Jak małe dziecko radzi sobie z emocjami? Co może zrobić rodzic?

Małe dziecko doświadcza emocji intensywnie, całym swoim ciałem i umysłem. To dlatego zarówno radość, złość i strach opanowuje je od stóp do głowy, nie dając miejsca na „logiczne myślenie” i komunikację. Kilkulatek zazwyczaj ma kłopot, by poradzić sobie z tym, co czuje. Zarówno pozytywne emocje, jak i negatywne często go przerastają i stają się przyczyną trudnych zachowań.

Rodzic często w obliczu dziecięcych emocji jest bezradny, chciałby, by te wszystkie trudne do zniesienia zachowania zniknęły, żeby dziecko przestało miewać napady furii, by było mniej głośne, umiało panować nad własnymi reakcjami.

Rodzice potrzebują szybkich i prostych rozwiązań. Jednak nie sposób ich dać, ponieważ…

Rozwój emocjonalny to proces

Za kontrolowanie emocji odpowiada płat czołowy, ta część w mózgu, która się bardzo długo rozwija. Gdy rodzi się dziecko, potrzebuje ono mnóstwo czasu, by poznać wszystkie emocje, nauczyć się je rozpoznawać, nazywać, akceptować i radzić sobie z nimi. Proces ten jest długi i skomplikowany, można rzec, że trwa całe życie. My jako rodzice również częst0 borykamy się z własnymi emocjami, jesteśmy bezradni, gdy zaczynamy odczuwać złość, lęk, smutek, często nie potrafimy ukryć tego, co czujemy, nawet w sytuacjach, w których wolelibyśmy pewnych uczuć nie pokazywać, zdarza się, że nie potrafimy powstrzymać ich gwałtownego wzbierania się w nas samych.

negatywne-emocje

Często zapominamy o tym, że dziecko jest od nas młodsze i zdecydowanie bardziej bezbronne. Musi, metodą prób i błędów, nauczyć się, jak kontrolować własne emocje. Nie da się tego procesu ani uniknąć, ani specjalnie przyspieszyć. Maluch potrzebuje doświadczeń, możliwości wielokrotnego wpadnięcia w furię, stracenia kontroli nad własnym ciałem, by nauczyć się kontrolować jego reakcje.

Zmęczenie utrudnia kontrolowanie emocji

Dziecko najszybciej wpada w złość i furię, gdy jest zmęczone. Dzieje się tak dlatego, że płat czołowy odpowiedzialny za kontrolę emocji słabiej działa, gdy maluch ma za sobą męczący dzień. Napad furii dodatkowo odbiera siłę, często dziecko po nim jest wyciszone i bliskie zapadnięcia w sen.

Dziecko nie robi nam na złość

Dziecko wpada w złość nie dlatego, że nas nie kocha, że chce być „niegrzeczne”. Ono wykazuje trudne zachowania, bo nie potrafi inaczej, jest zagubione i przestraszone, nie jest w stanie sobie poradzić z narastającą falą emocji. Nie umie się uspokoić. Naszą rolą jest pomóc dziecku się tego nauczyć.

Nie jesteś w stanie zapobiec negatywnym emocjom. Nawet nie powinnaś próbować

Dziecko uczy się przez naśladownictwo, jest szalenie wprawnym obserwatorem. Nic nie umknie jego uwadze. Można je próbować oszukać, ale ono odczyta prawdę o naszym samopoczuciu na poziomie niewerbalnym. W pierwszym rzędzie wierzy naszym gestom, mowie ciała, słowa nie są tak ważne, co czyny.

Wielu rodziców mając na uwadze wagę odpowiedzialności, jaka na nich ciąży, wpada w pułapkę. Robi wszystko, by złe emocje wyprzeć, nie poczuć ich i tym samym zaprzeczyć ich istnieniu. Cel jest jeden: nie złościć się na dziecko, nie frustrować, nie opadać z sił, nie irytować, nie krzyczeć. Skutek? Emocje, których nie wyrażamy nie znikają, one kumulują się w nas samych i czekają na moment, kiedy będą mogły wybuchnąć, zazwyczaj nadmiernie  zbyt boleśnie, czego konsekwencją będzie poczucie winy i wyrzuty sumienia. A te emocje nie są dobrym doradcą – przeczytaj więcej.

