Krzyk w trakcie porodu

Mimo że wiele kobiet krzyczy podczas porodu, to nadal temat „wrzasków, buczenia, pojękiwania czy mruczenia” jest rzadko podejmowany. Przez wiele młodych mam oddanie się emocjom, wsłuchanie we własne potrzeby, odbierane jest jako słabość. Rodzące obawiają się reakcji otoczenia, co często niepotrzebnie wydłuża poród oraz zwiększa ból.

Szkodliwy przesąd

Obawa przed krzykiem na sali porodowej wydaje się mieć rozległe korzenie. Jeszcze 30 lat temu, więc stosunkowo niedawno, panował przesąd, że jeśli kobieta krzyczy podczas porodu, to ojcem dziecka nie jest jej mąż. To jedno. Jest też inna przyczyna: społeczny lęk, zwłaszcza wśród starszego pokolenia przed krzykiem, odbieranym jako coś złego. Niekiedy ciężarna już w zaawansowanej ciąży słyszy od swojej mamy i cioć: „tylko nie krzycz!”. Zdarza się, że kobiety krzyczące podczas porodu określane są jako „te, które sobie nie radzą”, są uspokajane przez położne, które zwracają uwagę, że krzyk przeszkadza innym kobietom na porodówce.

Skąd ten problem z krzykiem na porodówce? Zanim świat usłyszał o akcji „Rodzić po ludzku” krzyki na porodówce były bardzo źle odbierane, a rodzące musiały się liczyć często z niewybrednymi komentarzami. I choć wiele pod tym względem się dzisiaj zmieniło, często jednak krzyczące rodzące są tematem żartów.

Tymczasem poród jest doświadczeniem ekstremalnym, pierwotnym i wolnym. Jest sterowanyprzez ten obszar mózgu, który występuje u wszystkich zwierząt. To dlatego w trakcie porodu kobieta często ma wrażenie „przebywania w innym świecie”, w świadomości, w której jest poza swoim ciałem i bez wpływu na reakcje swojego organizmu.

Kobiety mimo że często odczuwają potrzebę wykrzyczenia z siebie emocji, nie robią tego, bo się boją tego, jak odbierze ich zachowanie towarzyszący im partner, personel medyczny. Nie brak takich, które obawiają się oddać chwili i zaufać swojemu ciału, nie zważając na niemiłe spojrzenia oraz przykre komentarze.

Doświadczenie położne podkreślają, że krzyk może być pomocny, jednak  pod pewnymi warunkami. …

Krzyczeć czy nie krzyczeć?

Choć zdania na ten temat są podzielone, to na większości oddziałów położniczych panuje przekonanie, że jeśli kobieta odczuwa potrzebę krzyczenia, nie powinna jej hamować. Głównie dlatego, że zauważa się związek między rozluźnieniem ust a otwarciem kanału rodnego. Krzyki w zaawansowanej akcji porodowej przyspieszają rozwieranie się szyjki macicy, pozwalają skrócić poród. Dzięki nim można się rozluźnić, wyrzucić z siebie emocje, zmniejszyć ból oraz przeżyć najtrudniejszy etap przychodzenia dziecka na świat. Z drugiej strony krzyki mogą sprawić (choć niekoniecznie), że szybciej się zmęczymy oraz nie będziemy w stanie skupić się na prawidłowym oddychaniu. Problemem może być również brak reakcji na wskazówki położnej.

Krzykom często towarzyszą również przeklinanie oraz niemiłe komentarze. Ich adresatem niekiedy jest personel medyczny, innym razem partner. To kolejna „wada” otwarcia się na własne emocje. Z drugiej jednak strony wystarczy podstawowa wiedza na temat porodu, by ten minus przestawał mieć znaczenie.

Kiedy krzyczeć?

Krzyk towarzyszy nam na co dzień, już od urodzenia, kiedy staje się sposobem na rozprężenie płuc i rozpoczęcie oddychania. Z czasem staje się on sposobem na wyrażenie strachu, agresji, niezadowolenia, a nawet dominacji oraz rozładowania emocji.

Krzyk może być pomocny, jeśli występuje w zaawansowanej części pierwszego etapu porodu, kiedy szyjka jest rozwarta na około 7cm i kobietę dopada coraz większe zmęczenie oraz pojawia się chęć opuszczenia sali porodowej.

Na krzyk można sobie pozwolić w momencie skurczu, chwilę bez skurczu wykorzystując na ustabilizowanie oddechu oraz rozluźnienie. Taki krzyk pozwala uruchomić mięsień tłoczni brzusznej oraz zapoczątkować wypływ endorfin i adrenaliny. Dlatego jest naturalny w trakcie II fazy porodu, kiedy kobieta prze, a na świat przychodzi dziecko.

