście że zima bez rękawiczek to odmrożone ręce. Jak tu lepić bałwana bez nich czy rzucać się śnieżkami?
Kiedys czapka byla zlem koniecznym. Rodzice zmuszali mnie zeby ja zakladac a ja ja sciagalam za rogiem domu…. Teraz nie wyobrazam sobie zimy bez grubej czapki i oczywiscie rekawiczek:)
Nie wyobrazam sobie zimy bez cieplej czapki :) Reszta jakoś da się wykombinować :)
Ręce mam wytrzymałe na mrozy – więc o rękawiczkach czasami zapominam (no ale w rezultacie dłonie nie wyglądają u mnie zawsze jak dłonie prawdziwej damy). I tymi dłońmi jeszcze rozgrzewam dłonie mojego Męża – zmarzlucha.
Z grubymi skarpetkami też nie muszę przesadzać – wystarczą porządne buty dla odmiany np. mój 55-letni Tata zimą zakłada obowiązkowo kalesony, dwie pary grubych skarpet i mega ocieplane buty).
Szalik też nie jest niezbędny w mojej garderobie – czasami wystarczy golf, a czasami po prostu szczelne zapięcie kurtki.
A teraz, jak jestem w ósmym miesiącu ciąży, to już w ogóle ciągle mi ciepło, gorrrąco..
Jest jednak jeden element garderoby, o którym nigdy nie zapominam jak przyjdą pierwsze jesienno- zimowe chłody. Nawet nie musi być szczególnie zimno – wystarczy silniejszy wiatr. Kaptur / czapka / nauszniki / opaska / ew. szalik, ale chroniący uszy, a nie szyję – to moje niezbędne akcesoria zimową porą. Mam strasznie wrażliwe uszy i najmniejsze poduchy wiatru mogą być dla nich bardzo niemiłym przeżyciem. Nawet niekoniecznie od razu, ale wieczorem – ból głowy i uszu gwarantowane. Tak więc, nauczona doświadczeniem, z domu nie wychodzę bez „ochraniacza” na uszy.
Trójkolorowa Tęcza nie wyobraża sobie zimy bez ciepłych rękawiczek. Bez nich zimowe spacery z ukochanym byłyby udręką ;-)
Ja nie wyobrażam sobie życia, a szczególnie zimą bez skarpetek:( zawsze mam takie zimne nogi…:( a w zimie niestety łatwo im o odmrożenia:( często zakładam nawet podwójną warstwę:) i śpię w nich (oczywiście nie w tych samych:D)
Wybieram rękawiczki :), jak nie ma czapki to założy się kaptur czy owinie się szalikiem a jak nie ma rękawiczek to jest klops… Nie ma jak ciągnąć sanek, lepić bałwana, bić się na śnieżki – jednym słowem – nie ma zimy bez rękawiczek. :)
A ja jak każdy prawdziwy:) mężczyzna nie wyobrażam sobie zimy bez -kalesonów. Tak,wy kobiety macie swoje sposoby-długie buty, gruber rajstopy a na to spodnie. A nam potrzeba kalesonów aby oszczędzić sobie odmrożeń. A uwierzcie mi że nawet największy twardziel ubierze ten cudowny wynalazek gdy na dworze snieg,wiatr i mróz.
Zdecydowanie rękawiczki. Ale nie pogardzę także czapką i szalikiem. A najbardziej rozgrzewające w zimie są ręce Męża i Córeczki – z nimi nic nie jest straszne nawet siarczysty mróz ;***
Zimy nie wyobrażam sobie bez ciepłego kombinezonu dla mojego synka. Tylko on daje mi poczucie pewności, że maluch nie zmarznie na sankach i nie przyjdzie do domu z śniegiem pod kurtką.
