Małe śliniaki

Niewielkie i nieporęczne śliniaki to oczywiście nie jest problem wagi ciężkiej. Zaradna mama poradzi sobie z nimi bez trudu. Nie będzie narzekać, bo w końcu po co skupiać się na drobnostkach?  Czasami jednak warto trochę ułatwić sobie życie i zamiast produktów „średnich” lub „takich sobie” wybrać lepsze: wygodniejsze i praktyczniejsze. Małe wiązane śliniaki Akuku nie są godne polecenia. Choć są tanie, to do faworytów w swojej kategorii nie należą.

Gdy dziecko dopiero zaczyna swoją przygodę z jedzeniem, nie zawsze współpracuje. Stąd taka drobnostka jak wiązanie śliniaka może sprawiać kłopot. Jasne, są też maluszki, które bez trudu pomogą nam w zakładaniu śliniaka, odsuwają główkę, umożliwiając wiązanie, jednak nie brak takich, które będą protestować. Dlatego wiązanie dużo lepiej zastąpić praktyczniejszym rzepem, czy trochę mniej wygodnymi zatrzaskami. Będzie szybciej i łatwiej.

Minusem jest również rozmiar śliniaka. Ten może być akceptowany w przypadku kilkumiesięcznych maluchów (pod pewnymi warunkami), ale już w przypadku większych dzieci po prostu się nie sprawdzi. Śliniak zasłaniającym obszar tylko nieco poniżej brody bezlitośnie odsłania dużo więcej niż chroni. Mama energicznego dziecka będzie zmuszona po co drugim karmieniu malucha przebrać, bo jedzenie upadnie na bluzeczkę w okolicy brzuszka lub w okolicy ramienia. Przyznać trzeba, że znaczenie ma także technika karmienia — czy dziecku podajemy jedzenie w krzesełku do karmienia, czy w inny sposób. W tym pierwszym wypadku maluch jest dodatkowo chroniony, w tym drugim (a zwłaszcza w podróży), mały śliniak po prostu nie zda egzaminu.

Kolejna wada to odbarwianie materiału. Śliniak trudno dokładnie wyprać. Po posiłku pozostają plamy, które nierzadko nie schodzą nawet w praniu w”mocnym” proszku. Założenie takiego „brudnego” śliniaka może powodować pewien dyskomfort, a często śliniak po prostu w takim momencie przestaje być używany.

Oczywiście są też plusy: ceratka, która chroni ubranie oraz ciekawe wzory i kolorystyka. Na plus przemawia także niska cena (3 sztuki około 8 złotych).

 

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ewa Ewa

    Fakt, ja również nie jestem z nich zadowolona. Podaje Córci herbatkę łyżeczką ( bo niestety odmawia picia z butelki) i śliniak nie wytrzymał wylatującej z buźki herbatki- trzeba było dziecko przebierać od razu…

  2. miraga_ miraga_

    Ja takie małe śliniaki używałam właśnie w podróży, gdy chciałam nakarmić Małą jakimś jogurtem łyżeczką. Wtedy zdawał egzamin. Ale przy jedzeniu obiadu, zwłaszcza gdy dziecko chce jeść już samo, zakładam duży śliniak, cały z ceraty i jeszcze z dużą kieszonką na wszystko co nam spadnie. Nie ma wtedy problemu z wyczyszczeniem go. A jeśli chodzi o wiązanie, to u nas nigdy nie było z tym problemu.

    • natik natik

      miraga, a ja nawet nie wiedzialam, ze sa sliniaki z kieszonka..;) ciekawy pomysl, musze poszukac i moze kupie.

      • miraga_ miraga_

        Bez kieszonki, nie da się zjeść zupy, zwłaszcza, gdy dziecko już zaczyna samo sięgać po łyżkę. Ja kupuję w Carrefour -są tam takie duże ceratkowe. Polecam.

  3. Sylwia, (42) Sylwia, (42)

    Hallo, dobrze ujęte, ale nie do końca. Dla mnie śliniak jak już sama nazwa mówi nie jest do karmienia lecz do noszenia jak dziecko się ślini, poprostu tak lub np jak dziecko ząbkuje. Do karmienia dobre są ręczniki (frotowe najlepiej, wszystko schodzi) lub po prostu większe „śliniaki”. Miałam takie na rzep i były idealne. Mogę jeszcze doradzić, kupiłam je w tchibo (5 sztuk paczka) i są prawie idealne jeszcze dzisiaj (po 5-6 latach użytku).