Juno, czyli nastoletnie matki

Wiek inicjacji seksualnej obniża się coraz drastyczniej. To, co dla mojego pokolenia pozostawało w sferze marzeń, dla obecnego nastolatka jest czymś naturalnym. Nie chodzi tylko o to, że dzieci teraz szybciej dojrzewają, tylko o kulturę społeczeństwa i epatowanie TYMI sprawami. Nie da się tego ukryć, seks jest wszechobecny. O tym jak przeżyć najlepszy w życiu orgazm krzyczą nagłówki kolorowych gazet, bohaterowie filmów i seriali przeżywają dylematy polegające na wynalezieniu sposobu na ukrycie zdrady lub dyskutują nad przewagą jednej formy pieszczot nad drugą. Nawet reklamy sugerują, że dezodorant, albo żel sprawi, że każda dziewczyna wyląduje w łóżku mężczyzny, który użył danego kosmetyku. W natłoku tych informacji temat antykoncepcji został sprzątnięty pod dywan. Telewizja śniadaniowa czasami napomknie o jakiejś naukowej rewolucji w zakresie hormonalnych środków zapobiegających ciąży, ale dotąd nie widziałam spotów reklamowych z popularnymi parę lat temu plasterkami, którymi swe ramiona ozdabiały polskie celebrytki. Za to prawdziwą sensacją okazują się programy typu talk show, w których pojawiają się nastolatki w ciąży lub nieletnie matki. Chociaż żyjemy w XXI wieku takie dziewczyny, które przedwcześnie stały się kobietami nadal wytykane są palcami.Dlaczego?

Seks w gumce? To jak mycie rąk w rękawiczce

Motyw z dowodem miłości w postaci oddania cnoty chłopakowi przeszedł do historii. Nastolatki uprawiają seks, ponieważ tak wypada, wierzą, że wszyscy to robią, a strach przed brakiem akceptacji i odrzuceniem z powodu swej inności dodaje im animuszu. Coraz częściej robią to z nudów, byle jak, byle gdzie, z przypadkowym partnerem. Niestety, zdarza się, że też na pokaz. Znów wrócę do archaicznych czasów mojej młodości, kiedy to podniecająca była sama gra karciana, popularnie zwana Flirtem. Teraz nawet słynne ,,Słoneczko” przestaje być czymś wyuzdanym, a galerianki już nie szokują. Dziewczyny potrafią się sprzedać za kilka banknotów.

Na jednym z for internetowych dla nastolatków Monique napisała: Zaczęłam się spotykać z kolegą raz na jakiś czas, niby w pełnej tajemnicy bez zobowiązań. Zaspokajaliśmy swoje potrzeby nawzajem … Potem z innym tak i innym i szczerze mówiąc parę ich było w przeciągu dłuższego czasu. Jednak tajemnica nie została tajemnicą i teraz nieciekawe rzeczy o mnie można usłyszeć. Może faktycznie przekroczyłam w pewnym momencie jakąś granicę. Teraz czuje się okropnie. Może powinnam udać się do psychologa? Nie radzę sobie z tym. Teraz już raczej nabrałam obrzydzenia do seksu i ogólnie nie mam najlepszego poczucia wartości dla samej siebie… Nie sądziłam, że przyniesie to takie uciążliwe skutki, ale niestety czasu nie cofnę. Kiedy dziewczyna przestaje szanować siebie, jako kobietę z całym bagażem swej cielesności, potrzeb, pragnień i zachowań, czasem, prócz zażenowania pozostaje pamiątka po upojnych chwilach w postaci dwóch kresek na ciążowym teście. W zależności od sytuacji i osoby jest szok, niedowierzanie i próba stawienia czoła problemowi. Nawet jeśli niektóre z nich wyobrażają sobie, że to tylko pomyłka, wada fabryczna testu, to z czasem zdają sobie sprawę z tego, że będą musiały oznajmić najbliższym nowinę, która w ich przypadku jest chyba ostatnią rzeczą, o której chcieliby usłyszeć ich rodzice.