Jestem kobietą bardzo wrażliwą na wszelkie spadki temperatury. Gdy tylko przychodził grudzień, padał śnieg, wiał zimny wiatr, bałam się, że znowu będę chora i spędzę kilka tygodni w łóżku, nie mając siły nawet podnieść kubka z herbatą. Przez wiele zim dokuczały mi bóle nerek, mięśni, głowy, częste wizyty w toalecie, gdy wracałam z długiego spaceru z rodziną. Choć nie wiem, co bym robiła, jak się nie ubierała, zawsze mnie jakimś tajemniczym podstępnym sposobem przewiewało. Miałam do wyboru, albo rodzina albo zdrowie. Aż do pewnego dnia, kiedy… kupiłam sobie OCIEPLACZ NA NERKI z angorą. Jest to pas miękkiego materiału, który zakłada się bezpośrednio na brzuch. Podczas spacerów czuje się ciepełko, a mroźny wiatr nie ma kontaktu ze skórą talii. I właśnie bez tego ocieplacza nie jestem sobie w stanie wyobrazić zimy. Teraz zabawom na świeżym powietrzu nie ma końca, a ja już nie muszę wybierać :) Polecam wszystkim, którzy mają takie problemy, jak ja jeszcze kilka lat tamu. Jest wersja także dla mężczyzn i dzieci.
Nie wyobrażam sobie zimy bez wełnianych góralskich skarpet.
Stopień marznięcia moich stóp bije rekordy ginesa :)
Poza tym,jakże seksowie wyglądają stopy,gdy zawinięta w koc kobieta,siedzi z książką i kubkiem aromatycznej kawy na kanapie,a spod koca wystają grube góralskie skarpety :)
Tak,zabrała bym je nawet na bezludną wyspę.
A uszy to notorycznie marzną moim dzieciom ,pozdrawiam
posłużę się cytatem – fragmentem piosenki z przedszkola:
Pada, pada śnieżek biały, lekko sobie prószy.
Załóż sobie ciepłą czapkę, bo ci zmarzną uszy ;-)
zmarznięcie uszu da się przeżyć ale ich przewianie, którego skutkiem jest zapalenie ucha …;-(
kto przeżył, wie o czym mówię…
NAJWAZNIEJSZYM ELEMENTEM GARDEROBY ZIMOWEJ JEST COŚ, CO OCHRONI USZY!!!
może byc czapka, duzy szalik, komin, cokolwiek… mogą być i nauszniki ;-)
pozdrawiam
aleksija
Zimą nie chodzę bez szalika,
tak jak moja córka Andżelika.
Razem dokładnie go zakładamy,
bo za zimą nie przepadamy.
Staramy się żeby nas nie przewiało,
wtedy idziemy ulicą śmiało.
Mijamy ludzi z gołą szyją,
oboje się dziwimy jak oni żyją.
My nie chodzimy do lekarza,
wolimy po bułki do piekarza.
Szalik jest super szalik jest cool,
ominie nas w przychodni ból. ;)
Oczywiście czapka, rękawiczki, kurtka i szalik są bardzo ważne kiedy są mrozy, ale ja nie wyobrażam sobie wyjścia zimą z domu bez grubych bawełnianych, przez niektórych (zwłaszcza mojego męża) nazywanych babci rajstop pod spodniami. Dzięki nim mam zabezpieczone moje najmniej odporne na zimno miejsca mianowicie stópki, pęcherz moczowy i nerki ;)
Nie wyobrażam sobie zimy bez rękawiczek, bardzo szybko marzną mi ręce, a kiedy tylko spadnie śnieg wychodzę na dwór z synkiem lepić bałwana czy rzucać się śnieżkami,uwielbiamy te zabawy, sprawiają synkowi taką radość,dlatego nie mogłabym mu odmówić i dlatego bez rękawicz.k ani rusz ,
Zdecydowanie RĘKAWICZKI. W związku z tym, że mam słabe krążenie, najbardziej na zimno narażone są moje kończyny. Jednak ręce mam najwrażliwsze i gdy tylko czuje, że jest mi w nie zimno, to za chwilę mi jest chłodno. Poza tym po pewnym czasie „mrożenia” rąk stają się siwe. Dlatego nigdzie nie wybieram się bez rękawiczek, a sezon na nie dla mnie zaczyna się od temperatury poniżej 5 stopni. :)
Nie wyobrazam sobie okrycia na glowe a najbardziej na uszy. poniewaz zawsze staramm sie ładnie wyglądac a czapk mi w tym nie pomaga. niszczy fryzurke. Jestem zwolenniczką nauszników.. nosze kolczyki a w zimie przez kolczyki jest mmega zimno w uszy:D
Zawsze zaczynam od szala, a kończę na kalesonach… szal jest dobry na wszystko- odpowiednio długi, szeroki i ciepły ochroni na przystanku i szyję i głowę i ręce. Potem w pracy zarzucony na plecy pozwala się otulić w poniedziałkowo wychłodzonym biurze.
