Jesper Juul „Nie z miłości”

Po lekturze „Twojej kompetentnej rodziny”, książki, która delikatnie mówiąc nie zachwyca, po „Nie z miłości” sięgnęłam z dużą dozą ostrożności, żeby nie napisać „sceptyczności”… i choć trudno się przyznać, przeżyłam olśnienie. Nagle zrozumiałam, dlaczego autor ma taką rzeszę fanów, rodziców, którzy wyczekują z napięciem na każdą publikację i z zainteresowaniem słuchają jego wypowiedzi. Mój pech polegał na tym, że swoją przygodę z publikacjami duńskiego autora, rozpoczęłam od nie najlepszej pozycji. Ta, której recenzje przeczytacie poniżej, broni dobrego imienia i potwierdza jasną tezę, że nie wszystkie „dzieła” muszą być genialne.

Bądź szczery

Jesper Juul w „Nie z miłości” pisze o tym, o czym wiele osób podświadomie wie, ale nie chce się do tego przyznać. Mianowicie, że w rolę rodziców wkraczamy niepewnie, powielając znane schematy i idąc wytartą ścieżką postępowania, kroczymy po śladach naszych rodziców, dziadków… Zamiast pokazywać się dziecku takimi, jakimi naprawdę jesteśmy, staramy się wchodzić w „skórę” rodzica. Mówiąc to, co, sądzimy, że należy, a nie to, co naprawdę chcemy powiedzieć. Ciągle udajemy, co rodzi frustrację i wieczne zmęczenie…po każdej ze stron.

Juul nie ma wątpliwości, że rodzic zawsze powinien mówić NIE, kiedy naprawdę odczuwa, że chce to powiedzieć. Nawet kosztem chwilowego gorszego samopoczucia dziecka. Powinien mówić to w taki sposób, żeby nie było w tym fałszu: nie używając przesłodzonego tonu, dziwnych zdrobnień, a tym bardziej do pokazania własnego autorytetu nie powinien sięgać po argumenty, które mają wzbudzić lęk: po złość, przymus, czy karę. Gdy mówimy NIE, to samo musi mówić nasz ton, mimika twarzy i gesty. W przeciwnym wypadku dziecko szybko wychwyci fałsz i przestanie nas słuchać.

Nie wyrzekaj się własnych potrzeb

Jednym z głównych problemów rodzica jest wyrzekanie się własnego ja. Szczególny problem mają z tym mamy, które po urodzeniu dziecka, jak to ładnie ujęła jedna z blogerek, nagle zapominają o tym, że są także kobietami, czy po prostu ludźmi.

Oczywiście nie ma wątpliwości co do tego, że przez kilka pierwszych miesięcy opieka nad dzieckiem, wymaga w pewnym sensie „zapomnienia” o sobie…Trzeba na każdym kroku zaspokajać potrzeby dziecka, a nasze własne w naturalny sposób przerzucać na dalszy plan. Juul pisze, że ten czas trwa aż do 18 miesiąca życia dziecka. Moim zdaniem zdecydowanie krócej, ale nie w tym rzecz, żeby polemizować o to, kiedy zaczyna się naprawdę wychowywanie dziecka, ale o to, by tak szybko jak to możliwe z „robota spełniającego każdą potrzebę malucha”, zmienić się w człowieka, który ma własne życie, własne potrzeby, który może być czasami w gorszym nastroju lub który chce najzwyczajniej w świecie odpocząć.

Juul pisze wprost: kto neguje własne potrzeby, wkrótce poczuje, że życie go przerasta. Proste? Pozornie oczywiste, a mimo to tak wiele osób o tym zapomina… Kto będzie winny? Oczywiście rodzic, jednak niestety odpowiedzialność zostanie zrzucona na dziecko. To ono ucierpi na tym wszystkim najbardziej.

