Moje dziecko jest wiecznie niezadowolone. Sposoby na małego malkontenta

Pamiętacie bajkę o Złotowłosej i trzech misiach? Tę, w której mała dziewczynka wpakowała się do domu misiowych gospodarzy, poczęstowała owsianką i ostatecznie zasnęła w łóżku najmłodszego misia? Kiedy tak sobie rozmyślam o tej historii, to z punktu widzenia dorosłego człowieka jest to coś całkiem absurdalnego – bo czy normalne jest pakowanie się do domu obcych osób, wyjadanie im zapasów i zapadanie w sen w obcym miejscu?

Dzieci tę bajkę odbiorą w zupełnie inny sposób – dla nich biedna, mała Złotowłosa w końcu dopięła swego, najadła się i odpoczęła, ale najpierw musiała borykać się z za gorąca i za zimną owsianką, za twardym lub za miękkim posłaniem itd. I jakie to szczęście, że w końcu trafiła na coś dla siebie! Co za pech, że tyle to trwało, że też misie dopuściły do takiej sytuacji!

Maluchy widzą świat trochę na zasadzie „co twoje to moje, a co moje, to nic ci do tego”. Owszem, uczą się empatii, dzielenia się z innymi, czekania w kolejce do zaspokajania swoich potrzeb – od tych najbardziej prozaicznych pod tytułem „wytrzymaj, ubikacja jest chwilowo zajęta” po te „nie mamy w tym miesiącu pieniędzy, klocki dostaniesz na urodziny, musisz poczekać”.

To właśnie czekanie jest czymś najtrudniejszym. Mali malkontenci, którzy są zawsze z czegoś niezadowoleni, to po prostu dzieci, które emocjonalnie nie są w stanie pojąć pewnych zależności i zrozumieć, że czekanie na coś będzie im się przydarzało całe życie.
Dziecko może być niezadowolone, kiedy mama założy mu niebieską czapkę. Bo ono przecież czeka, aż mama się domyśli, że tym razem miała być zielona.

Może płakać, kiedy stawiamy mu przed nosem ulubioną potrawę – bo przecież trzeba czekać, aż ostygnie.
Kupujemy Barbie syrenkę a tu łzy w oczach, bo przecież miała być wróżka. Wszystkie koleżanki już mają! I dziecko tak czekało, aż też będzie mieć, a tu znowu zawód.

Proponujemy mu wycieczkę do ZOO, a tu nagle awantura. Bo nikt się nie domyślił, że połowa przedszkolnej grupy zwiedziła już wystawę dinozaurów, a przecież dziecko tak czekało!

Nie zliczę, ile razy po przeczekaniu tak zwanego focha, wywołanego nie wiadomo czym, zadawałam dzieciom pytanie „no ale dlaczego po prostu nie powiedziałeś/powiedziałaś o co chodzi?”. Najpierw następuje cisza, potem dochodzi wzruszenie ramion i grymas, kiedy dziecko mozolnie stara się zrozumieć samo siebie. Nie powiedziało – a dlaczego? Bo CZEKAŁO, aż rodzic domyśli się sam. Bo rodzic jest dorosły, mądry i on przecież tyle WIE. No to dlaczego nie wie, o co chodzi dziecku? Czemu trzeba czekać?

wiecznie marudne dziecko

Uświadomienie sobie, skąd bierze się dziecięce kręcenie nosem na wszystko, jest pierwszym krokiem do wprowadzenia zmian. Wychowywanie dzieci jest pracą – nie bójmy się tego słowa. Jest pracą w pełnym wymiarze godzin i z tego tytułu na dorosłych ciąży gigantyczna ilość obowiązków, z których na czoło wysuwa się trzymanie nerwów na wodzy.