Istnieje również inne ryzyko będące konsekwencją ukrywania emocji: wpadnięcie w błędne koło. Złe samopoczucie po  wybuchu nagromadzanej złości skończy się najpewniej postanowieniem, by jeszcze mocniej maskować negatywne uczucia, by nie dopuścić do takiej sytuacji w przyszłości. Dziecko nie potrzebuje jednak rodzica idealnego, ale autentycznego. Nie chodzi o to, by być robotem nieukazującym negatywnych uczuć…

Rozwiązanie? Zaakceptuj, że na linii rodzic-dziecko zawsze pojawiają się emocje, także te trudne. Daj sobie przyzwolenie na wściekanie się na dziecko, pozwól, by maluch zdenerwował się na siebie. To bardzo ważne dla zachowania zdrowia psychicznego.

Jak pomóc dziecku radzić sobie z emocjami?

  • pozwól na negatywne emocje dziecku i sobie,
  • nie chroń dziecka przed trudnymi sytuacjami i emocjami, pokaż, że nie boisz się jego reakcji i dajesz na nie przyzwolenie,
  • bądź cierpliwa,
  • daj czas na swobodną zabawę, która pozwala na rozwój płata czołowego odpowiedzialnego za emocje,
  • pozwól wybiegać stres i negatywne emocje,  ruch pozwala na łatwiejsze regulowanie przykrych emocji,
  • rozmawiaj o emocjach, gdy dziecko jest spokojne,
  • ucz sposobów radzenie sobie z emocjami.

Ważne, by nigdy nie karać za negatywne emocje, nie wyśmiewać zachowania dziecka. Niezmiernie istotne jest także to, aby dziecko czuło się rozumiane i akceptowane, nawet w trudnych momentach. Budowanie poczucia bezpieczeństwa, bezpiecznego przywiązania daje siłę do mierzenia się z trudnymi emocjami. Dziecko musi wiedzieć i czuć, że jest kochane bezwarunkowo.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Pohling Pohling

    Bardzo ważne rzeczy i sprawy

  2. scara_beus scara_beus

    Mam 3-latka. Staram się mieć dla niego nieeebo cierpliwości, i często mam.. Nie jest aniołkiem (ale wiem że są też trudniejsze maluchy, a on i tak jest „łatwiejszy” niż się zapowiadało;)). Ostatnio podczas wakacji bywał nie do zniesienia w porze przed-jedzeniowej (ciągle czegoś chciał, czego właśnie nie było, wciąż coś było „nie tak” więc chciał inaczej / chciał teraz / chciał wcześniej / później, zależnie co było dla niego w danej chwili bardziej niedostępne i inne niż to co właśnie ma /robi – co zwykle kończyło się jego wielkim jękiem i płaczem), i jakoś tak z automatu i bezsilności powiedziałam za drugim razem, że my idziemy na śniadanie a on zostaje w domku. Spytał dlaczego (bo dodatkowo jest teraz intensywna faza na „dlaczego”) a ja odpowiedziałam że dlatego jęczadła (nie wiem skąd wzięłam to słowo, to działo się poza mną;)) nie idą na śniadanie i już. Zadziałało od razu, więc niestety (w kościach czuję, że niestety) zaczęłam to wykorzystywać przy każdej podobnej sytuacji. I zawsze działa. A ja czuję że co jak co ale „groźbą” zabierania jedzenia daleko nie zajadę, że nie powinnam, że to nie jest dobry sposób (ale czyż nie są najlepszymi sposoby sku-tecz-ne?;))
    Kwestia 2: podczas powrotu samolotem (byliśmy sami) uderzył mnie kilka razy (czasami kiedy jest sfrustrowany podbiega do mnie z zaciśniętymi pięściami jakby chciał mnie uderzyć, czasami nawet zdąża to zrobić..) więc dobitnie powiedziałam że ma przestać bo nie wolno bić mamy! a on w to mi graj – a masz. Za każde uderzenie dostawał „po łapach”. Czuję w kościach że nie pomogło, raczej go to rozbawiło. No i nie chcę zaczynać z klapsami. Ale w małym samolocie nie miałam go jak „ukarać”, nie mogłam też głośno wrzasnąć żeby dotarło że tak nie wolno bo to „największe przewinienie świata” itp. Nie wiem jak powinnam była się zachować, żeby „zwyczaj” wykorzenić raz na zawsze. Czasami za dużo mu chyba tłumaczę, a za mało efektów tym osiągam..
    Ehh.. a do tego to wszechobecne od tygodni „a dlaczegooooo?”… ;) Czy ktoś coś fajnego podpowie? zanim ktoś inny mnie przeklnie, ekhm;)

