Największe błędy mam-blogerek

BLOGOWE WOJENKI I INNE AFERY

Odkąd współprace z firmami stały się niezwykle opłacalnym zajęciem w parentingowej części blogosfery utworzyły się grupy wzajemnej adoracji oraz samozwańcze przywódczynie, roszczące sobie prawa do ,,ustawiania sponsorskich akcji”. O ile wzajemne wspieranie się, służenie radą i pomocą jest wręcz pożądanym zjawiskiem, tak zdarzają się również przypadki, kiedy tak zwane popularne blogerki wywierają naciski na ,,kontrahentów”, wskazując konkretne osoby, z którymi dana firma nie powinna współpracować. Podpadnięcie ,,blogowym guru” zamyka wiele drzwi, a winowajczynie czują się bezkarne.

Zdania na temat upubliczniania takich spraw są nadal podzielone. Jedni uważają, iż powyższy proceder należy nagłośnić, inni wolą zamieść problem pod dywan, by nie szkodzić całej blogosferze. Właściwe rozwiązanie zapewne leży gdzieś po środku. Wszystko zależy od sposobu, w jaki przedstawi się temat oraz od tego, czy czytelników w ogóle interesują sprawy wojen między matkami-blogerkami.

POLACY NIE GĘSI…

Nie każda matka-blogerka musi być mistrzem ortografii i  interpunkcji. Istnieje jednak tyle przydatnych programów, wirtualnych słowników, które przyjdą z pomocą nawet największej językowej zbrodniarce. Czytając niektóre wpisy, można odnieść wrażenie, iż ich autorki przed publikacją albo niezwykle się spieszyły, albo kompletnie nie miały pojęcia o czym piszą. Liczne lapsusy, używanie wyrazów, których znaczenia się nie pojmuje to tylko wierzchołek góry, którą pokonać musi coraz mniej cierpliwy czytelnik.

Tym, co najbardziej wpływa na niekorzyść blogerki są wulgaryzmy, zbędne epitety i prawdziwie podwórkowa łacina. Kiedy na blogu parentingowym pojawiają się recenzje zabawek, książek, a obok nich matka przy użyciu ordynarnego słownictwa, ocenia zachowanie swojego dziecka, narzeka na służbę zdrowia albo na polityczny ustrój panujący w danym kraju, wówczas zaczynam się zastanawiać nad sensem czytania jej wypowiedzi. Przecież można wyrazić swoje zdanie w sposób, nieprzekraczający granic dobrego smaku, prawda?

GRANICA INTYMNOŚCI

Blog można traktować jako wirtualny pamiętnik, którego treści przeznaczone są nie tylko dla jego autora. Jeśli nie skorzystamy z opcji, chroniącej naszą prywatność i udostępnimy go szerszemu gronu odbiorców, wówczas musimy liczyć się z taką sytuacją, iż każdy internauta będzie mógł śledzić wpisy, oglądać zdjęcia, a nawet komentować. Istnieją takie kwestie, które nie powinny być podawane do publicznej wiadomości, a już tym bardziej oceniane przez obcych ludzi. Sprawy te dotyczą intymnych szczegółów pożycia partnerskiego/małżeńskiego, zdradzania tajemnic zawodowych, przedstawiania członków rodziny w sytuacjach, których upublicznienie może przyczynić się do ośmieszenia, poniżenia danej osoby. To ostatnie w szczególności dotyczy dzieci.

O ile dla nas rodziców, zdjęcie rozkosznego bobasa siedzącego na nocniku (podpisane ,,Pierwsza kupa Adasia”), albo roznegliżowanego maluszka, którego genitalia nie zostały w żaden sposób zakryte, wydaje się być niewinną pamiątką, tak czytelnicy bloga mogą to zinterpretować w inny, niepożądany sposób.

