Konkurs w przedszkolu? „Matki pozwólcie matkom żyć”

W każdym przedszkolu organizowane są konkursy: najczęściej plastyczne. Tematyka różna – stworzenie rysunku, pracy plastycznej płaskiej – techniką dowolną, pracy przestrzennej. Zdarzają się konkursy na karmnik dla ptaków, ekologiczną torbę, najpiękniejsza kartkę świąteczną, karnawałową maskę, statek z materiałów wtórnych, itd.

Założenia są proste – możliwość wykazania się najmłodszych przy niewielkim wsparciu rodziców. W praktyce jest często odwrotnie. To rodzice tworzą prace, wystawiając je na konkurs, a latorośle podają mamie czy tacie kredki…W konsekwencji powstają pracę mamy Julki, taty Gabrysia i dziadka Pawła. A dzieci? Uczą się ostrej sztuki rywalizacji od najmłodszych lat.

Świetnie ten fenomen opisała jedna z mam na jednym z forum dla rodziców:

„To matki matkom zgotowały ten los.

Kiedy na drzwiach przedszkola zawisł kawałek bristolu z wypisaną nań informacją, że do 16.03 dzieci mogą składać kartki wielkanocne na KONKURS, który to rozstrzygnięty będzie w poniedziałkowy poranek, przyjęłam to ze spokojem. Jestem wszak matką- weteranką, przeżyłam przygotowania moich latorośli do niezliczonych odmian współzawodnictwa w świecie krasnali. Najbardziej hardkorowy był konkurs piosenki dziecięcej, gdy nagle okazało się, że tylko Małgośka śpiewała puszka-okruszka, reszta rodziców uznała bowiem, że „miłość miłość w Zakopanem, polewamy się szampanem, nanana” jest równie niewinna, jak dziewica Orleańska i opowiada o wyjeździe na ferie z rodziną, a „ja uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie” to współczesna historia miłości Dziadka do Orzechów i baletnicy. Także ten. Kartka świąteczna.

W sobotę wyjęłam z tajnej skrytki, jaką posiada każdy rodzic dzieci w wieku 5 wzwyż ( w której to skrytce jest zazwyczaj wszystko, tylko, klasycznie, nie to, co o 22 dziecko przekazuje, że potrzebne jest na jutro) wszelkiej maści arkusze pianek, filców, tekturek, piórek, rurek i innych przydasiów, posadziłam młodzież przy stole i zakrzyknęłam- róbta co chceta, byle zawierało jajko, kurczaka bądź inny element skojarzeniowy.

Radosna TFUrczość pięciolatki wyewoluowała w baranka, któremu z dupy wystają żonkile w fazie kwitnięcia. Podpisałyśmy dzieło inicjałem i zaniosłyśmy do przedszkola, gdzie powitały nas między innymi:
– naturalnej wielkości baranek zrobiony metodą quilingu, podpisany: Jaś, 4 lata, grupa Gwiazdek,
– ręcznie pleciony kosz wiklinowy 2 d z pełnym wyposażeniem wyszytym włóczką Zuzia, 5 lat, Słoneczka,
– wydzierganą szydełkiem białą serwetkę z zadziornie różowym napisem „Alleluja”- Kasia, Planetki, lat 3.
No kurfa.

Ja, oczywiście, nie odmawiam dzieciom talentu. Może rodzice powyższych progenitur zamiast gryzaków oswajali dziecięcia swe ze sztuką, rękodzielnictwem, eko-modą. Może zamiast wierszy Tuwima czytano takim brzdącom do poduszki dzieła klasyków greckich w oryginale. PRZYPUSZCZAM, ŻE WĄTPIĘ. Tym bardziej, że w szatni kiblujemy koło wspomnianej Zuzi, stąd wiem, że blondwłosy ten aniołek ma problem z założeniem kapci na prawidłową stopę i mimo że ma tylko dwie opcje, jest w stanie pomylić się pięć razy.
Matki. Pozwólcie dzieciom tworzyć baranki z żonkilami w dupie, kurczaczki w osranych skorupkach, zające z jednym oczkiem bardziej. Nie bądźcie jak mama Jasia, Zuzi, Kasi. Nie twórzcie klik Matek Współzawodniczących, Matek Cierpiętniczych, Matek Od pięciu lat nie wypiłam ciepłej kawy. Matki, dajcie Matkom żyć!” /pisownia oryginalna/ źródło

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=611527259178650&id=100009641442200

Zgadzacie się z powyższym apelem jednej z Mam?