Jak dla mnie czapka. Nauszników powiem szczerze nigdy nie próbowałam. Muszę mieć zasłonięte uszy, bo w przeciwnym wypadku zaraz choruję. Czasem wystarczy, że wyjdę z samochodu do sklepu 5 m i już na drugi dzień mam katar. Zaintrygowały mnie nauszniki bez pałąka. Może byłoby to dobre rozwiązanie dla mnie i nie psuje fryzury :)
Wybieram rękawiczki. Codzienne odśnieżanie auta i drapanie szyb. Ręce marzną bardzo szybko. A jak nosić torbę z zakupami w prawie zamarzniętych rękach? A jak dotknąć delikatną twarz dziecka, żeby mu poprawić ubranko na spacerze, albo przywitać się po powrocie do domu?
Oczywiście bez rękawiczek, jako że unikanie ich powoduje:
– niewygodne rozmowy w stylu „Gdzie masz rękawiczki?”;
– konieczność odsłonienia wysuszonych rąk bez manicuru;
– wysuszenie rąk;
– brak lansowania się z rękawiczkami w kolorze torebki;
– brak możliwości nawiązania rozmowy magicznym otwarciem „Przepraszam, chyba siedzi Pan na mojej rękawiczce”;
– ręce w kolorze bardziej rubinowym niż rubinowy pierścionek, który nosimy;
– charakterystyczne grabienie, które sprawia, że w momencie witania się podajemy coś na kształt szufli do śniegu;
– większy bałagan w torebce, kiedy to próbujemy ustalić, czy mamy rękawiczki, przetrzepując cały swój dobytek
i wreszcie…
…ZMARZNIĘCIE!!!
Nie wyobrażam sobie zimy bez czapki. Dla mnie to podstawa. Jak byłam młodsza to mroziłam głowę a teraz na każdy spacer z córką w czapce.
Może będę zbyt dosłowna a może nawet kogoś zawstydzę, ja tej zimy bez cieplutkich majteczek zupełnie nie widzę. Nie dam rady brnąć przez śniegi w stringach może jestem de mode ale czy jestem temu winna, że tak nie cierpię zimna. Dopiero na drugim miejscu nauszniki a gdzieś w oddali czapka i szalik.
Zawsze myślałam, że najważniejszy jest szal. Mam sześć różnych w szafie: czarny, który pasuje do wszystkiego; czerwony, którego zakładam, gdy czuję motyle w brzuchu, które mężowi od 5 lat udaje się pobudzać; pomarańczowy, bo to mój ulubiony kolor; tęczowy, gdy chcę zwrócić na siebie uwagę; fioletowy, który wydziergała dla mnie babunia, oraz w kolorze zgniłej zieleni, bo teściowa lubi ten kolor, więc mi taki sprezentowała (jest…milutki ;) ). Są długie i krótkie. Lubiłam się nimi owinąć. Lubiłam gdy na wietrze powiewały. Jednak w tym roku po porodzie miałam ogromne problemy z zatokami. Trafiłam na ostry dyżur, próbowano mi zrobić punkcję. Nie udało się…ale zrozumiała, że najważniejsza jest CZAPKA. Na tyle się z nią zaprzyjaźniłam, że aby uniknąć kolejnej wizyty w szpitalu zaczęłam w niej spać. Oczywiście po wyleczeniu ciężar mojej głowy dał odpocząć czapie. Jednak pamiętam, że jest najważniejsza. Bez niej już nie wychodzę z domu. I dbam, by moje dzieci też miały zawsze czapeczki na głowach.
