Kolorowe, słodkie… niepotrzebne. Witaminowe suplementy diety dla dzieci.

Prasa i telewizja karmią nas kolorowymi reklamami preparatów na wszystkie problemy: odporność, koncentracja, brak apetytu. Slogany reklamowe nie tyle kuszą, co prowokują: kochasz swoje dziecko? Podaj mu witaminy Takie a Takie! Chcesz, by Twoje dziecko zdrowo rosło? Podaj mu To i To! Nie podajesz? To proste: nie kochasz i nie chcesz, by było zdrowe.   Czy kolorowe pigułki rzeczywiście pomagają naszym dzieciom?

Zasady odpowiedniego suplementowania diety

iStock_000016862148XSmallJeżeli Twoje dziecko cierpi na anemię, ma niedobory wynikające z diety eliminacyjnej, choroby itd. lekarz zaleci odpowiednią dawkę i rodzaj preparatu. Raczej nie będzie to zawierający 100% dziennego zapotrzebowania „na wszystko” preparat z reklamy.

Dzieciom do 3 roku życia nie wolno podawać na własną rękę żadnych suplementów, ponieważ u małych dzieci najłatwiej o przedawkowanie.  Profilaktycznie w Polsce  suplementujemy dzieciom  witaminy D i K, kwasy omega 3. To powszechne niedobory wynikające z naszego stylu życia – dieta przeciętnej polskiej rodziny nie zaspokaja zapotrzebowania na powyższe. A co z resztą? Najczęściej są podawane bez powodu.

Jak wygląda zazwyczaj podawanie suplementów?

Dziecko samo prosi o znane z reklamy witaminy. Kolorowe, smaczne pastylki, dodatkowe gadżety, kampanie reklamowe – robią swoje. Dzieci chętnie zjadają słodycze, a właśnie taki kształt przybierają najczęściej preparaty tego typu. Niedźwiedzią przysługę robią maluchom rodzice. Wiedzeni miłością i troską, święcie wierząc w  zbawienną moc witamin, podają reklamowane pigułki szczęścia. Popularne preparaty tego typu, zawierają „ogólnie rekomendowane ilości” składników mineralnych i witamin. Ogólne – czyli dla każdego. I dla nikogo jednocześnie. Praktycznie nie ma możliwości, aby dziecko miało tak duże niedobory witamin, żeby wszystkie składniki danego preparatu działały na jego korzyść. Tymczasem nadmiar witamin w formie żelka  czy kolorowej pigułki nie tylko nie pomaga Twojemu dziecku, ale może mu poważnie zaszkodzić.

Kto zjada witaminki?

Okazuje się, że najczęściej preparaty witaminowe dostają te dzieci… które najmniej ich potrzebują. Wynika to min. z cen dostępnych na rynku produktów. Nie są tanie. Dostają je zatem dzieci zamożniejszych rodziców, czyli te, których dieta i tak jest z reguły lepsza.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. mala mi mala mi

    nie daje i nie przeplacam

  2. Kacanka90 Kacanka90

    Z moich kieszeni producenci tych produktów nie wyciągną ani grosza

  3. misiaaa misiaaa

    moja siostrzenica dostaje non stop jakieś witaminy, mimo że tak pięknie je i warzywa i owoce… ale tłumaczenie bratowej nic nie daje, jej zdaniem skoro takie preparaty są to trzeba ich podawać!. Moje dzieci nie widziały żelka z witaminami jeszcze, daję im tylko tran za poleceniem pediatry (dla poprawy odporności). także pół łyżeczki tranu norweskiego Gal to wszystko co dostają dziennie, i nie cały rok oczywiście tylko na jesieni.