Biorąc pod uwagę liczbę komentarzy, na pewno tak.

Konkursy w przedszkolach, a także szkołach jawią się rodzicom jak pole bitwy, przykry obowiązek, z którym nie wiadomo, co zrobić. Angażować się i pomóc dziecku zdobyć nagrodę, czy może postąpić uczciwie i patrzeć jak córka czy syn po raz kolejny doświadczają rozczarowania?

Niestety problemem są nie tylko nalegania dzieci, czy postawa innych rodziców, ale również decyzje jury oceniające przyniesione prace – w wielu przedszkolach pierwsze miejsca zdobywają prace rodziców, nie wyróżnia się tych samodzielnie przygotowanych przez przedszkolaki.  A to błąd! Doceniając te wszystkie „normalne, bo niedoskonałe” plakaty, kartki czy kurczaki wielkanocne, które widać, że przygotowały najmłodsi, można by było zminimalizować  pokusę zbyt dużego zaangażowania rodziców, wykonujących prace za dzieci….

Tymczasem dzieje się inaczej. Promuje się oszustwo. Dzieci widząc, co się dzieje, otrzymują „cenną”, bolesną lekcję pod tytułem: „po co się starać…”. Pojawia się też inna postawa: wymuszające na rodzicach przez dzieci większe zaangażowanie, by w końcu odebrać upragnioną nagrodę. Maluchy nalegają, by mama czy tata „pomogły bardziej”, żeby praca była „taka jak inne”. Dzieci proszące rodziców o „pomoc”, a w praktyce o samodzielne przygotowanie pracy nie chcą czuć się gorsze….Co ma zrobić rodzic? Ulegać? Tłumaczyć?

Na koniec mamy jeszcze jeden apel. Niech kadra przedszkola organizuje kilka konkursów w roku…dla rodziców przedszkolaków… Tak, by rozwiązać problem u podstaw.

Co Wy na to? ;)

Przeczytajcie również inny post na ten temat.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Mama5latka Mama5latka

    Hahaha!!! Dawno się tak nie uśmiałam :) święte słowa : matki dajcie matką żyć, a dzieciom pozwólcie rysować baranki z żonkilami w dupie :) :) :)

    • Mama5latka Mama5latka

      Wkradł mi się literówka. „matkom” miało być, żeby znowu jakiejś gówno burzy nie rozpętać:)

  2. Dominika Dominika

    Przeczytałam taki komentarz: Na Dzień Mamy dostałam od mojej trzyletniej natenczas córki broszkę…zalaminowany tekturowy liść (z narysowanymi wszystkimi nerwami), z przyklejoną agrafką. Do agrafki przymocowana została połówka włoskiego orzecha pomalowana na czerwono. Na wierzchu 6 (słownie: sześć), czarnych, symetrycznie rozłożonych kropek. I tekst mojej latorośli: „Mamusiu, ładnie trzymałam agrafkę”?

  3. Jola Jola

    O matko, wszystko się zgadza….

  4. Kasia Kasia

    Ja się wypowiem z pozycji dziecka. Rodzice wpoili mi nie wiem jak to nazwać, w każdym razie lekcje zawsze odrabiałam sama, prace na wszystkie zajęcia plastyczne tez. Pamietam do dzisiaj, miałam w klasie koleżanki, którym rodzice nie pomagali a robili większość rzeczy ZA nie. I pamietam jak cholernie przykro mi było kiedy musieliśmy oddać jakaś tam prace na plastykę i ja siedziałam nad nią do nocy, zrezygnowałam z robienia innych zadań, następnego dnia byłam zmęczona a moje już wspomniane koleżanki miały wszystko bo wszystko zrobili za nie rodzice. A prace oczywiście miały ładniejsze o wiele od mojej. Pamietam to jak dziś mimo ze mam już swoje lata i swoje dzieci. To zostawia pewne rany, może ktoś to przeczyta i się nad sobą zastanowi. Pozdrawiam

