Jest nas coraz mniej i mniej…Od 20 lat tendencja się nie zmienia

iStock_000013312015XSmallWedług danych GUS-u na każde 100 tysięcy mieszkańców w 2012 roku przybyła tylko jedna osoba. W 2011 roku liczba ta prezentowała się lepiej (dwie osoby), a w 2010 roku nieporównywalnie lepiej (osiem osób).

Jest nas coraz mniej

Szacuje się, że w 2012 roku urodziło się około 390 tysięcy osób. Od ponad 20 lat utrzymuje się okres nazywany depresją urodzeniową. Oznacza to, że niska liczba urodzeń nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń. Współczynnik urodzeń nadal utrzymuje się na poziomie 1,3 (czyli na 100 kobiet w wieku 15-49 lat przypadało 130 urodzonych dzieci). Dla tak zwanego bezpieczeństwa rozwoju demograficznego liczba ta musiałaby być równa od 2,1 do 2,15.

Dzieci rodzą się najczęściej w trzech pierwszych latach małżeństwa

Dzietność kobiet jest w Polsce istotnie determinowana liczbą zawieranych związków małżeńskich. W ostatnich latach ok. 80% dzieci rodziło się w rodzinach tworzonych przez prawnie zawarte związki małżeńskie, przy czym prawie połowa spośród nich rodziła się w okresie pierwszych trzech lat trwania małżeństwa rodziców. Systematycznie rośnie jednak odsetek urodzeń pozamałżeńskich. Na początku lat 90. XX w. ze związków pozamałżeńskich rodziło się ok. 6-7% dzieci, a w ostatnich latach – 17-20%. Odsetek ten jest wyższy w miastach – w 2011 r. wynosił ponad 23%, podczas gdy na wsi – niespełna 18%. Rosnący współczynnik dzietności pozamałżeńskiej może oznaczać, że zwiększa się liczba rodzin tworzonych przez związki nieformalne, a także wzrasta liczba matek samotnie wychowujących dzieci.

Ilość zawartych związków małżeńskich

Szacuje się, że w 2012 r. zawarto ok. 204 tys. nowych związków małżeńskich, tj. o blisko 3 tys. mniej niż rok wcześniej. Liczba nowo zawieranych małżeństw zmniejszyła się w czwartym roku z kolei, po wzroście w latach 2005–2008. Niekorzystna tendencja w zakresie liczby nowo zawieranych małżeństw z pewnością będzie miała wpływ na zmniejszenie liczby urodzeń w kolejnych latach. Współczynnik małżeństw był na poziomie zbliżonym do notowanego przed rokiem i wyniósł ok. 5,3‰.

Częstość zawierania małżeństw w miastach i na wsi jest podobna. Małżeństwa wyznaniowe (tj. zawarte w kościołach i jednocześnie zarejestrowane w urzędach stanu cywilnego) stanowiły w 2011 r. ok. 65% zawieranych prawnie związków (na wsi – blisko 75% wszystkich związków). Niezmiennie wśród nowo zawartych związków ok. 84% stanowią małżeństwa pierwsze, tj. panien z kawalerami (na wsi – ok. 90%). W ostatnich kilkunastu latach zdecydowanie zwiększył się wiek nowożeńców. W 2011 r. mediana wieku mężczyzny zawierającego związek małżeński wynosiła 28 lat, tj. o ponad 2 lata więcej niż w 2000 r., a kobiety – 26 lat, tj. również o ponad 2 lata więcej. W końcu 2011 r. w Polsce istniało 9109 tys. małżeństw. Od 2008 r. ich liczba wzrasta, tj. każdego roku liczba nowo zawartych małżeństw jest wyższa od liczby małżeństw rozwiązanych (w wyniku śmierci lub rozwodu).

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. inka inka

    No w Polsce chyba nikt się nie dziwi tendencji spadkowej „dzietności”? U nas państwo nie pomaga w niczym rodzinom posiadającym dzieci – wręcz przeciwnie, rzuca coraz to nowe przeszkody do pokonywania.

    • sosrodzice sosrodzice

      Też się nie dziwimy…ale chyba wolelibyśmy się dziwić, że jest dobrze, a nie korzystamy.

    • Przemek Przemek

      Bo to my mamy sami umieć się o siebie zatroszczyć, a państwo może jedynie uchwalić odpowiednie ustawy by nam w tym pomóc.
      Państwo nie jest od tego by nam dawać, a pomagać, wprowadzając odpowiednie regulacje prawne.

