Mamo! Tato! Dajcie mi spokój

Zaczyna się już w pierwszych tygodniach życia dziecka, a często jeszcze wcześniej, już podczas ciąży, zanim ukochany synek lub córka przyjdą na świat. I z upływem czasu narasta. Edukowanie, stymulowanie do rozwoju, motywowanie, zachęcanie, zabawianie, wspomaganie – wszystko to niewątpliwie ma ogromne znaczenie dla prawidłowego rozwoju najmłodszych. Jednak każdy maluch, aby móc dobrze się rozwijać, potrzebuje również czegoś zupełnie przeciwnego…Potrzebuje „braku rodziców”. Potrzebuje codziennej chwili – świętego spokoju.
24649_10151523108031112_1658539430_nBędąc w ciąży, wiele czytałam o tym, jak być „idealną matką”… Kupowałam książki, szperałam w internecie, wypytywałam koleżanki. Wszystko po to, by już od początku stworzyć  synowi najlepsze warunki rozwoju. Przecież już tym najmłodszym, jeszcze nienarodzonym szkrabom, możemy śpiewać, puszczać muzykę, czytać. Możemy z nimi rozmawiać, głaskać brzuch, kołysać nim w rytm tańca. Jest tak wiele sposobów na komunikację! Nie można tego zaniedbać. W książkach czytamy m.in.: dzieci, których mamy słuchały dużo muzyki podczas ciąży, mogą po urodzeniu uspokajać się przy znanych im dźwiękach, częste „rozmowy” przyszłych rodziców z mającym się narodzić potomstwem sprzyjają tworzeniu się między nimi niezwykłej więzi.

Pocałunek w brzuch, cichy szept, spokojny, ciepły głos mamy i ten drugi, bardziej donośny,  niższy – taty. Bycie razem zaczyna się już wtedy.

A co po narodzinach?

Urlop macierzyński. Z nim zaś kolejne godziny spędzone na czytaniu, pytaniu zaprzyjaźnionych mam, studiowaniu internetu – jak aktywnie i mądrze wykorzystać te krótkie chwile, kiedy nasze kilkutygodniowe maleństwo nie śpi?     Piszą, że można mu już czytać. Bierzemy więc książkę do ręki, niekoniecznie tę najkrótszą i z największą liczbą kolorowych ilustracji, bo przecież Ono i tak nic nie rozumie. Słucha jednak naszego głosu. Na razie wystarczy. Potem wklepujemy w wyszukiwarkę: „zabawki dla noworodka”. I co się okazuje? Są. I to nie mało. Od czarno-białych plansz z geometrycznymi wzorami, poprzez spokojne, relaksujące pozytywki, po  wolno kręcące się karuzele, które z zapałem przymocowujemy do łóżeczka, tuż nad główką maleństwa. Leżenie w łóżeczku bowiem nie może być nudne! Poza tym nie można przecież tak po prostu – leżeć. Tracić czas. Czas, który można wykorzystać przykładowo na obserwację zawieszonej nad nami kolorowej maty edukacyjnej czy sufitu pomalowanego w gwiazdy i księżyce.
A jak karuzela przestanie się kręcić? Może pośpiewamy?! …

Może później. Zasnął. Szkoda…

Po kilku miesiącach, kiedy niemowlak nie przesypia już większość dnia, możemy jeszcze aktywniej spędzać z nim czas. Propozycji zabaw jest mnóstwo. Świetnie sprawdzają się zarówno stare, dobrze nam wszystkim znane „kosi, kosi łapki” czy „Gdzie sroczka kaszkę warzyła”, jak i wszelki, jakże ogromny, asortyment dziecięcych zabawek, bez których – według reklamy – żadne dziecko nie zazna szczęśliwego dzieciństwa. Poza tym przecież można bawić się wszystkim. Wiadomo – garnek, drewniana łyżka kuchenna czy worek z grochem potrafi nieraz bardziej zainteresować malucha niż najnowszy gadżet. Do tego dochodzi jeszcze nasza, rodzicielska inwencja twórcza w wymyślaniu zabaw. Nie można przecież dziecka zostawiać samego sobie. To od nas – ich rodziców – zależy jak będzie się rozwijać. Czy aby dostarczymy mu dostateczną ilość bodźców dla rozwoju zmysłów?…

Tylko dlaczego Ono jest dzisiaj takie drażliwe? Dlaczego nie robi „kosi, kosi”? Dlaczego płacze??

