Mamą być…Gdy na świat przychodzi drugie dziecko…

Matka byłaby zdolna wymyślić szczęście, aby je dać swoim dzieciom.
(cyt. Madeleine Delbrer)

Czasem, gdy zapada noc, a dzieci śpią w swoich łóżkach, zamykam oczy i zastanawiam się, jak mogło potoczyć się moje życie, gdybym nie zdecydowała się na ciążę. Mogłam być sławna, albo co najmniej bogata, mogłam nie mieć rozstępów na brzuchu i czas na wyregulowanie brwi zawsze, gdy zaistnieje taka potrzeba. W mojej szafie wisiałyby same markowe sukienki, mąż zamiast zabawek kupowałby codziennie kwiaty tylko dla mnie, a każde wakacje spędzalibyśmy na bezludnej wyspie. Mniej więcej w tym momencie zazwyczaj przerywa mi wołanie dzieci z pokoju obok. Pić, jeść, buziaka, albo inny równie pilny alarm, bo od momentu, w  którym usłyszałam pierwszy krzyk na oddziale porodowym, jestem mamą, a to bardziej zobowiązujące niż umowa kredytowa.
Dziesięć lat temu wydawało mi się, że opieka nad niemowlęciem jest trudna i wymaga wiele poświęcenia. Dziś wiem, że to, z czym wtedy przychodziło mi się zmierzyć to bułka z masłem i to ta mała…

Długo dojrzewałam do decyzji o drugim dziecku i choć czasem odzywał się we mnie cichy głos instynktu macierzyńskiego, zagłuszałam go wspomnieniem o trudnej ciąży. Któregoś wiosennego dnia okazało się, że na teście ciążowym pojawiły się dwie kreski, a ja przyjęłam to z uśmiechem na ustach i stoickim spokojem. Znaczyło to chyba, że byłam znów gotowa. Dopiero później uświadomiłam sobie, ilu obowiązkom przyjdzie mi sprostać, jako podwójnej mamie. Miałam dziewięć miesięcy, aby przygotować się na ten przewrót.
Już w trakcie ciąży przyszło mi zmierzyć się z pewnymi niedogodnościami, bo gdy córka wybierała się do szkoły, ja musiałam być u lekarza, a kiedy męczyły mnie ciążowe dolegliwości, trzeba było pomóc jej w lekcjach. To był tylko przedsmak tego, co miało mnie czekać po narodzinach maleństwa.

Mama jednak, to tak skonstruowana istota, że do wszystkiego potrafi przywyknąć i wiele zniesie dla dobra swoich pociech. Na szczęście dla mnie szybko doszłam do siebie po porodzie i już kilka dni po nim byłam w stanie działać na pełnych obrotach, a było co robić. W wolnych chwilach pomiędzy karmieniem i przewijaniem, musiałam dopilnować, aby starsza córka nie odczuła braku mojej miłości i uwagi. Mogło być znacznie gorzej, bo maluszek okazał się być strasznym śpiochem, więc spokojnie mogłam sprostać pozostałym obowiązkom.

Rodzicielstwo uczy dobrej organizacji czasu

Każdy rodzic dobrze wie, że po narodzinach upragnionego i wyczekiwanego potomka, życie staje na głowie i ani myśli wrócić do dawnej pozycji. Z czasem ten stan zaczyna przybierać miano normalności i przy dobrych wiatrach nawet starcza czasu na odrobinę lenistwa w ciągu dnia. Kiedy rodzi się dzieciątko numer dwa, znów następuje zwrot o 180 stopni, ale czego nie robi się dla miłości tak wielkiej, że trudno określić ją istniejącymi słowami.

Dwójka dzieci to nie przelewki. Najprawdopodobniej kiedy pierwsze trzeba przebrać, drugie będzie głodne, a wymyślenie wierszyka o pierwszym, zaskatkuje nadąsaniem się drugiego i tak w kółko. Z dnia na dzień nauczyłam się tak zorganizować sobie dzień, aby w czasie drzemki maluszka odhaczyć z listy codziennych obowiązków sprzątanie, gotowanie i zajęcia związane z pracą. Fakt, dzieje się to kosztem kilku godzin snu, ale wewnętrzne przekonanie, że to ja budzę słońce, a nie ono mnie, jest bezcenne . Kiedy starsza córka wraca ze szkoły, a druga nie śpi, mogę już z czystym sumieniem poświęcić swój czas tylko im.

Podczas poobiedniego spaceru nieraz powtarzamy tabliczkę mnożenia, albo przypadki, robimy zakupy i mamy czas na chwilę beztroskiej zabawy. Dzięki tym chwilom łączymy pożyteczne z przyjemnym. Ja regeneruję siły na resztę dnia, a dzieci natomiast mają mnie tylko dla siebie, bo nie mam wymówki, że naczynia są nieumyte, a kolejny projekt leży nieskończony. Uwielbiam te chwile, szczególnie kiedy możemy je spędzić w komplecie z tatą.