  2. mama kasi mama kasi

    i rady na to nie ma…

  3. monika06 monika06

    gdyby wszyscy polacy mieszkający poza granicami naszego kraju wrócili do swoich rodzinnych miast napewno te wszystkie statystyki byłyby inne;(
    niestety brak dobrej pracy albo w ogóle jej brak zmusiło wielu do emigracji gdzie założyli rodziny, jestem jednak optymistką i liczę że w końcu i u nas sie coś zmieni i bardziej będzie nas „stać” na dzieci;)

    • Dorota Dorota

      Ech…ja już sama nie wiem, czy się coś zmieni, ale postaram się zarazić optymizmem od Ciebie, Moniko :)

    • Przemek Przemek

      Polityka prorodzinna to nie pieniądze, a wzajemny szacunek, miłość i oddanie. Nie powinno mieć znaczenia, czy zarabia się 1000, 10000, czy 100000 zł.
      Wg was problem leży tylko w pieniądzach, a ile jest rodzin, które opływając w luksusach są nieszczęśliwymi rodzinami??
      Pieniądze nie załatwiają sprawy.

      • HelowaMama HelowaMama

        Święte słowa! Szkoda,że społeczeństwo do tego nie dorosło. Ostatnio próbowałam zapłacić szacunkiem w aptece , ale pani nie chciała o tym słyszeć i żądała trzystu złotych! Miłości nie chcieli natomiast w warzywniaku. Oddanie chętnie przyjąłby pan z mięsnego, ale chyba co innego miał na myśli.

        • Przemek Przemek

          Żałosne jest to, ze najwyższą, najbardziej pożądaną wartością są pieniądze.
          …a dług publiczny ciągle rośnie nieuchronnie zapędzając ludzi w kierunku niewolnictwa.
          Ludzie staja się niewolnikami pracy z powodu własnych długów, które zaciągnęli często tylko po to, by udowodnić coś sąsiadowi, koledze, czy bratu.
          Ludzie chcą luksusu, na który ani ich nie stać, ani jest im często do niczego niepotrzebny.

          No ale jak to stare przysłowie głosi: „syty głodnego nie zrozumie”, to ja dla odmiany, jako, że nie mam i nigdy nie miałem żadnego problemu z pieniędzmi i jestem z nimi oswojony od dziecka, tak na tej podstawie mogę powiedzieć, że sytość wcale nie daje szczęścia.

          Pieniądz to największa bzdura jaka kiedykolwiek została wynaleziona. Nie ma nic wspólnego z naturą w przeciwieństwie do nas i wszystkiego, co nas otacza. Pieniądz to wynaturzony obiekt pożądania, który ostatecznie doprowadzi nas do upadku.

          Masz świadomość, że wszystkie pieniądze jakie są w obrocie na całym świecie nie wystarczyłyby na spłacenie obecnego, światowego długu publicznego??
          Odsetki to pieniądze, które fizycznie nie istnieją i nigdy nie istniały. Odsetki to pieniądze, które trzeba będzie dopiero wyprodukować, a większa podaż pieniądza to większa inflacja i tym samym mniejsza siła nabywcza tego kapitału.
          Dług nie tylko Polaków, ale całego świata, to dług którego nigdy nie uda się spłacić.
          A co się dzieje gdy jesteś komuś winna pieniądze??
          Ten ktoś jest panem twojego stanu posiadania, jest twoim panem, a ty jego niewolnikiem.
          Gdy przestaniesz spłacać dług, bez względu na przyczynę, odda cie do sądu, otrzyma do ręki pisemny wyrok, który przekaże komornikowi, a ten zabierze ci wszystko co masz by tylko pokryć twój dług.
          Pieniądze to niewolnictwo.

        • Przemek Przemek

          Pieniądze to żałosny obiekt pożądania, który w rzeczy samej nie jest niczym więcej jak kawałkiem bezwartościowego papieru, który odrywamy od z rolki tuż przed zejściem z kibla.

          • HelowaMama HelowaMama

            Ja się ze wszystkim zgadzam. Mam chore dziecko, wiem, ile mogą znaczyć pieniądze.

  4. ewanka ewanka

    No ja mam czyste sumienie i spełniony obowiązek wobec państwa :-) mam troje dzieci. Na więcej zdrowie mi nie pozwala. A przede wszystkim budżet, bo nie jest sztuką zrobić dzieci, sztuka jest ich utrzymanie i wychowanie i dla tego państwo powinno się wziąć od tej strony, a nie w mediach nawoływać do robienia dzieci.

    • Dorota Dorota

      Ewanka, jesteś usprawiedliwiona :) Obowiązek obywatelski spełniony :D

    • Julia Julia

      Ja też czuję się poprawną obywatelką mając 2 dzieci. Na trzecie raczej się nie zdecyduję, ale 2 to i tak lepsza statystyka niż 1:1.

  5. Przemek Przemek

    Kiedyś, za czasów PRL mężczyźni, którzy osiągnęli określony wiek i wciąż pozostawali kawalerami, byli zobowiązani do płacenia z tego tytułu specjalnego podatku, zwanego potocznie „bykowe”. Może gdyby teraz kobietom nałożono taki podatek z tytułu nie wyjścia za mąż i gdyby odebrać im przywileje płynące z bycia matką samotnie wychowującą dzieci, sytuacja by się poprawiła?

