Najpierw wstyd, potem poczucie winy

Dzieci uczą się wstydzić od rodziców czy opiekunów, którzy mówią, jak należy się zachowywać, a często wprost sugerują, że wstyd w danej sytuacji będzie odpowiedni. „Wstydź się”, bo Twoje zachowanie w konfrontacji ze światem zewnętrznym nie jest akceptowalne, bo przekraczasz normy.

Wstyd a poczucie winy

Warto sobie uzmysłowić, że poczucie wstydu to nie to samo co poczucie winy. To drugie uczucie jest wewnętrznym przekonaniem o tym, że się źle postąpiło. Można je odczuwać zawsze i wszędzie, niezależnie od tego, czy ktoś nam na dane zachowanie zwróci uwagę, czy też nie. Równie dobrze możemy je odczuwać na bezludnej wyspie. Ze wstydem nie jest to możliwe.

Najpierw wstyd

Często gdy maluch słyszy, że ma się wstydzić, nie wie, co z danym uczuciem zrobić. Odczuwa dyskomfort, ale nie umie sobie z nim poradzić. To dlatego, że najpierw z powodu informacji z zewnątrz ma poczucie wstydu, a dopiero z czasem uczy się, czym jest wina oraz jak sobie radzić w sytuacjach, gdy sam z sobą nie czuje się dobrze.

Po co nam wstyd?

Rolą rodziców jest nauczenie dzieci, że wstyd nie jest złym uczuciem. Przeciwnie, jest nam potrzebny. Uczy nas szybko orientować się, że dzieje się coś złego, że właśnie krzywdzimy innych, że należy zmienić coś w swoim zachowaniu. Uświadamia normy społeczne. Pozwala przejrzeć się w innych jak w lustrze, szybko zidentyfikować problemy.

W dobrej dawce wstyd również hamuje nas przed podejmowaniem nierozsądnych działań. Umożliwia realną ocenę swoich umiejętności. Jednak jeśli odczuwany jest „za bardzo”, zostaje niebezpiecznie przekierowany i blokuje przed jakimkolwiek działaniem.

Gdy wstyd jest za duży?

To dziecko wstydzi się, mimo że teoretycznie nie ma ku temu powodu. Jest nieśmiałe, trudno mu nawiązywać kontakty, sprawdzić się w nowych sytuacjach. Taka sytuacja wymaga pracy.

Przede wszystkim należy dbać o to, by maluch wiedział, że jest kochany bezwarunkowo, nie za to, co robi, ale pomimo wszystko. W atmosferze akceptacji będzie mu prościej poradzić sobie z różnymi emocjami, z jakimi będzie musiał się zmierzać. Za Januszem Korczakiem należy mówić dziecku, że jest „dobrze, że umie, że potrafi”. Jednak najgorsze, co można zrobić to naciskać na malucha. Zabawą, poczuciem humoru i spokojem można zyskać bardzo wiele….Czasami potrzebne jest wsparcie specjalisty.

 

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. AgnieszkaMG AgnieszkaMG

    Niestety.. nadmierne odczuwanie wstydu znam z autopsji. Nawet nie wiem od czego się zaczęło. Zbyt wiele się nad tym nie zastanawiałam, brałam raczej wszystko na siebie. Pamiętam sytuację: ja- mała uradowana dziewczynka- niosę langrody rwącym maliny kuzynkom… Dziś gdy na to patrzę z boku, widzę coś miłego – tak też myślałam wtedy. Spotkałam się jednak z takim spojrzeniem bliskiej osoby, jakby to było coś głupiego, niedorzecznego… bo przecież za jakiś czas same by sobie je wzięły wracając z pola. Tak też się poczułam – głupia. Poczułam wstyd, który dręczył mnie jeszcze długo po tym zdarzeniu. Może właśnie od tego się zaczęło, od spojrzenia, a może to stałe tendencje rodziców do zawstydzania dzieci? Jakby nie było, uczucie wstydu weszło mi w krew i wypływało na wierzch pod postacią rażącego rumieńca, który towarzyszy mi do dziś, choć nieco osłabł. Nawet nie mogę mieć im tego za złe. Stosowali metody stosowane przez ich rodziców, takie wtedy były schematy wychowania dziecka: lepiej mieć dziecko nieśmiałe, ciche, potulne i z dobrymi ocenami niż szczęśliwe i nieco roztrzepane. Nie było w sklepach tylu poradników, nie było internetu i programów tv z udziałem psychologów dziecięcych. Dziś to ja jestem rodzicem i nie wyobrażam sobie powiedzieć wszem i wobec, że moje dziecko zamilkło w towarzystwie bo się wstydzi. To jak napiętnowanie, a przecież to takie naturalne, że pojawienie się nowych ludzi wywołuje początkowo ciekawość i potrzebę obserwacji przed przystąpieniem do zabaw. Dziś bardziej rozumiem „małą siebie” i myślę, że to pomaga mi zrozumieć własne dziecko. Wzbraniam się przed popełnianiem tych samych błędów wobec mojego syna co moi bliscy wobec mnie. Czasem obawiam się popadnięcia ze skrajności w skrajność, tak bardzo nie chcę by syn kiedykolwiek czuł się tak jak ja wtedy. Najlepiej byłoby trzymać się złotego środka, ale czy coś takiego przy wychowywaniu dzieci istnieje. Patrzymy na nie poprzez pryzmat własnych doświadczeń i tak naprawdę nigdy nie wiemy jaka sytuacja, jakiego rodzaju niedopatrzenie wywrze na nich najsilniejszy wpływ. Często nadmiar dobra też przemienia się w zło. Jedyne co pozostaje to zdać się na siebie, na własne uczucia i pozwolić żyć. Ryzyko towarzyszyć nam będzie już zawsze – taki los rodzica.

  2. Agnieszka Agnieszka

    Czasami mam wrażenie, że im bardziej się staram, aby było dobrze – tym wszystko źle wychodzi. Wychowywanie dzieci jest bardzo trudne:/

    • AgnieszkaMG AgnieszkaMG

      Już dawno zapomniałam o tym artykule, nie wspominając o własnym komentarzu, a przyznam, że odświeżenie sobie go było… jest mi bardzo potrzebne. Zapędziłam się w WYCHOWYWANIU, a obiecywałam sobie nie wychowywać tylko być z dzieckiem. Mam dokładnie to samo – im bardziej się staram tym gorzej wychodzi. Tak naprawdę sama sobie nogi podstawiam poprzez uleganie presjom, porównaniom i własnym skłonnościom do porównań. Łajam się dziś dzięki powrotowi to tego artykułu i obiecuję wyluzować. Skupiam się na tym co syn już powinien umieć, jak powinien wyglądać jego dzień, co powinien jeść, w co powinien się bawić, jak powinien się zachowywać, jak ja powinnam postępować… im więcej o tym myślę tym dalej mi do ideału. Więcej zgrzytów, więcej nerwów, więcej tego czego w ogóle być nie powinno. Sama od siebie wymagam spełniania standardów postronnych osób i adekwatne wymagania przerzucam na syna. Prawdopodobnie utożsamiam się z jego sukcesami i porażkami, jeśli można w ogóle tak to nazwać. A jednak dałam się wkręcić w ten kołowrotek, ba.. sama się wkręciłam. To teraz muszę się z niego wyrwać.

      • Dorota Dorota

        No tak.
        Bo inni mają zawsze wyśrubowane oczekiwania nie w stosunku do swoich dzieci, ale do obcych.

        P.S. Aga, mam nadzieję, że zapomniałaś „tylko” o tym artykule, ale nie o nas ;)