Mała rzecz, a potrafi człowieka wyprowadzić z równowagi

Decyzję o kupnie termometru w smoczku podjęłam pod wpływem chwili. Akurat byliśmy z mężem w sklepie ze sprzętem RTV i AGD. Termin porodu zbliżał się nieubłaganie, a wyprawka dla mojego dziecka nie była jeszcze kompletna. W oczekiwaniu na małżonka, który dyskutował ze sprzedawcą na temat laptopów, usadowiłam się w wygodnym fotelu. Wtedy mój wzrok napotkał gablotkę. Wśród depilatorów, strzyżarek i elektrycznych szczoteczek do zębów na honorowym miejscu leżały sobie dwa rodzaje elektronicznych termometrów w smoczkach. Wtedy dotarło do mnie, że dotąd nie pomyślałam o tym jakże przydatnym gadżecie. Dźwigając swój już nielekki brzuszek, podreptałam ku witrynie, aby baczniej przyjrzeć się obiektom mojego zainteresowania.
Obok produktu firmy Canpol Babies, który kosztował poniżej 50zł, dostępny był zestaw Philips Avent, w skład którego wchodził termometr ze smoczkiem, przeznaczony do pomiaru temperatury wśród niemowląt (0-12 miesięcy), smoczek Freeflow, który miał pomagać w przyzwyczajeniu się Maluszka do kształtu termometru oraz tradycyjny elektroniczny termometr, posiadający elastyczną końcówkę, dzięki któremu temperaturę można zmierzyć pod pachą albo w odbycie. O moim wyborze zadecydowała marka, którą znam i co do której dotąd nie miałam żadnych zastrzeżeń.

Termometr w smoczku Philips Avent cena 99zł/zestaw
Informacje od producenta:
Zakres pomiaru: 32ºC- 42,9ºC
Dokładność pomiaru: +/- 0,1ºC w zakresie od 35ºC do 42ºC
Zgodność: Zgodność z dyrektywą MDD93/42/EWG
Rozmiar smoczka: dla noworodków
Opisywany przeze mnie produkt użyty został dopiero po kilku tygodniach od narodzin mojego dziecka. Przyczyniło się do tego niepokojące zachowanie córeczki, która, jak się potem okazało, po prostu zmagała się z kolką.

Zmierzenie temperatury wrzeszczącemu Maluszkowi niewprawioną ręką świeżo upieczonego rodzica jest nie lada wyczynem. Chociaż z ciekawości wcześniej zapoznałam się z instrukcją obsługi, w obliczu stresującej sytuacji musiałam sobie przypomnieć jej treść.

Tuląc do siebie płaczące dziecko, drugą ręką próbowałam przewertować książeczkę i odnaleźć tekst napisany w ojczystym języku. Gdzieś między gratulacjami od producenta wynikającymi z powodu zakupu jego produktu, ostrzeżeniami związanymi z jego użytkowaniem, dotarłam do zasad użytkowania. Mogłam mieć jedynie do siebie pretensje o to, że zawczasu nie wysterylizowałam gumowej części smoczka wraz z zabezpieczającą nasadką i osłonką. Niestety nie miałam parowego sterylizatora, więc musiałam przez 5 minut gotować części we wrzątku. Kiedy udało mi się to zrobić, wsadziłam córeczce ostudzony smoczek do buzi, aby się ogrzał. Producent zalecał odczekanie 3 minut, które w tamtej chwili wydawały mi się wiecznością. Tak, jak się tego spodziewałam, moje dziecko nieprzyzwyczajone do dziwnego kształtu obcego ciała w swoich  ustach, usiłowało za wszelką cenę je wypluć. Przyznam szczerze, że miałam ochotę się poddać i zamiast tego ,,najwygodniejszego sposobu mierzenia temperatury”, jak zachwalał Philips w swojej ulotce, wetknęłabym w pupę Maluszka elektroniczny termometr i skończyła rozgrywający się w pokoju dramat. Nawet chciałam zanurzyć końcówkę smoczka w wodzie z rozpuszczoną glukozą, aby słodki smak chociaż na chwilę przekonał moje dziecko do tego, aby się uspokoiło i umożliwiło mi dokończenie czynności. Jednak producent wyraźnie napisał w ulotce, aby tego nie robić.

Gdy już w miarę udało mi się okiełznać moją zapłakaną pannę, nacisnęłam wyłącznik i ostatnimi pokładami cierpliwości odczekałam do momentu, aż sygnał dźwiękowy zakomunikuje koniec pomiaru temperatury. Jednak na wyświetlaczu nie ukazała się wartość pomiaru tylko napis ,,Lo”, który, jak się okazało, wskazywał na błąd w pomiarze. Lekko poirytowana próbowałam powtórzyć czynność od początku.

Przyzwyczajona do wstrząsania tradycyjnym rtęciowym termometrem w celu ,,zresetowania” urządzenia miałam ochotę wykonać identyczny ruch, jednak przypomniało mi się, że czynność ta jest w tym przypadku absolutnie zabroniona.

Przy pomocy użytego wcześniej wyłącznika przygotowałam termometr do ponownej pracy. Tym razem pomiar został zarejestrowany, ale 34 stopnie, które spoglądały na mnie z wyświetlacza wzbudziły wszelkie wątpliwości. Przeglądając w pośpiechu instrukcję obsługi natrafiłam na informację, iż ,,Temperatura w ustach jest zwykle o 0,5-1º niższa niż faktyczna temperatura ciała”.  Próbowałam sobie przypomnieć wartość temperatury charakterystycznej dla Maluszka (36,5- 37,5 º) uwzględniając nietypową sytuację, która mogła mieć wpływ na jej zmianę. I wtedy doczytałam sugestię producenta, aby uzyskać dokładniejszy pomiar należy użyć termometru z elastyczna końcówką. To zaważyło na mojej decyzji i smoczek odstawiłam na półkę. Po tym wydarzeniu jeszcze kilka razy próbowałam zmierzyć nim temperaturę, gdy moje dziecko było wyciszone, ale ostatecznie dałam sobie z nim spokój. Termometr w smoczku trafił do pudełka z nietrafionymi gadżetami.

