Miejsca wolne od dzieci

child free zone

Moja pierwsza reakcja to oburzenie: jak oni mogą, co oni robią, przecież dziecko to taki sam człowiek, jak dorosły. Jednak czy aby na pewno? Dzisiaj, kiedy wiele osób nawołuje, by traktować dzieci po partnersku i pozwalać na manifestowanie uczuć, nagle się okazuje, że z wieloma maluchami nie jesteśmy w stanie wytrzymać. Ich krzyki, podskakiwanie, wchodzenie pod stół, wywalanie języka na zewnątrz doprowadzają do szału. Gdy chcemy wypocząć, odetchnąć i w spokoju porozmawiać, może to irytować.
Jednak stres ten najczęściej wywołują nie same dzieci, ale rodzice, którzy nie reagują, gdy maluch wysypuje zawartość solniczki, brudnymi rękami uderza w sąsiedni stół i gdy przesuwa głośno krzesło. Gdy moje dziecko zaczyna przeszkadzać, a ja nie jestem w stanie go uspokoić, wychodzę. Decydując się na wieczór z przyjaciółmi, jestem po prostu kobietą. Miejsca pełne przekrzykujących się dzieci omijam z daleka. A jak Ty postępujesz?

Dziecko to nie dorosły

Na początku się oburzałam. Byłam pewna, że tworzenie miejsc wolnych od dzieci to zły pomysł, że to zrównywanie małoletnich do psów (!), z którymi nie można wejść do restauracji. Odbierałam to na tle historycznym, czy kulturowym, kiedy powstawały strefy wolne od Żydów, Murzynów, czy kobiet…Potem zaczęłam się zastanawiać i uznałam, że temat ten nie jest taki prosty, jak się może wydawać.

Strefy wolne od dzieci, których paradoksalnie w Polsce właściwie nie ma, a które na całym świecie są czymś naturalnym, są wygodne nie tylko dla singli, których do szału doprowadza widok przewijanego w miejscu publicznym dziecka, czy porozrzucanych na środku sali zabawek, ale również dla rodziców, którzy mogą poczuć się swobodnie, odpoczywając w kawiarni, czy restauracji, w której maluchy nikomu nie przeszkadzają, a inni rodzice są dla nich równie wyrozumiali, co dla swoich dzieci. Jednak chyba tylko w teorii. Jak jest w praktyce?

Z drugiej strony…

Zazwyczaj problem tkwi gdzie indziej. Mianowicie w samej mentalności ludzi, zarówno tych przychodzących do lokalu bez dzieci, jak i rodziców. Jeśli bowiem Ci pierwsi chcą odpoczywać bez maluchów, mogą wybrać się do baru, czy klubu nocnego, tam dzieci nie spotkają. Natomiast rodzice, jeśli decydują się wychowywać dzieci bez zakazów oraz dając im sporą wolność, powinni wychodzić do restauracji samotnie, dzieci pozostawiając pod opieką kogoś innego w domu.

Zdarza się, że maluch w danym miejscu zacznie się zachowywać w niepodobny do niego sposób. Zamiast zmuszać innych do słuchania głośnego płaczu, wystarczy po prostu wyjść. Gdyby jedna i druga strona – rodzice i dzieci – brali to pod uwagę, miejsc wolnych od dzieci, by nie trzeba było tworzyć.

Niestety teraz ze względu na nowy trend wychowywania, maluchy często nie są przyzwyczajane do pewnych norm. Pozwala się im na zdecydowanie więcej niż wcześniej. Mogą okazywać frustrację, złość, wściekłość, czy niepohamowaną radość: zarówno w domu, jak i poza nim. Rodzicom może to nie przeszkadza (w końcu sama jestem mamą i wiem, że pewne emocje córki łatwiej mi znieść niż innym), jednak nie oznacza to, że osobom, które nie mają dzieci lub zapomniały już jak to jest mieć małe dzieci, takie zachowanie nie przeszkadza. Zmuszanie ich do wysłuchiwania wrzasków, oglądania scen histerii w miejscach, gdzie przychodzą odpocząć i w spokoju porozmawiać, jest niestosowne.

Pocieszające jest to, że problem wrzeszczących, „niegrzecznych” dzieci i głuchych na ich zachowanie rodziców nie jest tak częsty, by popadać w paranoję. Dlatego zanim zaczniemy tworzyć miejsca wolne od dzieci, zastanówmy się, czy następne nie będą miejsca wolne od „ludzi starszych”, którym zdarza się niedowidzieć tego, co mają na talerzu i nie dosłyszeć: głośno mlaskać i równie głośno mówić…Czy to nie droga do tego, by potem stworzyć miejsca, w których nie toleruje się grubszych osób, które zniechęcają do jedzenia i dalszych segregacji?

Wychowanie i zdrowy rozsądek wystarczy…

Strefy wolne od dzieci to dla mnie KIT, a to tylko dlatego, że ciągle wierzę w zdrowy rozsądek rodziców, którzy będą w stanie zapanować nad swoimi dziećmi w miejscach publicznych, a gdy z różnych powodów im się to nie uda, będą wiedzieć, kiedy opuścić miejsce pełne stresów: po to, by nie denerwować siebie, innych oraz własnych, w końcu najukochańszych na świecie, dzieci.

A co Wy o tym sądzicie? Miejsce wolne od dzieci powinny powstawać, czy są zbędne? Napiszcie!

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Julia Julia

    Rzeczywiście temat dość skomplikowany i niejednoznaczny…
    Z jednej strony fajnie, że mogą być miejsca gdzie mamy pewność „świętego” spokoju, z drugiej to może być wypadkowa do segregacji, jak wspomniałaś.
    Osobiście chyba wolałabym miejsca wolne od telefonów komórkowych, bo to dopiero jest skandal jak musisz słyszeć kto komu co zrobił, przyniósł albo powiedział…

    • Dorota Dorota

      Julio, a trafiłaś na strefy wolne od dzieci, np. restauracje u siebie? Bo u nas ich jeszcze nie ma…przynajmniej nic mi o nich nie wiadomo.

