Jak radzić sobie z bólem porodowym?

W zamierzchłych czasach rodzące skazane były na bolesny poród, co więcej ból porodowy traktowany był jako kara i brzemię ciążące na kobiecie za grzechy popełnione przez Ewę. Przeświadczenie to było tak silne, że osoby asystujące przy porodach i próbujące pomóc rodzącym zazwyczaj oskarżane były o  czary i kończyły na stosie. W dzisiejszych czasach stosowanie metod mających na celu przyniesienie ulgi rodzącej jest rzeczą naturalną. Ból porodowy nie spełnia żadnej funkcji, w żaden sposób nie pomaga kobiecie, czy mającemu się urodzić noworodkowi. Dlatego właśnie warto poznać różne metody łagodzenia bólu.

W artykule tym chciałabym przedstawić niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu porodowego. Są to metody, które nie zaburzają przebiegu porodu fizjologicznego, lecz z drugiej strony nie znoszą bólu porodowego całkowicie. Dla wielu rodzących są to więc metody wspomagające działanie metod farmakologicznych. Ze względu na ich neutralny, a czasami wręcz wspomagający wpływ na przebieg porodu (działanie takie przynoszą np. pozycje wertykalne czy immersja wodna), warto przynajmniej początkowo wybierać te metody łagodzenia bólu.

Jakie czynniki wpływają na odczuwanie bólu porodowego?

Skurcze porodowe bolą – to oczywistość. Warto jednak wiedzieć, jakie czynniki wpływają na odczuwanie bólu. Okazuje się bowiem, że na wiele z nich masz wpływ. Nie ma powodu, żeby cierpieć bardziej, niż to konieczne.

Ból porodowy może być spotęgowany przede wszystkim przez samotność i poczucie bezradności. Warto temu zapobiec. Osoba towarzysząca, która wspiera i wie, jak może pomóc podczas porodu to wielka ulga. Nawet obecność przyszłego ojca, siostry, matki, czy przyjaciółki może zmniejszyć poczucie dyskomfortu i odosobnienia, jakie przeżywa rodząca nieznająca otoczenia, ani personelu Sali porodowej. Pomoc doświadczonego i uprzejmego personelu medycznego wpływa na zmniejszenie poczucia bezradności. Wiele kobiet rodząc, zwyczajnie nie wie, co się z nimi dzieje, nie wie na jakim etapie porodu się znajduje, nikt nie informuje ich, co będzie dalej, na co mogą się przygotować. Nie znając sensu ani istoty działań podejmowanych przez położną czy lekarza, każda z nas czułaby się zagrożona, nie obdarzyłaby takich osób zaufaniem, bez którego przeżycia związane z porodem tracą na wartości. Dobra komunikacja między rodzącą a położną, znajomość otoczenia i poczucie bezpieczeństwa znacząco wpływa na nasz komfort, a co za tym idzie, na odczuwanie bólu. Właśnie dlatego zachęcam, do wizyty i poznania traktu porodowego przed rozwiązaniem, do obejrzenia sali, poznania personelu i zadawania pytania.  Zdobycie zawczasu jak największej wiedzy odnośnie porodu i miejsca, w którym ma on się odbyć na pewno wpłynie na Wasze poczucie bezpieczeństwa.

Kolejnym ważnym czynnikiem, który wpływa na odczuwanie bólu jest częste myślenie o nim, można nawet zauważyć, że niektóre kobiety wręcz czekają na ból. Pamiętajmy o tym, że są rodzące, które poród przechodzą prawie bezboleśnie, a z drugiej strony są i te, które od pierwszych pobolewań podbrzusza proszą o znieczulenie zewnątrzoponowe. Bierzmy pod uwagę, że odczuwanie bólu to sprawa indywidualna, zależna od naszego progu bólowego, psychiki i podejścia do niego. O skurczach należy myśleć, jako o środku do celu, a nie cierpieniu, pamiętaj, że choć skurcze są bolesne, nie trwają wiecznie. Na początku porodu, kiedy skurcze nie bolą, a jedynie są odczuwalne, warto pozostać w domu, zająć się innymi czynnościami (np. spakować się do szpitala, wziąć prysznic, przygotować łóżeczko dla malucha). Przyniesie to o wiele korzystniejszy wpływ na poród, niż przebywanie na porodówce od samego początku.

Co robić podczas porodu?

Wiele rodzących kobiet podczas porodu uskarża się na ból okolicy lędźwiowo-krzyżowej, w tym przypadku pomocna okazuje się osoba towarzysząca przy porodzie. Może ona masować miejsca, najbardziej bolące. Masaż taki pozwala rozluźnić mięśnie,  ponadto stanowi wsparcie dla kobiety, która na sali porodowej czuje się obco i samotnie. Jest to zarówno metoda łagodzenia bólu porodowego i  świetna metoda aktywizacji partnera. Pamiętajmy, że poród to zazwyczaj wydarzenie stresujące również dla osoby towarzyszącej,  pomagając partnerce czuje się ona potrzebna. Masaż wykonuje się zazwyczaj podczas trwania skurczu, kiedy kobieta odczuwa ból. Gdy skurcz mija, ból zazwyczaj ustępuje, a masaż nie jest konieczny. Warto jednak pamiętać, że to, kiedy i z jaką siłą wykonywany jest masaż zależy od rodzącej i jej potrzeb. Masowanie najlepiej wykonywać z użyciem oliwki (polecam zabrać ją do wyprawki porodowej), przy użyciu kolistych ruchów kciukami, lub „rozcierając” okolicę krzyżową. Pamiętajcie o tym, że masaż taki nie musi być wykonywany tylko wtedy,  kiedy rodząca leży, warto łączyć np. stosowanie pozycji wertykalnych z masażem.