Każda z nas jest inna

Jedna kobieta urodzi dziecko w kompletnej ciszy, inna dla złagodzenia bólu będzie potrzebować krzyku. Wbrew temu, co się sądzi nie ma tu pełnej zależności związanej z charakterem rodzącej. Przykładowo znana z ciętego języka i „życiowej głośności” Agnieszka Chylińska nie kryła, że podczas porodu krzyczała. Nie znaczy to jednak, że każda energiczna kobieta będzie wydawać z siebie głośne dźwięki. Często nieśmiała na co dzień osoba potrafi bardzo otworzyć się na własne emocje, krzycząc „wniebogłosy”. I ma do tego pełne prawo.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. OlkaG OlkaG

    Oj tak – tak własnie jest. Kobiety, które nie krzyczały mówią o tym z dumą, na te krzyczące patrząc trochę z góry. Bardzo mnie to dziwi, bo poród to w końcu nie żadne zawody ani konkurs na to, kto mocniej zaciśnie usta i będzie ciszej. Każda z nas ma prawo przeżywać go na swój sposób.
    Ja za pierwszym razem byłam dosyć głośno… Położna ochrzaniła mnie za to! Za drugim już bardziej umiałam zapanować nad bólem, ale na sam koniec też sobie krzyknęła. Tym razem bez ochrzanu się obyło.
    Wyczytałam właśnie to, co jest tez napisane w powyższym artykule – że krzyk wspomaga rozwieranie się kanału rodnego. I chyba coś w tym jest, bo oba moje porody przebiegły ekspresowo.

  2. marta marta

    Na początku obiecywałam sobie, że nie będę się drzeć…Niestety nijak się to sprawdziło. Darłam się jak opętana :)

  3. mama Kasi mama Kasi

    U mnie bezczelnie położna powiedziała, że nie mam się dzreć, no to darłam się jeszcze głośniej :)

  4. wvwpaulawvw wvwpaulawvw

    Ja urodziłam w kompletnej ciszy. Ale to nieprawda, ze kobiety krzyczą e przeszkadzają innym, bo przez te 12godzin porodu na sali nie zwracałam na to uwagi, nie słyszałam krzyków, tylko skupialam się na sobie i swoim dziecku. Gratuluje wszystkim mamom, ze tak, czy inaczej to przetrwały i wydały na świat takie :-)cudenka pozdrawiam

  5. Mama Ka Mama Ka

    Ja rodziłam w ciszy. Nie czułam potrzeby, aby krzyczeć :)

  6. aguska aguska

    Nie dane mi było przywitać mojego dziecka podczas porodu naturalnego. Podczas cesarskiego cięcia nie miałam siły krzyczeć, więc majaczyłam aby podali mi znieczulenie ogólne.Więc coś w tym jest.

  7. monika06 monika06

    kolejny bardzo pomocny artykuł, który czyta się jednym tchem…muszę przyznać, że podczas porodu też krzyczałam przez co naraziłam się personelowi…”mądre”położne krytykowały mnie od samego momentu wejścia na porodówkę;( podobno wszystko robiłam źle choć wcześniej akcję porodową i moje prawa w szpitalu obgadałam z moją środowiskową…z krzykiem też nie było dobrze bo nie jestem tu sama, przeszkadzam i denerwuje inne rodzące, bo to w końcu już nie modne itd! ale ja nawet nie pamiętam ile razy i czy głośno czy cicho to było, wiem że to nie do końca byłam JA to tak jakbym podczas porodu była kimś innym i zupełnie w innym świecie;) ciesze się, że urodziłam moją córcie cała i zdrową a personel niech sobie gada teraz co chce;)))

  8. MagdalenaZ MagdalenaZ

    Ja podczas porodu krzyczałam tak głośno że mąż który czekał pod porodówką chciał uciekac :) a tak na poważnie, lekarka mówiła żebym nie krzyczała bo to mi nie pomoże, a położna mówiła że w momencie kiedy krzycze to lepiej mi idzie. I tym sposobem słuchając położnej, a nie lekarki druga faza porodu trwała tylko 20min :) a a po porodzie gdy już byłam na sali lekarka przyszła do mnie i powiedziała że jest w szoku że tak szybko mi się udało urodzić (pierwszy poród) ,pogratulowała mi wyściskała mnie i wycałowała, a najważniejsze jest to że przyznała mi rację że krzyk mi pomógł a nie przeszkodził. :) a porodzie przez moje okrzyki głos dochodził mi do siebie przez dwa tygodnie. dlatego jestem za tym gdy tylko odczówa się taką potrzebę to wrzeszczeć na potęge, choćby wszyscy w szpitalu mieli ogłuchnąć, bo kiedy jak nie podczas porodu będziemy mogły sobie tak powrzeszczeć?

