Korporacja rodzicielska – czyli kto najbardziej cierpi, gdy rodzic próbuje być idealny

Panów, którzy kręcą nosem na fakt zasypiania w łóżku z dwójką dzieci nazywamy samolubnymi, tych próbujących namówić nas na weekend bez dziecka wyzywamy od czci i wiary, zabijamy wzrokiem na napomknięcie o wakacjach bez dzieci. Nie przyznajemy się, że też chciałybyśmy pobyć tylko we dwoje. Boimy się, bo nie wiemy, czy jeszcze tak potrafimy. Czy jesteśmy w stanie się wyluzować i oddać choć na chwilę odpowiedzialność za dziecko w inne ręce? A co jeśli dzieci będą tęsknić?

Korporacja rodzicielska

Kto z tego powodu najbardziej cierpi? Oczywiście nasze małżeństwo. To ten moment, kiedy stajemy się doskonałymi, zgranymi partnerami wymieniającymi się przy dzieciach, dzielącymi się obowiązkami. To ten okres, kiedy rozmawiamy na temat potrzeb dzieci na okrągło. Wałkujemy tematy okołodziecięce i nie potrafimy mówić o niczym innym. Nawet gdy się staramy, temat dzieci wraca jak bumerang. Tak bez końca – od świtu do nocy.

Zaangażowanie, na którym traci małżeństwo

Dzisiejsza niewyobrażalna potrzeba „dobrego wychowania dzieci”, łączenia obowiązków zawodowych i rodzinnych sprawia, że coraz bardziej się od siebie oddalamy. Cierpią na tym przede wszystkim małżeństwa.

Amerykańskie badania pokazują, że małżonkowie spędzają ze sobą coraz mniej czasu. W latach 70-tych było to około 12 godzin tygodniowo, dzisiaj jedynie 9. Oczywiście przyczyna leży również w tym, że partnerzy zazwyczaj dużo pracują, ale niestety to nie wszystko. Zwyczajnie przekładamy „związek” z dzieckiem nad związkiem z partnerem. Kiedyś byłoby to niedopuszczalne, dzisiaj jednak nikogo nie dziwią stwierdzenia, że dziecko ma się na zawsze, męża niekoniecznie…Anonimowe ankiety przynoszą prosty wniosek – dziecko jest ważniejsze, a mąż – no cóż, jego nie jesteśmy pewne.

Taka ugruntowana postawa prowadzi do tego, że cierpi na tym nasz związek, seks, intymność, nagle okazuje się, że nie widzimy w drugiej osobie męża/żony, tylko rodzica, partnera w trudach wychowania, który ma iść z nami krok w krok, a jak taka wizja mu się nie podoba – to trudno, znaczy się, że się nie sprawdził.

Celebruj czas z mężem/żoną

Gdy dzieci są małe – mają rok, dwa,trzy, trudno spełniać się w roli rodzica i żony. Dlatego tak ważne są randki, na które idziemy bez dzieci, chwile, w trakcie których można być bez nich, pobyć tylko we dwoje. Niekoniecznie poza domem (jak nie ma takiej możliwości), ale w domu. Bez komputera, komórki – twarzą w twarz, dla siebie.

Sytuacja trochę się odmienia, gdy dzieci stają się bardziej samodzielne, mają ponad 7 lat i odpoczynek razem z nimi może być prawdziwym czasem, kiedy robimy naprawdę to, czego potrzebujemy a nie drżymy, że maluch wpadnie do wody, skręci kostkę, przewróci się czy zgubi. Wielu psychologów mówi nawet o tym, że między 7 a 12 rokiem życia następuje złoty okres dla rodziców. To czas, kiedy powinni oni w szczególny sposób ładować akumulatory, inwestować w związek, wzmacniać swoją relację i przygotowywać się na to, co nastąpi później.

W kolejnych latach przychodzi bowiem dojrzewanie – wielki sprawdzian dla związku i małżeństwa. Dla tych rodziców, którzy pokładali wielkie nadzieje w dziecku, którzy traktowali malucha jako najważniejszego członka rodziny, niemal bóstwo to zazwyczaj bardzo trudny czas. W przypadku „zaniedbanych” małżeństw, które łączyły tylko sprawy dzieci, niestety bardzo często właśnie teraz związek kończy się rozwodem.

Rozstań z roku na rok jest coraz więcej…

Co można dodać? Jak to podsumować?

Wychowując dzieci, nie zapominajmy, że dziecko to nie tylko niemowlę, słodki trzylatek, wpatrzony w nas siedmiolatek, to również w perspektywie kilkunastu lat nastolatek, który nigdy nie powinien zajmować miejsca przeznaczonego dla partnera. To młoda osoba, która potrzebuje mądrego wsparcia rodziców, którzy będą silni w swojej miłości do niego i …do siebie.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. agnieszka agnieszka

    U nas jest podzial prosty – najwazniejsza dla siebie jestem ja sama, dzieci w kategorii dzieci, a maz w kategorii maz. Nie ma zapominania o czasie dla ukochanego, czasem tylko nie ma jak – choroba dzieciakow, ale te ida spac i dopoki nie marudza starszyzna plemienna ma czas tylko i wylacznie dla siebie. Dzieci za chwile wyfruna nam z gniazda, a my zostaniemy sami – musimy miec o czym rozmawiac, musimy miec jakies pasje, musimy znac siebie. Uwielbiam mojego Malza i nigdy nie przyszloby mi nawet do glowy powiedziec, ze dzieci sa dla mnie najwzaniejsze.

  2. jolka jolka

    partner jest dla mnie ważniejszy niz dzieci. jestem wyrodna matka?

  3. Henryka Henryka

    Dla mnie dziecko jest tak samo ważne jak mąż gdy dziecko spi mamy czas tylko dla siebie gdy zabawa lub spacery to razem lecz gdy dziecko chore czas poświęcam tylko mojemu malemu skarbowi