Juno

Niewiele jest filmów, które poruszają temat związany z ciężarnymi nastolatkami w sposób pozbawiony moralizatorskiego tonu. Większość produkcji tego typu zamawiana jest przez stacje telewizyjne, które w ten sposób realizują swoją misyjną działalność z hasłem przewodnim- ,,Ku przestrodze”. Kiedy w 2004 roku na ekrany kin wszedł film o nastolatce, która postanowiła oddać swoje dziecko do adopcji i wrócić do dotychczasowego życia, zachowując prowizoryczną odrobinę normalności, jego pomysłodawczynię – Diablo Cody okrzyknięto mianem skandalistki. Co przyczyniło się do takiej reakcji społeczeństwa? Zapewne oryginalna postawa głównej bohaterki- małoletniej Juno, niespotykanie dojrzałej jak na swój wiek i pewnie stąpającej po ziemi dziewczyny. Już sam wybór imienia młodej ciężarnej zasługuje na uwagę. Dociekliwy widz nawet bez wyjaśnienia, którego udziela sama Juno potencjalnemu ojcu, który miał wychować jej dziecko, odszuka informacje na temat rzymskiej bogini Junony, piastunki kobiecej egzystencji ze szczególnym naciskiem na sferę intymności i macierzyństwa.

Kiedy pierwszy raz rozczarowuje

Juno na pierwszego seksualnego partnera wybrała swojego przyjaciela- sportowca, muzyka-amatora o spokojnym usposobieniu. Nie był to zaplanowany z najmniejszymi detalami  romantyczny wieczór, tylko przypadkowy stosunek odbyty na starym fotelu między oglądaniem filmu a rozmową na niezbyt interesujący temat. Ten jeden jedyny raz zaowocował niespodziewaną ciążą.

Bohaterka filmu chcąc upewnić się o swoim błogosławionym stanie, trzykrotnie wykonała test ciążowy, bez zażenowania oddając mocz w toalecie pobliskiego sklepu. Kiedy już oswoiła się z myślą o rosnącym brzuchu, postanowiła poinformować o tym ojca oraz macochę. Zanim do tego doszło, Juno rozważyła różne możliwości, które byłyby najlepszym rozwiązaniem dla sytuacji, w której się znalazła.

Twórcy filmu nie uciekli przed problemem aborcji. Dziewczyna, przekonana o słuszności wykonania zabiegu, była o włos od aborcji. Powstrzymał ją, można by rzec, absurdalny argument –  informacja młodej obrończyni nienarodzonego życia o tym, że rozwijający się pod sercem Juno maluszek posiada już paznokcie. Ten namacalny szkopuł był niezwykle obrazowy i podziałał na wyobraźnię ciężarnej.
Nastolatka postanowiła urodzić i oddać dziecko do adopcji. W wyborze przyszłych rodziców swojego potomka pomogła jej najlepsza przyjaciółka. Ta kwestia zawiera również irracjonalny element –  dziewczyna szukała pary, która zaopiekuje się jej dzieckiem w gazecie, wśród chciałoby się rzec przyziemnych ogłoszeń dotyczących sprzedaży aut, zakupu mieszkania i ofert zatrudnienia.  I tak z gotowym planem na najbliższą przyszłość pojawiła się w salonie swoich rodziców, by obwieścić im, że zostaną dziadkami. Ich reakcja dla widza może wydawać się zbyt spokojna. Zaskoczeni wyznaniem dziewczyny spodziewali się innych rewelacji. Obawiali się kłopotów w szkole, albo z narkotykami, lecz myśl o ciąży nie pojawiła się na pierwszym planie. Obydwoje okazali swą wyrozumiałość i przez cały czas byli dla Juno wsparciem. Na szczególną uwagę zasługuje postawa macochy, która stanęła w obronie swojej pasierbicy, którą obraziła kobieta obsługująca aparat do USG, sugerując, iż najlepszym, co mogło spotkać nienarodzonego maluszka jest to, że jego młodociana matka zgodziła się oddać je do adopcji.

Najlepsi rodzice dla mojego dziecka

Małżeństwo, któremu Juno obiecała swojego maluszka, przeżywało kryzys, o czym główna bohaterka dowiedziała się na krótko przed porodem. Po latach starań Vanessa i Mark byli o krok od spełnienia największego marzenia, które jak się potem okazało, było istotne wyłącznie dla jednej ze stron. Kwestia bezpłodności nie została tutaj ukazana w formie rodzinnego dramatu. Twórcy filmu starali się podkreślić, że takie rzeczy się zdarzają, nie są one końcem świata, wyrokiem skazującym na życie z poczuciem niespełnienia i pustki. Fakt, iż dana para nie może być biologicznymi rodzicami, nie czyni jej gorszymi członkami społeczeństwa, ani nie zamyka przed nią drzwi do wychowywania cudzego dziecka.