Kolejnym, sposobem łagodzenia bólu jest immersja wodna. Jeżeli  na waszej Sali porodowej jest możliwość skorzystania z wanny, czy prysznica, a nie ma przeciwwskazań do ich stosowania- korzystajcie. Woda działa relaksująco, zmniejsza bóle, zwiększy dopływ krwi do łożyska, a co za tym idzie, również do dziecka, a także wpłynie na sprawniejszy przebieg porodu – zwiększa stężenie oksytocyny (hormonu odpowiedzialnego za skurcze macicy) i endorfin ( hormonów radości, które są wytwarzane w naszym organizmie podczas np. zakochania, orgazmu, czy jedzenia czekolady). Wiele badań naukowych pokazuje, że zastosowanie basenu porodowego zmniejsza częstość stosowania znieczulenia w stosunku do kobiet rodzących tradycyjnie. Moment zanurzenia w wodzie wybierze położna- najczęściej stosuje się je w momencie uzyskania rozwarcia szyjki macicy na około 5 cm. W  przypadku wcześniejszego zastosowania immersji możliwe jest zahamowanie czynności skurczowej.  Będąc w wannie, czy pod prysznicem, warto polewać brzuch i plecy strumieniem wody, pomoże to w rozluźnieniu mięśni, a także zmniejszy bóle krzyżowe.

Pozycje wertykalne oprócz dobroczynnego wpływu na przebieg porodu, zmniejszają również odczuwanie bólu. Podczas porodu macica kurczy się od jednego z jej kątów i wychyla się do przodu. Leżąc na łóżku porodowym, szczególnie w pozycji na wznak, dołączamy dodatkowy opór, który macica musi pokonać. Skurcze są wiec silniejsze i bardziej bolesne. Kobieta rodząc, instynktownie przybiera pozycje najbardziej odpowiednie w danym momencie. Sprzyja to szybszemu rozwieraniu szyjki macicy i prawidłowemu wstawieniu główki dziecka do kanału rodnego.

Drogie Panie! Nawet jeżeli jesteście podłączone do aparatu KTG (monitorujące skurcze macicy i akcję serca malucha), proście i pytajcie o możliwość wstawania i ruchu! W niewielu przypadkach ciągły zapis KTG jest koniecznością, często jest to po prostu rutyna. Rozmawiając z położną i wyrażając swoje chęci często jesteście w stanie wiele zmienić! Chodźcie, kucajcie, kręćcie biodrami, siadajcie na piłce porodowej, nie leżcie!!!

Prawidłowe oddychanie również wpływa na odczuwanie bólu. Analizując mechanizm oddychania: wdychając napinasz wszystkie mięśnie brzucha, wydychając, rozluźniasz je. Dlatego właśnie ważne jest, żeby podczas skurczu oddychać. Wstrzymując oddech, dodatkowo napinasz mięśnie i zmniejszasz dopływ powietrza do macicy (również do malucha, który zaczyna męczyć się porodem). Dlatego właśnie tak ważne jest to, jak oddychasz.  Szybkie oddychanie wdech-wydech-wdech-wydech zostaw sobie na koniec akcji porodowej, kiedy nie będziesz miała siły na świadome przedłużanie wydechu. Zbyt wczesne wprowadzenie takiego sposobu oddychania nie pozwala na usunięcie powietrza z poprzedniego wdechu, a w konsekwencji, świeży tlen nie może wpłynąć do płuc.

Prawidłowe oddychanie, we wczesnej fazie porodu skupia się na wydechu, który ma na celu rozluźnienie mięśni. Tak więc: przed skurczem głęboki wdech, na skurczu przedłużony wydech. Wydech powinien być dwa razy dłuższy od wdechu. Najważniejsza jest jednak prosta zasada – nigdy nie wstrzymuj powietrza podczas skurczu! Dotyczy to każdej fazy porodu (jedynie podczas parcia konieczne jest wstrzymanie oddechu). Pamiętaj o tym, że kiedy Ty nie oddychasz, nie oddycha też dziecko. Poród jest męczący również dla niego, a stały dopływ tlenu jest konieczny, dla prawidłowego przebiegu porodu.

