Męski baby blues

Niech nikt nie traktuje tego, jako złośliwość pod adresem mężczyzn! Na wizję idealnego rodzicielstwa dają się nabrać także kobiety! W końcu nikt, kto oczekuje pierwszego dziecka, nie wyobraża sobie kolek, nieprzebranej ilości prania, ulewania, złośliwych bokiem wypływających kupek, nieprzespanych nocy.

To zderzenie z rzeczywistością sprawia, że czujemy się zagubieni. Świeżo upieczony ojciec jest tak samo niepewny swoich umiejętności, co młoda mama. Targa nim lęk o dziecko, o swoje „nieprzygotowanie”. Nie obarcza swoimi lękami zmęczonej ciążą i porodem partnerkę, jednak nie oznacza to, że nie przeżywa właśnie wyjątkowo trudnego okresu. Niestety, jest to czas, w którym uwaga najbliższych skupiona jest niemal wyłącznie na matce i dziecku. Uczucia świeżo upieczonego taty pozostają więc niezauważone i niezrozumiane.

Zostaw, nie potrafisz!

Jeden z największych grzechów kobiet. Nie uwierzę, że istnieje choć jedna, która NIGDY nie postąpiła w ten sposób. Po kilku dniach opieki nad maluszkiem, matka nabiera wprawy w codziennych zabiegach pielęgnacyjnych. Ojciec (zazwyczaj) spędza z dzieckiem mniej czasu, siłą rzeczy rzadziej „trafia” mu się przewijanie.

Pierwsze próby bywają niezgrabne. Wtedy pada magiczne: – zostaw, ja to zrobię! Niepewny własnych umiejętności mężczyzna staje się jeszcze bardziej zagubiony. Takie słowa potwierdzają to, czego się boi. Słysząc je któryś raz z kolei, uwierzy, że nie nadaje się do opieki nad własnym dzieckiem. Jeśli partnerka w porę zorientuje się, że jest na dobrej drodze, aby odstraszyć ojca od pomocy przy codziennych obowiązkach, sprawę da się uratować.

Co jest do wygrania? Po pierwsze chwila wytchnienia, kiedy tata zajmie się wieczorną toaletą malca (dziwnie dobrana lub też założona w złej kolejności garderoba nie wpływa negatywnie na zdrowie dzieci). Po drugie, to świetny początek relacji pomiędzy tatą a dzieckiem.

Kobieta i mężczyzna oraz dziecko

Kiedy kobieta zostaje matką jej cały świat staje na głowie. Wszystko ulega przewartościowaniu. Zaspokajanie potrzeb dziecka, uczenie się nowej roli, budowanie więzi –oto zadania młodej matki. Oczywiście, te same zadania stoją również przed ojcem, jednak on nie wypada przy tym ze swojej pierwotnej roli. Pozostaje mężczyzną.

Nie oszukujmy się, większość z nas – kobiet przez pierwsze tygodnie życia dziecka odstawia na boczny tor wszelkie pozamacierzyńskie kwestie. Tak jakbyśmy przestawały być kobietami, a stawały się wyłącznie matkami.
Bywa, że mężczyzna czuje się opuszczony i odrzucony. Zwłaszcza, jeśli zaabsorbowana maleństwem mama nie zadba o zaangażowanie partnera w opiekę nad synem lub córką. To bolesna sytuacja, bo przecież zanim pojawiło się dziecko, to on był rozpieszczany! Zazwyczaj po kilku tygodniach/miesiącach, kiedy matka czuje się w swojej roli pewnie, partner odzyskuje należną mu pozycję (choć, oczywiście, już nigdy nie będzie pieszczochem numer jeden).

Tłumione emocje

Kobieta może wiele. Zwłaszcza taka, która niedawno urodziła. Może okazywać strach, lęk, może płakać, ba nawet wybuchy złości będą jej wybaczone, bo to przecież hormony! Kiedy zostaje matką, oczekuje wsparcia.
Pojawia się wówczas grono kobiet. Mama, teściowa, siostry, ciotki. Wszystkie radzą, pomagają, podtrzymują na duchu.
Tymczasem z boku stoi ktoś jeszcze. Mężczyzna.  Równie przerażony i zagubiony.  Może liczyć na braterskie poklepanie po plecach (dobrze się spisałeś!).

Nie będzie mówił o swoich lękach i uczuciach. Nie będzie przecież szukał wsparcia, bo sam ma je zapewnić partnerce. Całe rodzinne życie kręci się wokół kobiety i dziecka. Mężczyzna natomiast tłumi wszystkie emocje. Jego zadaniem jest pomagać, w miarę możliwości wyręczać, angażować się. Nikt nie pyta o  uczucia związane z nową, trudną sytuacją, a sam zainteresowany również nie kwapi się do szukania powiernika.  Bo choć czasy się zmieniły i mężczyznom  wypada „rodzić”, przewijać, kąpać, karmić i robić niemal wszystko to, co robi matka, to nadal nie wypada otwarcie mówić o uczuciach.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.