Musimy porozmawiać o Kevinie

Jest coś niepokojącego w stanie, który nazywamy macierzyństwem. Natura z góry określiła rolę dla nowonarodzonych dziewczynek, mających w przyszłości przekazać swoje geny kolejnym pokoleniom. O ile z biologicznego punktu widzenia prawie każda z nas jest gotowa na to, by stać się matką, tak nie do końca dopuszczamy do naszej świadomości, że jest to oczywistość, którą należy zaakceptować. Poruszona kreacją Tildy Swilton w mocnym filmie o niechcianym macierzyństwie, spróbuję poruszyć ten kontrowersyjny temat i sprowokować czytelników do burzliwej konwersacji.

Spróbujmy podyskutować o byciu matką

W społeczeństwie nadal silną pozycje utrzymuje mit Matki Polki, piastunki domowego ogniska, wielofunkcyjnego robota, który powinien być dumny z narzuconej mu funkcji. Coraz więcej z nas nieśmiało publikuje anonimowe wpisy w Internecie, z których wynika, iż nie może odnaleźć się w roli kobiety domowej, której życie kręci się wokoło pieluszek, kupek, zupek, szkolnych wyprawek i użeraniu się z pyskującą latoroślą. Mimo że znajdują się odważne uczestniczki, manifestujące swoje antyrodzinne poglądy w prasie i telewizji, wciąż pojawiają się ludzie, którzy próbują stłamsić, uciszyć, skierować je na inny – ,,poprawny” tor, tak zwani obrońcy kobiecej powinności. Czy zatem istnieje sens rzucenia rękawicy i podjęcia walki o własne zdanie, o prawo do niebycia matką? Spróbujmy o tym porozmawiać…

Dziecko? Nie, dziękuję

Życie głównej bohaterki filmu dzieli się na czas przed narodzinami i po narodzinach syna. Największą pasją Evy były podróże. Możliwość poznawania interesujących miejsc, obcowanie z różnymi kulturami, poznawanie tajemnic otaczającego ją świata czyniło z niej zadowoloną kobietę. Ten obraz idyllicznego szczęścia uzupełniał kochający mąż, który podzielał jej zainteresowania oraz dająca satysfakcję praca na wysokim stanowisku. Niezależność, możliwość decydowania o swoim życiu sprawiały, że prawdziwym szokiem dla kobiety okazała się informacja o ciąży, w którą przypadkowo zaszła. Owoc miłości dwojga małżonków oczekiwany był wyłącznie przez przyszłego ojca dziecka. Rozwijający się pod sercem Evy płód budził w niej niepokój, burzył poczucie bezpieczeństwa. Ten lęk był dopiero przedsmakiem zdarzeń, które wywróciły uporządkowany świat bohaterki filmu do góry nogami.  Ale od tego nie było już odwrotu. Klamka zapadła.

Dwie strony medalu

Oto narodził się chłopiec, który postanowił uprzykrzyć życie swojej matce. Chociaż widz może przypuszczać, że Kevin jest dzieckiem autystycznym, wymagającym specjalnej troski, tak naprawdę to inteligentny, pozbawiony skrupułów bydlak, który z  zimną krwią zamorduje członków swojej rodziny, tylko dlatego, że tworzyli zgraną jedność, od której on odstawał.

Ojciec chłopca nie dostrzega nic niepokojącego w zachowaniu Kevina. Tego, że kilkulatek nie mówi, nie korzysta z toalety, tylko wymusza na matce zmianę pieluch nie traktuje jako powodu do zmartwień. Dla niego Kevin jest po prostu dzieckiem wymagającym większej ilości cierpliwości i uwagi.

Dla swojego pierworodnego Eva zrezygnowała z interesującej posady. Zamknęła się w domu, oddała macierzyństwu. Zagryzała język podczas kolejnych niepowodzeń i za wszelką cenę próbowała nauczyć syna samodzielności. Jednak on odczuwał przyjemność, gdy sprawił swojej matce przykrość, kiedy grał jej na nerwach. Spokojna, wyrozumiała Eva w końcu traci cierpliwość i przemocą udaje jej się osiągnąć niesamowite rezultaty. Chociaż ma ogromne wyrzuty sumienia, zauważa, że do jej dziecka wreszcie coś dotarło. Jednak każda nawet niewielka poprawa, kolejny sukces jest tylko chwilowy, ponieważ Kevin niczym chorągiewka na wietrze zmienia swój stosunek do rodzicielki, którą raz traktuje jak niezbędnego do życia opiekuna, a innym razem jako wroga.
Tylko matka jest świadkiem wszelkich złych uczynków swego syna. To ona wie, kto przyczynił się do okaleczenia drugiego dziecka, to ona żyje w poczuciu winy, że urodziła i wychowała potwora, przez którego czeka ją wieczne potępienie.

Z deszczu pod rynnę

Życie Evy przypomina górską kolejkę. Sporo w niej wzlotów i spektakularnych upadków. Przełomem okazuje się druga ciąża, którą ukrywa przed mężem tak długo jak to tylko możliwe. Kiedy na świat przychodzi Celia, okazuje się ona całkowitym przeciwieństwem krnąbrnego brata. To istny anioł. Kevin od razu wyczuwa konkurencję i zagrożenie ze strony dziewczynki. Odtąd będzie w nim narastać zazdrość tak chora i irracjonalna, że doprowadzi go ona do tragedii, która wykroczy po za cztery ściany ich domu.

