Mamo, tato, popatrz na swoje dziecko z miłością!

Oczy zwierciadłem duszy.

To ma sens. Nie da się oszukać spojrzenia – ono mówi wszystko.

Można kontrolować ruchy ust, mimikę, ale wystarczy spojrzenie w oczy, by intuicyjnie odgadnąć to, co czujemy. To spojrzenie pozwala nam utrzymać kontakt z drugą osobą, zrozumieć jej intencje i co tak naprawdę do nas mówi. Jest 100 razy ważniejsze od słów.

Decyduje również o sile kontaktu i o bliskości. Zakochani wpatrują się w swoje oczy godzinami, obce osoby pozwalają sobie na to tylko przez moment, a dłuższe wpatrywanie się jest odbieranie jako spoufalanie czy oznaka agresji. Jak to ma się do kontaktu z dzieckiem?

Gdy dziecko jest noworodkiem, z napięciem oczekujemy chwil, kiedy się przebudzi. Chłoniemy każdą jego cząstkę. Zachwycamy się błękitem oczu. Wpatrujemy się i podziwiamy przymglone spojrzenie, jakby czas się zatrzymał.

Im dziecko jest starsze, tym w dziwny sposób tracimy umiejętność patrzenia i zaczynamy zauważać, że nie mamy na to czasu...Rolę się odwracają to dziecko zaczyna walczyć o nasze spojrzenie, robi wszystko, by zwrócić na siebie uwagę.

Zamiast spoglądać głęboko w oczy, zbyt często patrzymy tak jakbyśmy nie widzieli, przeszywamy je spojrzeniem, ale nie obdarzamy pozytywną energią. Widzimy nieuczesane włosy, rozpięty sweterek, brudny nos. Skupiamy się na zadaniach – szybciej, nie teraz, za chwilę, poczekaj. A czasami na wadach – widzimy bałaganiarza, osobę, która głośno się zachowuje, wpada w histerię, nie słucha.  Brakuje chwil na spokojne spojrzenie prosto w twarz, głęboko w oczy – bez słów, ale z tym znajomym błyskiem, który jak nic innego wysyła sygnał: kocham Cię i który…uspokaja a jednocześnie dodaje energii.

Dziecko widzi siebie tak, jak Ty je widzisz

dziecko i mamaI tu przychodzi czas na rachunek sumienia. Spowiedź rodzica i chwilę na refleksję. Jak dzisiaj patrzę na swoje dziecko? Z miłością czy ze zniecierpliwieniem?

Jakiego kontaktu doświadcza ode mnie dziecko najczęściej? Karcącego, ostrzegawczego, alarmującego, czy pełnego miłości? Czy daję tak dużo kontaktu wzrokowego, ile potrzebuje? Czy spoglądam, zza komputera lub gazety, gdy zmusza mnie do tego niewłaściwe zachowanie malucha, czy także po to, by z uśmiechem popatrzeć, jak ono świetnie się bawi?

Samospełniająca się przepowiednia

Musimy na nowo nauczyć się patrzyć na dzieci. Przestać widzieć w nich „trudne jednostki”, które sprawiają, że nie mamy siły, czasu i zacząć widzieć wyzwanie, które pozwala nam się zmieniać, udoskonalać jako rodzice.

Wszystko zaczyna się od spojrzenia. Ono wysyła sygnały do mózgu, a stamtąd trafiają one na język. Dlatego ucząc się patrzeć na dziecko z miłością, zaczynamy inaczej myśleć o dziecku, a potem o nim mówić.

Gdy będziemy inaczej mówić, dziecko zacznie o sobie inaczej myśleć. W ten sposób zmieniamy nasze dzieci. To dużo prostsze niż narzekanie. I trudniejsze zarazem.

Spojrzenie to czas

Nie mamy czasu. Dla siebie, dla przyjaciół, dla rodziny.

Dzieci to wyczuwają i walczą. Walczą o naszą uwagę. Robią to tak, jak potrafią. Szybko zauważają, że bardziej się opłaca być „niegrzecznym” niż niezauważonym „grzecznym”. Dlatego na początku intuicyjnie, a potem z pełną świadomością negatywnych konsekwencji swoich czynów wymuszają na nas reakcję. Chcą być zauważane. Im są mniejsze tym dramatyczniej o to walczą. Wiedzą, że spojrzenie rodzica to dla nich jedyna szansa na przetrwanie. Bez czujnego oka mamy czy taty…nie są w stanie istnieć.