Obgadywanie sąsiadów, bliskich osób, porachunki z partnerem, omawianie spraw rozwodowych nie ginie w sieci. Ujawnianie intymnych szczegółów może być źródłem przykrości, a nawet kłopotów. Bohaterka Gabrieli Zapolskiej, pani Dulska, zwykła mawiać ,,Brudy trzeba prać we własnym domu” . Warto zatem bloga traktować, jak prywatne M4, do którego albo mają dostęp wyłącznie zaufani czytelnicy, albo funkcjonuje jako ,,dom otwarty” i każdy gość uzyskuje dostęp wyłącznie do takich informacji, które nie szkodzą ani właścicielowi, ani innym ludziom.

PRZYKAZANIA MATKI-BLOGERKI

Jeśli prowadzisz parentingowego bloga, bez względu na to, jaki przyświecał Ci cel, kiedy go zakładałaś, miej na uwadze, iż możesz spotkać się z różnym odbiorem publikowanych przez siebie treści. Szanuj swoich czytelników, bądź względem nich uczciwa, publikuj takie wpisy, których później nie będziesz musiała żałować.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ewa, 27 lat. Na swoje szczęście czekała 5 zim. Stara się pogodzić bycie mamą z egoistycznymi przyzwyczajeniami. Czyta, szuka informacji, słucha rad doświadczonych mam, próbuje znaleźć złoty środek i wychować córkę na dobrego człowieka. Póki co, widzi małą kopię siebie, która sprawia, że pełną piersią, czuje, że żyje.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Matka Prezesa Matka Prezesa

    No tak jakby się zgodzę. :) Z większością.
    I nienawidzę słowa ,,parenting” wolę słowo ,,blog rodzicielski”.
    Nie ma blogów ,,cookingowych” tylko są ,,kulinarne”.
    Więc w przypadku rodzicielstwa też niech obowiązuje polska nazwa. :)

    Pozdrawiam.

  2. evm evm

    Taj, taj, taj. A ten wpis podjudza karmiące przeciw sobie. Autorytarnie. I nic się nie dowiem ale frustracji autorce się ulalo.

  3. Aga Aga

    A ja mam pytanie – w takim razie jakie blogi czytuje autorka? Kilka adresów tych dobrych i sprawdzonych?

  4. Matka Prezesa Matka Prezesa

    I jeszcze jedna kwestia – ja zachwalam na moim blogu różne produkty, które kupiłam sama i za które promowania nikt mi nie płaci. ;-) Choć zarzucono mi, że współpracuję z czuczu a nie poinformowałam o tym czytelników, co jest wierutną bzdurą, bo wszystkie rzeczy z czuczu kupiłam sama.
    To tak gwoli wyjaśnienia, że nie wszystkie blogerki parentingowe oszukują.

    • Dorota Dorota

      Matka Prezesa, wiadomo, że nie wszystkie mamy oszukują. :) Tego przecież Ewa nie napisała. Chodzi raczej o podstawy uczciwości, a jeśli na danym blogu wszystko jest zachwalane, dana autorka nie potrafi spojrzeć krytycznie na produkt, to moim skromnym zdaniem (podkreślam- moim), nie powinna bloga pisać. Bo zwyczajnie szkoda na to czasu. Chyba, że pisze bloga dla siebie, jednak jeśli chce pomóc innym rodzicom, warto, by informowała o zaletach i wadach produktu (zdaje sobie sprawę, że niektóre produkty są ekstra, ale przecież NIE WSZYSTKIE). Ja wchodząc na bloga szukam subiektywnych odczuć, komentarzy, a nie opisów produktów pisanych przez marketingowca… Zakładam dobre intencje, bo często jest tak, że wpisy sponsorowane pojawiają się bez oznaczenia i wtedy jako czytelnik tracę orientację, co właściwie czytam: notkę, która powstała z potrzeby „serca” czy reklamę. I często czuję się oszukiwana i drugi raz takiego bloga nie odwiedzam.

      • Matka Prezesa Matka Prezesa

        ,,dana autorka nie potrafi spojrzeć krytycznie na produkt, to moim skromnym zdaniem (podkreślam- moim), nie powinna bloga pisać”

        Z ciekawości: piszesz bloga? :)
        Większość firm chce o swoim produkcie czytać ochy i achy i za to płacą – miałam kilka takich propozycji z żadnej nie skorzystałam.
        Nie chodziło o opinię obiektywną, ale o zachwalanie. To nie dla mnie dlatego miałam w tyłku takiej propozycje.
        Znane mi blogerki z tego korzystają, nie pracują więc dla nich to kwestia utrzymania – taka czy owaka, no trudno.