Wielu kobietom podczas porodu pomagają, zapomniane przez wielu okłady. Stosowanie ogrzanych ręczników, butelek z ciepłą wodą (koniecznie owiniętych ręcznikiem, aby zapobiec oparzeniom!), ręczników zamoczonych w ciepłej wodzie naprzemiennie z woreczkami z lodem (również owiniętych np. w pieluszkę) lub ze schłodzonymi okładami żelowymi przynosi ulgę. Okłady stosuje się zazwyczaj w okolicy kości krzyżowej, okolicy podbrzusza lub na krocze, czyli w tych miejscach, w których ból najbardziej doskwiera.

TENS jest metodą wykorzystywaną na niektórych porodówkach. To przezskórna stymulacja nerwów obwodowych przez elektrostymulatory wysyłające impulsy elektryczne o niskiej amplitudzie. Stosowanie TENS polega więc na naklejeniu na okolicę lędźwiową kręgosłupa elektrod (dwie lub cztery), które połączone są kablami ze sterownikiem (wielkości pilota od telewizora, czy telefonu komórkowego). Stosując tę metodę łagodzenia bólu, rodząca sama decyduje o sile impulsu, jest całkowicie mobilna, urządzenie nie przeszkadza w chodzeniu, czy przyjmowaniu pozycji wertykalnych. TENS uruchamia dwa mechanizmy działające przeciwbólowo: blokuje impuls nerwowy, który niesie informację o bólu do mózgu i stymuluje wydzielanie endorfin.  Metoda ta nie wywołuje efektów ubocznych, a jej jedyną wadą jest to, że nie może być stosowana np. u osób z rozrusznikiem serca.

Przedstawione przeze mnie metody łagodzenia bólu nie znoszą go całkowicie, jak wspomniałam na początku artykułu, ale  powodują, że staje się on łatwiejszy do zniesienia. Wielu kobietom metody te nie wystarczają, należy wtedy podjąć decyzję co do wyboru metody farmakologicznej. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej w początkowej fazie porodu metody niefarmakologiczne okażą się pomocne i skuteczne. Pamiętajmy o tym, że nie przynoszą one efektów ubocznych zarówno dla dziecka jak i dla matki, gwarantują bezpieczeństwo, czego nie można powiedzieć o nawet najlepszych metodach farmakologicznych. Często okazuje się, że prawidłowa technika stosowania metod niefarmakologicznych jest wystarczająca (np. w wypadku szybko postępującego porodu). Każdy poród jest inny. Musimy o tym pamiętać. Pewne natomiast jest to, że wiele od tego jak będziemy go przeżywały zależy od nas samych, osób nam towarzyszących i personelu medycznego.

A na koniec drogie Panie zapraszam do dyskusji. Jeżeli nie rodziłyście-jak wyobrażacie sobie ból porodowy? A jeżeli jesteście już szczęśliwymi mamami- jak go wspominacie? Co w waszej opinii wpływała na jego odczuwanie?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Paulina- jestem studentka 3 roku położnictwa na Collegium Medicum w Bydgoszczy. Kierunek wybrałam z przypadku, ale zanim się zorientowałam, położnictwo stało się moją pasją. W przyszłości chciałabym pracować na sali porodowej. Moim marzeniem jest, aby każda kobieta traktowała swój poród i macierzyństwo jako najpiękniejszy okres w swoim życiu. Mam nadzieje, ze napisane przeze mnie artykuły pomogą przyszłym i młodym mamom, poradzić sobie z nową sytuacją, w której się znalazły.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. mama kasi mama kasi

    rodziłam przykuta do aparatury. w ogóle bez sensu…nie wspominam tych chwil najlepiej, a podobno może być mistycznie, pięknie i w ogóle wzniośle. u mnie tak nie było.

    • Paulina Pałka Paulina Pałka

      Czasami poród pod stałym nadzorem KTG jest koniecznością, i niestety nie da się tego ominąć. nie znaczy to, że taki poród nie może być „piękny i wzniosły”. Proszę pamiętać, że najważniejsze jest nastawienie! Leżąc w łóżku osoba towarzysząca może masować plecy, a rodząca skupiać powinna się na oddechu i na własnym ciele. Warto próbować. Życzę Pani, żeby kolejne porody przeżyła Pani aktywnie, tak jak to sobie Pani wymarzyła :)

  2. Ewa Ewa

    Chyba największą moja zmorą jest ból porodowy, dlatego tak długo odwlekam zajście w ciąże. Wiem, że ból nie ma znaczenia gdy przytulimy nasze dziecko do piersi zaraz po urodzeniu. Wtedy znikają wszystkie troski i zmartwienia. Ale jednak mam silną blokadę wewnętrzna, z która nie mogę sobie poradzić.

