Jestem kurą domową i jestem z tego dumna!

Zaniedbana, chodząca do popołudnia w piżamie i z papilotami we włosach. Zgorzkniała, marudząca, wiecznie zmęczona. Kobieta bez ambicji. Jej życie kręci się wokół rodziny, to jej poświęca cały swój czas, spędzając dnie na opiekowaniu się dziećmi, praniu, gotowaniu i sprzątaniu. Nic innego jej nie interesuje. Nie ma żadnego hobby, bo dla niej pasje to dziecinada. Nie lubi czytać książek, nie chodzi do kina czy teatru – bo szkoda na to kasy. Często jest też leniwą egoistką, której nie chce się pracować. Nie przeszkadza jej, że jest utrzymywana przez męża. Uważa to za jego obowiązek. Kto to taki? „Kura domowa” a raczej jej stereotypowy, lecz nadal silnie zakorzeniony w społeczeństwie obraz. Pojęciu temu nadano mocno pejoratywne znaczenie. Jednak czy tak jest naprawdę? Czy bycie „kura domową” to wstyd?

Bycie z dzieckiem to nie jest strata czasu

Feminist housewifeJeszcze jakiś czas temu w środowisku młodych ludzi rozpoczynających pracę przeważało przekonanie, że to kariera jest w życiu najważniejsza. Najpierw należy zdobyć wymarzoną, dobrze płatną pracę, ukończyć kilka kursów językowych i dokształcających, kupić mieszkanie, samochód, rozwinąć swoje pasje i zainteresowania, spełnić największe marzenia, zwiedzić trochę świata, „wyszaleć się”, by dopiero potem móc pozwolić sobie na dziecko i stabilizację. Rodzina bowiem oznacza pożegnanie się z dotychczasowym życiem i przeobrażenie w domowy robot wielozadaniowy, bez funkcji czasu dla siebie.

Wiele dziewczyn na hasło „kura domowa” reaguje alergicznie. Zostanie nią traktowane jest jako porażka życiowa a przyznawanie się do bycia nią to wstyd. Wydaje się jednak, że galopujący wyścig szczurów, dotyczący zwłaszcza roczników demograficznych wyżów początku lat 80., zaczyna powoli zwalniać…

Coraz więcej kobiet, zmęczonych nieustanną rywalizacją i życiem w ciągłym biegu, na powrót zwraca się w stronę spokojnego macierzyństwa. Zapytałam pięć znajomych mam czy zamierzają wrócić po urlopie macierzyńskim do pracy. Jak się okazało – cztery z nich chcą pozostać w domu lub podjąć pracę w niepełnym wymiarze godzin. Oczywiście może to przypadek a tak małą grupę z pewnością nie można uznać za reprezentatywną. Jednak tego typu opinie coraz częściej można znaleźć na forach internetowych, potwierdzają to również przeprowadzane ankiety. Młode mamy – jeśli warunki finansowe nie stoją na przeszkodzie – z chęcią pozostają w domu z dzieckiem, decydując się przykładowo na urlop wychowawczy. – Pierwsze trzy lata są najważniejsze dla rozwoju dziecka. Powinno ono być wtedy z mamą. Nie wyobrażam sobie, żeby rocznego smyka zostawić z kimś obcym i wrócić do pracy na pełny etat – tłumaczy Patrycja, mama czteromiesięcznego Jasia. Kobiety zaczynają na nowo dostrzegać wartość macierzyństwa, poświęcenia się dla dziecka. I nie uznają tego za stratę czasu a inwestycję na przyszłość. Pozostanie w domu nie oznacza też całkowitej rezygnacji z życia towarzyskiego i zawodowego. Dzisiejsza „kura domowa” znacznie odbiega od jej stereotypu. Dziś wiele mam mówi z dumą o swej nowej roli.

Praca nie musi oznaczać wyjście z domu

Naprawdę nie chcesz wrócić do pracy?! – wielu na naszą decyzję o pozostaniu w domu z dzieckiem zareaguje z niedowierzaniem. Czasem będą nam współczuć. Przecież od tego ciągłego siedzenia w domu można zwariować! Poza tym robiąc sobie tak długą przerwę w pracy, wypadniemy z branży, przestaniemy być  konkurencyjni i nasza kariera zawodowa z pewnością na tym ucierpi. Jednak praca nie musi być od razu na pełny etat a zarabianie pieniędzy nie zawsze wiąże się z potrzebą spędzania poza domem kilku, kilkunastu godzin dziennie i pozostawienia dziecka pod opieką innych.

Wiele mam z sukcesem łączy pracę z opieką nad maluchem. Kobiety pracują w niepełnym wymiarze godzin, na umowę o dzieło, umowę zlecenie, w weekendy. Zakładają też własne firmy. Fakt – nie wstają regularnie o szóstej, by na punkt ósma pojawić się w pracy i spędzić tam cały dzień, mają więcej swobody i często mogą same decydować o formie i czasie wykonywanego zlecenia. Nierzadko robią to w domu. Kiedy? Najczęściej wtedy, gdy dziecko śpi. Wczesnym rankiem, podczas przedpołudniowej drzemki, nocami. Czasami godzinę czasu zyskują dzięki dziadkom, którzy zabiorą smyka na spacer.