Podsumowując, nie polecam go żadnej znajomej mamie ani tatusiowi, ponieważ:

  • jest to gadżet, którego wbrew pozorom często nie użyjemy, nadaje się dla Maluszków od ich narodzin do ukończenia roczku, a ze względów higienicznych raczej nikt go od nas nie odkupi
  • według mnie, na pewno nie jest wygodny w użyciu – w przypadku płaczącego dziecka niezwykle trudno jest dokonać pomiaru, jeśli nie będzie on miał kontaktu z ciałem Maluszka tylko z powietrzem w jego buźce
  • nie każde dziecko akceptuje jego kształt –  jeśli jest przyzwyczajone do smoczka innej firmy, będzie próbowało go wypluć
  • termometr w smoczku nie nadaje się do użycia, kiedy pierwsze ząbki dziecka uszkodzą nasadkę zabezpieczającą ,,mechanizm” produktu
  • wiarygodność pomiaru pozostawia wiele do życzenia – kto z nas ma czas i ochotę bawić się w ustalanie różnicy między temperaturą ciała w buzi i uzyskiwanie na tej podstawie właściwego wyniku chociaż czas pomiaru temperatury nie jest długi to okres od rozgrzania się smoczka do zakomunikowania, że pomiar został zakończony w przypadku nerwowej sytuacji ciągnie się niemiłosiernie
  • nie można mierzyć temperatury za pomocą omawianego urządzenia, jeśli w ciągu ostatniej pół godziny Maluszek wypił ciepły lub zimny napój – niekorzystnie wpływa to na wynik pomiaru
  • aby wysterylizować urządzenie, najpierw trzeba zdemontować nadające się do tego części
  • do czyszczenia smoczka mogą być używane wyłącznie określone roztwory dezynfekujące, nie nadają się do tego płynne środki ścierne ani bakteryjne
  • nie można go  myć w zmywarce, kuchence mikrofalowej ani w sterylizatorze mikrofalowym
  • produkt ten nie może być stosowany u dzieci z ograniczonymi umiejętnościami sensorycznymi, fizycznymi i umysłowymi
  •  istnieje ryzyko uduszenia, jeśli dziecko połknie obluzowane pokrywki baterii smoczka
  • jeśli posiadacie starszą wersję termometru Philips AVENT, nie możecie skorzystać z części dołączonych do starszego modelu SCH530
  •  jeśli bateria w smoczku się zużyje, produkt należy oddać do utylizacji, nie ma takiej możliwości, aby ją wymienić lub naładować.

Pomijając długą listę negatywnych cech termometru, znalazłam kilka właściwości, które zasługują na uznanie:

  • dołączony do zestawu smoczek o tajemniczej nazwie Freeflow pozwala dziecku oswoić się z nowym kształtem, a w przyszłości ułatwić pomiar temperatury za pomocą termometru w drugim smoczku
  • kształt  smoczka jest symetryczny, nie wpływa negatywnie na dziąsła ani na podniebienie nawet wtedy, kiedy się obróci,  należy pamiętać, że ze względów higienicznych musi on być zmieniony po upływie miesiąca od czasu regularnego użycia
  • smoczek nie zawiera bisfenolu A, a silikon, z którego został wykonany nie posiada smaku ani zapach
  •  temperaturę można zmierzyć nawet śpiącemu dziecku, w najdogodniejszej dla niego pozycji
  • producent zapewnia, że nie ma takiej możliwości, aby zaklinowany w ustach Maluszka smoczek został przez niego połknięty, uniemożliwia mu to specjalne zaprojektowanie kształtu produktu
  •  smoczek jest bezpieczny, spełnia normy odnoszące się do pól elektromagnetycznych
  •  o zakończeniu pomiaru informuje sygnał dźwiękowy
  • produkt posiada dwa rodzaje sygnałów dźwiękowych informujących o prawidłowej temperaturze bądź o gorączce
  •  termometr wyłącza się samoczynnie po 10 minutach
  • produkt posiada funkcję zapamiętywania ostatniego pomiaru temperatury
  • zastosowana w urządzeniu bateria ma przedłużoną żywotność, producent szacuje ją na 2-3 lata (100 godzin pracy)
  •  produkt informuje właściciela o rozładowaniu baterii
  • termometr w smoczku został wyposażony w funkcję sygnalizacji błędu
  • wyświetlacz jest dostatecznie duży i wyraźnie pokazuje efekt pomiaru
  •  opakowanie jest małe (wygoda w podróży) i doskonale chroni cały zestaw przed uszkodzeniem.

Ewa, 27 lat. Na swoje szczęście czekała 5 zim. Stara się pogodzić bycie mamą z egoistycznymi przyzwyczajeniami. Czyta, szuka informacji, słucha rad doświadczonych mam, próbuje znaleźć złoty środek i wychować córkę na dobrego człowieka. Póki co, widzi małą kopię siebie, która sprawia, że pełną piersią, czuje, że żyje.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Asia Asia

    A ja sobie baaardzo chwałę ten produkt. Ten drugi smoczek jest smoczkiem treningowym i się sprawdza. Zamiast drażnić niemowlaka wkładaniem termometru w pupę daje smoczka. Mała spokojnie ssie a po 3-5 minutach gotowe. Co do baterii to już przy trzecim dziecku z niego korzystamy na przestrzeni 6 lat więc jest bardzo żywotna.