Mam nieśmiałe dziecko…

Każdy z nas pamięta zdjęcia, nagrania czy opowieści rodziców, dziadków, znajomych o naszych występach w przedszkolu, popisach podczas imienin cioci Wandzi czy wtedy nieznanym robieniu show na każdym kroku. I jak tu pogodzić się z faktem, że my – urodzeni performerzy – mamy dziecko, które jest nieśmiałe, nie chodzi z rąk do rąk od cioci do wujka, przez dziadków i kuzynostwo włącznie i nie robi szumu wokół siebie podczas każdej okazji? Co więcej Ani, Basi i Magdy dziecko uwielbia, kiedy tłum zachwyconych ciotek skupia uwagę właśnie na jego/jej popisach. Jak walczyć z nieśmiałością naszego dziecka?

Po pierwsze – czy walczyć?

Każde dziecko jest inne. To wiemy. Ale jakoś nie potrafimy wcielić tego w życie. Porównywanie swojego dziecka do dzieci koleżanek jest tak silne, że mimo świadomości, że każdy rozwija się w swoim tempie, nie umiemy oprzeć się porównaniom, które szybciej zaczyna siedzieć, raczkować, chodzić, które ile ma zębów i jak szybko zmienia rozmiar ubranka. Nie zauważamy, że w tym wszystkim to my ostatecznie kształtujemy poczucie własnej wartości naszego dziecka. Rozwój dziecka jest ściśle związany z jego temperamentem, ale nasze zachowanie nie jest bez znaczenia.

Temperament a nieśmiałość

Zacznijmy od temperamentu. Jego nie zmienimy. Nie zmusimy dziecka do biegania po całym mieszkaniu, jeśli ono samo woli poprzyglądać się misiowi czy pobawić się grzechotką. Naciski z naszej strony jedynie pogłębią w dziecku niechęć do wykonywania żądanej czynności. To cudowny moment, kiedy nasz Skarb pierwszy raz zrobi „pa-pa” lub „tany-tany”. Marzeniem każdego rodzica jest pochwalić się tą umiejętnością całemu światu. Zróbmy więc dziecku zdjęcie lub dyskretnie nagrajmy malca. Nie narażajmy na stres, jeśli do wychodzących dziadków nie chce zrobić „pa-pa”. Dla dziecka, nawet niespełna rocznego będzie to przymus, którego może nie zrozumie, ale który odczuje i który zapisze się w jego układzie nerwowym. W późniejszych latach może to skutkować napadami płaczu czy wręcz histerii jak mama, czy tata będą wychodzili z domu. W skrajnych przypadkach dziecko może uciekać, a wręcz chować się w sytuacji, gdy gość lub domownik będzie szykował się do wyjścia. Naciski na wykonywanie „intelektualnych” gestów (a do takich zaliczane jest właśnie „pa-pa”, „brawo-brawo”,  „sroczka kaszkę gotowała”, „taaaki jestem duży” itp. wskazujące poziom komunikowania się dziecka z otoczeniem) wbrew woli dziecka może doprowadzić do zaprzestania ich wykonywania! Identycznie jest z motorycznymi czynnościami („tany-tany”, podskoki, chodzenie przy przytrzymywaniu przez rodzica itp.). Już na etapie półrocznego dziecka jesteśmy w stanie stwierdzić jakiego typu temperament ma nasza pociecha.

Naturalnie metoda wspierania dziecka w jego rozwoju i ośmielanie malca bywają zbawienne i mają ogromny wpływ na odwagę szkraba w przyszłości. Należy jednak zawsze być ostrożnym i nie pomylić wspierania z naciskiem. Dopiero jak dziecko dorośnie do wieku, kiedy jesteśmy w stanie pewne kwestie wyjaśnić tak aby ono na pewno zrozumiało nasze słowa, możemy rozpocząć pracę nad zwiększeniem odwagi naszego dziecka. Zawsze jednak proszę pamiętać o tym, że każdy ma prawo nie lubić wystąpień publicznych i naszym obowiązkiem jest to uszanować. Jeśli chcemy, by dziecko zaśpiewało piosenkę podczas najbliższych urodzin babci, a ono da jej buziaka – doceńmy to i maksymalnie pochwalmy. Dla nas być może będzie to porażka (bo przecież oczekiwaliśmy piosenki z ukłonem), a dla naszego Skarba to milowy krok wymagający ogromnego wysiłku i wielkiej odwagi. Pochwalmy, doceńmy i utwierdźmy malca w przekonaniu, że to co zrobił było wyjątkowe i jesteśmy z niego dumni. Wszak do tej pory był/a nieśmiałkiem, a teraz na oczach zebranych gości dziecko podeszło do babci i dało jej całusa. Czy to naprawdę mało?