Pogodzenie życia zawodowego z byciem mamą na pełny etat to niełatwa sprawa, ale to robią. Często zupełnie nie dlatego, że muszą a dlatego, że chcą. Chcą się rozwijać a przy tym trochę zarobić. A co często mogą usłyszeć od innych? Niestety wiele osób nadal uważa, że jeśli kobieta decyduje się na pozostanie w domu z dzieckiem, to z pewnością nie chce jej się pracować.

„Kura domowa” z pasjami

Współczesne „kury domowe” to „kury” z pasjami. Kobiety, by móc oderwać się na chwilę od codziennych obowiązków, zakładają blogi, zapisują się na kursy językowe, rozwijają swoje zainteresowania, uprawiają sport…Cenią sobie czas spędzony z dzieckiem, nie zapominając równocześnie o swoich potrzebach. Są ambitne, zaradne i zadowolone ze swojego wyboru. I z pewnością nie można o nich powiedzieć, że się lenią. Pomimo to są nieustannie poddawane krytyce. Taka młoda a pozwoliła z siebie zrobić gospodynię! Pewnie ci się nudzi cały dzień w domu? Nie przeszkadza ci, że nie zarabiasz na siebie? –  takie słowa możemy usłyszeć najczęściej z ust… kobiet. Tak.

To właśnie my, inne mamy, potrafimy być tutaj najbardziej surowe i z łatwością przychodzi nam osądzanie czyichś decyzji. Ktoś powie: jasne, a ja znam takie matki, którym nic się nie chce robić. Potrafią całe dnie spędzić na oglądaniu telewizji, malowaniu paznokci i zakupach przez internet. Z drugiej strony nie można powiedzieć, że jeśli kobieta wraca do pracy, nie zajmuje się domem. Zgadzam się. Często to kwestia wyboru (czynnikiem decydujący w wielu przypadkach są finanse rodziny). Jednak nie oceniajmy pochopnie decyzji młodych mam. Te, które pozostały z dzieckiem w domu czyli przysłowiowe „kury domowe” to już coraz rzadziej „tylko” kucharki i sprzątaczki, opiekujące się dzieckiem a coraz częściej po prostu szczęśliwe, spełnione i zadbane kobiety, przeczące wszelkim stereotypom.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Karolina Karolina

    Posiadanie dzieci dbanie o Ognisko Domowe Rodzine wyzekajac sie poniekad swoich przyjemnosci to nie wstyd!Bycie Kura Domowa nalezy do zadan specjalnych.Taka Kura Domowa czesto ma w kurniku Gwiezdne Wojny istny Armagedon bo Kapiszony(dzieci) nie ulatwiaja sprostania tym zadania specjalnym dlatego szufladkowanie i stereotypowe myslenie spoleczenstwa pokazuje tylko jak jestesmy ,,ciasni,, na zrozumienie.Zrozumie ten kto doswiadczy etatu Kury Domowej(czlowieka niezniszczalnego i od wszystkiego)na sobie osobiscie Bycie Kura Domowa to NIE wstyd! SZACUNECZEK DLA WSZYSTKICH KOKOSZEK!

  2. Agniesza Agniesza

    Jestem kura domową. Nie wstydzę się tego ale dumą tez mnie nie napawa:))) po kilku latach stwierdzam ze to ani dobre ani zdrowe….kobiety do pracy;)))

  3. Iwona Iwona

    Ja jestem kurą domową ponad 30 lat z krótką przerwą na powrót do pracy po jednym z urlopów wychowawczych i absolutnie się tego nie wstydzę. Czasem jak patrzę na moich doroslych juz synów i na to jakimi są dobrymi ludźmi, jak się odnoszą do swoich partnerek to jestem z Nich dumna i z siebie rownież , że udało mi się ich tak wychować. Jestem pewna, że to w dużym stopniu również dla tego, że byłam niemal zawsze pod ręką aha i jeszcze jedno mój mąż zawsze powtarza, że nigdy by się ze mną nie zamienił i że wykonuję najtrudniejszy zawód.

  4. Dorota Dorota

    To bardzo osobista sprawa, każdej rodziny. Jesli tylko osoba pełniąca tę funkcję czuje się z tym dobrze. Jest to decyzja obojgu, to czemu nie? Kto ma prawo decydowac co jest dobre? Inaczej sprawa się ma jesli robi się to z przymusu lub z braku checi podjecia pracy, a druga osoba nie chce byc jedyną dbającą o finanse.

  5. Monika Monika

    Siedzenie w domu,brak kontaktu z ludźmi bardzo ogranicza i cofa.Kiedy dzieci są małe to ok,ale kiedy są samodzielne nie widzę potrzeby przesiadywania w domu.

  6. Marta Marta

    Ani ja ani nikt z mojego otoczenia nigdy nie był „kurą domową ” ponieważ dbanie o dom i rodzinę to coś więcej i dlatego u nas były gospodynie lub panie domu. Nigdy nie myślałam żeby kogoś kto wykonuje kawał dobrej roboty porównywać do drobiu. Pozdrawiam wszystkie kobiety które z sercem prawdziwej gospodyni dbają najlepiej jak potrafią o swoje ogniska domowe a nie kurniki

  7. Magdalena Magdalena

    Jestem kurą domową i jestem z tego dumna!