  5. Elżbieta Elżbieta

    U nas w przedszkolu jak był konkurs plastyczny z pestek dyni, prace były przepiękne (widać które zrobione przez rodziców) ale wygrały te na których widać że dziecko robiło samo j włożyło w to dużo pracy i serca. I tak powinno być.
    Jak jest jakkolwiek konkurs w przedszkolu czy plastyczny czy recytatorski czy piosenki to informuje o tym moje dzieci i pytam się czy chce wziąć w nim udział. Nie musi gdy nie chce.

  6. Kamila Kamila

    Nie ma to jak wyręczyć dziecko… moja Zuzia (broń Boże nie ta z artykułu) mowi narysuje mame, tatę, Zuzie i Zosię… co powstało? Zuzia i potwór 3 w jednym bo owym potworem był, tato, mama i Zosia…. i to jest szczęśliwe dziecko bo tworzy cos sama

  7. Monika Monika

    Jakby nauczyciele nie dopuszczali prac robionych przez rodziców, to problemu by nie było.

  8. Monika Monika

    U nas dotąd nie było konkursów. Ma być recytatorski ale córka tak średnio się z tego cieszy.

  9. Magda Magda

    U nas konkurs na pisanke , podobna sytuacja ….jajko mojego syna przedstawiające do końca nie wiadomo co , Antek twierdzi że to Batman , ale nic ważne że wykonał sam. Pozostałe jaja….cudne, kolorowe jak z wystawy oczywiście również wykonane przez maluchy

  10. Magda Magda

    Dopiero w szkole zaczyna się hardcore na ocenę Matki szyją, ojcowie rzeźbią w drewnie, a dzieci? A dzieci zbierają 6.

  11. Wiolla Wiolla

    Muszę dyrektorce przedszkola wysłać. Ona właśnie ma takie parcie na perfekcjonizm które przenosi na rodziców dzieci. Ostatnio chodziła obrażona bo chłopczyk nie chciał wziąć udziału w gminnym konkursie piosenki angielskiej bo mu się nie podobała. Mama podeszła lajtowo, z nastawieniem że skoro chłopiec nie chce i nie przyniesienie mu to frajdy to nie ma sensu naciskać. A dziś dyrektorka do mnie „i wyobraża sobie pani? No nie zmusiła tego syna…”

  12. Paula Paula

    Amen. Podpisuję się pod kazdym akapitem, a zwlaszcza też końcówką w odniesieniu do „Matek Cierpiacych i Tych, Ktore od 5 Lat Nie Wypily Cieplej Kawy” czasem się zastanawiam, co ze mną jest nie tak, że piję ciepłą.. Ale to zupełnie inna kwestia. A wracając do meritum-myslę, ze wina jest tez trochę po stronie organizatorów, tzn. ze nikt nie kładzie nacisku na samodzielność w pracach.

  13. Monika Monika

    Przyznaję się, fakt nie robię za syna, ale pomagam. Po tym jak przyniósł kartkę na której pisało że ma zrobić jesienna pracę, poprzyklejal liście, pomalował farbami i zaniósł, a później zobaczyłam twórczość matek na pozostałych pracach stwierdziłam że niestety do wielkanocnej muszę się dołożyć

  14. Iwona Iwona

    znam to z doświadczenia no cóż takie mamy czasy rodzić robi wszystko za dziecko lub kupuje gotowca. jest to okrutna prawda.

  15. Beata Beata

    Swietnie napisane:-) te konkursy powinny nosic tytul”dla matek dzieci w przedszkolu”

  16. Karolina Karolina

    Niestety to jest trudny temat. Tez jestem nauczycielka i tez ucze swojego syna ze jednak powinien sam robic swoje prace na konkursy. I chociaz jest w przedszkolu a od wrzesnia do szkoly to boje sie pomyslec co bedzie dalej. Nawet jak mu w czym kolwiek pomagam to w taki sposob zeby naprawde bylo widac. Pozniej jednak dziecko mowi mi ze na przyklad nie wygral bo inne byly lepsze,wieksze ale jak widze te wszystkie prace dopracowane do ostatniego szczegolu przez mame to zastanawiam sie nad sensem wszystkiego. I mysle sobie tak jak tu piszecie ze lepiej nie bedzie.