      • Julia Julia

        Nie trafiłam, ale też nie szukała. Z racji posiadania dziecka rozglądam się za miejscami przystosowanymi do dzieci i rodzin z dziećmi :) I tych na szczęście jest wiele. Zwłaszcza przy parkach są bardzo dobrze przystosowane restauracje gdzie spotkać można nie tylko krzesełko do karmienia, kącik dla dziecka, czy specjalne menu, ale również przewijaki, podgrzewacze czy mikrofala do podgrzewania obiadków dla klientów. Zdarzały się też koce, specjalne place zabaw i mini-toalety dla przedszkolaków :)
        Z miejscem anty-dzieciowym jeszcze się nie spotkałam.

  2. tola tola

    jak najbardziej jestem przeciw. niech każdy pilnuje swoich dzieci, a będzie dobrze.

    • lamia1 lamia1

      A jesli tak nie będzie ? Bo uważam ,że się nie da , to co ?

  3. mama kasi mama kasi

    Nie ma co wierzyć w to, że rodzice będą rozgarnięci…bo nie są. :) Dlatego strefy wolne od dzieci nie są wcale takie złe ;)

  4. oleandra oleandra

    Zgadzam sie!!! Okropne to ktos wymyslil. Chyba liczac na poparcie srodowisk mlodziezowych i anty-dzieciecych feministek. KIT!!!!!!

  5. miraga_ miraga_

    Myślę, że nie należy tak traktować dzieci. Mogłabym zrozumieć istnienie takich miejsc, gdyby powstało za wiecej miejsc przyjaznych dzieciom. Ale gdy w restauracji brakuje nawet jednego krzesełka dla małych dzieci? To brak słów.

  6. anusia12346 anusia12346

    nigdy się z tym nie spotkałam

  7. OlkaG OlkaG

    Powiem tak – żyj i pozwól żyć innym. Skoro są osoby, które dzieci mieć nie chcą albo takie, które chcą od dzieci odpocząć, to czemu im na to nie pozwolić? Matki z dziećmi nie mają przecież monopolu na infrastrukturę:)))
    Mogę przecież wybrać inne, podobne miejsce, gdzie pójdę coś zjeść czy porozmawiać ze znajomymi!
    Co do panowania nad dziećmi – sama wiem, że różnie to bywa, choć wychowania bezstresowego nie stosuję. O ile nad roczniakiem stosunkowo łatwo zapanować, o tyle przy 3-4 latku bywa już gorzej. Buzi mu nie zakleimy. Jednak w takich „trudnych” momentach po prostu z danego miejsca wychodzimy i już. To wyraz nie tylko rodzicielskiego rozsądku, ale też taktu i kultury osobistej.

    • Asia Asia

      W 100% zgadzam się z OlkąG!! To jest kwestia wychowania i taktu rodziców, a nie samego dziecka… Może lepiej promować rozsądne wychowanie dzieci, a nie takie całkowicie bezstresowe… Bo jak one mają wiedzieć, że robią źle, skoro nikt im tego nie powie i nie pokaże dlaczego!!?? Może zróbmy akcję rozsądny, taktowny rodzic = wychowane dziecko?? Moim zdaniem zbyt wielu rodziców jest egoistycznych i widzi tylko czubek własnego nosa…

  8. mamusiasynusia mamusiasynusia

    Kiedyś rodzice wiedzieli co ich dziecku wolno czego juz nie wolno, wiedzieli gdzie dziecko wypada zabrac i w jakim wieku powinno byc by pojsc tu czy tam (poza urzędami bo tam czasem trzeba wziasc dziecko z przyczyn organizacyjnych – nie kazdy ma babcie lub opiekunke) Teraz rodzice sami nie wiedzą co dziecku wolno…malo tego nie wiedzą co im rodzicom wolno… :X dzieci mogą niemal wszystko… wiec ich zachowania są nie raz nie do wytrzymania. Zatem skoro władzy rodzicieskiej brak, pojawiają sie miejsca gdzie „bobaska stopa nie postanie a krzyku nie usłyszycie” i nie dziwie sie otoczeniu… Cóż, chcialoby się rzec: dzięki Wam rodzice, bezstresowo chowający swe pociechy, świat juz sie o nich dowiedział i truchleje… : /

    • Asia Asia

      Dokładnie, nic dodać, nic ująć… Ta akcja nie jest skierowana przeciwko dzieciom, tylko do rodziców, którym częęęsto brakuje taktu….

  9. Ja. Ja.

    Zapytajcie swoich dziadków, czy chodzili do filharmonii lub do opery z dziećmi, czy kiedykolwiek poza chrztem wybierali się do domu Bożego z wózkiem? Zasady były jasne, znane i ogólnie przestrzegane przez społeczeństwo w Polsce i poza jej granicami. Poczytajcie proszę wspomnienia czy pamiętniki sprzed lat. Otóż nietaktem było wybieranie się w gości z dziećmi bez wyraźnego zaproszenia gospodarzy. Dzieci miały organizowane kinderbale, a z dorosłymi gośćmi przy stole przebywały pewien określony czas i wychodziły do pokoju dziecięcego bawić się z rówieśnikami pod opieką np. bony.
    Wspominają o tym Jan Parandowski czy Bogusław Kaczyński. Brak przekazu rodzinnego i ubogi stan czytelnictwa sprawiły, że mamy kłopot z rozeznaniem co wypada, a co nie.

Zobacz również