Rękawiczki są fajne, przydają się do lepienia kulek ze śniegu, ogrzewają ręce podczas pchania wózka. Jednak zbyt często je gubię, żebym mogła je uznać za najważniejsze.
A, co do słuchawek. Pewna lekarka namawiając mnie na stałe nakrycie głowy, dodała, że nauszniki są dla Gwiazd…coż, przyjemnie jest się nią czasem poczuć, prawda? I nieważne, czy się ma lat 5 czy 'nieco’ więcej :)
Nie wyobrażam sobie zimy bez szala, a w zasadzie szalików. Różnych, różnistych: kolorowych, wełnianych, w fajne wzory. Najlepiej duuużych. Z takim szalikiem choroba mi nie grozi, z do tego jest kolorowo i modnie.
nie wyobrażam sobie zimy bez nauszników earmuffs!!! najwięcej ciepła ucieka przez głowę, dlatego dbam aby była zawsze zakryta, gdy na dworze mróz i snierzyca! a co tam reszte ciała trzeba hartować!
Ojjj…. Tyle już wpisów, każdy rozpisał się.. i wierszem też bywało :)
Ja napiszę krótko. Katarzyna od pierwszych chłodniejszych dni potrzebuje by przeżyć: Czapy z dużym bąblem, długi szeroki szal, koniecznie rękawice, długa puchowa kurtka i ciepłe buty. Oby do wiosny
Oczywiście bez rękawiczek. Bo jak tu bałwana ulepić i jak zorganizować śnieżną bitwę jak ręce marzną. A przecież trzeba czerpać z zimy to daje nam najpiękniejszego czyli biały puch.
Aż zimno mi na myśl bez czego wyobrażam sobie zimę…. Tak naprawdę nienawidzę czapek, które fatalnie wpływają niestety na fryzurę, a poza tym strasznie „gryzą” w czoło…to ogromny dyskomfort. Uważam, że nauszniki Earmuffs byłyby znakomitym rozwiązaniem zimowego problemu;)
Kiedy zima znów nadchodzi,
to aż strach z domu wychodzić.
Jeśli już nas przywitała,
szybciutko się ubrałam.
Czapka, szalik, rękawiczki,
lecz niezbędne są trzewiczki.
By nam w nóżki dobrze grzało,
a na dworze rozrabiało. ;)
Zima,zima- czasem długo trzyma ,a ja po ” 40 ” zakładam czapkę nawet jeśli NIE CHCĘ !
Zima bez rękawiczek nudna by była, dzięki założeniu rękawiczek świat zimową porą się zmienia, wreszcie możemy rzucać się śnieżkami, igloo budować, lepić śnieżne bryły, na siebie ustawiać, dobrze kombinować, wyobraźnię uruchomić i różne stwory dzięki temu przedstawiać, a później je pięknie ozdabiać. Rękawiczki wychwalamy, kilka par ich zawsze mamy – ortalionowe i materiałowe – bo precyzję ruchów czasami ograniczają, ale też te z materiału szybko przemakają.
nie wyobrażam sobie zimy bez nauszników:D
Z pewnością nie wyobrażam sobie zimy bez czapki. W dzieciństwie mama mi zawsze powtarzała, że „przez głowę ucieka najwięcej ciepła”. Zgadzam się z tym ;) Podczas zimy najbardziej cierpi głowa, a w tym również i uszy,więc najlepiej ją ochronić cieplutką czapką, bądź nausznikami.
Zakryta głowa, stopy i ręce – to przepis na nie uciekanie ciepła z ciała (udowodnione :)) To naturalne, ze wychodząc z domu, zakładamy buty, choć raz wyszłam w kapciach przez gapiostwo – śnieg szybko uświadomił mi mój błąd :P
O rękawiczkach często zapominam, bo i tak, jak mi zimno w ręce,m to trzymam je przez chwilę w kieszeniach.
Szalik można zastąpić golfem lub odpowiednią kurtką, zasłaniającą szczelnie szyję.
