Jak rodzice robią małpki ze swoich dzieci…

Czasami mam wrażenie, że dzieci stanowią doskonałe „wypełnienie” towarzyskiej luki. Gdy spotykają się ludzie, formalnie należący do rodziny, ale praktycznie wcale sobie niebliscy, zaczyna się…Najpierw jest skrępowanie z powodu panującej ciszy. Potem grzeczne uśmiechy, wymiana kurtuazyjnych pytań i odpowiedzi. I dalej nic. Rozmowa się nie klei. Wzrok ucieka po ścianie, wędruje w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby stać się pretekstem do rozmów i zająć czas. Potrzeba motywu do przetrwania…uczynienia mijających chwil znośnymi.

No bo jak to tak, siedzieć i nic nie mówić?

Można nerwowo bujać nogą, przygryzać wargi, bardzo wolno pić herbatę. To jednak sprawdza się przez chwilę.

A potem co?

dziecko małpka

Potem często jest wspaniała myśl – dziecko.

  • A wiecie Marysia nauczyła się pięknego wierszyka o babci. No Marysiu, chodź tutaj, powiedz. Dlaczego się wstydzisz? No powiedz, zobacz babcia już słucha. No Kochanie nie wstydź się…nie chowaj się za nogą, tylko wyjdź na środek. Wszyscy na Ciebie patrzą, no już.
  • Mój Jasiu doskonale umie grać na flecie. Akurat tak się składa, że mam go w  torebce. To Jasiu, proszę, pokaż cioci, jaki z Ciebie super chłopak. Nie chcesz? No proszę, dla Tatusia…
  • Babcia chciałaby zobaczyć, jak Natalka chodzi. Natusiu no kroczek dla babci, no wstań z tej pupy, przecież już roczek skończony. No Kochana, krok dla babci, no już…

Dzieci – doskonały temat do rozmów

Dzieci to wdzięczny temat do rozmów. I dobrze, bo dzieci są dla nas ważne. Są radością dla wszystkich.

Dlaczego zatem o nich nie mówić?

Mówić, ale uważać, jak to się robi.

Niestety rozmowa o rozwoju córki czy syna w praktyce często przybiera karykaturalnych kształtów.

Nie wiadomo, kiedy i jak wpadamy w pułapkę porównywania.

Moja siedziała jak miała 5 miesięcy, a Twoja jeszcze nie? Ojej…Musi Cię to martwić (wcale mnie nie martwi). A mojej wyrósł ząb już w trzecim miesiącu, a Twoje jeszcze nie ma ani jednego (ząb mądrości u niemowlaka – wow).  My już chodziliśmy w wieku 10 miesięcy…a wy rok za wami i ciągle na siedząco, no szkoda, szkoda…

Działa to trochę jak targowisko, kto da więcej, kto poczuje się lepiej, kto kosztem drugiej osoby poprawi sobie humor. Najciekawsze są wypowiedzi tych rodziców, którzy wprost mówią, że to właśnie oni stoją za sukcesem dziecka. To zaskakujące, jak łatwo można ignorować naturalny rozwój kilkulatka i jak szybko wychodzą z człowieka kompleksy.

Pokazywanie, że nasze dziecko jest „lepsze” (wszak tak po cichu myśli prawie każdy rodzic, ale dopóki myśli i jest dyskretny nic się nie dzieje), udowadnianie tego całemu światu to oznaka braku taktu i wychowania. Miłość do dziecka, radość z jego postępów są naturalne, ale już dawania pstryczków w nos innej mamie i tacie niekoniecznie.

Kiedy rozmowa nie wystarcza…

Od słów trzeba przejść do czynów.

Jeśli samo zapewnienie, że nasze dziecko jest cudowne, najlepsze, zdecydowanie ponadprzeciętne, nie wystarczy, zaczyna się… etap „udowodnię to i zobaczysz, że mam rację”.

Wtedy rodzic oczekuje, że dziecko udowodni to, o czym mówi, pokaże wszystkich swoją „wielkość i ponadprzeciętność”. Do gry wchodzi małpka, którą sobie mama, czy tatuś kreuje. Zosia powie wierszyk, Bartek zagra, Marysia zatańczy.

Zdania te nie muszą wcale padać z ust rodzica.  O zgrozo bardzo często wypowiadają je…dziadkowie. I bez skrupułów grają emocjami malucha, który się wstydzi, krępuje i wcale nie chce wejść w narzuconą mu rolę.

Po czym poznać, że dziecko to już małpka?

Po mimice twarzy, gestach, po tym, z jaką „radością” przełamuje swoje zażenowanie, jak próbuje sprostać wymaganiom rodziców. Gdy kilkulatek krzywi się, płacze, mówi nieśmiało „A muszę?” – to sygnał, który nie powinien nam umknąć. Hop, hop, dziecko-małpka skacze tak, jak rodzice tego pragną.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Maria Maria

    Oj zgadzam się…znam to aż za dobrze…ech

  2. Agu Agu

    haha…dobrze napisane

  3. Aleksandra Aleksandra

    Hahah…Tak to jest niestety jak ktoś ma kompleksy. Smieszne i przykre zarazem

  4. Anna Anna

    ja nie chwale by zranić ale też nie będę patrzyć że czyjeś dziecko czegoś nie umie a moje umie to pozwolę mu pokazać co się nauczył jeśli to go cieszy

  5. Alina Alina

    Świetne przemyślenia

  6. Martyna Martyna

    bardzo ciekawe artykuł…mysle, ze sporo w tym prawdy, niestety rodzice nieswiadomie nieraz robia dzieciom krzywde

  7. manowce manowce

    jak się nie ma z kimś o czym rozmawiać, to po co się z nim spotykać? a dziecko to nie małpa w zoo, żeby sztuczki robiło.