    • Dorota Dorota

      Ewo, ja z kolei miałam wręcz przeciwnie. Jako osoba, której się wydawało, że jest bardzo odporna na ból, szczerze niewiele o tym myślałam. Ciążę postrzegałam wyłącznie jako drogę do posiadania dziecka. Oczywiście wiedziałam o bólach pleców, czy niedogodnościach związanych z posiadaniem dużego brzucha: ale to właśnie one były dla mnie jedynymi minusami tego stanu. Ból związany z porodem wyparłam z psychiki. Skutek był taki, że na porodówce byłam mocno zaskoczona, że może tak mocno boleć i że ja jestem w stanie to wszystko znieść. Dlatego chyba Twoja obawa jest zdrowszym podejściem i jestem przekonana, że jeśli zechcesz, dasz radę sobie z nią poradzić. :) A na porodówce pewnie będziesz zaskoczona (w przeciwieństwie do mnie), że nie jest tak źle, jak zakładałaś ;)

    • Ewa Ewa

      Spokojnie, nie będzie tak źle! :) polecam przygotować się „psychicznie” do faktu porodu. Mi bardzo pomogła wizyta na porodówce na dwa miesiące przed porodem. Wszystko dokładnie obejrzałam, wypytałam położną o wszystkie nawet najgłupsze drobiazgi. To naprawdę niweluje ten wewnętrzny strach :) A w czasie porodu myśli się już tylko by wypchnąć Malucha i przytulić :) wreszcie zobaczyć :) nic innego się nie liczy.

    • Paulina Pałka Paulina Pałka

      W zupełności zgadzam się z panią Ewą! Myślę, że nie ma na świecie matki, która nawet przez chwilę nie zamartwiałaby się bólem porodowym. Co więcej, strach przed porodem ma swoją nazwę – to tokofobia. Według danych brytyjskich cierpi na nią co 6 kobieta! Ważne jest to, żeby strach ten przezwyciężyć! Wizyta na porodówce i rozmowa z położną naprawdę pomaga. Ból porodowy da się opanować ;)

      • Ewa Ewa

        Proszę bez „pani” :) Myślę, że możemy tu na forum mówić sobie po imieniu :)

  3. Ewa Ewa

    Wczoraj minęły 4 miesiące od porodu i ze łzami w oczach wspominam ten dzień :) Naprawdę miło wspominam pobyt na porodówce pomimo bólu :) Poród miałam wywoływany, więc nie było mowy o korzystaniu z prysznica, piłki czy worka… Przez cay czas musiałam leżeć pod zapisem ktg. Bóle miałam krzyżowe, więc lekko nie było-ale nie korzystałam ze znieczulenia zop. Jedynie dostałam dożylnie leki p/bólowe. Tak naprawdę największą ulgę przynosiło oddychanie. Pozycja na boku też była najwygodniejszą. Z perspektywy czasu nie wiem czy miałabym ochotę i siłę chodzić czy siedzieć na piłce. Na szczęście rodziłam 2 godz, więc wszystko było do zniesienia :) Życzę dużo sił, wytrwałości i powodzenia wszystkim Mamom, na które porodówka czeka z otwartymi drzwiami :) Drogie przyszłe Mamy- nawet nie zdajecie sobie sprawy ile sił w sobie macie! POWODZENIA!

    • Dorota Dorota

      Ewo, gratuluję! :) Masz rację, poród to chyba zawsze zaskakuje, gdy uświadamiamy sobie, ile kobieta potrafi znieść w tych trudnych chwilach…

  4. Klaudia Klaudia

    Bolało strasznie. Poród jako taki, można powiedzieć, że nie był bolesny jeśli chodzi o wyparcie główko, nie wiedziałam nawet i nie czułam, kiedy Maluszek się wydostał, ale bóle krzyżowe były okropne. Zwijałam się z bólu, weszłabym wtedy w najciaśniejszy zakamarek. Nikomu nie życzę takiego odczuwania bólu.

  5. Julia Julia

    Mój poród był jak koszmar. Ponieważ cierpię na kamicę nerkową i kilkakrotnie miałam atak kolki nerkowej lekarze powtarzali, że poród przy tym to będzie Pikuś. Niestety… Skurcze do 3-4 min trwające przez prawie 13h, do tego brak odejścia wód i brak rozwarcia tylko potęgowały ból. Ponieważ zaczęło się od naturalnego „oczyszczenia” organizmu po kilku godzinach nie tylko byłam na czczo i głodna, ale też nie miałam już sił. Koniec końców jak zaaplikowano mi oksytocynę zemdlałam. Mąż z lekarzem budzili mnie na skurcze… Niewiele pamiętam. Pamiętam tylko jak błagałam żeby to się już skończyło. To był koszmar. A najgorsze jest to, że dokładnie pamiętam i tamte chwile i tamten ból… Za 2 miesiące czeka mnie powtórka. Na samą myśl chce mi się płakać…

    • Paulina Pałka Paulina Pałka

      Pani Julio rozumiem Pani obawy, jednak warto spojrzeć na to z drugiej strony. Drugi poród zazwyczaj trwa krócej. Co do głodu- na niektórych porodówkach można przyjmować przejrzyste płyny, czy np. wypić rosół. Proszę pytać! Mam nadzieję, że tym razem będzie Pani dobrze wspominała poród. Proszę zastosować się do wskazówek i zaangażować męża.