Jeśli dziecko jest z „tych spokojnych”, to motorycznie zawsze będzie rozwijało się nieco wolniej. I nie ma tu znaczenia czy jest dziewczynką, czy chłopcem. Za to takie dziecko szybciej rozwija się intelektualnie. Koniec końców oba temperamenty, i żywiołowy i spokojny, w wieku przedszkolnym zejdą się, wyrównując swoje poziomy.

Przedszkole – czas na pierwsze próby

Wiek przedszkolny jest trudnym czasem. Pojawiają się liczne występy dla rodziców, dziadków, cioć i pań przedszkolanek. I tu nasz nieśmiałek ma kolejną traumę przed sobą. Wiedząc o tym, zasugerujmy wychowawczyni, żeby rozpoczęła z nim pracę metodą „małych kroczków”. Przy pierwszym przedstawieniu nie musi być Królewną czy Smokiem. Może lepiej odnajdzie się malując scenografię? Oswoi się z występami, podpatrzy bardziej odważne dzieci, nauczy mimochodem piosenek i wierszyków.

W każdej chwili przecież będzie mogło dołączyć, jeśli zechce. Jeśli jednak nie, pozostanie gwiazdą drugiego planu. Nie mniej ważną przecież, bo na zdjęciach prócz aktorów widać imponującą scenografię i kostiumy. Pozwólmy dziecku w świat wystąpień publicznych wejść pomału. Ono z czasem zacznie chcieć być słoneczkiem, grzybkiem, paziem Królowej. Przyjdzie taki dzień, że samodzielnie wyrecytuje wierszyk czy zaśpiewa piosenkę. Do tego czasu uzbrójmy się w cierpliwość i dajmy dziecku szansę poznać potwora, z którym przyjdzie mu się zmierzyć. Pozwólmy też, aby tę walkę odbyło samodzielnie wówczas silniej doceni sukces. Naturalnie my zawsze będziemy ojcem tego sukcesu, ale w tym wypadku sami z siebie pozostańmy w cieniu, wspierając rozwój naszego dziecka i chwaląc jego poczynania z największym wrogiem swojego charakteru – wstydem.

Zatem – walczyć czy nie? Moim zdaniem warto pokazywać odważnych ludzi, doceniać ich silny temperament, pokazywać dziecku, że ludzie są różni, będąc jednocześnie równymi. I że każda różnica stanowi o wyjątkowości człowieka. Jednak nie można zapomnieć, że Ci „niewidoczni” często bywają fundamentem sukcesu Gwiazdy. Bo kimże byłby aktor na scenie, gdyby nie było scenografa, reżysera, inspicjenta, kostiumologa, oświetleniowca i akustyka? Kto by go oglądał, gdyby nie było budowniczego teatru czy biletera? I wreszcie – kto by wiedział o jego istnieniu, gdyby nie fotograf, który zdjęcie mu wykona i redakcja, która opublikuje? Na sukces jednego pracuje sztab „niewidzialnych” najważniejszych osób. Nasze dziecko nie musi być Gwiazdą pierwszego planu. Pamiętajmy o tym, drodzy Rodzice nieśmiałków. Kochajcie ich najbardziej w świecie, bo to oni są naszym największym Skarbem. Cieszmy się sukcesami, tymi małymi i tymi większymi. Bo to co dla nas jest małe, dla nich może być powaleniem na ziemię wielkiego potwora.

Czy śmiałości można się nauczyć?

Z czasem dziecko będzie musiało nauczyć się występów publicznych, choćby przy okazji wygłaszania referatów, egzaminów czy matury. Zrozumie, że musi pokonać lęk i lepiej czy gorzej, ale jednak wystąpić. Można i warto dziecku pomóc. Nikt z nas nie chciałby przecież, żeby dziecko zmoczyło się ze strachu przed publicznością lub zaczęło się jąkać. Istnieje kilka sprawdzonych sposobów jak pomóc zwalczyć tremę, bo de facto o niej właśnie mówimy.

