Mama w domu vs mama w pracy

Co traci matka „siedząca”?

Wypadnięcie z rynku pracy na trzy lata do dla niektórych kobiet zawodowe samobójstwo. Oczywiście, można mówić że to „tylko praca”, ale nie da się ukryć, że praca stanowi lwią część naszego życia. Jest ważna.

24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu z dzieckiem. Mimo iż dziecko to najważniejszy i najpiękniejszy skarb, bywa, że matka ma ochotę najzwyczajniej w świecie od niego… uciec. Chociaż na kilka godzin.

Kobiecość. Tak, wiem, co napisałam. Teoria zakłada, że w tej materii po urodzeniu dziecka nic się nie zmienia, jednak praktyka wygląda nieco inaczej. Oczywiście istnieją mamy w kilkunastocentymetrowych szpilkach biegające za dwulatkiem po parku, ale to rzadkość. Większość z mam stawia na wygodę. Buty na płaskim obcasie, wygodne ubranie, nieabsorbująca fryzura. Makijaż od wielkiego dzwonu. Szybki prysznic zamiast relaksujących kąpieli i praktyczne paznokcie zamiast atrakcyjnego manikiuru. Mamy pracujące mają pod tym względem łatwiej. One MUSZĄ dobrze wyglądać.

Niebezpieczeństwo „zasiedzenia”. Urlop wychowawczy, a potem co? Niektóre mamy nigdy nie wracają do pracy, nie dlatego, że są pozbawione ambicji, tylko z przyzwyczajenia i zastania. Im dłużej coś odwlekamy, tym mniejszą mamy na to ochotę.

Mieć ciastko i zjeść ciastko…

Nie można mieć wszystkiego. Kiedy mija urlop macierzyński, stajemy przed trudnym wyborem (o ile możemy wybrać). Wbrew modnym i postępowym opiniom, pracująca mama nie jest w stanie zapewnić dokładnie tyle samo uwagi swojemu dziecku, co mama na pełen etat. Nie dlatego, że jest „gorsza”, tylko dlatego, że to niemożliwe. Bywa, że mamy nie ma przy maluchu wtedy, kiedy jest mu najbardziej potrzebna. To cena, jaką musi zapłacić kobieta za spełnienie zawodowych ambicji. Jest i druga strona medalu. Święcący ostatnio tryumfy nurt „macierzyństwa bez lukru” jest odpowiedzią na zakłamaną i idealizowaną wizję macierzyństwa. Mamy „siedzące w domu” często przepłacają ów sielski stan depresją. Decyzja o pójściu na urlop wychowawczy bywa podjęta wbrew sobie. Matka, która zdecydowała się na takie rozwiązanie dla dobra dziecka, paradoksalnie działa na jego niekorzyść. Bo jakim cudem dziecko nieszczęśliwej matki ma być szczęśliwe?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Agnieszka Agnieszka

    k To prawda! Matki które „siedzą” w domu mówią, że to najlepsze, matki pracujące bronią swojego wyboru. Wszystkie twierdzą, że zrobiły najlepiej. Z perspektywy czasu można spojrzeć na to inaczej. Ja nie wróciłam do pracy. Widzę wady takiego wyboru. Mimo, że mam wspaniałe dzieci ( już duże), jest mi żal tego, że w przeszłości przestałam inwestować w siebie. Bo mogłam czasami pozwolić sobie na zdrową dawkę egoizmu.

  2. Joanna J Joanna J

    „k” Wróciłam do pracy zaraz po macierzyńskim- tym na starych zasadach, lekko przedłużonym o miesiąc. Córka miała 7 m-cy. Dla mnie było to idealne rozwiązanie, ponieważ niestety ale nie jestem matką, która poza dzieckiem świata nie widzi. Siedzenie całymi dniami w domu a nawet wyjścia, wszystko kręciło się i tak wokół dziecka. Potrzebowałam takiego totalnego oderwania się od spraw i tematów dziecięcych.Co prawda pracowałam tylko 4h dziennie, córki pilnowała babcia, więc miałam super psychiczny komfort.
    Jednak znam siebie i wiem, że nie byłabym w stanie spędzić z dzieckiem tak długo – np. 3 lata na wychowawczym. Im mniej czasu spędzam z dzieckiem tym lepiej- bo wtedy poprawia się jego jakość. A tak, po prostu jestem, ale brak sił, chęci na kreatywne zabawy, szybko kończy się cierpliwość gdy nasz kontakt jest całodzienny. Córka chodzi do przedszkola, spędza czas z dziećmi, babcią, tatą i mamą. Z racji zawodu mam dość dużo dni wolnych, więc nawet jeśli w tygodniu spędzimy mało czasu( ja na popołudnia, więc rano dziecko w przedszkolu, a po południu ja w pracy), to nadrabiam w dni wolne, weekendy, wakacje czy ferie. No ale każda mama powinna wybrać tak, aby pasowało to jej. No i nie bez znaczenia jest budżet domowy. Podsumowując – jeśli rodzinę stać, na to aby jedna osoba pracowała, a mama ma ochotę spędzić w domu z dzieckiem rok, dwa a nawet aż pójdzie do zerówki- jej wybór. A jak chce się realizować, to też jej prawo. I wcale nie znaczy to, że zaniedbuje dziecko, że jak chce się realizować, to nie powinna mieć dzieci (często się to słyszy).