      • Julia Julia

        Mąż pomagał jak tylko mógł – podawał wodę, masował, rozmawiał ze mną i uspokajał mnie, oddychał…
        Teraz poszłam po rozum do głowy i wybraliśmy szpital, który oferuje wszystkie aktualne „bajery” i techniki porodowe. Już nie chcę leżąc i będąc non stop podłączoną do KTG czekać na kolejne skurcze…

  6. Paskuda Paskuda

    Rodziłam 7 miesięcy temu, a w wolnych chwilach tuż po porodzie odtwarzałam w głowie przebieg całego wydarzenia raz po raz, żeby o niczym nie zapomnieć, aby jak najdokładniej zapamiętać tą chwilę. Miałam szczęście, że odzieciczyłam dobre geny i poród trwał krótko – niecałe 4 godziny i przebiegał tak szybko, że nie zdążyłam dostać znieczulenia. Teraz cieszę się z tego bo mimo bólu, dzięki wskazówkom położnej zarówno poród przebiegł sprawnie i przyjemnie (tak właśnie wspominam) jak i moje „dochodzenie do siebie” po porodzie. Jak teraz patrzę na moją pociechę to bez wątpienia wiem, że była to najwspanialsza chwila w moim życiu. MAGIA!!!

  7. miraga_ miraga_

    U mnie minęło już ponad dwa lata od porodu, ale nadal cięzko mi wspominać czas porodu. Właśnie ze względu na ten ból. Naprawdę myślałam, że tego nie zniosę.
    Jednak na pocieszenie przyszłym mamom moge powiedzieć, że relacji koleżanek wiem, iż to indywidualna sprawa. Więc pewnie nie macie się czego bać. :)

  8. Joanna Joanna

    Czytam wczesniejsze wpisy i stwierdzam, ze co kobieta to inne wrazenia i doswiadczenia. Julii wspolczuje szczerze takich wspomnien i jednoczesnie trzymam kciuki :-) Za drugim razem będzie prościej.
    Ja cala ciaze pozytywnie nastawialam sie do porodu. W pierwszych miesiacach towarzyszyl mi niepokoj zwiazany z rozwiazaniem. Jak to bedzie,czy dam rade. Ale im blizej bylo porodu tym bylam jakos spokojniejsza. Wiedzialam,ze panika tylko pogorszy sprawe a urodzic i tak musze, bo nikt za mnie tego niestety nie zrobi. Mialam duzo do namyslu, bo ostatnie 3 miesiace ciazy tylko lezalam, z pupa w gorze,aby przedwczesnie nie urodzic. Mimo,ze co miesiac potwornie cierpie jak zbiliza sie okres (dwa dni wyciete z zycia), to jakos ten fakt dodal mi odwagi do ‚godnego stawienia czola temu co bedzie sie dzialo na porodowce’. I powiem szczerze, ze tak naprawde jedynie bole parte byly dla mnie czyms obcym, nieznanym. To co dzialo sie wczesniej i to, jak wtedy bolalo, bylo juz tym, co kiedys przezywalam. Oczywiscie, ze nie jest to nic przyjemnego, wykancza i z minuty na minute odbiera sily. Porod chcialam przezyc aktywnie i tak tez bylo. Chcialam zeby byl ze mna mąz i tak tez sie stalo. Jedyne czego nie planowalam, to tego,ze dwa razy otworzylam oczy podczas porodu: ak kazali przejsc mi z pilki na fotel, no i w tym najwazniejszym momencie jak urodzila sie nam nasza coreczka. Nie wiem, czy moge polecic ten ‚sposob’ innym kobietom. Ale mnie to pomoglo. Pozwolilo sie wyciszyc, miedzy skurczami odpoczac i nabrac sil. Moze i przysypialam chwilami. Nie pamietam:-) Tak sobie stworzylam swoj swiat z tymi oczami zamknietymi, ze nie trafialo do mnie to,co mowila polozna. Po prostu jej nie slyszalam ;-) Cale szczescie,ze ktos czuwal. Mąż cierpliwie tlumaczyl i przekazywal mi to,co powinnam robic. I udalo sie;-) Z porodu na szczecie nie mam traumatycznych wspomnien i tego zycze kazdej kobiecie.

  9. Emilia Kacperska Emilia Kacperska

    Kochane tak szybko urodziłam, że o bólu zapomniałam. Poród trwał w sumie 2 godziny, do szpitala trafiłam już z 8 cm rozwarciem i nic wcześniej nie czułam, o dziwo to moje pierwsze dziecko. Po porodzie czułam się jakbym mogła góry przenosić, gdy zobaczyłam położną z wózkiem, a drugą z wyciągnietymi rekoma, by pomóc mi wstać, z uśmiechem powiedziałam, że sama pójdę na górę na salę poporodową, bo przecież nic mi nie jest :) Nie wiem skąd we mnie było tyle siły i energii, urodziłam córkę o 3.35, a zasnęłam dopieor nastepnego dnia o 22…. bylam taka podekscytowana. Jesli chodzi o ból porodowy to nie było tak źle, zbawienne sa te chwile pomiędzy parciami, kieyd można odpocząć i odetchnąć, najgorzej wspominam silne skurcze co chwila, które uniemożliwiają praktycznie wszystko – siedzenie, leżenie, chodzenie, ale z racji tego, że skurcze czułam przez około 40 minut nie było źle. Kobietki wszystkim Wam i sobie nadal życzę takich porodów :)