    • Dziadova Dziadova

      Nie polecam iść w bicie – faktycznie lżejsze pacnięcia po rękach dzieciak odbiera jako zabawę, a silniejsze niczego go nie nauczą poza tym, że trzeba mieć przewagę i rozwiązywać problemy siłowo.
      Mam taką osobistą teorię, całkiem spójną, że dzieć lubi zwracać na siebie uwagę, czyli jak się drze, to najchętniej w miejscach typu środek komunikacji, kościół, sklep, spotkanie rodzinne (w końcu zajmujemy się tam czymś innym niż on, więc ostre łobuzowanie jest gwarancją, że nasze oczy z powrotem będą na niego zwrócone). Z tej teorii i mojego osobistego doświadczenia wypływa jedynie, że najlepiej nie emocjonować się nadmiernie, być głuchym i ślepym na to, że inni patrzą (dla własnego spokoju; cokolwiek nie zrobisz, i tak zawsze jakiś pan Zenek/pani Zenia będzie mieć jakieś ,,ale”) i spokojnym tonem powtarzać dziecku jedną frazę. Moja córka jest bardzo ,,wylewna” w okazywaniu emocji w miejscu publicznym (pozytywnych też ;) , a jako trzylatek była jeszcze bardziej – ogółem w wypadku wybuchu złoci zawsze trzymałam siłą za bijące ręce lub kopiące nogi, mówiąc jej, że muszę zabezpieczać ją jak policja, żeby nie zrobiła nikomu (mi też) krzywdy i że jej zachowanie w tym momencie jest złe.
      Na np. rozkładanie się i wicie po podłodze jeszcze w tym wieku pozwoliłam – wystarczyły dwa razy – później, kiedy sąsiadka spytała, czemu jest brudna, wstydziła się sama tłumaczyć i nie powtarzała opcji. Nadal wrzeszczy wniebogłosy, jak się wkurzy, ale w domu wychodzi do innego pomieszczenia, a w przedszkolu na osobność i dość szybko uspokaja się sama (4,5 roku). Progres jest, więc uważam, że to dobra taktyka.

      Co do jęczenia, to myślę, ze jest ok. Znaczy, może w miarę możliwości unikaj określania jego jęczadłem, a staraj się raczej mówić, że to nie jest miejsce i czas na jęczenie, ale nie branie gdzieś, bo zachowuje się nieodpowiednio to jest kara logiczna, uzasadniona i bardzo pouczająca. I tak, jak piszesz, skuteczna – nieodpowiednie zachowanie w jakimś miejscu = nie powinieneś z tego miejsca korzystać, proste. Na moją córkę również taka postawa doskonale działała.
      Na marginesie, syna mam już totalnie innego. Przeżywa emocje w inny sposób i zmyślne sposoby pacyfikowania nie są potrzebne. Ot, nie wszystko to wychowanie ;)
      Mam nadzieję, że ktoś jeszcze coś poradzi i powodzenia Wam życzę!

      • Dorota Dorota

        Ja mam podobnie…dwie córki – starsza nigdy (nie przesadzam) nie rzucała się nam na zimie, nie kopała, nie biła. Jasne miała swoje „akcje”, ale umiała sama dość szybko się uspokoić i powiedzieć stop, pewnych granic nie przekraczała. Młodsza niestety potrafiła się tak nakręcić, że z 2h była obrażona (serio) i żadne wyjście z domu nawet gdy musieliśmy, nie wchodziło w grę, chyba, ze na siłę ubieranie, itd,, co nam rodzicom nie pasowało…. Dlatego u nas ignorowanie nie bardzo się sprawdziło. Raczej mówienie: założę się, że nie będziesz umiała założyć butów, zanim doliczę do 10 (wiem, jak to brzmi, jakbym w córkę nie wierzyła, ale jej przekorny charakter pozwalał się jej wykazać i zaczynała współpracować). Poza tym sprawdza się zamiana wrzasków w śmiech i próba zamiany fochów w zabawę. Też może brzmi to dziwie, ale mówię, dobra, to ja też strzelam focha, zaraz położę się na ziemię i będę krzyczeć, bo mam wszystkiego dość…ciekawe czy mnie udźwigniesz i uda Ci się mnie uspokoić. Córka zdarzało się, że trzeźwiała w mig i zaczynała się śmiać, gdy udawałam, że kładę się na ziemię…Poza tym wybraliśmy z mężem opcję reagowania na pierwsze „nie” w sytuacji, w której nie mogliśmy go zaakceptować. Innymi słowy ucinaliśmy bunt w zarodku. Gdy córka miała akcje z fochami z wejściem do sali w przedszkolu sprawdził się system naklejkowy od nas i od pan pieczątki na rączkę. No i oczywiście zwracanie dużej uwagi, gdy córka była „grzeczna” i wtedy, kiedy była ku temu sposobność skupienie się na starszej córce, gdy młodsza próbowała nas przeciągnąć na swoją stronę nieznośnym zachowaniem…:)