  3. Poli Poli

    Ja właśnie od lutego wracam do pracy na cały etat. Niestety. Decyzja została podjęta ze względów finansowych, w 100% wbrew temu co czuję. Przez ostatnie 3 miesiące miałam możliwość wdrożenia się na pół etatu, ale niestety macierzyński się skończył więc trzeba wracać na cały. Muszę przyznać, że miałam taki czas kiedy marzyłam o pracy bo na szczęście wykonuję pracę którą lubię. Moja malutka miała wtedy 6 miesięcy, a ja byłam zmęczona codziennością i myślałam że trochę odpocznę w pracy. Ale później zaczęło się raczkowanie, mówienie, chodzenie, itd i teraz nie mogę pogodzić się z myślą że nie będzie mnie w tych wszystkich ważnych momentach.

  4. Mama Lenki Mama Lenki

    „k” zgadzam się z artykułem :) I tak źle i tak nie dobrze. Ja byłam na urlopie wychowawczym i widzę w tym wiele zalet ale również wad. Jeśli chodzi o zalety mogłam patrzeć na to jak się rozwija, jak zdobywa kolejne umiejętności, cieszyłam się że to ja je wychowuje według własnych reguł i przekonań, to ja widziałam pierwszy ząbek,pierwszy krok to ja usłyszałam pierwsze słowo, ale… no właśnie jest też ale…
    * ale to ja zminimalizowałam kontakty z ludźmi do stopnia (rodzina-sąsiedzi-kilka bliższych koleżanek i panie w sklepach)
    *to ja nie miałam „swoich zaskórniaków”(wszyscy którzy kiedykolwiek zarabiali na siebie wiedzą o czym mówię)
    * ale to mnie zaczynała denerwować ta monotonia ,(latem można było siedzieć na dworze ale zimą ?? , ileż można siedzieć w domu ?!)
    * i najważniejsze : to za mną dziecko biegało nawet do łazienki, wyjście z tatusiem który (wyjeżdżał do pracy o 7 a w domu był o 17) było problemem – bo jak można wyjść bez mamy z którą jest się 24/24?
    A już pozostanie z dziadkami np w weekend to prawie trauma (niestety nie miałam możliwości zostawiania małej z kimkolwiek , dziadkowie pracują , cioć nie ma w pobliżu a przecież nie będę podrzucała dziecka koleżance jeśli nie mam ku temu powodu).
    Tak więc z jednej strony super że mogłam sobie „pozwolić ” na bycie na wychowawczym , ale myślę że 1,5 roku to wystarczająco długo na (wytworzenie więzi) ja do tej pory jestem w domu, mała ma 2,5 roku (przedszkole jest od 3 roku życia).
    Z jednej strony boje się tego że mam wrócić do pracy a mała będzie w przedszkolu ale z drugiej strony nie mogę się tego doczekać :D
    od września mała idzie do przedszkola(mam nadzieję ), wtedy chciałabym wrócić do pracy

  5. marciadela marciadela

    k. Chcialabym moc pozwolic sobie na pozostanie w domu dluzej niz rok. Niestety kredyt sie sam nie splaci. Dziecko ma pol roku a perspektywa oddania go do zlobka juz spedza mi sen z powiek. Zazdroszcze mamom, ktore maja wybor.

  6. BB BB

    Zazdroszczę mamom które mogą pozwolić sobie na urlop wychowawczy. Nasz syn urodził się gdy urlop macierzyński przysługiwał w wymiarze 4 m-ce potem co? Jedyna opcja-żłobek państwowy. Od siódmej do siedemnastej latorośl w żłobku godzina drogi od miejsca pracy. Po powrocie czekają normalne obowiązki jak każdą normalną mamę czy pracuje czy siedzi w dmu i tak musi je wykonać: pranie, gotowanie, sprzątanie. Gdzie czas znaleźć dla dziecka? Cały ten obowiązek spadł na tatusia kąpiel, zabawa, nauka. Mamusi została sobota i niedziela (o ile nie była pracująca) na kontakt z maluchem.