Mamo, chcę loda… A ja nowy rower…

Dziecko wiąże się z wieloma wydatkami. Chociaż pieniędzy nie przybywa w portfelu, wydatki wciąż rosną. Bycie mamą nauczyło mnie, jak mądrze wydawać pieniądze, by starczyło na wszystko, a nawet zostało na drobne grzeszki.

Sklepy, szczególnie te większe oferują szereg promocji i wysprzedaży. Warto przeglądać aktualne gazetki, bo w gąszczu tzw. „wielkiej ściemy sklepowej” można wyłowić prawdziwe dobre okazje. Dzięki takiemu podejściu do codziennych zakupów można zaoszczędzić kilka groszy, które można przeznaczyć na inny cel.

Nauczyłam się też myśleć inaczej o niepotrzebnych rzeczach. Kiedyś nawet nie przyszłoby mi do głowy, aby sprzedawać coś, czego już nie używamy lub z czego dzieci wyrosły. Dziś staram się sprzedawać lub oddawać do komisu wszystko to, co może przydać się innym. W ten sposób można odzyskać sporą część wydanych wcześniej pieniędzy. Dzięki temu wiosenna wyprawka, czy zakup nowego roweru nie jest tak bolesna dla kieszeni.

***
Od roku, dzień po dniu staram się być dobrą mamą dla obu córek. Czy nią jestem, nie wiem. Zapewne zdarza mi się kochać za mało, słuchać za rzadko, rozmawiać za krótko, śpiewać za cicho i spać za długo. Dzień po dniu borykam się z permanentnym brakiem czasu na wszystko. Próbowałam już nawet wynaleźć machinę zatrzymującą czas i rozciągającą dobę, ale póki co nie znalazłam wolnej dziury w czasoprzestrzeni.

Wiem jedno, moje dzieci to mój skarb, którego nie wymieniłabym nawet na dekadę spokoju i wolnego czasu. Jestem szczęśliwa, gdy widzę uśmiechy na ich twarzach i płaczę, gdy one płaczą, tęsknię, gdy są w drugim pokoju, a gdy śpią, lubię patrzeć na ich spokojne buzie. Nie chcę wiedzieć, jak wyglądałoby moje życie bez nich. Byłoby puste i smutne, bo nic na ziemi nie jest w stanie dać mi takiej radości, jak one… Są jak woda i powietrze, bo bez nich nie byłoby mnie…

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Mam na imię Małgosia. Mam dwie wspaniałe córeczki, które są całym moim światem. Chcę być dla nich dobrą wróżką i ubarwić ich świat w radość i spełnione marzenia. Spędzamy razem każdą wolną chwilę i choć doba nie chce wydłużyć się ani o minutę staram się z całych sił, aby móc z czystym sumieniem usiąść wieczorem przy filiżance ulubionej herbaty i powiedzieć sobie, że to był dobry dzień. Wspólnie z mężem pracujemy na spełnienie naszych małych i dużych marzeń, prowadząc działalność, ale na pierwszym miejscu zawsze jest rodzina i nasze cudowne dzieci. Kocham dobrą kuchnię i uwielbiam rozpieszczać bliskich przeróżnymi smakołykami. Lubię, gdy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki składniki zamieniają się w pyszny i zdrowy posiłek. Jestem niepoprawną optymistką, a w trudnych chwilach ratuję się uśmiechem i humorem, co już nieraz uratowało mnie od szaleństwa.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. olka olka

    myślę nad drugim dzieckiem. Marzę, żeby być mamą dwójki brzdąców, ale boję się. Autorka bardzo fajnie opisała to, co dzieje się przed tą ważną decyzją…świat się zmienia. szkoda, że tak trudno za nim nadążać.

  2. Julia Julia

    Małgosiu, pięknie opisałaś swoją Idyllę. Wygląda na to, że taką jest w rzeczywistości.
    Ja także borykam się z podwójnym macierzyństwem. Moje niestety nie wygląda tak różowo jak Twoje… Czasem, a w zasadzie coraz częściej, wracam myślami do czasów „przed” dziećmi. I coraz częściej chciałabym tam wrócić… Chyba brakuje mi Twojego optymizmu, albo sił. Albo i jednego i drugiego.
    Będę sobie jak mantrę czytała Twój artykuł i niech dodaje mi sił… że to minie, że dam radę, że nie zwariuję…

  3. Gabi Gabi

    Mam troje dzieci: 5-,2,5-letnie oraz 9-mies. Kocham je niesamowicie,poswiecam caly swoj wolny czas, a latwo nie jest, zwlaszcza, ze maz duzo pracuje.Na nikogo nie moge liczyc- rodzina daleko, przyjaciele rowniezprzeprowadzilismy sie).
    Czasem mam ochote zasnac na 100 lat:-) Jednak wszystko da sie zorganizowac, trzeba tylko zapomniec o sobie- taka prawda.