Mamo, tato, przestań karmić!

Wiele matek nie potrafi pogodzić się z faktem, że dzieci dorastają. Wyręczają, pomagają, czują się potrzebne. Nawet, jeśli ich działanie nie jest celowe i  świadome, dążą do  uzależnienia dziecka od siebie. Pytanie brzmi: komu to wyjdzie na zdrowie? Pierś… nie ma tu nic do rzeczy. Nie będzie kolejnej burzy w szklance wody. Nie o karmieniu piersią mowa, a o karmieniu w ogóle.  Znacie pięciolatki, za którymi mama biega z łyżką zupy? A może nieobcy Wam widok przedszkolaków otwierających posłusznie buzie na matczyną komendę:  aaam! Ba, zdarzają się nastolatki, którym mamy wyjmują ości z ryby! Jakim cudem, dzieciaki, które potrafią złożyć 120elemetowe puzzle w 3D nie potrafią samodzielnie zjeść posiłku? Ano, to już zasługa nas- matek.

Zły początek

dziecko jeChoć coraz większą popularnością cieszy się metoda BLW, znaczna większość rodziców w pierwszej fazie rozszerzania diety podaje dzieciom papki. Nie ma w tym niczego złego, pod warunkiem, że w porę rozpoczniemy podawanie pokarmów stałych. Niestety, zdarzają się rodzice, którzy „przegapiają” odpowiedni moment, a im dalej trwa papkowe menu, tym trudniej wprowadzić cokolwiek innego. Co powiecie na półtoraroczną dziewczynkę, której rodzice… blendują obiadki ze słoiczków? Tak, takie rzeczy się zdarzają. Z papkowych półtoraroczniaków wyrastają najczęściej niejadki.

Karmię, bo niejadek

No cóż, główną przyczyną braku apetytu u zupełnie zdrowych dzieci są …rodzice. Masz w domu niejadka? Walczysz o każdą łyżkę zupy? Na widok nowego pokarmu w menu Twoje dziecko dostaje spazmów? To nie z powietrza. Prawdopodobnie masz na sumieniu kilka grzeszków. Oprócz przedłużonego karmienia papkami niejadki produkuje również monotonne menu. Wiele mam stale podaje dzieciom to samo, ponieważ maluchy „nie lubią” niczego innego. Zanim wyciągniesz taki wniosek wiedz, że niemowlę potrzebuje zazwyczaj kilku, a nawet kilkunastu „spotkań” z nowym smakiem, aby go poznać, zaakceptować i polubić. Niestety, wiele mam rezygnuje po pierwszej. To Ty kształtujesz nawyki żywieniowe swojego dziecka. Ty decydujesz, co je i co będzie lubił w przyszłości, Ty kształtujesz jego smak. I Ty, możesz sprawić, że jedzenie będzie dla niego źródłem stresu i przykrym obowiązkiem. Jak? Choćby biegając za nim z łyżką i wmuszając „jeszcze kęsik”.

Karmię z lenistwa, ale się nie przyznam

Łatwiej i szybciej nakarmić dziecko, niż nauczyć je jeść samodzielnie. Odpada problem prania, które jest nieodłącznym elementem samodzielnie zjedzonego przez malucha posiłku. Po za tym, malec zje szybciej, a co za tym idzie  więcej. Mamy odwlekają moment nauki samodzielnego jedzenia, ponieważ karmienie jest wygodniejsze. Niestety, im dłużej trwa, tym większe prawdopodobieństwo, że maluch zmieni się w przedszkolaka reagującego bezmyślnie na : aaaam. Tego chcesz?

Karmię, bo małe

Jeśli Twoje dziecko siedzi już samodzielnie, to jest w stanie uczyć się samodzielnego jedzenia. Oczywiście, będzie to raczej zabawa, niż posiłek, ale od czegoś trzeba zacząć. Nie przekonuje Cię BLW? Nie traktuj go jako główny model żywienia, ale jako dodatek. Pozwól dziecku próbować nowych smaków, pozwól na samodzielność, nawet jeśli będzie to wymagało kąpieli. I nie czekaj z nauką zbyt długo, bo dziecko przywyknie do faktu, że jedyną aktywnością przy posiłku jest otwieranie ust i przeżuwanie.

Pozwól na samodzielność!

Jedzenie jest pierwszym bastionem samodzielności, który może zdobyć dziecko. Zanim będzie się w stanie ubrać, zanim zacznie mówić, zanim samo świadomie skorzysta z toalety, jest już w stanie opanować (może nieprecyzyjnie, ale zawsze) sztukę jedzenia.  Co daje malcowi samodzielność w tym zakresie?  Samodzielne jedzenie : rozwija zmysły, doskonali koordynacje ruchowo-wzrokową i co bardzo ważne-zmniejsza  ryzyko zaburzeń odżywiania w przyszłości. Pamiętaj o tym, zanim kolejny raz wciśniesz „ostatnią łyżkę za mamusię”.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. www.alergicznedziecko.pl www.alergicznedziecko.pl

    Mojej córki nie da rady już nakarmić, więc metoda BLW wdrożyła się samoistnie. Ma 1,5 roku i czuje się już na tyle dorosła, że sama je, trochę rękoma a trochę sztućcami. No cóż, wprawa wymaga praktyki! :)