Matki na froncie, czyli o co te boje

Żyjemy w dziwnym świecie, w którym nie dopuszcza się istnienia kilku racji, a swoje zdanie wielu z nas stara się wygłosić tonem nieznoszącym sprzeciwu. Otacza nas stos piętrzących się mitów, lukrowej ściemy oraz wydumanej hipokryzji. Na każde działanie oraz naturalne zachowania staramy się wymyślić „mądre terminy”, które mają nas określić jako ludzi, kobiety, rodziców. W swoich małych światach czujemy się bezpiecznie, nie pozwalając na to, by cokolwiek zachwiało naszą równowagą. Dlatego jak lwice bronimy swojego terytorium, bo jako matki w końcu wiemy, co jest najlepsze dla nas i dla naszych dzieci. Wiemy?

Demagogia do potęgi?

Weźmy pierwsze z brzegu, tak dzisiaj popularne: rodzicielstwo bliskości. Czy jeśli nie podpisujemy się pod wszystkimi zasadami wychowania dzieci w tym trendzie, to oznacza, że realizujemy rodzicielstwo dalekiego dystansu, czy to oznacza, że wychowujemy dzieci w chłodzie, nigdy ich nie przytulamy, nie nosimy i nie całujemy?

Dlaczego niektórzy starają się przekonać, że jest rodzicielstwo bliskości, pustka, długo długo nic i po drugiej stronie rodzicielstwo polegające na zaniedbywaniu dziecka?

Czy można wychować dziecko bez podstawowych atrybutów rodzicielstwa bliskości: chusty, wspólnego łóżka z dzieckiem i długiego karmienia piersią? Czy mamy mieć poczucie przegranej, bo w guru tej metody uznają, że niezgodne z instynktem rodzicielskim jest odkładanie dziecka do łóżeczka za kratki i siedzenie tuż obok? Czy, by wychować dobrze dziecko, musimy przeczytać biblię wyznawców tej metody „W głębi kontinuum”? Bez niej już dzisiaj nie da się żyć i nie da się być dobrą matką?

Metoda zaspokajania potrzeb i propagowania samodzielności dziecka

Jest też inna metoda, którą stosują rodzice, a o której mamy wychowujące w duchu bliskości mówią z przekąsem, podkreślając jej „archaiczność” i „sprzeczność z najnowszymi odkryciami”. Jest nią dla wielu osób filozofia Tracy Hogg pozwalająca na zachowanie harmonii w rodzinie. Jej autorka ucząc „języka niemowląt”, wskazuje, jak zadbać o samodzielność dziecka, przy jednoczesnym zaspokajaniu wszystkich jego potrzeb.

Ideą tej metody jest pomoc rodzicom w takim ułożeniu planu dnia, by potrzeby każdego mogły być zaspokajane. Proste? Okazuje się, że aż za bardzo…Teoretycznie bowiem dziecku może być bez różnicy, czy zasypia na kanapie, we własnym łóżku, łóżku rodziców, czy w kołysce. Jako noworodek nie ma żadnych wyobrażeń oraz porównań tych różnych opcji. Po prostu śpi…I rodzice mają prawo z tego faktu korzystać. Aż do czasu, gdy przeczytają, że dziecku robią krzywdę…

Rodzicielstwo uwagi

Zarówno rodzicielstwo bliskości, jak również metody Tracy Hogg nie popierają metody kontrolowanego wypłakiwania się. Tę akceptuje rodzicielstwo uwagi.

Rodzicielstwo uwagi to podejście, które zakłada, że oprócz potrzeb jedzenia, snu, bliskości, itd. dziecko ma również potrzebę płaczu. Ta filozofia wychowywania dziecka pokazuje, że rolą rodziców nie jest uspokajanie malucha za każdym razem, gdy zapłacze, stosując do tego wszystkie dostępne siły, ale towarzyszenie niemowlakowi w płaczu, w spokoju i skupieniu, uznając go za kolejną potrzebę.

Pole walki

Jako młody rodzic można być zaskoczonym, jak wiele skrajnych emocji budzi wychowanie dziecka oraz jak wiele rodzi agresji. Można otwierać z niedowierzaniem oczy, czytając o „najlepszych metodach”, „właściwym podejściu”, „najwłaściwszych rozwiązaniach” „dobru dziecka”. Zdobywając wiedzę i zyskując…poczucie bezradności i winy.

I mimo że wiele osób twierdzi, że dzisiaj nie można stać pośrodku, ja jestem przekonana, że można. Nawet wtedy, kiedy po przeczytaniu jednego z poradników i rozpoczęciu starania o to, by kroczyć drogą zasad tam wyłożonych, spotkamy się z oporem. Nawet wtedy, kiedy nasze osobiste racje będą niepopularne, a rodzice z drugiej strony usilnie przekonują nas, że jesteśmy w błędzie, że robimy dziecku krzywdę.

