Największe błędy mam-blogerek

Blogi parentingowe przez sporą liczbę czytelników traktowane są jako wiarygodne, opiniotwórcze mass media. Stanowią źródło inspiracji dla młodych stażem rodziców oraz kopalnię sprawdzonych porad. Niestety, nie wszystkie opublikowane w internecie treści mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistym świecie. Nawet matkom-blogerkom ciążą na sumieniu różne przewinienia względem własnej rodziny, lub czytelników. Zdarza im się również popełniać błędy, których można było uniknąć. Przedstawiamy listę najpopularniejszych z nich.

„JESTĘ MATKĄ, JESTĘ EKSPERTĘ”

iStock_000020478323LargeWiększość naszych rodaków uważa się za samozwańczych ekspertów w danej dziedzinie. Największą popularnością cieszy się oczywiście… medycyna. Chętniej korzystamy z porad znajomych, obytych z daną chorobą, bądź dolegliwością, albo korzystamy z dobrodziejstwa Internetu niż udajemy się do najbliższej przychodni, celem skonsultowania wątpliwości z lekarzem. Na blogach parentingowych aż roi się od wszelakich sposobów na przyspieszenie porodu, zmniejszenie bądź zwiększenie laktacji, domowych specyfików na niemowlęce kolki i bolesne ząbkowanie.

Wśród mam-blogerek funkcjonują również osoby o autorytarnym usposobieniu. Wyznają zasadę jednej racji i nie dopuszczają do głosu tych, którzy posiadają odmienne zdanie. Urodzenie dziecka (często określane mianem posiadania) traktują jako prawo do wyrażania dość kontrowersyjnych poglądów. Najczęściej atakują kobiety, które (z wyboru lub na skutek różnych okoliczności) karmią swoje pociechy mlekiem modyfikowanym, co w oczach matek, oddających do dyspozycji pociechy własne piersi i naturalny pokarm, traktowane jest jako straszne przewinienie. Tworzą niepotrzebne podziały, wywołują wyrzuty sumienia. Inne zaś, kreując wizję doskonałego, pozbawionego wad, ociekającego lukrem macierzyństwa, zniekształcają rzeczywisty obraz bycia rodzicem.

BLOGERKA PRAWDĘ CI POWIE

Tajemnicą poliszynela jest fakt, iż na blogach parentingowych można zarobić, albo przynajmniej dzięki nim dołożyć trochę uczciwie zarobionego grosza do domowego budżetu. Firmy, producenci, sklepy, związani z dziecięcą branżą coraz częściej wykorzystują reklamę na blogach do promocji swoich produktów i usług. O ile oglądając serial rodzimej produkcji, lub program, emitowany w polskiej telewizji, jesteśmy informowani o tak zwanym lokowaniu produktów, czyli coraz bardziej oczywistej, choć pozornie zakamuflowanej reklamie, tak czytając danego bloga, możemy zostać wyprowadzeni w przysłowiowe pole.

Ostatnimi czasy mnożą się wpisy sponsorowane, ukazujące w samych superlatywach jakąś inicjatywę, miejsce, ubrania bądź zabawki. O ile uczciwa blogerka powinna poinformować swoich czytelników o takim fakcie, tak niestety coraz więcej tekstów wyłącznie udaje rzetelną opinię. Doskonałym przykładem może być sprawa pewnego ośrodka wypoczynkowego, którego reklama pojawiła się na kilku parentingowych blogach. Ich autorki, wychwalając wspomniany dworek, przytaczając liczne argumenty, przemawiające na jego korzyść, mające zachęcić jak największą ilość osób do udania się w to miejsce, zapomniały wspomnieć o kilku istotnych kwestiach. Pomijając sprawę związaną z tym, iż publikowały nieswoje zdjęcia tego obiektu, sprytnie ,,zapomniały” dodać o tym, iż był to wpis czysto reklamowy, to przede wszystkim napisały o czymś o czym nie miały absolutnie żadnego pojęcia. Jak mogły wypowiadać się na temat pobytu w jakimś ośrodku, którego progu ich noga nigdy nie przekroczyła? W jaki sposób sprawdziły czy dworek rzeczywiście jest przyjazny dla rodzin z małymi dziećmi, czy wyżywienie jest godne polecenia, a atrakcje bezpieczne dla maluszków? Wiarygodność takich blogerek pozostawia wiele do życzenia.
Dlatego każdy wpis sponsorowany POWINIEN być odpowiednio oznaczony.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ewa, 27 lat. Na swoje szczęście czekała 5 zim. Stara się pogodzić bycie mamą z egoistycznymi przyzwyczajeniami. Czyta, szuka informacji, słucha rad doświadczonych mam, próbuje znaleźć złoty środek i wychować córkę na dobrego człowieka. Póki co, widzi małą kopię siebie, która sprawia, że pełną piersią, czuje, że żyje.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Matka Prezesa Matka Prezesa