Nie wyobrażam sobie natomiast wyjścia w zimie bez nakrycia głowy – w moim przypadku czapki (noszę różne kroje i modele), zakrywającej uszy. Odpowiednio dobrana czapka, może dodatkowo posłużyć naszemu wyglądowi :)
Skarpety! Dlaczego? Po pierwsze- jestem zmarzlakiem i stopy marzną mi jako pierwsze, a zimne stopy = zimna cała reszta. Poza tym to je najbardziej lubię… kupować ;) Serio! Do takich zakupów nie potrzebuję dużo czasu, wystarczy pójść do marketu na zakupy. Nie muszę przymierzać, nie zgrzeję się nosząc pod pachą zimowy płaszcz, nie zmęczę. Do tego nie potrzebuję dużo nakładów finansowych :) Nie stresuję się, że nie mogę się zapiąć (o matko, przytyłam??!!??) albo, że nie ma mojego rozmiaru. Same plusy!
Kiedy je zobaczyłam,od razu pomyślałam,że muszą być moje.Stały wciśnięte w róg sklepowej półki.Nie dziwi mnie ten fakt,bo daleko wyglądem im było do butów z najnowszej kolekcji hitów obuwniczych i pewnie dlatego nikt nie zwracał na nie uwagi.Postanowiłam je „przygarnąć” i była to jedna z moich najlepszych decyzji zakupowych.Moje śniegowce właśnie rozpoczynają ze mną trzeci sezon zimowy i zapewne przetrwają też kolejne,bo są niezwykle wytrzymałe.Zresztą nie wyobrażam sobie bez nich zimowej pory,zwłaszcza,gdy na zewnątrz panują mało sprzyjające warunki atmosferyczne,przy których inne buty słabo się sprawdzają.Śliska nawierzchnia,gruba warstwa śniegu,czy roztopy nie są mi straszne,gdy na nogach mam swoje ukochane buty.Gruba stabilna podeszwa i materiał chroniący przed przemakaniem,doskonale chronią moje stopy,a ciepły kożuszek,którym są wyłożone od środka,nigdy nie pozwala nogom zmarznąć.W dniach,kiedy ludzie ze względu na brzydką pogodę,starają się nie wychodzić z domu,ja z wielka przyjemnością to robię.Zakładam ciepłą kurtkę,szalik,czapkę i rękawiczki,a na nogi…chyba nie trudno się domyślić:)
Minęły lata młodości, gdy na złość rodzicom odmrażałam uszy:-) Z biegiem lat i mądrości życiowej co nieco przybyło:-) Dziś zimą lepię bałwanka z synkiem, w tym roku obiecałam mu porządne igloo na działce. Uwielbiamy też zabawy z sankami i bitwy na śnieżki. Dziś wiem, że każda taka przygoda zakończyłaby się przeziębieniem gdyby nie odpowiednie przygotowanie. Wszak wiedzą to nawet smerfy, że bez odpowiedniego nakrycia głowy nie ma zabawy! Nie wyobrażam sobie zatem zimy bez czapki! Grubej, ciepłej i wesołej z pomponem a najlepiej dwoma:-)))
KOMIN!
Niby drobiazg, dodatek, a potrafi zmienić smutny płaszcz w najmodniejszy look zimy. Niewielka inwestycja pozwala na zabawę z szafą i wyczarowanie kilku świetnych stylizacji na różne okazje i nastroje. Najczęściej noszę na szyi, gdy mocno wieje, podciągam go aż na nos, by chronić naczynka przed wiatrem. Gdy sypie śnieg, mogę szybko ukryć pod nim fryzurę.
Sprawdza się nawet wewnątrz, gdy tylko czuję chłód, wykorzystuję komin jako etolę :)
Nie wyobrażam sobie mroźnej zimy bez ciepłych nauszników. Tylko w nim może być ciepło
Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie na stronie. Wybraną przez nas odpowiedź podświetliliśmy na żółto. Gratulujemy i zachęcamy do brania udziału w kolejnych konkursach na stronie.
Dziękuję za to wspaniałe wyróżnienie! :)
Wszystkim życzę Szczęśliwego Nowego Roku!