Jak w tym wszystkim zachować tak cenną dzisiaj uwagę? Zaufać sobie i podejść do wychowania dzieci ROZSĄDNIE. Wychowanie dziecka to nie czas na wkraczanie do SEKT wyznających konkretne metody, to bardzo ważny moment, w którym powinniśmy być otwarci na różne możliwości. Tym bardziej, że bycie na co dzień z dzieckiem może być bardzo stresujące i męczące. Dlatego dobrą metodą jest ta, która sprawdza się w naszym konkretnym wypadku. Nawet jeśli jest skuteczna tylko przez moment, warto sięgnąć po nią na dany moment i gdy przestanie działać, poszukać kolejnej.

Donald Woods Winnicott napisał: „Nie ma idealnych rodziców”. Do czego należy zatem dążyć? Do tego, by być wystarczająco dobrym.

Matka wystarczająco dobra to nie taka, która jest nieomylna i stara się przekonać wszystkich do swoich racji, to matka, która się waha, ma wątpliwości i to sprawia, że jest gotowa ciągle się uczyć. To kobieta dojrzała i świadoma tego, że każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety. To osoba, która słucha i obserwuje. To pewna świadomość umysłu, która nie stara się dopasować pewnych metod do dziecka, utartych zwrotów do swojej sytuacji, ale która wśród wszystkich metod i zaleceń wybiera te, które jej odpowiadają i dostosowuje do swojego dziecko. Tym jest właśnie racjonalne rodzicielstwo. To nie metoda stojąca przeciw jakiejkolwiek z filozofii opisanych powyżej. To otwartość umysłu, uważność oraz poczucie, że człowiek uczy się przez całe życie. Racjonalnie myślące matki to nie takie, dla których wszystko jest łatwe i proste, nie takie, które znają odpowiedź na wszystkie pytania, ale takie, które szukają różnych rozwiązań i pozwalają ich szukać innym.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ewa Ewa

    Wydaje mi się, że żadna z tych metod nie jest w pełni dopasowana do każdego dziecka z osobna… przecież to nie szablon… I rolą rodzica jest tak dobierać/mieszać te zasady by były one najlepszym rozwiązaniem w wychowaniu dziecka. Ja np. nie do końca zgadzam się z zasadą rodzicielstwa bliskości- bo od początku moja Córka śpi sama (poza wyjątkowymi sytuacjami) i odkładam ją do łóżeczka- ale też nie zgadzam się na „wypłakiwanie”, uważam że jeśli moje dziecko płacze to mnie potrzebuje i muszę zareagować przynajmniej w takim stopniu by ją wziąć na ręce i dać poczucie tego, że jestem, że jest bezpieczna.

  2. Mama Jadzi Mama Jadzi

    Bardzo nie lubię hipokryzji, a wiele kobiet stojących za tymi wszystkimi trendami, najlepszymi i najkorzystnijszymi i tak genialnymi, to po prostu hipokrytki…

  3. Joasia Joasia

    Bardzo trafny tekst. Daje do myślenia…Ale pewnie refleksji w tych „mafiach” nie wywoła…

  4. Tualeńka Tualeńka

    Nie wiem, gdzie, ale gdzieś to jest napisane…podobno rodzicielstwo bliskości zakładania niepodawanie dziecka innej osobie przez cztery miesiące po porodzie. To znaczy przez ten czas tylko rodzice mogą trzumać na rękach dziecko. Żadna babacia i żadna ciocia tego zaszczytu nie doświadczą..

  5. goo goo

    a u mnie wszystkiego po trochu. bo moje dziecko reaguje na szablony z siłą oporu starego muła. ;) dlatego, tak jak w artykule, dopasowuję „metodę” do aktualnego „stanu zastanego”. bo Zośka czasem da się utulić, częściej się nie da, czasem pomaga odwrócenie uwagi, ale bardzo często ryczeć przestaje wtedy, kiedy da się jej spokój, popatrzy przez chwilę w inną stronę, przestanie gadać. co prawda w nocy nigdy z nami nie śpi, ale nad ranem często po pobudce o 5 „przekimujemy” jeszcze ze dwie, trzy (!) godzinki u mamy pod kołdrą. i jest dobrze.
    nie rozumiem matek, których – wydaje się – jedynym celem w życiu jest udowodnienie innym, że się nie znają i powinny brać z nich przykład. każde dziecko reaguje inaczej. coś, co działa na naszą małą sąsiadkę, moje dziecko doprowadza do szewskiej pasji.
    wkurza mnie też niemiłosiernie, kiedy ktoś Zochę próbuje na siłę uspokajać, albo „przetrzymywać”. bo ja wiem, że się nie da. i że tylko niepotrzebnie denerwują mi małą. a wtedy rosną mi długie, żelazne zęby… ;)

  6. Zwyczajna mama Zwyczajna mama

    pięknie napisane. Też uważam, że trzeba myslec i postępować zdroworozsądkowo. Oczywiscie uczyć się, ale przede wszystkim słuchac swojego wewnętrznego głosu i postępować zgodnie z własnym sumieniem.