Za dużo mówimy, za mało patrzymy

Nie mamy czasu, energii, by się na chwilę zatrzymać i popatrzeć na dziecko. Poświęcić całą uwagę i cenne chwile, których każdy ma jak na lekarstwo. Bez wpatrywania się w telefon, komórkę, książkę, robienia jak multizadaniowamama kilku rzeczy naraz.

Nie patrzymy, jak się dziecko bawi, śmieje, jak rysuje i co chwilę podnosi wzrok znad kartki, by zobaczyć, czy nadal tam jesteśmy, czy je widzimy. Z czasem szukanie naszego spojrzenia przez dziecko nie wystarcza, bo my nie widzimy. Maluch krzyczy: „mamo, tato, spójrz”, „zobacz, mamo”, „tato, zobacz, co narysowałem”, „mamo, patrz, jak wysoko skaczę”. I robi coraz nowsze rzeczy, żebyśmy w końcu spojrzeli.

Gdy w końcu uzyskuje to, czego chce…dzieje się coś dziwnego.

Dziecko głodne kontaktu wzrokowego będzie początkowo zawstydzone, może zacząć się popisywać, zachowywać dziwnie, jednak potem przyjmie naszą 100% uwagę z wielkim szacunkiem i ….wdzięcznością. Będzie od czasu do czasu sprawdzać, czy naprawdę jesteśmy tylko dla niego, a gdy upewni się, że tak jest, wyraźnie się ucieszy.

To jak profilaktyka chorób. Inwestycja w dobre zachowanie.

Zamiast wylewać z siebie potoków słów, krzyczeć, karać, mówić rzeczy, których nikt nie słucha…Zamiast tracić czas na bezsensowny przekaz….popatrzmy na swoje dziecko…z miłością!

 

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Jula Jula

    Bardzo mądre…

  2. Kasia Kasia

    Cieszę się, że to przeczytałam

  3. natka natka

    Fantastyczny artykuł. I jestem z siebie bardzo dumna, że czytając go, mogę z czystym sumieniem przyznać, że się do tego stosuję

  4. xxx xxx

    Pięknie dziękuję za minuty wzruszenia

  5. Mysza Mysza

    Pięknie napisane, popieram apel – patrzmy na dzieci nie tylko, kiedy je karcimy

  6. alicja alicja

    tak, zauważam, że rodzice nie komunikują dziecku prostoty. wymyślne zabawki, „grające plastiki”, a tym czasem dziecko nie wie co to „cymbałki” (taki instrument nie istnieje – tak na marginesie), nie wie jak grać, wydobywać dźwięk, wyrażać siebie.

    wiecie, też byłam głupia, goniłam, sprzątałam. teraz jestem ciut mądrzejsza (i nadal się szkolę). uwielbiam leżeć z moim synkiem (23 m-cy) tak po prostu na kanapie, z nogami opartymi o ścianę. oglądać te same książeczki po raz setny, modyfikować opowiastki. i tak się zżyliśmy, że zjeść nie mogę w spokoju, bo maluch znosi mi wtedy zabawki, zaprasza do tańca i zabawy, mimo, że 5 min. wcześniej skończyliśmy godzinne zabawy…

    jego świat jest prosty, pełen zachwytu i uśmiechu. mój przestał taki być, bo jestem dorosła. a teraz ON, pajączkowaty maluch, uczy mnie BYĆ.

    spojrzenie, o które napomina autorka artykułu jest ważne nie tylko dla dziecka, choć ono wie czemu tego potrzebuje. jest ważne dla nas, tylko my dorośli nie wiemy o tym.

    • Dorota Dorota

      Alicjo, nic tylko się tego uczyć każdego dnia…Jako rodzice mamy sporo do zrobienia, dobrze, że są dzieci, które nam to uzmysławiają

  7. Mała MI Mała MI

    Właśnie uzmysłowiłam sobie, że nie mam czasu spojrzeć na swoje Dziecko…. Zawsze, mam tyle obowiązków….
    Dziękuje! :)

    • Wioleta Wioleta

      dobrze, że w porę zrozumiałaś ;) zawsze można nadrobić choć trochę;)