Chociaż drugie dziecko mile rozczarowało bohaterkę i stało się nagrodą za wszelkie trudy związane z wychowaniem Kevina, to jednocześnie przyczyniło się do katastrofy. Jednak Eva nie ma do nikogo pretensji. Pokornie przyjmuje wszelkie niepowodzenia i żyje dalej, ponieważ wie, że musi.

Matczyna miłość

Podobno kocha się bezwarunkowo i nie istnieje żaden powód do miłości. Na czym polega fenomen matczynego uczucia? Czy rodzi się ono z chwilą zapłodnienia, w momencie wyczucia pierwszych ruchów dziecka, wraz z przyjściem wrzeszczącego malucha na świat, czy może na długo zanim na teście pojawią się dwie kreski oznaczające ciążę? A może miłości do dziecka trzeba się nauczyć? Może tak samo jak w przypadku doświadczenia nabywa jej się z wiekiem?

Zastanawia mnie fakt, jak można kochać potwora, który mieszkał w kobiecie przez prawie rok, a potem odebrał cały sens jej życia? W takiej sytuacji znalazła się bohaterka filmu…

Jej relacja z synem przypomina bardzo toksyczny związek, walkę o wyłączność, zainteresowanie i bezgraniczne oddanie.

Nie można jednoznacznie określić, czy Kevin urodził się zły, czy jego charakter ukształtował się pod wpływem matki, która obwiniała go o dezorganizację swojego życia. Pewne jest tylko to, że oboje łączy szczególna więź, która uniemożliwia im funkcjonowanie bez siebie, co czyni ich jednością.

Być może Kevin jest uosobieniem wszelkich mrocznych odsłon Evy. Nawet jeśli nasza bohaterka ma na coś ochotę, a wie, że jest to niestosowne, do akcji wkracza jej syn i właśnie to robi. To on recytuje za nią jej najskrytsze myśli, to on celnie podsumowuje relacje między nimi. Jego szczerość wzbudza kontrowersje w matce, ale jest tak prawdziwa, że musi zostać wypowiedziana na głos.

Czy miłość matki do dziecka ma jakieś granice? Czy możemy brać odpowiedzialność za czyny osoby, którą wychowaliśmy? Czy powinniśmy czuć się winni tego, że nasze dziecko dopuściło się zbrodni? Przecież to niezależny, posługujący się własnym rozumem człowiek, który powinien znać kodeks podstawowych wartości i norm, które obowiązują w społeczeństwie, w którym funkcjonuje.
Kiedy syn Evy zabawił się w Robin Hooda, poświęciła wszystko dom, pracę, dobre imię, by proces, który wytoczono przeciwko Kevinowi był zadośćuczynieniem dla ofiar tragedii. Pokornie zmazywała farbę z karoserii swojego auta, przyjmowała wymierzony przez matkę zamordowanej przez swoją latorośl dziewczyny policzek. Czuła się współwinna tego, że to przez nią na świecie pojawił się chory, zaborczy, wymagający pomocy chłopiec.

Być kobietą = być matką?

Podziwiam kobiety, które twierdzą, że nigdy nie miały wątpliwości, że sprawdzą się w roli matki. Takie, które nigdy nie żałowały tego, że ich życie uległo drastycznej zmianie, kiedy wydały na świat swojego potomka. Czuję respekt do przedstawicielek mojej płci, które nie traktują dziecka jak kogoś, kto wymusił na nich rezygnację czasową lub zupełną ze swoich marzeń, planów. Chylę czoło przed matkami, dla których macierzyństwo jest najwspanialszym darem od losu, możliwością realizowania siebie na innej płaszczyźnie, w roli, która pomaga osiągnąć spełnienie i daje niesamowitą satysfakcję. Lecz równocześnie solidaryzuję się z tymi, które nie mogą pogodzić nowych obowiązków z dotychczasowymi. Ze zrozumieniem odnoszę się do kobiet, którym życie zweryfikowało wyobrażenie o macierzyństwie. I nie ma dla mnie znaczenia czy zostałaś matką na skutek psikusa losu, wypadku przy pracy, zbyt beztroskiej chwili uniesienia czy latami czekałaś na upragniony pozytywny wynik ciążowego testu.

To, że nie rozumiemy własnego dziecka, nie czyni z nas wyrodnych matek. Fakt, że kobieta została wyposażona w macicę nie decyduje o tym, że każda z nas powinna doświadczyć cudu narodzin swojego potomka. Nie dajmy się wpędzić w poczucie winy, jeśli nie czujemy się na siłach, by ktoś mówił do nas ,,mamo”…

Największa życiowa pomyłka Evy –  jej syn Kevin jednego dnia zrównał z ziemią jej prawie idealny świat, pozbawił ją życia, z którego była zadowolona, rodziny, którą kochała i godności, która została na zawsze splamiona. W jej przypadku bycie matką oznaczało nie tyle akceptację stanu, w którym się znalazła, co po prostu przywyknięcie do czegoś, czego nie potrafiła nawet polubić.

Mając przed oczami Ezrę Millera, który wcielił się w postać nieletniego mordercy, aż boję się pomyśleć, co zrobiłabym na miejscu głównej bohaterki. Czy mogłabym żyć ze świadomością, że moje dziecko zamordowało pozostałych członków rodziny i jaki byłby mój stosunek do niego…

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ewa, 27 lat. Na swoje szczęście czekała 5 zim. Stara się pogodzić bycie mamą z egoistycznymi przyzwyczajeniami. Czyta, szuka informacji, słucha rad doświadczonych mam, próbuje znaleźć złoty środek i wychować córkę na dobrego człowieka. Póki co, widzi małą kopię siebie, która sprawia, że pełną piersią, czuje, że żyje.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.