    • Ewa Ewa

      Bardzo podobnie wspominam poród, choć nie ukrywam, że po porodzie byłam strasznie wykończona. Niestety brak aktywności przed porodem i miesiąc leżenia w szpitalnym łóżku strasznie osłabiły organizm. Ale też nie mogłam spać, aż położna na mnie krzyczała, że mam się przestać gapić na dziecko i zasnąć w końcu, odpocząć :)

      • Dorota Dorota

        Hmm…a ktoś tutaj zasnął tak „normalnie” po porodzie? U nas nawet jakby fizycznie była w stanie (ale nie byłam – emocje, nowa sytuacja, itd), to byłoby to trudne to z powodu ciągle chodzących po salach położnych oraz wymuszania pozostawienia zapalonego światła w sali…odpoczęłam dopiero w domu. Dlatego cieszę się, że w szpitalu byliśmy tylko dwa dni.

        • Julia Julia

          Ja spałam jak niemowlę prawie tydzień. Działałam jak dziecko: budziłam się na cycka (co by dać), na siku, mąż mnie budził na jedzenie. I tyle mojej aktywności. Oj, dobrze mi się wtedy spało…

          • Ewa Ewa

            Generalnie miałam taki plan by w końcu zasnąć, Niunia najedzona- słodko spała więc pogasiłam światła na sali ( była na 2ce sama) i zdążyłąm zasnąć a tu wpada położna… Opieprzyła mnie, że światło musi być zapalone, bo muszę widzieć dziecko… Zastanawiałam się czy w końcu mam spać czy patzreć na dziecko ;p w szpitalu na oddziale położniczym byłyśmy 5dni więc o wyspaniu się tam nie było mowy….

          • Dorota Dorota

            Teraz to chyba już gorzej…ale dużo nie zostało ;)

          • Joanna Joanna

            Oj, podziwiam taki zdrowy sen po porodzie! Ja przymrużyłam może oko na godzinkę. Potem sen mój wydłużył się może do 2-3godzin. I wcale nie wyspałam się w domu.. Dopiero dzisiaj po tych 11miesiącach mogę powiedzieć, że ponownie poznaję co to dobry sen, o ile, tym razem, mąż nie zakłóci mi go swoim chrapaniem ;-)

  10. Ewa Ewa

    Wiadomo, że jest to potworny ból, ogromny wysiłek… Ale Dziewczyny, przecież to cud narodzin!!! Ja się popłakałam, że takie cudowne Maleństwo „wyszło” ze mnie… Warto było znieść ten ból i wszystkie niedogodności ciąży ( a miałam ich nie mało, bo już na miesiąć przed porodem leżałam w szpitalu).

  11. anusia12346 anusia12346

    rodziłam dwa razy pierwszy raz 7 godzin drugi 2 godziny .. wiadomo bolało jak diabli, jak idź i nie wracaj ale szybciutko zapomniałam kiedy tylko zobaczyłam synków bólu nie było i wspomnień z nim związanych też nie. jesteśmy do tego stworzone i tyle :) przy dwóch porodach miałam swoją położną za drugim razem rodziłam z gazem – rewelacja ;p widziałam położną potrójną , na męża krzyczałam że nóg mi nie ogolił ;p drugi poród był szybszy ale ból chyba troszkę większy

    • Ewa Ewa

      Też mieliśmy swoją położną i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie drugiego porodu bez niej :) Zastanawiałam się na gazem, ale niestety nie mogłam go dostać ze względu na ewentualne powikłania, których się spodziewano :). Może przy drugim porodzie się uda skorzystać z tej „atrakcji” porodówki ;p

  12. myszak myszak

    Pierwszego porodu nie bałam się bo całą ciąże żyłam przekonaniem, że prawie każda z nas to przechodzi i daje rady to ja też dam. Poród miałam bardzo szybki wiec co za tym idzie, baardzo bolesny. O takich metodach jak prysznic, czy skakanie na piłce miedzy skurczami nie było mowy bo potrzebowałam pomocy 2 położnych żeby przejść na drugie łóżko. Ale nie chcę tu nikogo straszyć… jak będzie mi to dane kiedyś i będę mieć drugie dziecko to nie będę się całą ciąże zamartwiać jak to będzie bolało… bo to jest kilka godzin… a to co się potem przeżywa, jak dziecko przychodzi na świat jest nie do opisania.

  13. myszak myszak

    Dodam też, że mi bardzo pomogła obecność męża, który siedział przy mnie. Zwilżał mi usta wodą, bo było tam potwornie sucho. Poprawiał rurkę z tlenem. Dodawał otuchy i powtarza wciąż „dasz radę”. Poza tym dawał mi poczucie, że w razie czego nie jestem sama. To cudowne że od początku chciał w tym uczestniczyć, choć rozumiem też racje mężczyzn, którzy absolutnie by się na to nie zgodzili. Nie można robić niż wbrew sobie.

  14. anusia12346 anusia12346

    własna położna jest udogodnieniem dla rodzącej cały czas była ze mną połozna bardziej się mną przejmowała niż kobietami które jej za to dodatkowo nie płacimy w sumie jest to smutne ale prawdziwe.