Małe dzieci płaczą z wielu powodów. Płaczą, kiedy są głodne, niewyspane, mają mokrą pieluchę, są chore lub coś ich boli, ale może to być również sygnał, że potrzebują po prostu chwili spokoju. Możliwe, że są rozdrażnione, poddenerwowane, po prostu zmęczone naszą ciągłą obecnością. Nie potrzebują nowej zabawki, nie chodzi im o to, aby zaśpiewać im inną piosenkę, bo ta im się nie podoba lub zacząć czytać inną książeczkę, bo ta jest nudna. Nie chcą przytulania, brania na ręce, kołysania ani grającej karuzeli nad głową. Dziecko, jak i każdy z nas, potrzebuje chwili wyciszenia. Nie trzeba go cały czas zabawiać. Jakiś czas temu koleżanka powiedziała mi: „Czasami już nie wiem jak się bawić z synkiem, brakuje mi pomysłów, czasu, siły…A potem, jak go tylko zostawię i chcę się zająć czymś innym, wydaje mi się znowu, że go zaniedbuję…”. Wielu rodziców codziennie stawia czoło tego typu dylematom. Jednak myślę, że równie ważne w tym, ile czasu spędzamy ze swoim dzieckiem, jest to: jak ten czas spędzamy. Cieszmy się z możliwości bycia razem i równocześnie pozwólmy dzieciom na samodzielne doświadczanie i poznawanie świata. Jeśli zaś mamy wyrzuty sumienia, że zostawimy je na chwilę same (ja miałam…), odrzućmy te myśli. Nie uważajmy, że coś nam ucieka, że jesteśmy złymi rodzicami, bo przecież w tym czasie można zrobić to, albo to. Wsłuchajmy się w potrzeby własnego dziecka. Możemy być pewni, że jeśli będzie nas potrzebowało – na pewno da nam o tym znać.

Mój synek kończył właśnie 9 miesięcy. Nadal spędzamy czas razem, wymyślając tysiące zabaw. Nadal dużo czytamy i słuchamy muzyki. Jednak w ciągu dnia On również ma czas tylko dla siebie. Kiedy siedzi w łóżeczku i w sobie tylko zrozumiałym języku „czyta” książeczkę, kiedy leży na plecach i nie robi nic oprócz wpatrywania się w … swoje dłonie, kiedy w ciszy, bez odgłosów radia czy telewizora, bez mojego ciągłego gadania (bo przecież do dziecka trzeba mówić jak najwięcej) – z fascynacją w oczach przygląda się sznurkom od spodenek. Wtedy ja z taką samą fascynacją  w oczach przyglądam się jemu. Z boku, nie ingerując w jego dziecięcy świat. Już nie katuję się myślą, że za mało czasu mu poświęcam. Nie pytam co chwilę: Co robisz kochanie? Czasami po prostu jestem obok i daję mu…święty spokój.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Budująca Mama Budująca Mama

    Zosia od urodzenia dostaje ode mnie sporo chwil świętego spokoju, rozwija się prawidłowo i bardzo się z tego cieszę, że potrafi się zabawić sama.

  2. Chciała bym Chciała bym

    Też bym tak chciała, zostawić syna na chwilę i zajac się swoimi sprawami. Niestety u mnie się nie da :( syn pozostawiony sam (nawet jak leżę obok) zaczyna płakać. Ma 6miesięcy i ostatnio kupiłam chustę bo tylko na rękach się uspokaja a waży sporo więc chusta odciąża moje ręce.

  3. alicja alicja

    a u mnie: gdy wyjdę z pokoju jest płacz. maleńki chce mieć „własne chwile”, ale z mamą na widoku (choćby kątem oka). a mamin synkiem nie jest – bywa czasem całe dnie z dziadkami, a moje przyjście kwituje spojrzeniem + uśmiechem i dalej nurkuje do zabawy.