  17. Zuzanna Zuzanna

    I rosną potem dorodne okazy, które na widok kapiącego kranu rwą włosy z głowy, gdzie ten numer do hydraulika, a zwisający guzik z płaszcza klasyfikuje cały płaszcz do wymiany… jedzenie na miescie lub z mikrofali, bo gotowanie wymaga jakiejś samodzielnosci i kretywnosci czasem, a niektore prezentacje w firmie sa na poziomie gimnazjalnym. Nierzadko mieszkaja do 30stki z rodzicami. W głowie tylko praca, spotkania/wyjazdy towarzyskie, fitnessclub i zakupy. Znam.. w zasadzie znałam i takich wszystko powyzej w jednym i … i… sama nie wiem jak się do tego ustosunkować, bo niby to jednostki i ich życie, jak im dobrze to moze nie ma sie co irytować… ale z drugiej strony patrzac socjologicznie widać powoli rosnący problem

  18. Monika Monika

    O to to to w końcu może ktoś otworzy oczy ja pamiętam konkurs na najlepszy piernik i też uciekłysmy zwykłe ludziki mała coś po nich pomazała a w przedszkolu stały chaty z piernika .Nauczyciele w przedszkolu nie powinne nawet przyjmować takich prac

  19. Ania Ania

    My ostatnio na konkurs robilismy kwiaty z papilotek do muffinek, wyszly piekne, troche krzywe, troche wypadaly ze slomek ale radosc byla ogromna przy tworzeniu. Niektórym rodzicom ambicja nie pozwala pozwalac dzieciom robic samym przy pomocy rodZiców, Zdaje się, że cZęsto gęsto nawet dZieciom nie pozwolą pomóc. Jak byl konkurs na zwierzatko z warZyw dalam noz, maechewki Ziemniaka markera i wyszly piekne koslawe Żyrafy, gdybyscie tylko zobacZyli to zoo pieknych ksztaltnych Zwierząt, tak, na pewno robionych przez dzieci. Skoro konkurs dla dzieci niech robią dzieci. Nie ma potrzeby odbierania im dZiecięcej radości, przegrywać też muszą się nauczyć

  20. Kasia Kasia

    U nas w przedszkolu był konkurs z głosowaniem na lajki – raz dziennie z 1 urządzenia. Kreatywność rodziców w obchodzeniu tej zasady sięgnęła zenitu. W ciągu kilkunastu dni niektórzy zebrali 160000+ lajków na prace swoich dzieci. Mało edukacyjne…

  21. Żaneta Żaneta

    oh w punkt napisane.. wchodze na grupy i matki sie chwala.. ej mamuski czy na konkurs wielkanocny jest okey? cisnie mi sie na jezyk.. wez sie babo jebnij.. no ale coz…. fejsbukowa policja zaraz by mnie z grupy wydalila z 200 komentarzowym hejtemm takze..ten

  22. Monika Monika

    Moje zdolności są adekwatne do wieku przedszkolnego więc radośnie z Młodym razem robimy olewając nadgorliwe mamy. I szczerze-to przedszkolanki i nauczycielki nam taki los zgotowały, bo jakby zawsze wygrywały prace wyraźnie robione przez dzieci, to matki by nie świrowały. A jak w konkursie na szopke w podstawówce wygrywa szopka wyrzeźbiona w świecy przez rodzica to sorry.

  23. Dorota Dorota

    To i tak jeszcze nic. U mnie w przedszkolu na konkurs w grudniu jedna mama przyniosła bombkę kupioną w sklepie.