    • Dorota Dorota

      Nam położna właściwie nic nie pomogła. Piszę to z pełną odpowiedzialnością. Rodziłam sama z Mężem. Wysyłałam Męża, gdy czułam, że to kolejna faza porodu. Położna z wielką niechęcią sprawdziła i ze zdziwieniem stwierdziła, że rzeczywiście. W szpitalu, w którym rodziłam nie można było „przychodzić na poród ze swoimi położnymi”. teoretycznie można było „opłacić” tę, która była przy porodzie…Dla mnie jednak było to nieetyczne. Za idealizm się płaci, niestety…Chcieliśmy „podziękować” już po. Niestety nie było komu :)

  15. Emilia Kacperska Emilia Kacperska

    macie rację mąż przy porodzie to zbawienie :)

  16. anka484 anka484

    Myślę że najważniejsze przy bólu porodowym to nasze nastawienie. Bez dobrego nastawienia wiele metod nie zadziała. Ja bardzo sie balam bólu, i przyznam nie był on lekki ale jak już przyjdzie to wstępuje w nas ogromna siła do pokonania go. I każda z nas ma taka siłe tylko czasem o niej zapominamy. Warto wsłuchać się w siebie, wiem że to może jest troche ciężko bo jak boli to człowiek poprostu nie wie co ma ze soba zrobić, ale wszytko samo przjdzie. Jesteśmy tak stworzone przez naturę że wszystko co nam jest potrzebne do urodzenia dzidziusia mamy w sobie. Drogie mamy glowy do góry…najważniejsze to zaufać sobie:)

  17. anusia12346 anusia12346

    oj tak facet przy porodzie pomaga u nas było tak że nie mógł nic mówić bo mnie bolało jeszcze bardziej ściskałam jego rękę wbijałam mu pazury w plecy krzyczałam na niego a on jak myszka przestraszony;p dzielny :) pomogła mi sama jego obecność

    • Dorota Dorota

      Tak. Ale rola osoby towarzyszącej jest chyba nawet trudniejsza niż samej rodzącej. Jak sądzicie?

      • Joanna Joanna

        Sama nie wiem…. Mam kolegę, który najzwyczajniej w świecie zasnął przy rodzącej żonie :-/ Wybiła godzina 22.00 – ta, o której zazwyczaj chadzał spać i stało się… Przejęty przyszły tatuś po prostu zasnął przy łóżku rodzącej. Smutne prawda? Pytałam, dziś szczęśliwą mamę 4letniej córeczki, jak ona się zapatruje na powyższy fakt, który niestety miał miejsce. Odpowiedziała mi, że do dziś dnia nie wybaczyła mężowi, że zasnął w takich okolicznościach. I chyba wcale się nie dziwię! ;-)

        • sosrodzice sosrodzice

          Joanno, to może była reakcja na stres? Wyparcie? Czy ucieczka przed trudną sytuacją? :)

          • Joanna Joanna

            Właśnie chyba nic z tych rzeczy. To jest po prostu spokojny i bardzo opanowany człowiek! ;-) Albo może tak ufa i wierzy w swoją żonę,że stwierdził: „nic tu po mnie i tak żona da sobie radę beze mnie” :-)
            Mężczyźni potrafią zaskakiwać…

  18. anusia12346 anusia12346

    oj racja. wole chyba rodzić i się sama męczyć niż patrzeć na ból bliskiej mi osoby:) więc podziwiam wszystkich odważnych towarzyszy porodu:)

  19. monika06 monika06

    kiedy w końcu usłyszałam magiczne słowa w gabinecie ginekologicznym „gratulacje-jest pani w ciąży” była wielka radość i łzy szczęścia ale i niepewność i strach przed bólem porodowym.obecnie moja córcia skończyła rok a cało-nocny poród i tak wspominam bardzo dobrze….bolało jak chyba wszystkie z nas ale jestem dumna z siebie bo dałam radę;)))
    faktycznie bardzo ważne jest podejście szpitalnego personelu-pamiętam że pierwsze co powiedziałam po wyjściu na świat córki było dziękuję do połoznej….całą noc trzymała mnie za rękę i głaskała po głowie i ciągle powtarzała, że dam radę;))))
    pomocną bardzo okazała się piłka…..takie niepozorne ale nie bolało-jednak po 2 godz. już nie pozwolono mi siedzieć na niej bo zaczęłam mieć oznaki omdlenia, połozne okładały mi twarz zimnymi gazami i podawały wodę do picia;)
    nieoceniona też była obecność męża-wystarczyło że trzymał mnie za rękę;))))i to że był;))))
    gdy córka znalazła się na mojej piersi już nie pamiętałam tego bólu i teraz wiem, że nigdy nie chciałabym mieć cesarskiego cięcia;)))
    nie ma nic wspanialszego niż cud porodu pomimo bólu i skurczy…..