        Jednakże informacja ,,wpis sponsorowany” powinien być na blogu widoczny przy odpowiednich notkach.
        Żeby rozróżnić co piszemy rzeczywiście obiektywnie, a co pod wpływem pieniędzy – czy barteru.

        • Dorota Dorota

          Matka Prezesa,

          jeśli pisze za pieniądze, to niech pisze, nie mam nic przeciwko, ale niech wpis oznacza, to ja już nie będę tego wpisu otwierać i marnować na niego swojego czasu. Spojrzę na inne wpisy. Gdy wpis sponsorowany będzie oznaczony, nie będę też czuła się oszukana, że myślałam, że to jej opinia, a nie wpis podyktowany finansami.
          Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko zarabianiu na blogu. Jednak patrzę z punktu czytelnika i pod tym względem nie ma dla mnie kompromisów.
          Blogi, w których wpisy sponsorowane nie są oznaczane nie są dla mnie wiarygodne. Podobnie jak strony internetowe, bo to problem również stron. W internecie jednych i drugich jest tak dużo, że tymi, którzy działają nieuczciwie nie zawracam sobie głowy. Rzecz jasna każdy postępuje jak uważa :)

          A co do bloga: nie, nie prowadzę, ale „słowem” już zarabiam od ponad 10 lat :)

        • Exit Exit

          Bardzo sporadycznie zerkam na blogi, miedzy innymi wlasnie dlatego, ze ciagle wietrze spisek i reklamę, bo coraz wiecej osob osob zakłada blogi dla zysku.
          Gdyby wpisy były rzetelnie oznaczane miałoby to sens, a tak nie zamierzam uczestniczyć w tych reklamowych szopkach z ochami i achami za drobna lub większa opłata.

          • Matka Prezesa Matka Prezesa

            Ja już wiem, które blogerki coś reklamują, a które nie. :) Łatwo to zauważyć. Takie blogi niestety omijam łukiem szerokim.
            A tam gdzie ja coś dostanę, tam informacja jest zawarta, ze zwykłej i głupiej uczciwości względem moich czytelników.

  5. Zwyczajna mama Zwyczajna mama

    Tych blogowych wojenek ostatnio dużo się namnozylo…staram się omijać je szerokim lukiem…

  6. Czym zająć Malucha Czym zająć Malucha

    Też uważam, że każdy wpis sponsorowany powinien zostać oznaczony. Dla mnie uczciwość wobec czytelników jest najważniejsza. I chociaż większość rzeczy, które pokazuję na blogu kupiłam sama, przedstawiam również i takie, które otrzymałam od jakiegoś sklepu lub wydawnictwa. Zawsze jednak zaznaczam, że dostałam to w prezencie lub do testów. Nie wyobrażam sobie po prostu inaczej. Decydując się na współpracę, nie przyjęłabym czegoś, co z góry byłoby skazane u mnie na klęskę. Mam już spore rozeznanie w tej tematyce i potrafię ocenić, co się sprawdzi, a co nie. Jeśli jednak to, co otrzymałam miałoby mimo wszystko jakieś wady, niedociągnięcia, poinformowałabym o tym moich czytelników. Wiarygodność jest dla mnie najważniejsza. Sama też nie chciałabym zasugerować się kogoś wpisem i kupić bubla. Bloga założyłam po to, żeby dzielić się z innymi rodzicami moimi opiniami na temat zabawek i książek dla dzieci, a nie po to, żeby czerpać z tego jakieś korzyści.

  7. ilapop ilapop

    mądry i prawdziwy tekst! :)

  8. Marta Marta

    Obserwuję kilka blogów rodzinnych. We wszystkich artykuły sponsorowane są wyraźnie oznaczone.

    • Dorota Dorota

      Niestety nie jest tak wszędzie…Zresztą problemem są nie tylko blogi.

Zobacz również