  • Pomocnik. Są osoby, którym wystarczy, że trzymają coś w ręku podczas wystąpienia, a od razu nabierają odwagi. Może to być spinacz (jak w filmie z Jennifer Lopez), wskaźnik, kreda do tablicy, flamaster, czy kawałek własnej spódnicy. Tego ostatniego nie proponuję, gdyż wg mowy ciała obnaża to nasz strach. W oczach odbiorcy stajemy się mniej kompetentni i mniej wiarygodni. Lepiej w to miejsce dać dziecku, później nastolatkowi atrybut związany bezpośrednio z poruszanym tematem (jeśli dotyczy roślinności może to być liść, kawałek gałązki, kamyk czy minerał itp.). W ostateczności dziewczynce możemy dać pierścionek ze sporym kamykiem. Odwróci ona pierścionek kamykiem do wnętrza dłoni i już ma co trzymać.
  • Parawan. Wszelkie zasady mówiące o wystąpieniach publicznych negują stawanie za stołem czy krzesłem, argumentując, że jest to chowanie się i uniemożliwianie odbioru komunikatu w pełni. I mają rację. Ale nikt nam nie broni stworzyć mównicy. Ten mebel wykorzystywany jest powszechnie, nie jest negowany, a pozwala dodać odwagi nieśmiałemu biznesmanowi czy politykowi.
  • Próby. Wbrew pozorom, jeden z najskuteczniejszych sposobów. Dziecko w wieku przedszkolnym i początkowo szkolnym może ćwiczyć na misiach usadzonych na krzesłach w salonie. Podczas próby generalnej wystarczą rodzice. W późniejszym wieku możemy prosić najbliższych dziecku kolegów o pomoc i zebranie się na wysłuchanie przemówienia, referatu czy odczytaniu wypracowania. Starajmy się nie krytykować podczas, a ewentualne poprawki dozować dziecku, zawsze je argumentując. Jeśli nie wiemy, jak wytłumaczyć błąd, możemy go pokazać. Nigdy jednak nie w tonie prześmiewczym. Samo pokazanie już będzie wystarczająca krytyką. Nie dodawajmy do tego jeszcze komentarza. Po poprawkach warto następnego dnia zrobić ponowną próbę. Wtedy nawet, jeśli postęp będzie minimalny, koniecznie pochwalmy dziecko, wymieniając co według nas poprawił.
  • Wzorzec. Każde dziecko, i młodsze i starsze, kreuje siebie, wzorując się na otaczającym je świecie. Jeśli należymy do osób odważnych, ten sposób będzie dla nas najłatwiejszy. Niestety jednak często też najbardziej niebezpiecznych. Dla odważnego rodzica występ przed dzieckiem i jego misiami to pikuś. I tego też taki rodzic będzie oczekiwał od dziecka – „pokazałem/am Ci, to nie rozumiem dlaczego nie umiesz tego powtórzyć”, „przecież to proste – sam/a zobacz, mamusia/tatuś zrobili to bez kłopotu” itp. Pamiętajmy o tej cienkiej czerwonej granicy, która w tym sposobie jest niebezpiecznie blisko. Najlepiej więc będzie zmierzyć się samemu z tym, czego się boimy lub nie lubimy. Jeśli mama na widok pająka piszczy i ucieka na krzesło, niech spróbuje zbliżyć się do pająka np. ze słoikiem  w ręku. Następnym razem niech spróbuje położyć słoik, blokując tym samym pająkowi drogę ucieczki. Może za kolejnym razem uda się podłożyć kawałek kartki i wynieść pająka poza dom, wypuszczając na wolność? Taki sukces strachliwej mamy na pewno nie ujdzie uwadze dziecka, które samo postanowi wygrać z jakąś swoją słabością. Pokażemy mu dodatkowo, że każdy ma lęki, tylko u każdego wyglądają one inaczej. I znów wracamy do metody małych kroczków i tego, że każdy jest różny i w tych różnicach równy.
  • Ćwiczenia ruchowe. Niektórym dzieciom, nastolatkom, dorosłym podczas wystąpienia zasycha w gardle, zaczynają trząść się ręce, nogi, wargi. Powodem tego są silne napięcia mięśni. Jak je rozluźnić? Metoda banalna – zmęczyć. Jeśli dziecko cierpi na takie objawy niech przed wejściem do sali pobiega po korytarzu. Jeśli nie ma miejsca, niech zrobi 20-30 przysiadów czy pompek. Zbawienna okazuje się być również „suszona śliwka” połączona z tradycyjnym ćwiczeniem „deseczki”. Dziecko uklęka, odchylając wyprostowany tułów z głową nieco do tyłu. W tym czasie (głównie dla równowagi) wyciąga proste ręce do przodu. W jednej chwili napina wszystkie mięśnie, zarówno ciała jak i samej twarzy, tworząc grymas zbliżony wyglądem do suszonej śliwki. Przytrzymujemy 3-5 sekund, po czym natychmiast puszczamy napięcie i siadamy na nogach w celu odpoczynku. 3-5 powtórzeń powinno wyeliminować trzęsące się ręce i nogi.
  • Ćwiczenia artykulacyjne i oddechowe. Polecane osobom, które „zapominają języka w buzi”. Wystarczy wykonać podstawową rozgrzewkę aparatu mowy (dostępne u każdego logopedy, w książkach logopedycznych). Nie tylko rozgrzeją buzię, dzięki czemu łatwiej ją będzie otworzyć w pierwszym zdaniu, ale również dodadzą dziecku pewności siebie, że jest dobrze przygotowane. Warto wraz z ćwiczeniami artykulacyjnymi wykonać kilka ćwiczeń oddechowych. Mówi się, że ludzie palą w stresie „bo muszą”. W rzeczywistości jest to jedyne „ćwiczenie”, które pozwala im uspokoić oddech, wydłużyć go i poświęcić mu czas. Długie wdechy i wydechy zawsze działają odprężająco. Należy jednak pamiętać, aby wydech był ok. 2 razy dłuższy od wdechu. Można ćwiczyć, biorąc wdech nosem, wydychając wąski strumień ustami, jak przez słomkę. Proszę jednak uważać z ilością powtórzeń. Ćwiczenia oddechowe dla niewprawionych zazwyczaj kończą się hiperwentylacją, co z kolei grozi zawrotem głowy.