    No tak jakby się zgodzę. :) Z większością.
    I nienawidzę słowa ,,parenting” wolę słowo ,,blog rodzicielski”.
    Nie ma blogów ,,cookingowych” tylko są ,,kulinarne”.
    Więc w przypadku rodzicielstwa też niech obowiązuje polska nazwa. :)

    Pozdrawiam.

  2. evm evm

    Taj, taj, taj. A ten wpis podjudza karmiące przeciw sobie. Autorytarnie. I nic się nie dowiem ale frustracji autorce się ulalo.

  3. Aga Aga

    A ja mam pytanie – w takim razie jakie blogi czytuje autorka? Kilka adresów tych dobrych i sprawdzonych?

  4. Matka Prezesa Matka Prezesa

    I jeszcze jedna kwestia – ja zachwalam na moim blogu różne produkty, które kupiłam sama i za które promowania nikt mi nie płaci. ;-) Choć zarzucono mi, że współpracuję z czuczu a nie poinformowałam o tym czytelników, co jest wierutną bzdurą, bo wszystkie rzeczy z czuczu kupiłam sama.
    To tak gwoli wyjaśnienia, że nie wszystkie blogerki parentingowe oszukują.

    • Dorota Dorota

      Matka Prezesa, wiadomo, że nie wszystkie mamy oszukują. :) Tego przecież Ewa nie napisała. Chodzi raczej o podstawy uczciwości, a jeśli na danym blogu wszystko jest zachwalane, dana autorka nie potrafi spojrzeć krytycznie na produkt, to moim skromnym zdaniem (podkreślam- moim), nie powinna bloga pisać. Bo zwyczajnie szkoda na to czasu. Chyba, że pisze bloga dla siebie, jednak jeśli chce pomóc innym rodzicom, warto, by informowała o zaletach i wadach produktu (zdaje sobie sprawę, że niektóre produkty są ekstra, ale przecież NIE WSZYSTKIE). Ja wchodząc na bloga szukam subiektywnych odczuć, komentarzy, a nie opisów produktów pisanych przez marketingowca… Zakładam dobre intencje, bo często jest tak, że wpisy sponsorowane pojawiają się bez oznaczenia i wtedy jako czytelnik tracę orientację, co właściwie czytam: notkę, która powstała z potrzeby „serca” czy reklamę. I często czuję się oszukiwana i drugi raz takiego bloga nie odwiedzam.

      • Matka Prezesa Matka Prezesa

        ,,dana autorka nie potrafi spojrzeć krytycznie na produkt, to moim skromnym zdaniem (podkreślam- moim), nie powinna bloga pisać”

        Z ciekawości: piszesz bloga? :)
        Większość firm chce o swoim produkcie czytać ochy i achy i za to płacą – miałam kilka takich propozycji z żadnej nie skorzystałam.
        Nie chodziło o opinię obiektywną, ale o zachwalanie. To nie dla mnie dlatego miałam w tyłku takiej propozycje.
        Znane mi blogerki z tego korzystają, nie pracują więc dla nich to kwestia utrzymania – taka czy owaka, no trudno.