  20. Paula Paula

    Witam, a czemu w tekście nie ma słowa o porodzie w wodzie? Fakt, że w Polsce jest bardzo mało popularny,ale podobno, jeśli nie ma przeciwwskazań zdrowotnych i komplikacji w trakcie, to on jest najmniej bolesny. Mnie czeka tez wkrótce pierwszy poród i gdybym tylko miała możliwość i kasę wybrałabym wannę do rodzenia;)

    • Dorota Dorota

      Paula, jest o łagodzeniu bólu w wodzie. Spójrz na akapit, który zaczyna się od słów: „Kolejnym, sposobem łagodzenia bólu jest immersja wodna. Jeżeli na waszej Sali porodowej jest możliwość skorzystania z wanny, czy prysznica, a nie ma przeciwwskazań do ich stosowania- korzystajcie.” Pozdrowienia :)

      • Paula Paula

        Dorota, to,że można w wannie czy pod prysznice łagodzić bóle nie znaczy chyba, ze można tam urodzić:)Znaczy wydać dziecko na świat w wodzie. Chodzi o specjalne wanny – baseniki przeznaczone do porodu. A może któraś z czytelniczek tak urodziła?Widziałyście film „Narodziny jakie znamy”?

        • Dorota Dorota

          Tak, w wannie można rodzić. W artykule autorka skupiła się na łagodzeniu bólu i pod tym kątem napisała artykuł. :)

          • Paula Paula

            O tego to nie wiedziałam, bo to wszystko już wkrótce przede mną:) Ale chyba nie każdy personel szpitalny jest przygotowany do przyjęcia porodu w wodzie? A może temat ten jest tylko owiany jakąś niesamowitością a okazuje, ze się jest to o wiele bardziej prozaiczne? Tak jakoś się uparłam, ze w wodzie może to wszystko mniej boleć. Ale do tej pory nie poznałam żadnej kobiety, która tak rodziła:( Orientujecie się czy w któryś szpitalach warszawskich można tak rodzić?

    • Paulina Pałka Paulina Pałka

      Witam. Tak jak Dorota pisała- immersja wodna, czyli łagodzenie bólu przez zanurzenie w wodzie, a poród w wodzie to dwie różne historie. Ja w tekście skupiłam się na łagodzeniu bólu. Poród w wodzie to temat na kolejny artykuł. Paula- poród w wodzie to na pewno nie jest „rozdmuchany temat”- to na prawdę piękna rzecz, Jednakże w niewielu szpitalach jest odpowiednia wanna porodowa, czasem, nawet jeśli taka wanna jest, lekarze nie zgadzają się na poród w wodzie i stosowana jest właśnie immersja wodna ( czyli przebywanie w wodzie w I okresie porodu- podczas rozwierania szyjki macicy). Dodatkowo, aby poród odbył się w wodzie ciąża musi być zupełnie fizjologiczna, poród musi przebiegać bez komplikacji, a położna odbierająca ten poród powinna być specjalnie przeszkolona. Zapraszam do częstego odwiedzania strony- artykuł o porodzie w wodzie na pewno się pokaże!

  21. anusia12346 anusia12346

    ja przy dwóch poradach przez skurcze leżałam w wannie ale rodziłam na łóżku no i trochę pomaga lecz gaz jest fajniejszy i bardziej pomaga

    • monika06 monika06

      ciekawe jak z tym gazem?????
      tak się zastanawiam jakby ten mój poród wyglądał????
      sama z bólu już się smiałam z siebie a co by było po gazie to już sama nie wiem…….ale jeśli bedę mieć kiedyś taką możliwość napewno spróbuję;))))

      • Dorota Dorota

        Też się zastanawiam…Mi nikt gazu nie proponował ;)

      • Paulina Pałka Paulina Pałka

        O gazie na pewno wspomnę przy omawianiu „farmakologicznych metod łagodzenia bólu”. Nie każda porodówka ma na stanie taki gaz, a na pewno dużo zależy od tego jak gaz się stosuje. Prawidłowe oddychanie nim rzeczywiście może przynieść dużą ulgę. Wiele rodzących, używających gazu zapomina o nim, lub oddycha nim zbyt krótko, lub za późno, wtedy efekty są gorsze. W każdym razie gaz rozweselający- polecam ;)

  22. anusia12346 anusia12346

    gaz miałąm już prawie pod koniec ale zmniejszył boł o jakieś 60 %

  23. anusia12346 anusia12346

    nie wszystkie szpitale mają albo akurat mogą nie mieć ,,nabitej,, butli :)

  24. flower_84 flower_84

    Ja rodziłam wspólnie z mężem. Ja również miałam bóle krzyżowe,nie pomagało nic ani oddychanie ani ćwiczenia na piłce. Nasz skarb przyszedł na świat w styczniu…Na sali porodowej był kaloryfer,ponieważ nie było zbyt ciepło.Wpadliśmy z mężem na pomysł aby grzać pieluchę na kaloryferze i przykładać na moje bolące krzyże. Przyniosło mi to bardzo dużą ulgę. O skorzystaniu z ciepłej wody pod prysznicem całkiem zapomniałam,zresztą nie miałam siły na chodzenie. Pisząc o tym wszystkim,wróciły wspomnienia….pierwsze chwile spędzone z mężem i synkiem :) Pozdrawiam

Zobacz również