Rodzic to nie służący

Czasami jest prościej obsłużyć dziecko, zrobić coś za nie, nie czekać aż samo będzie potrafiło daną czynność wykonać. Jednak nie w tym rzecz, żeby było łatwiej, ale żeby było lepiej. Dla dziecka. W perspektywie długofalowej, a nie w danej chwili.

Jesper Juul zaleca, żeby w przypadku dziecka w wieku 18 miesięcy, malucha, który już pewnie porusza się na nogach oraz zaczyna sporo mówić, zmienić sposób postępowania. Systematycznie i konsekwentnie przechodzić z funkcji „obsługi” na funkcję „osoby rodzica”. Pokazując maluchowi, swoją osobowość, autorytet, wymagania, wartości i potrzeby.

Dlaczego to takie ważne? Ponieważ dzieci wiecznie obsługiwane, o czym przekonuje Juul, są podobne do maluchów z niektórych bogatych rodzin. Do dzieci, które większość czasu spędzają z opiekunkami lub wysyłane na różnego typu zajęcia, czy po prostu do żłobka. Każda towarzysząca im osoba jest w pewnym sensie służącą. Brakuje prawdziwych relacji międzyludzkich. Zwłaszcza szczerości, na którą nas stać jedynie wśród bliskich nam osób.
Juul widzi duże zagrożenie w pomieszaniu takich pojęć, jak instytucja i rodzina, wychowanie i pedagogika, rodzice i personel. Podkreśla, że sposób postępowania z maluchem w domu powinien być inny niż w przedszkolu, czy żłobku. Rodzic ma wyznaczać granice i mówić o własnych potrzebach. Czym innym są reguły i zasady panujące w instytucjach, w których przebywają dzieci, a czym innym jest po prostu życie.

Powtarzanie i konsekwencja

Jesper Juul buduje również inny sposób rozumienia konsekwencji. Zauważa, że rodzic, będąc kimś autentycznym, nie musi na siłę trzymać się wszystkich zasad. Najważniejsze są te, które odnoszą się do jego osobistego, nienaruszalnego kanonu wartości. Niczym zaskakującym w przypadku starszego dziecka jest również prośba, by maluch pozwolił rodzicowi przemyśleć własną zgodę lub jej brak. Nie należy się również bać dyskusji, podczas których szkolne dziecko będzie starało się przekonać do własnych racji.

Najłatwiejsze jest to, co początkowo wydaje się najtrudniejsze. Ciągłe powtarzanie przez rodzica między pierwszym a około czwartym rokiem życia, co dziecku wolno, a czego nie. Z czasem poprzeczka zostaje wyżej podniesiona…a wszelki fałsz i błędy popełniane w wychowaniu małego dziecka wychodzą na światło dzienne i bardzo trudno je zamaskować.

Dlaczego NIE rodzica jest takie ważne?

Ponieważ pozwala budować integralność. Uczy dziecko sztuki odmawiania. Daje mu oręż w postaci pewności siebie oraz przekonania, że nie na wszystko można się zgadzać. W ten sposób buduje poczucie własnej wartości i jest nie do przecenienia metodą obrony, w czasach, w których wrogość, prześladowania, agresja są na porządku dziennym.

Na koniec, by zachęcić Was do lektury tej cienkiej książki, oddam głos Juulowi:

Szczere i stanowcze NIE jest często lepsze dla dziecka niż wymuszone TAK. Wiele konfliktów w rodzinie powstaje wtedy, gdy rodzice nie są w stanie odmówić dziecku, chociaż chcieliby to zrobić. Jako rodzice musimy nauczyć się mówić NIE. Gdyby tego było mało, powinniśmy nauczyć się również pogodzić ze sprzeciwem na to NIE dziecka oraz konfrontacją ze wszystkimi jego konsekwencjami. Tylko w ten sposób możemy wychować silne, świadome wartości dziecko widzące jasne różnice między szczerym TAK i płynącym z głębi serca NIE.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.