Jak zostałam mamą kilkutygodniowego noworodka to byłam przerażona. Że to takie malutkie, kruche, że nie wiadomo, jak z nim postępować. Podobnie czułam się z kilkumiesięcznym niemowlakiem, choć już bardziej oswojona i pewniejsza siebie w kontaktach z dzieckiem. Dziś jestem mamą 5-latka i zdarzają mi się chwile, że tęsknię za tą małą, kruchą istotką, która miała swoje stałe i przewidywalne problemy. I wspominam też słowa starszych mi osób, które pochylały się nad wózkiem i mówiły: Małe dzieci to małe problemy, duże dzieci to duże problemy. Pukałam się wtedy w myślach w czoło, mówiąc sobie, że to głupota. Że przecież najtrudniej jest na początku drogi, zwanej rodzicielstwem. Na niepocieszenie, to prawda, że im głębiej w las, tym więcej drzew – im dzieci starsze, tym więcej problemów.
Małe, słodkie, do schrupania
Dziś z łezką w oku wspominam czas, kiedy urodził się nasz synek. I mimo że potwornie bolało, jak to przy porodzie bywa, mimo że świat stanął nagle na głowie i zmienił się już nie do odmienienia dzisiaj, to gdyby noworodki mogły już od początku z nami rozmawiać, życie byłoby prawie, że jasne i oczywiste. Bo jedyne, co mnie dręczyło jako świeżo upieczoną mamę, to wiecznie pytanie – co mu jest? Czy jak płacze, to go coś boli, czy jest chory, czy tylko ma mokrą pieluchę i chce mleka?
A poza tym – dziecko anioł. Ładnie przesypiał noce, na szczęście nie miał kolek i bolesnego ząbkowania. Wkładało się takie małe zawiniątko w wózek i ruszało w świat na kilkukilometrowy spacer, bo hormony jeszcze unosiły mnie mamę nad ziemią. Było cudownie, ale to z dzisiejszej perspektywy patrząc.
Później człowiek czeka, aż takie maleństwo zacznie raczkować, chodzić, powie pierwszy raz „mamo”. Pięknie, cudnie, jak na reklamach!

Zderzenie z rzeczywistością
A kiedy ustało karmienie piersią, a moje mamine hormony zaczęła wracać na swoje przedciążowe miejsca, wtedy zaczęłam widzieć czarne barwy w byciu rodzicem, już na zawsze.
Tak, nie powinnam tego pisać, przecież dziecko to dar niebios. Zgadzam się, bo tak jest. Ale mama, czy tata to dalej osobny człowiek, z potrzebami, których nie można odkładać w nieskończoność na bok, bo jest dziecko.
I wtedy człowiek (też rodzic) uświadamia sobie, że teraz, po odpieluchowaniu i odstawieniu od piersi, nie będzie wcale łatwiej.
Mały człowiek, lat 3+ to wyzwanie. Bo już powie, co mu na sercu leży. Bo ma swoje wymagania i swoje zdanie, często odmienne do zdania rodzica. Że już nie wsadzisz takiego „małolata” w wózek i nie zatkasz mu ust smokiem, byle słuchał i chciał pójść w tą samą stronę, w którą Ty się akurat śpieszysz.
Trzeba się dostosować do nowej sytuacji. A z roku na rok, jest ciężej. Bo nie idzie już po Twojej rodzicielskiej myśli, bo teraz to Ty musisz się starać i stawać na głowie. A praca, dom i nawet chwila relaksu, też się każdemu należą. Aż w końcu przeklinasz te cudowne dni, kiedy dziecko zaczęło chodzić (swoimi ścieżkami) i mówić (swoje zdanie).
Co będzie dalej?
Dla mnie to dzisiaj wielka niewiadoma. Ale mogę sobie wyobrazić, albo poobserwować starsze dzieci na placu zabaw, czy pod szkołą. I wcale nie czuję ulgi, że mój synek ma już 5 lat. Czuję się przerażona jako mama, tak jak było to z małą kruchą istotką, na początku drogi.
Dzieci w wieku przedszkolnym szybko poznają świat, niekoniecznie ten dobry i bezpieczny, jaki do tej pory był domu. Zaczynają się pierwsze konflikty pomiędzy kolegami, pierwsze podbite oko (poważnie – dwa tygodnie temu pod opieką 2 pań przedszkolanek), pierwsze frustracje i bunt przeciw zasadom panującym w placówkach edukacji przed- i szkolnej.
Zaczyna się prawdziwe życie Twojej latorośli, chronionej do tej pory pod Twoimi skrzydłami. A sama wiesz, jaki jest ten świat i na samą myśl wypuszczenia na wolność Twojego dziecka, robi Ci się słabo. Ale taka jest kolej rzeczy.
Twój noworodek, za chwilę będzie niemowlakiem, dwulatkiem, przedszkolakiem, uczniem szkoły podstawowej, licealistą, studentem, pracownikiem i też rodzicem. Czas płynie, dzieci rosną, nie zatrzymamy tego niestety.
Podążać za dzieckiem
Moje rady jako mało doświadczonego jeszcze rodzica to akceptować zmianę i być jej świadomym. Podążać za dzieckiem, pracować nad sobą, słuchać i rozmawiać. Pomagać, na ile trzeba, ale też uczyć samodzielności. Być blisko, mimo odległości, jaką dzieci z wiekiem, stawiają rodzicom.
I stanąć gdzieś obok, popatrzeć na siebie – czy ja jestem ok, czy może jestem nadal dużym dzieckiem swoich rodziców, borykającym się z trudnościami z dzieciństwa.
Albo przeciwnie – jestem świadomym i odpowiedzialnym dorosłym, który chce jak najlepiej dla swojego dziecka. Chce, żeby ono kiedyś tak samo pomyślało o sobie, będąc całkowicie samodzielną istotą, gdzieś może z dala od nas, ale na zawsze w naszym sercu.
Jak jedzą małe dzieci?
Adaptacja w przedszkolu – gdy zaczynają się problemy
Oswajanie strachów, czyli gdybym ja miała twoje problemy…
Problemy finansowe – jak rozmawiać o nich z dzieckiem?
Niestety coś w tym jest…mnie najbardziej przeraża wizja problemów w okresie nastoletnim…to dopiero będzie hardcore
może ktoś ma podobny problem – u córki w przedszkolu pare dzieci zachorowało na świerzb. i nie wiem teraz czy trzymać ja w domu bo boje sie bardzo zarazenia… narazie bez objawow. nie wiem czy da sie temu jakos zapobiec?