 

Spróbujmy z dzieckiem wykonać każdy sposób i indywidualnie dobrać odpowiedni do jego charakteru, temperamentu i upodobań. Pamiętajmy jednak, że takie ćwiczenia i sposoby nie wyeliminują w naszym dziecku tremy. Są jedynie narzędziem do walki z nią. Poświęćmy czas naszemu wstydziakowi, aby wiedziało, że co by się nie stało, my zawsze będziemy stali murem za jego wystąpieniem!

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Mam na imię Julia. Jestem mamą dwóch żywiołowych księżniczek - Łucji i Barbary. Biorąc pod uwagę najnowsze trendy jestem mamą z innej planety. Kocham swoje córki i właśnie dlatego stosuję dyscyplinę, okazuję miłość, ale też niezadowolenie. Uprawiam wariactwa, kiedy jest na to pora, a kiedy trzeba odsuwam je na bok żeby zrobić obiad czy wypić kawę. Nie stosuję tzw. bezstresowego wychowywania, bo jego "efekty" widziałam (i widzę) i odczułam w pracy zawodowej (od prawie dekady uczę dzieci w różnym wieku – od przedszkola po liceum i dorosłych, z różnych środowisk). Wychodzę z założenia, że człowiek musi poznać życie żeby wiedzieć z czym będzie się mierzył przez następnych kilkadziesiąt lat.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. miraga_ miraga_

    Ja byłam zawsze nieśmiała i na pewno nie chciałabym, aby moje dziecko też było. Strasznie to utrudnia wszystkow w życiu.

    • Julia Julia

      Niestety mamy na to niewielki wpływ. Dlatego zachęcam do pracy z dzieckiem. Ale nie na siłę. Zresztą osobie nieśmiałej nie muszę mówić jak takie zmuszanie bywa krępujące?

      • MariAnah MariAnah

        też nieśmiałość to moja dobra znajoma… ja jestem nieśmiała od zawsze.. może teraz mniej niż jak byłam dzieckiem i nastolatką ale to już w mniejszym czy większym stopniu pozostaje… i owszem utrudnia czasem życie ale i kreuje osobowość… nie preferowałam pewnych zachowań jak moi rówieśnicy i z biegiem czasu uważam że wyszłam na tym bardzo dobrze…nawet jestem z tego dumna że jestem taką osobą jaką jestem i uważam że to w pewnym sensie zasługa nieśmiałości.

        • Julia Julia

          Super! Takich opinii potrzeba nam więcej. Dzięki Pani rodzice mogą uwierzyć, że ich dziecko, pomimo nieśmiałości, jest fantastyczne, wyjątkowe i jego atutem jest właśnie jego nieśmiałość. Nie każdy preferuje odważnych i przebojowych ludzi. Niektórym potrzeba jest kontaktu ze spokojem i harmonią. Trzymam kciuki za nieśmiałków i ich rodziców!

          • MariAnah MariAnah

            Zarówno ja jak i mój mąż jesteśmy nieśmiali. Na początku naszej znajomości to utrudniało nam relacje jednak jak bliżej się poznaliśmy i zaufaliśmy sobie tak wszystko się zmieniło. Teraz nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Mąż jest wspaniałym, dobrym człowiekiem. Wiem że mogę na niego liczyć i ufam mu bezgranicznie. I też uważam że to zasługa min nieśmiałości..