  24. Agnieszka Agnieszka

    Straszne czasy ….nerwa mam jak muszę coś zrobić bo po co skoro wiem że sto prac będzie wykonane przez zdolne ciocie itd

  25. Alicja Alicja

    Hahaha ojej, przypomnialam sobie, jak bylam bardzo młodziutka ( 19 lat) i organizowałam mini wystawke moich podopiecznych z zajec plastycznych( bylam pomocą na zaj. Plastycznych) .. na naszej wystawce było wszystko to, co udało się dzieciom stworzyć w pierwszym semestrze zajęć – żadnych prac przynoszonych z domu, albo tamże dokanczanych…. Jedna z Pań, która też prowadziła podobne zajęcia w okolicy, jakies 2 tyg. P
    później zorganizowała wystawę prac swoich podopiecznych ( część dzieci z moich zajęć, chodziła też tam na zajęcia) i tam było wszystko -praca 3-latka malującego jak Leonardo da Vinci, rzeźby, ktorych nie powstydzilby się student ASP na obronie dyplomu…. bylam w szoku. Tym bardziej, że wiedziałam, jak część tych dzieci pracuje i tworzy, bo chodziły też do nas na zajęcia ;) więc to działa nie tylko na rodziców. Z konkursami też były podobne przygody ;) koniec końców jestem i byłam z tamtych dzieci dumna ( nie jestem juz ta stażystka, ale będę zawsze o tym pamiętać. W końcu pierwsze kroki w zawodzie to były;) ).. od dwóch lat mam też ponownie kilkanaście dziecmi ” pod skrzydłami „, nasze wystawki są kolorowe, „dziecięce „, pełne niesamowitej wyobraźni i pełne pozytywnie „szalonych”, „roboczych „rozwiązań”- i jezeli baranek Kazik ma troje oczu, to widocznie ma troje ;) pozdrawiam ;) nie dajmy sie zwariować;)

  26. Monika Monika

    Smutne niespełnione ambicje rodziców przelewane na dzieci. Jednej sie już takiej pozbyłam, ale czuje, ze to dopiero początek. Bogowie chroncie mnie, przed takimi maDkami!!!
    – Matka 7,5 miesieczniaka.

  27. Aleksandra Aleksandra

    Wszystko to niestety prawda aż mi się czasami ryczeć chce jak widzę ile pracy moje dziecko włożyło a rywalizuje z dorosłymi. Kiedy pyta mnie dlaczego tak jest to tłumacze że niektórzy rodzice nie wierzą w swoje dzieci i to jest ich porażka nie sukces. Nie wiem czy zwrociliscie uwagę ale pracę zrobione przez dorosłych są bardzo często infantylne nie ma w nich pomysłu. Prace dzieci często mają drugie dno coś czego dorosły nie widzi. Jest to o tyle przykre że zabija w dzieciach lubiących lub utalentowanych plastycznie chęć tworzenia.

  28. Agnieszka Agnieszka

    Jak u córki jako 3 latki był konkurs na najładniejszą dynie to robiła sama (jedna pomalowała w plamy bo inaczej tego nazwać nie można było ;-) ,a w drugą powpinała szpilki z cekinami i zrobiła z nich buźkę itp. ja tylko pierwsza szpilkę pokazałam jak. Jak zaniosłam te dynie do przedszkola i zobaczyłam pozostałych 20 ręce mi opadły… Podpisałam dane córki a w nawiasie (choć to chyba było oczywiste ;-) ) praca samodzielna. I gdyby nie zrobili tak jak zrobili (wszystkie dzieci dostały upominki) to poruszyła bym temat w przedszkoku

  29. Sylwia Sylwia

    Smutna prawda. Właśnie dlatego moj syn przestał brac udzial w konkursach plastycznych w szkole.

  30. Agnieszka Agnieszka

    Niestety prawdziwe tylko czego to uczy dzieciaki niech rodzice odpowiedzą sobie sami.

  31. Michał Michał

    Perwersyjne wręcz ambicje rodziców w stosunku do wizerunku swoich dzieci to nic nowego. Rodzicielstwo ma pewne znamiona choroby psychicznej.