  9. Wioleta Wioleta

    Ja generalnie nie krzyczałam, czasem pojękiwałam. Za to obok w sali inna rodząca krzyczała strasznie i powiem szczerze, że oboje z mężem byliśmy przerażeni, bo nie wiedzieliśmy co ta jej robią i baliśmy się żeby mnie cos takiego spotkało.

  10. Paula Paula

    Nie wyobrażam sobie nie krzyczeć – to było po prostu instynktowne i wszystkie hamulce wówczas puszczają, podobnie jak w przypadku innych czynności fizjologicznych…Szokujący jest nieprofesjonalizm personelu medycznego jeśli potrafi skrytykować za krzyki, to tak jak za czasów ciemnego PRLu, moja znajoma opowiadała mi, że podczas porodu, kiedy krzyczała, pielęgniarka do niej ” czego się drzesz, przecież rodzisz…”, U mnie akurat poziom bólu mimo znieczulenia w ostatniej fazie był tak wielki, że tylko krzyki dawały mi ulgę i największe krzyki właśnie. Kiedy we wcześniejszych fazach słyszałam głośne krzyki innych kobiet w salach porodowych to przerażały mnie one i potęgowały lęk. Ale na szczęście położna
    kontrolowała moje odgłosy tak abym bardziej panowała nad swoim ciałem. Kiedy jednak okazało się, że tracę już głos i nie mam siły krzyczeć, dziecko w końcu urodziło się praktycznie na kilku moich wydechach

  11. miros56 miros56

    Dwa tygodnie temu moja żona rodziła,
    ale uprzednio ten artykuł odwiedziła.
    Nie żałuje teraz tego,
    bo dowiedziała się tutaj o krzyku wszystkiego.
    Wiedziała zatem jak podczas porodu postępować,
    aby się wśród innych ludzi nie skompromitować.
    Krzyk zależy przecież od indywidualnej sytuacji
    i jest wywoływany ze spontanicznej i osobistej reakcji.
    Nie ma w nim nic złego,
    a pomaga przy rodzeniu dziecka niejednego.

  12. Kinia Kinia

    Krzyczałam podczas pierwszego porodu strasznie, przy drugim nie było mi już to tak potrzebne…jednak uważam, że każda kobieta powinna sama decydować…i się nie krępować. Poród jest zbyt trudny, by się przejmować krzykiem.

  13. Magdalen T Magdalen T

    Hm a ja krzyczałam i klnełam pod nosem jak bardzo boli :)) Położna stwierdziła że jak krzyk mi pomaga i przynosi ulgę to mam krzyczeć :D No to ryczałam wniebogłosy. Po porodzie i tak usłyszałam od innej położnej że to nie wypada, że tak kobieta w ciąży się nie zachowuje. Zignorowałam ją. Prawda jest taka ze jak parłam to krzyk powodował że czułam mniejszy ból. Więc jak macie ochotę drogie kobietki to krzyczcie ile wlezie. W końcu to wy rodzicie :P Za parę dni znów rodzę drugiego bobaska i jestem ciekawa czy też będę krzyczeć ;)

  14. Ada Ada

    Niestety w moim przypadku to nie byla chęć czy niechęć do krzyku tylko niewyobrażalny ból ktorego nie doswiadczylam w takim stopniu przy pierwszym porodzie .Krzyk sam wychodzil ze mnie ,nie miałam na to najmniejszego wpływu .Niestety personel drwił ze mnie ,śmiał się i robił wszystko bym czuła sie z tym jeszcze gorzej .Sama wolałabym nie krzyczeć gdybym tylko mogła .Ten poród był koszmarem. Kobiety ktore miały lżejsze porody często nie zdają sobie sprawy z tego ze inne kobiety krzyczą ponieważ doświadczają dużo mocniejszego bólu .Poród porodowi co widzę na własnym przykładzie jest nierówny i nigdy nie wiadomo co nas spotka następnym razem.Szanujmy sie nawzajem i wykazujmy zrozumienie jedna dla drugiej majac na uwadze ze nasze doswiadczenie moze sie roznic od tego co przezywaja inne osoby.

  15. MAMA3 MAMA3

    Trzy porody,pierwszy i drugi w ciszy. Przy trzecim sama nie wiem kiedy krzyk wydobył się z mojego gardła. Czy mi pomógł?Nie wiem ale nie umiałam tego powstrzymać.

Zobacz również