        • miraga_ miraga_

          Podziwiam postawę. Jednak ja myślę, że gdybym była śmielsza mogłabym w życiu osiagnąć więcej, zwłaszcza dotyczy to mojej kariery zawodowej.
          Ale póki co jestem teraz głównie mamą i to się liczy najbardziej.
          A córcia chyba wdała się bardziej w tatusia, bo wszędzie jej pełno, więc może problem nieśiałości nie będzie nas dotyczył w tak dużym stopniu, jak było to u mnie. Zresztą moi rodzice nie robili nic by mi w tym pomóc, a ja jednak na pewno zwrócę uwagę jak córcia będzie radzić sobie w nowych sytuacjach i w nowym otoczeniu.

          • MariAnah MariAnah

            Tu również się zgodzę że ja jakbym była śmielsza to moja kariera zawodowa inaczej by się potoczyła. Teraz też jestem zawodową mamą:) trochę staram się realizować swoje pasje… może dla niektórych w sposób śmieszny i banalny… założyłam blog w którym opisuję testowane przeze mnie kosmetyki i produkty. Piszę artykuły na portal, posty… Taki mały mój świat… może ktoś spyta po co mi to?? że to śmieszne itd… Może dla kogoś… Ja się cieszę z tego co mam, co udało mi się w tym kierunku zrobić… może to niewiele ale dla mnie dużo…Od kiedy sięgam pamięcią zawsze chciałam mieć do czynienia z kosmetyką, wizażem itd… Dzięki temu blogowi realizuję pewne moje marzenia…

  2. Julia Julia

    Drogie Panie – jesteście wspaniałe ! Jesteście żywym dowodem na to, że mimo nieśmiałości można być w życiu szczęśliwym, można odnieść sukces zarówno prywatnie jak i zawodowo. I o to chodzi ! Nie ma co walczyć z naturą. Wystarczy polubić siebie takim jakim się jest i dzięki swoim cechom, a może pomimo tych cech realizować plany. Blog to świetny sposób aby spełnić marzenia nie będąc zmuszonym do bycia na świeczniku. Wizażyści to osoby bardzo często kontrolowane, krytykowane, wystawiane na widok publiczny. Pani wyłuskała to, co w wizażu najcenniejsze i wyeliminowała to, co krępujące. Super!

    • MariAnah MariAnah

      Dziękuję Pani Julio za miłe słowa. Bardziej weszłam w świat kosmetyków niż wizażu… Ot takie moje małe zboczenie… może nawet nie używam ich tak zachłannie jak lubię na nie patrzeć i podziwiać… Bardzo często po czasie euforii odstępując je innym:) a z wykształcenia jestem…. księgową…;)

      • MariAnah MariAnah

        Powiało na koniec nudą…;)

      • Julia Julia

        Ależ skąd! Podziwiam każdego, który jest w stanie żyć w świecie cyferek, procentów i tego typu zagadek. Dla mnie to czarna magia. A PIT to już istny dramat. Zbawienni są dla mnie ludzie, którzy potrafią się w tym świecie odnaleźć i nie tłumaczą mi o co chodzi z tym przychodem… Już tylu rzeczy w życiu musiałam lub chciałam się nauczyć. Ale tego jednego jedynego nie chcę. To było by dla mnie zbyt wiele. Powinna być Pani dumna, że chroni ludzi przed więzieniem i sądem administracyjnym :) Gdyby nie księgowi pewnie pisałabym nie z domu, a właśnie zza krat… ;)

        • MariAnah MariAnah

          heheheh :) ja i tak minęłam się z powołaniem:) nie cyfry mnie interesują ale inne przyjemne dla mnie rzeczy:)

  3. Jaku Jaku

    Ludzie, pojmijcie wreszcie, że pewność siebie i odwaga to nie to samo. Nieśmiałośc to zaleta!

  4. Michal Michal

    Niestety to częsty problem :/

    • Gabriela Gabriela

      Nieśmiałość we wczesnym wieku może być także zaburzeniem, np. mutyzmem. Dobrze jest o tym poczytać, podobno coraz więcej dzieci ma już z tym problem. Dużo informacji na ten temat znajdziecie na stronie internetowej poradni „Mówię” w Warszawie.

  5. marzena marzena

    ważne, by pamiętać, że dziecku można pomóc – rozmową, czasem też dobrze jest wybrać się do psychiatry czy psychologa dziecięcego, moje dziecko miało spore problemy, ale dzięki pomocy psychologicznej udało się je pokonać

Zobacz również