  32. Aneta Aneta

    Jakie to wszystko prawdziwe. Sama doświadczyłam takiej rywalizacji w zeszłym roku w okresie świat Bożego Narodzenia kiedy to w szkole ogłosili konkurs na najlepsza choinkę wykonaną tylko i wyłącznie z materiałów z recyklingu. W dniu kiedy trzeba było przynieś choinkę do szkoły miałam tak mieszane uczucia, miedzy złością, zawodem i przykrością, kiedy to choinka mojego dziecka była najmniej „piękna” w buszu choinek ewidentne zrobionych przez rodziców. Cały ten konkurs powinien mieć nazwę „Najlepsza choinkę z recyklingu zrobiona przez dorosłych”. Jestem matką która nie wyręcza dziecka w jego obowiązkach i pozwalam mu samodzielnie rozwijać skrzydła i bardzo mi szkoda tych dorosłych, którzy dopiero teraz mogą sie wykazać i wreszcie wygrać jakiś konkurs :(

  33. Magdalena Magdalena

    Nie wiem jak jest w innych przedszkolach, u nas każdy konkurs jest dla chętnych, dlatego na konkurs z okazji Dnia Niepodległości pojawiło się około 20 prac a na konkurs palmy świątecznej tylko 3. Zgadzam się, ze jedne dzieci są bardziej inne mniej plastyczne, ale moim zdaniem jeśli my rodzice nie będziemy starali się pokazać im, że warto włożyć odrobinę pracy w takie konkursy i inne działania przedszkolne również, to one nigdu żadnego bakcyla takich działań nie załapią. Widać to w życiu codziennym, jeśli matka (która wiadomo jest autorytetem dla dziecka przynajmniej do pewnego wieku) nie robi takiej czy innej rzeczy lub nie zachowuje się tak czy inaczej w różnych sytuacjach, dziecko też nie będzie tego robić. Więc musimy pokazać małolatom, że nam się chce (chociaż czasem tak nie jest) brać w czymś udział, zrobić coś o co nas proszą lub nie proszą… Przykład z życia, może trochę mało adekwatny do tematu konkursów, ale moje dziecko od malutkiego słyszy w domu słowo dziękuję i przepraszam od swoich rodziców, dlatego też używa tych słów wobec nas i kolegów. Niestety inne dzieci w przedszkolu bardzo rzadko ich używają lub wcale, wręcz mój małolat zaczyna nabywać gorszych nawyków niż wyniósł z domu… Dlatego ja staram się „dawać dobry przykład mojemu synowi” i mam nadzieję, że wyjdzie mu to na dobre w przyszłości…

  34. MadkaWariadka MadkaWariadka

    A ja zawsze pije ciepła kawę i na wszystko mama czas ….jestem zła mama ?

  35. MacMaciej MacMaciej

    Ten kij ma dwa końce. Jeśli nie więcej… Mój syn jest ciut starszy, podstawówka klasa 6. konkurs w szkole, plastyczny. Moda nastała na Żołnierzy wyklętych: plakat, projekt znaczka pocztowego. Pytam syna czy chce w tym startować bo zdolności plastyczne ma – po mnie nie chwaląc się :-) … Syn chciał, nawet bardzo. Więc mu temat przybliżyłem, nazwiska podsunąłem. Wynalazł na necie kilka rysunków (chyba nie ma w necie czegoś czego by smyk nie wynalazł). W jakimś programie zmontował te rysunki w całość i zdębiałem. Ciekaw tylko byłem co dalej bo wydruk w grę nie wchodził. A ten nieletni geniusz przylepił kartkę do monitora i zaczął szaleć ołówkami. Ołówki od paru dni znikały z domu od moich stolarskich poczynając na kreślarskich kończąc.Tu paćkał twardym H, tam miękkim B, tu roztar,ł tam wymazał. W końcu zaprezentował efekt końcowy. Zdębiałem – Matejko to pikuś…. Syn był dumny z rysunku, ja byłem dumny z syna. Obaj pełni dumy czekaliśmy na werdykt. I co? Ano pstro… Szacowne jury stwierdziło, iż niemożliwie niemożliwą rzeczą jest by ten rysunek był dziełem 12-sto latka… A że wcześniej dokonań kilka malarskich na rzecz szkoły popełniłem więc i to dzieło mi przypisano… Dobrze że chłopak to przyjął z podziwu godnym spokojem…

Zobacz również