„Jak wyhodować potwora? Antyporadnik dla rodziców”

Długo zastanawiałam się, jak zacząć dla Was recenzję tej książki i niestety ciągle mam mieszane uczucia. Lektura książki zaczęła się pasjonująco, pierwsze karty naprawdę zachęcały do dalszego czytania, uderzały, przykuwały do fotela, jednak im dalej, tym jakość wywodów Autorki niebezpiecznie się obniżała. Na miejscu merytorycznych spostrzeżeń, celnych porównań, błyskotliwych historii, pojawiało się coraz więcej frustracji, komentarzy niegodnych psychologa, a poukładana struktura i sam pomysł na książkę blakł, stając się nieznośny…

Pomysł na antyporadnik

Na półkach w księgarniach jest mnóstwo poradników. Wśród nich można znaleźć receptę właściwie na wszystko. Po lekturze wielu z nich można mieć wrażenie, że świat jest piękny, dla każdego taki sam, a człowiek w gruncie rzeczy nie wyróżnia się w jakiś szczególny sposób, bo można do niego zastosować zawsze listę uniwersalnych rad.

Hanna Nikodemska El Tairy nie próbuje stworzyć poradnika. Jej celem jest co innego: planuje pokazać, w jaki sposób współczesny świat oraz rodzice psują dzieci, gdzie tkwią przyczyny największych problemów wychowawczych. Robi to w żartobliwy i lekki sposób. Niestety miejscami mocno przesadza.

Czasami jest mądrze…

Na początek kilka fragmentów, które mogą pobudzić do refleksji.

Już we słowie wstępnym Autorka pisze:

„Antyporadnik ten nie został napisany po to, żeby nauczać, pouczać, czy moralizować (…). Naszpikowani hasłami w rodzaju miłość do dziecka, akceptacja potrzeb dziecka, dobro dziecka nieodmiennie chałupniczo i na skalę masową hodujemy potwory będące utrapieniem dla świata i samych siebie. Pomimo eksperymentowania z modelami wychowania i nauczania proces hodowania potworów nie został zahamowany, a nawet można zaobserwować jego znaczne przyspieszenie”. 

Dalej Autorka odnosi się nawet do wzbudzającej tak wiele skrajnych emocji nawet tutaj na stronie sosrodzice.pl dyscypliny:

„Kiedy przyjrzymy się, jak działają placówki oświatowe o światowej renomie, pierwsze, co rzuca się w oczy, to dyscyplina. Nawet dzieci z rodzin koronowanych głów, potencjalni następcy tronów, przyszli dyplomaci są oddawane do szkół, które stawiają na dyscyplinę, przestrzeganie norm i reguł, szacunek dla wykładowców/nauczycieli i sumienna, systematyczną pracę. Za złamanie przyjętych reguł są przewidziane konsekwencje, co uczy namysłu i odpowiedzialności za własne czyny”.

I dalej o strukturze rodziny:

„Rodzina to mały system o określonej strukturze. Dorośli mają w nim pełnić funkcję mądrych i wymagających nauczycieli oraz egzekwujących wykonywanie poleceń od dzieci. Stawiając mądre granice i określając to, co wolno, a co zabronione, co dobre, co złe, rodzic wprowadza dziecko w świat dorosłych powoli, stopniowo, ale konsekwentnie. Dzięki własnemu autorytetowi rodzic ma pewność, że w razie sytuacji krytycznej czy niebezpiecznej nie będzie musiał dziecku godzinami  tłumaczyć, na czym polega niebezpieczeństwo i czekać w napięciu, co maluch postanowi, tylko wkroczy, wyda polecenia i zostanę one wykonane. Dzieci należy przekonywać do samodzielności stopniowo, cały czas mając na uwadze ich dobro.”

Innym razem niepoważnie…

Co do powyższych stwierdzeń można się zgodzić. Jednak tuż obok jest też kilka dość kontrowersyjnych fragmentów: a to dotyczące feminizmu, a to polityki. Możemy przeczytać o mądrych Eskimoskach karmiących swoje dzieci piersią przez kilka lat, o naiwnych ludziach pijących złe, a wręcz ohydne mleko krowie, by zaraz dowiedzieć się, że Batman był niedobry, bo trzymał jedną dłoń pod stołem w trakcie posiłku. Miejscami ma się wrażenie, że książka jest za mało konkretna i poważna. Autorka przytaczając historie dotyczące swojego życia ,wydaje się sprawiać wrażenie pani psycholog, która nie lubi swojej pracy, postradała wszystkie zmysły, a swoich pacjentów traktuje z wyższością. Oczywiście takie odczucia nie dominują podczas lektury całej książki, ale pojawiają się zbyt często, by o nich tutaj nie napisać.

Czytanie utrudniają też literówki. Książka wydana jest niestety pod tym względem dość niestarannie, biorąc pod uwagę wysoki poziom innych publikacji wydawnictwa.

Plus się należy na pewno za podzielenie się „studiami przypadku” pacjentów i całych rodzin, z jakimi miała okazję pracować Autorka. Takie konkretne informacji, historie z życia pozwalają ograniczyć zapał rodzicielski do zbyt sporego eksperymentowania oraz ignorowania potrzeb swoich i dziecka. Może być sygnałem ostrzegawczym czy inspiracją na chwilę odpoczynku i pomyślenie: czy na pewno robię dobrze, do czego to wszystko prowadzi?

Kończąc: książka jest na tyle unikalna, że warto ją przeczytać. Jednak z zastrzeżeniami, o jakich wspomniałam powyżej. Miłej lektury!

Dziękujemy Wydawnictwu Prószyński S-ka o udostępnienie egzemplarza recenzenckiego książki.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ewa Ewa

    Uwielbiam wszelkie książki, które mają w tytule ,,Anty”. Muszę przyznać, że mnie zaintrygowałaś. Ciekawe- zwłaszcza z tym biednym Batmanem. Czyżby kolejna dowcipnisia, która próbuje oczernić dziecięcego bohatera?

    • Dorota Dorota

      Ewa, tylko znaleźć czas i czytać ;) Ciekawe, co byś powiedziała na propozycję Autorki (z jednej anegdotki) rzuconą do sali pełnej uczniów, czy jeden z chłopców zostanie jej Mężem i będzie miał z Nią dzieci :D