Zazwyczaj marudzenie, łzy i dziecięce awantury wywołują w rodzicach skrajne reakcje – od poczucia winy, po wściekłość. Jeśli w takim momencie damy się ponieść emocjom, sytuacja będzie narastała i opanowanie jej będzie coraz trudniejsze. Łatwo jest rzucić jakimś hasłem na temat, jak bardzo rozpieszczone są dzieci. Komu ani raz w życiu nie przeszło nawet przez myśl sławetne „w du**ch wam się poprzewracało”, temu gratuluję. Natomiast wszystkim tym, którzy zagryzają zęby i resztkami sił powstrzymują się przed wybuchem po dniu wypełnionym po brzegi marudzeniem, proponuję kilka prostych zasad, które pozwolą rozładować napięcie, zająć uwagę dziecka czymś innym lub po prostu zmienić dziecięcy sposób myślenia, a w efekcie sprawić,że wspólne spędzanie czasu będzie wypełnione radością, a nie złością.

1. Dwie marudy

Dziecko nie ma monopolu na marudzenie i musi zrozumieć, że nikt koło niego nie będzie bez przerwy skakał. Rodzic może usiąść obok i powiedzieć „wiesz co? Jak tobie się nic nie podoba, to ja już nic więcej nie wymyślam. Teraz to mi się nic nie podoba i trudno, będziemy się oboje nudzić”. Okazywanie niezadowolenia jest sposobem dziecka na osiągnięcie określonego rezultatu. Jeśli w ten sposób jasno postawimy granice i pokażemy, że takie zachowanie wywiera skutek odwrotny, dziecko zacznie szukać nowej drogi osiągnięcia celu, w tym także przez zmianę / poprawę swojego zachowania.

2. Odwracanie uwagi

To popularna metoda, skuteczna zwłaszcza w przypadku dzieci w wieku żłobkowo – przedszkolnym. Rozwój emocjonalny na tym etapie przebiega skokami, co prowadzi do sytuacji, w której dziecko może w ciągu minuty przejść od śmiechu do histerycznego płaczu i samo właściwie nie wie, co nagle mu się nie spodobało. Pocieszanie i przytulanie na siłę nie zawsze działa. Za to nie ma dziecka, które nie podejdzie zaciekawione, kiedy rodzic pozornie ignorując to, co dzieje się wokół, zacznie coś rysować, lepić z plasteliny albo przygotowywać miksturę na mydlane banki. Po chwili wspólnej zabawy dziecko pewnie nie będzie już nawet pamiętało o przyczynie złego humoru.

3. Jasne zasady

Niezadowolenie starszych dzieci często wynika z braku jasnych reguł panujących w domu. Awantura czy foch to tylko jeden ze sposobów wymuszenia na rodzicach zakupu nowej zabawki, wyższego kieszonkowego czy cofnięcia nałożonej za coś kary. Bo może akurat się uda, skoro udaje się 3 na 5 razy? Dlatego konsekwencja w tym przypadku to słowo klucz. Dziecko nie będzie testowało rodzica, który nie jest podatny na tego typu gierki, bo po co, skoro to zwyczajna strata czasu?

4. Przykład idzie z góry

„Tego nie zjem, tamtego też nie, zabierz to zielone, a w ogóle to mi gorąco i razi mnie słońce i chcę inną bajkę, a on mi dokucza i nie będę się bawić bo nieee!” – słyszymy to od dzieci codziennie? A może warto się zastanowić, czy one nie słyszą od nas „jaka jestem zmęczona, do kitu ta praca, jakbym mogła to bym zaraz poszła do innej. Szef głupi, klienci głupi, pieniędzy nie ma, upał jak diabli, daj mi spokój, nigdzie nie idę, mam dość wszystkiego”? Maluchy mogą nie słyszeć prośby o posprzątanie pokoju, ale z pewnością usłyszą wszystko, co nie jest przeznaczone dla ich uszu i na tej podstawie wykształcą własne wzorce zachowania.

Wiecznie niezadowolone dziecko to problem. Problem głównie dla niego samego i z pewnością ono także bardzo chce ten problem rozwiązać, nawet jeśli nie umie nam o tym powiedzieć.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem absolwentką pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej oraz rachunkowości. Z zawodu jestem księgową, ale doświadczenie wyniesione ze studiów pedagogicznych przydaje mi się na co dzień przy dwójce dzieci. Ich ciekawość świata łatwo udziela się także mnie, a każdy dzień jest dobry, żeby nauczyć się czegoś nowego. Jestem także molem książkowym i działkowcem, a w naszym domu urzęduje kilka zwierząt. Robię wszystko, żeby nie dawać szans nudzie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    Polecane tematy