Ojcem być…

Gdzieś w tym wszystkim jest Bleeker – ojciec dziecka. Można śmiało stwierdzić, że w tym związku, w  który zanim nie doszło do ciążowej afery nic nie zostało formalnie określone, to bohaterka filmu jest głową i szyją, mózgiem operacji. To Juno podejmuje decyzje związane ze swoim ciałem, zdrowiem i przyszłością swojego dziecka. Nie oczekuje od Bleekera pomocy, wsparcia, jakiejkolwiek pomocy. Obydwoje żyją własnym życiem. On, za jej namową nawet próbuje związać się z inną dziewczyną, czym ostatecznie rani zakochaną w nim matkę swojego dziecka. Rodzice Juno nie próbują interweniować u matki Bleekera, nie domagają się wzięcia połowy odpowiedzialności za ciążę, za skutki przypadkowego uniesienia. W końcu Bleeker zjawia się w momencie, gdy jest najbardziej potrzebny, by być opoką dla dziewczyny, która oddała mu swoja cnotę i serce.

Ku pokrzepieniu nastoletnich serc

Juno jest optymistyczną historią, wzruszającą bajką ze szczęśliwym happy endem. Mimo szczerego i prostego przekazu, wydaje mi się czymś niemożliwym do zaistnienia w naszym kraju, w społeczeństwie, które wytyka palcami nastoletnie brzuchy, obrzucając ich właścicielki epitetami, których nie chciałabym przytaczać. To ciepła opowiastka o dziewczynie, która mimo młodego wieku potraktowała swoją seksualną wpadkę jak coś, po czym można przejść do normalności i żyć jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło, wciąż być pyskatą, inteligentną, obeznaną w świecie małolatą, która siedzi na schodach przed domem swojego chłopaka i śpiewa z nim o tym, że razem można pokonać wszelkie przeciwności losu. Może żyję na innym świecie, ale nie potrafiłabym tak po prostu wyłączyć emocji, zapomnieć, że przez dziewięć miesięcy nosiłam pod sercem dziecko, oddać je obcym ludziom  i tak po prostu znowu być cieszącą się wolnością dziewczyną. Nawet jeśli miałabym świadomość, że dokonałabym dobrego wyboru, że w chwili zostania matką nie dałabym rady wychować młodego człowieka, zapewnić mu niezbędnych do prawidłowego rozwoju rzeczy, nie potrafiłabym tak po prostu być znowu szczęśliwą osobą.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ewa, 27 lat. Na swoje szczęście czekała 5 zim. Stara się pogodzić bycie mamą z egoistycznymi przyzwyczajeniami. Czyta, szuka informacji, słucha rad doświadczonych mam, próbuje znaleźć złoty środek i wychować córkę na dobrego człowieka. Póki co, widzi małą kopię siebie, która sprawia, że pełną piersią, czuje, że żyje.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Agusia Agusia

    Ciekawy film nie słyszałam o nim do tej pory . Ja uważam ze nie powinno się tak całkiem potępiać nastolatek w ciąży, szczególnie tych które decydują się urodzić dziecko. Należy szanować dziewczynę za to że nie usunęła tej ciąży, ponieważ niektóre młode dziewczyny chcąc pozbyć się problemu po prostu likwidują ciąże.Nie myślą o tym że mają w sobie dziecko ( jakim one same kiedyś były i ich matki dały im szanse na życie a one swojemu dziecku ją odbierają). Zresztą czasami częściową winę za nastoletnie ciąże ponoszą rodzice tych ciężarnych ( którzy interesują się wszystkim innym ale nie swoją córką i nie mają czasu na wychowanie jej czy na rozmowę) .

  2. iga iga

    ja zaszłam w ciążę jak miałam 18 lat. Niby nie tak znowu mało, ale w szkole patrzyli na mnie jakbym kogoś zabiła. czułam się jakbym zrobiła coś naprawdę strasznego. wiele osób się do mnie odsuneło. mowili, ze sa przyjaciolmi….teraz patrze na to inaczej. znajome, ktore sa w moim wieku teraz dopiero zakladają rodziny i maja dylemat – dziecko czy kariera. ja mam spokoj. dziecko do szkoly, a ja do pracy. i powiem Wam, ze jest doskonale.