Mity nie są prawdziwe. Rzeczywistość nauczycielska jest bardziej skomplikowana. LIST

„Opublikujcie proszę mój list, ale chciałabym pozostać anonimowa. Niestety w moim środowisku zawiść i buta są na porządku dziennym. Tak jak przeświadczenie, że wiem lepiej, a jeśli myślisz inaczej niż ja, to jesteś śmiertelnym wrogiem. Doświadczyłam tego wielokrotnie. Jestem nauczycielką.

Może zacznę od tego, że popieram nasz strajk z całego serca, bo podwyżki po prostu są nam potrzebne do godnego życia. Tak jak jednak wielu rodziców i niektórzy nauczyciele, nie zgadzam się ze spłycaniem naszego protestu jedynie do kwestii finansowych, bo to nie tylko o pieniądze chodzi. Potrzebne są gruntowne zmiany, które przywrócą dobry kierunek oświacie. To, co dzieje się teraz, jest męczące nie tylko dla nas, nauczycieli, ale zwłaszcza uczniów i ich rodziców. Przeładowanie programów, ciągły pęd i stres, absurdalne wymagania. Trzeba na edukację spojrzeć trzeźwym okiem. Zrobić porządek.

Istnieje wiele problemów. Od takich „błahych” jak brak pieniędzy na pomoce dydaktyczne, konieczność pokrywania kosztów szkoleń i książek, po konieczność „żebrania” o wszystko od rodziców, a kończąc na problemach osobowościowych.

Niestety potrzebne są też zmiany w naszym środowisku. Ostatnio czytam o tym, jacy to nauczyciele są zaangażowani, jak rzadko śpią i jak pracują po godzinach. I niestety zaczynam się śmiać. To śmiech histeryczny. Tak, to prawda, że jest wielu ideowców, ludzi mocno zaangażowanych, ale niestety zbyt dużo jest słabych nauczycieli, z którymi niewiele można zrobić. I każdy zarabia tak samo. Gdzie tu sprawiedliwość? To mocno wypalająca rzeczywistość…

Bardzo dobrze pamiętam swoje początki w szkole. Moja historia nie jest odosobniona. Podobne zdarzały się i zdarzają…. Byłam pełna nadziei i ideałów. Wkroczyłam do szkoły z misją zmieniania świata – wiem, jak to teraz brzmi – naiwnie. Zaczęłam pełną parą. Interesujące lekcje, rozmowy na przerwach z dzieciakami, które aż się garnęły do tego, by robić coś więcej, wyjścia, wycieczki, przedstawienia, wspólne przygotowywanie materiałów dodatkowych. Błysk w oku dzieci, pochwały od rodziców. Niestety nie trwało to długo…. Zostałam zaproszona (to delikatne słowo) do pokoju nauczycielskiego, gdzie „delikatnie” mi wytłumaczono, że mam się „uspokoić”, bo rodzice narzekają na innych nauczycieli, którzy nie działają tak jak ja. Bo się za bardzo wyróżniałam i zbyt mocno podnosiłam poprzeczkę…. Pokazałam, że się da, a inni wmawiali, że nie ma mowy.

Zaczęły się ustawiać do mnie kolejki, dzieci i rodzice chcieli, abym objęła wychowawstwo. Niestety, nie należało się, bo byłam za młoda….Miałam za małe poparcie. Tak się tępi młodych i naiwnych.

W środowisku nauczycielskim jest wiele toksycznych ludzi, o czym świadczą wypowiedzi setek nauczycieli, jakie można teraz przeczytać online. To przykre, bo ludzie na poziomie rzadko zabierają głos, nie dają się sprowokować do bijatyk słownych. Skutek jest taki, że idzie mylny przekaz, że wszyscy nauczyciele mają napompowane ego, uważają się za nieomylnych i z radością pouczają rodziców dzieci…

Zresztą nasza grupa zawodowa nie jest wyjątkiem. Z tą różnicą, że bardzo trudno zwolnić słabego, ale doświadczonego nauczyciela. W szkołach prywatnych wygląda to inaczej. Coraz mocniej widać różnice między placówkami publicznymi i niepublicznymi, na niekorzyść tych pierwszych.

Dlatego jestem za podwyżkami, ale również zmianami systemowymi. Tak, by nauczycielami chciały być osoby pełne pasji, gotowe na rozwój, żeby mogły one godnie zarabiać. Z drugiej strony zmiany są konieczne, żeby oczyścić nasze środowisko z osób, które naprawdę się nie nadają, a zostają z nami tylko dlatego, że tak im wygodniej…

A co do rządu…Tak, najlepiej kupić krowę, świnię i co tam jeszcze. Przykra rzeczywistość. Agnieszka”

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.