    W dobie równouprawnienia kobiet i mężczyzn, kiedy to kobiety potrafią równie dobrze, a często nawet lepiej zadbać o byt materialny rodziny, mężczyzna co raz częściej jest kobiecie potrzebny jedynie do zaspokojenia potrzeby wynikającej z instynktu macierzyńskiego. Wielokrotnie ojciec dziecka nie ma nawet pojęcia, że jest ojcem bo matka nigdy mu się do tego nie przyznała.
    Uważam, że jest to nieuczciwe wobec mężczyzn.

    Wg mnie matka, która nie wskazuje ojca swojego dziecka, bez względu na powód, powinna być natychmiastowo pozbawiana wszelkich przywilejów wynikających z bycia „matką samotnie wychowującą dziecko”, a dodatkowo obciążona podatkiem w okolicy 25% dochodu, który byłby przekazywany na pomoc potrzebującym, na pokrycie odsetek od kredytu hipotecznego przykładnych rodzin.
    Natomiast w przypadku wskazania ojca, a jednocześnie nie będąc zainteresowaną związkiem małżeńskim z nim, nie powinna mieć żadnego prawa do wymagania od niego alimentów i także powinna płacić taki sam wyżej opisany podatek.

    Film ,który nasi rodzice oglądając w kinie w 1983r. mieli świetną zabawę, staje się naszą rzeczywistością i jeżeli nadal będziemy przyglądali się obecnej sytuacji nic z nią nie robiąc i nie wprowadzając odpowiednich restrykcji co do polityki prorodzinnej, za maksymalnie kilka dekad stanie się naszą smutną rzeczywistością, a mam tutaj na myśli film pt. „Seksmisja” J.Machulskiego

    Jednak żeby nie było niesprawiedliwości i żeby nie osądzono mnie o szowinizm, rodzic pozostający samotnie wychowującym dziecko wyniku rozwodu bądź uzasadnionej decyzji o nie zawarciu małżeństwa z ojcem/matką swojego dziecka z konkretnie z uzasadnionej przyczyny (zdrada, nadużywanie alkoholu i/lub innych używek powodujące patologię, przemoc w rodzinie etc.), której wina leżałaby po stronie któregoś z rodziców, rodzic taki powinien być obciążony 60% podatkiem, który w 30% przekazywany byłby na rzecz rodzica wychowującego dziecko, dzieci, a pozostałe 30% na ten sam cel, co w przypadku matki samotnej z wyboru.

    Takie działania wyeliminowałby nie tylko rosnący odsetek samotnych matek, ale dały by kres wielu innym patologiom obserwowanym w wielu obecnych rodzinach, a także dała by ogromna szansę na rozwój rodzin tworzonych przez normalnych, uczciwych ludzi, których nie jest stać na własny dom czy mieszkanie.

    PS.
    Nie jestem kościelny, nie chodzę do kościoła, nie uznaję kleru i ich nauk.
    Jestem 33letnim, uczciwym facetem, który chciałby stworzyć kochającą się rodzinę z normalna, uczciwą dziewczyną, a tych niestety jak na lekarstwo.

    • HelowaMama HelowaMama

      Faktycznie, jeśli zmusimy samotne matki do ślubu, to już nie będą samotne i problem zniknie. Ja się tylko dziwię, czemu nikt na to wcześniej nie wpadł. W końcu powstał kiedyś projekt walki z głodem i bezrobociem, polegający na tym,żeby głodni zjedli bezrobotnych. Samotne matki oddamy w jasyr starym kawalerom. Dzietność podskoczy, a że żywić się będą szacunkiem i miłością- będzie tanio.

      • Przemek Przemek

        Prawo nie działa wstecz, to co jest już „zepsute”, „zepsutym” zostanie, ale jeżeli ktoś chce coś zrobić porządek z obecna sytuacją, musi przeforsować ustawę, która zmusi nas do tego, by zmienić idiotyczne przyzwyczajenia, które prowadzą do unicestwienia naszej cywilizacji.

        20 lat temu osoba nie będąca w związku, a mająca więcej niż 30 lat była „starym” kawalerem/panną, co dla znacznej większości z nich było swego rodzaju piętnem. Dzisiaj jest się singlem, co jest jakimś chorym powodem do fałszywej dumy. Postrzega się takich ludzi jako dojrzałych, rozważnych, ostrożnych, którzy się „nie spieszą”…

        Jasne, a każdy z nich po wejściu do swojego mieszkania, wraz z butami i resztą garderoby, zdejmuje także maskę z fałszywym uśmiechem i zatapiając się w wygodnym fotelu przed telewizorem, topi swe smutki związane z samotnością w lampce chardonnay.

Zobacz również