„Moje dziecko wcale nie tęskni za szkołą. Tylko za kolegami” LIST

„Pamiętam, jak sama chodziłam do szkoły. Lubiłam to. Przynajmniej gdzieś do piątej-szóstek klasy podstawówki. Później coraz więcej rzeczy irytowało. Przyjaciele byli dostępni po szkole, a sama szkoła miała zbyt dużo wad, żeby za nią tęsknić po wakacjach.

Gdy dzisiaj patrzę na swoje dzieci, to przychodzi do mnie refleksja. Córka w drugiej klasie podstawówki wcale nie chce wracać do szkoły. Syn w piątej klasie – podobnie. Czy to oznacza, że moje dzieci są dziwne? Niekoniecznie. Rozmawiam z innymi rodzicami i wrażenia są podobne. Dzieci nie chcą wracać. Czy to o czymś nie świadczy? Czy to nie sygnał, że szkoła naprawdę powinna się zmienić, że to najwyższy czas?

Tym bardziej, że nie ma „lekcji online”

Otrzymujemy tylko wiadomościach, co powinniśmy zrobić. W formie – „proszę otworzyć książkę na tej i na tej stronie, przeczytać to i to, rozwiązać to i to zadanie, zrobić zdjęcie i wysłać na adres…” Nie ma mowy o lekcjach online. Nie ma pytań, co u dzieci, czy im jakoś może pomóc, wytłumaczyć, objaśnić, porozmawiać. Dzieci są zarzucane zadaniami w ramach edukacji domowej i „zadaniami domowymi”. Przecież jedne i drugie to zadania domowe!

nauka w domu

To nie tak, że wszyscy uwzięli się na nauczycieli

Są przecież wyjątkowi pedagodzy, którzy w tej sytuacji się przykładają, starają, angażują. Większość jednak wysyła listę linków i krótkie informacje, co należy zrobić. Nic więcej. Tak ma wyglądać nauczanie zdalne?

Czytam, jak to nauczyciele żalą się, że nie dostali komputerów, że nikt ich nie nauczył, ja uczyć zdalnie. A czy nas rodziców ktoś uczył, jak nauczać nasze dzieci? Jak radzić sobie w tej sytuacji? Nie. A mimo to robimy to od zawsze. Poza tym jest to wyjątkowy czas. Nikt nie był na to przygotowany. Jednak czy to powód, by narzekać, że nie umiemy, czy raczej pretekst, by się przełamać i dobrze wykonywać swoją pracę? Tym bardziej, że czas biegnie, a nic się nie zmienia.

Wybaczcie, drodzy Nauczyciele, wysyłanie linków do zadań i ocena pracy w dwóch zdaniach, to dla mnie nie jest „wielka praca na kilkanaście godzin”, jak to opisujecie. W tym samym czasie my rodzice, chodzimy do pracy, nie ma nas przez 9 godzin, a po godzinach swojej pracy, pracujemy jeszcze z dziećmi. Jesteśmy zmęczeni, ale dajemy radę. Bo to nasze dzieci i chcemy dla nich jak najlepiej.

Najbardziej mnie dziwi, gdy córka mówi, że woli uczyć się w domu

Że do szkoły nie chce wracać, że brakuje jej tylko koleżanek, do których dzwoni i bawi się, kontaktują się na „video rozmowach”.

Syn bez szkoły radzi sobie świetnie. Wyciszył się i znalazł nową pasję. Nie czuje takiej presji. Nie ma już tego wyścigu szczurów. Zaczął interesować się historią, czyta z wielką radością. Nie widzę zniechęcenia, frustracji, gniewu. Jest spokój.

Zarówno syn, jak i córka mówią, że w domu „przerabiamy” dużo więcej materiałów, niż dzieci zrobiłyby w szkole. Sama widzę, że tak jest, gdy przeglądam ich zeszyty.

I rodzi się pytanie, dlaczego tak jest? Dlaczego w domu rodzic bez przygotowania pedagogicznego i wsparcia daje radę, a w szkole się nie da? Dlaczego teraz nasze dzieci są zarzucane listą zadań do zrobienia, a w trakcie strajku rok temu nikt się nimi nie interesował? Dlaczego tak wiele dzieci uczy się chętnie w domu, a do szkoły nie chce wracać? „ Magda

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.