        Jednakże informacja ,,wpis sponsorowany” powinien być na blogu widoczny przy odpowiednich notkach.
        Żeby rozróżnić co piszemy rzeczywiście obiektywnie, a co pod wpływem pieniędzy – czy barteru.

        • Dorota Dorota

          Matka Prezesa,

          jeśli pisze za pieniądze, to niech pisze, nie mam nic przeciwko, ale niech wpis oznacza, to ja już nie będę tego wpisu otwierać i marnować na niego swojego czasu. Spojrzę na inne wpisy. Gdy wpis sponsorowany będzie oznaczony, nie będę też czuła się oszukana, że myślałam, że to jej opinia, a nie wpis podyktowany finansami.
          Żeby było jasne: nie mam nic przeciwko zarabianiu na blogu. Jednak patrzę z punktu czytelnika i pod tym względem nie ma dla mnie kompromisów.
          Blogi, w których wpisy sponsorowane nie są oznaczane nie są dla mnie wiarygodne. Podobnie jak strony internetowe, bo to problem również stron. W internecie jednych i drugich jest tak dużo, że tymi, którzy działają nieuczciwie nie zawracam sobie głowy. Rzecz jasna każdy postępuje jak uważa :)

          A co do bloga: nie, nie prowadzę, ale „słowem” już zarabiam od ponad 10 lat :)

        • Exit Exit

          Bardzo sporadycznie zerkam na blogi, miedzy innymi wlasnie dlatego, ze ciagle wietrze spisek i reklamę, bo coraz wiecej osob osob zakłada blogi dla zysku.
          Gdyby wpisy były rzetelnie oznaczane miałoby to sens, a tak nie zamierzam uczestniczyć w tych reklamowych szopkach z ochami i achami za drobna lub większa opłata.

          • Matka Prezesa Matka Prezesa

            Ja już wiem, które blogerki coś reklamują, a które nie. :) Łatwo to zauważyć. Takie blogi niestety omijam łukiem szerokim.
            A tam gdzie ja coś dostanę, tam informacja jest zawarta, ze zwykłej i głupiej uczciwości względem moich czytelników.

  5. Zwyczajna mama Zwyczajna mama

    Tych blogowych wojenek ostatnio dużo się namnozylo…staram się omijać je szerokim lukiem…

  6. Czym zająć Malucha Czym zająć Malucha

    Też uważam, że każdy wpis sponsorowany powinien zostać oznaczony. Dla mnie uczciwość wobec czytelników jest najważniejsza. I chociaż większość rzeczy, które pokazuję na blogu kupiłam sama, przedstawiam również i takie, które otrzymałam od jakiegoś sklepu lub wydawnictwa. Zawsze jednak zaznaczam, że dostałam to w prezencie lub do testów. Nie wyobrażam sobie po prostu inaczej. Decydując się na współpracę, nie przyjęłabym czegoś, co z góry byłoby skazane u mnie na klęskę. Mam już spore rozeznanie w tej tematyce i potrafię ocenić, co się sprawdzi, a co nie. Jeśli jednak to, co otrzymałam miałoby mimo wszystko jakieś wady, niedociągnięcia, poinformowałabym o tym moich czytelników. Wiarygodność jest dla mnie najważniejsza. Sama też nie chciałabym zasugerować się kogoś wpisem i kupić bubla. Bloga założyłam po to, żeby dzielić się z innymi rodzicami moimi opiniami na temat zabawek i książek dla dzieci, a nie po to, żeby czerpać z tego jakieś korzyści.

  7. ilapop ilapop

    mądry i prawdziwy tekst! :)

  8. Marta Marta

    Obserwuję kilka blogów rodzinnych. We wszystkich artykuły sponsorowane są wyraźnie oznaczone.

    • Dorota Dorota

      Niestety nie jest tak wszędzie…Zresztą problemem są nie tylko blogi.

Zobacz również