  7. Rodzynek Rodzynek

    Matko! Ja nawet nie wiedziałam, że jest tyle metod :) Ale ze mnie matka-ignorantka

    • sosrodzice sosrodzice

      Czasem lepiej nie wiedzieć ;)

      • Rodzynek Rodzynek

        szczególnie, jeśli się wie, czym się kończy np. metoda bezstresowego wychowania :)

  8. Normalna mama Normalna mama

    Mnie te wszystkie eko mamy bardzo denerwują. Są takie…stanowcze i zachowują się za często jakby zjadły wszystkie rozumy. Uważają, że tylko one mają rację, że są oświecone i pełne jakiejś magicznej mocy wychowawczej. Pfu..są opiekunkami, przecież one nie wychowują dzieci!!

    • Poziomka mama 5 corek Poziomka mama 5 corek

      Zabawne jest to ze eko mamy piszace poradniki maja malutkie dzieci wiec zadne doswiadczenie

  9. Anna Anna

    Moim zdaniem najważniejszym jest, by w tym wszystkim nie dać stłamsić swojego poczucia wartości (zwłaszcza gdy jako młode mamy – z każdej strony zasypywane desantem dobrych rad – mamy go ciut przymało), matczynej intuicji i pragnienia, by wzrastać i uczyć się wszystkiego od podstaw (wraz z tym małym brzdącem, co to umysł ma jak czysta, biała karta).

    To czy czujemy chęć podpięcia się pod jakąkolwiek filozofię, czy też jesteśmy eksperymentatorkami, a może hołubimy ekstrawagancje, pragniemy być supermenkami-supermatkami, czy też zwykłymi, pospolitymi, szarymi, zwyczajnymi-niezwyczajnymi Matkami Polkami – to (myślę) ma drugorzędne znaczenie. Primo – nie pozwólmy deptać swoich rodzinnych trawników. Czasem trzeba wywiesić stanowczą tabliczkę: „nie deptać”, czasami trza użyć płotu, a niekiedy wystarczy uprzejmie poprosić (zależy od sytuacji). Sekundo (i dla mnie istotniejsze od primo, bo wymaga samokontroli, a to – wedle mnie – stanowi o „stopniu” człowieczeństwa): NIE DEPCZMY CZYICHŚ TRAWNIKÓW. Każdy ma prawo zasiać na nich takie wartości jakie tylko mu się podobają – i jakakolwiek filozofia rodzicielstwa by to nie była – powinniśmy to uszanować. Nikt za nikogo życia nie przeżyje – i na szczęście. Zamiast więc zaśmiecać czyjś kawałek szczęścia niepochlebnymi uwagami – skupmy się na afirmowaniu własnego, by nam – niechcacy – nie przeciekło przez palce czasu…

  10. Poziomka mama 5 corek Poziomka mama 5 corek

    Dziecku trzeba dac szanse na samodzielnosc i swobodne poznawanie swiata.Trzeba ustalic granice ktorych nie mozna przekraczac, miec szacunek do dziecka. Instynktownie postepowac karmiac i przytulajac malucha i nie trzymac sie w tym temacie modnych ramek. Dziecko bardzo wyraznie sygnalizuje swoje potrzeby od dnia narodzin. Wpasowujac sie w mode trzeba zdac sobie sprawe z tego ze za 3 lata moze okazac sie ze nasze dziecko zostalo zle wychowane…
    Wprowadzanie sposobu wychowywania dzieci z innych czesci swiata i kultury nie musi sie w naszym przypadku sprawdzic.

    • Elżbieta Elżbieta

      No właśnie. Od razu widać że mamy z większym doświadczeniem mają większy dystans do modeli wychowawczych a większe zaufanie do własnej intuicji. Po coś ona nam została dana i nikt nie zna potrzeb swoich dzieci tak jak ich matka.

  11. Ania Ania

    Również uważam, że takie trzymanie dziecka cały czas przy sobie w obawie o jego zdrowie nie poskutkuje niczym dobrym. Sama mam taki przykład, że matka nie jest w stanie zostawić swojego dziecka pod opieka innych, bo nikt nie jest w stanie tak sie nim zająć jak ona. Paranoja… Dochodziło do tego, że nianie musiały pisać w zeszycie co robiły po kolei z dzieckiem, gdzie były, ile dziecko zjadło i wypiło. Szaleństwo…

Zobacz również