Jak podrzucamy dzieci…Czyli rodzice niczym kukułki

Podobno pozbywanie się dziecka to wielka umiejętność. Robimy to na wiele sposobów, często zaskakując innych własną pomysłowością.

Czasami czynimy tak z wielką niechęcią, wyrzutami sumienia, innym razem z premedytacją i wielką ulgą, ciesząc się, że dziecka w końcu nie ma obok a my odzyskaliśmy wolność.

Podrzucamy dziecko na pół godziny i szybko zaczynamy tęsknić. Pozbywamy się na dzień lub dwa, a czas nam tak szybko mija, że nie zdążymy nawet odetchnąć i już planujemy kolejny wyjazd córki czy syna…bez nas.

jak pozbywamy się dziecka

Podrzucamy dziecko do dziadków, by odpocząć. Czasami zostawiając dziecko na każdy weekend poza domem. Bo wolne i dziecko nie idzie w parze.

Zostawiamy u cioci na godzinę, by w końcu wyjść samej…choćby do sklepu. Chcemy odetchnąć, bo jesteśmy zmęczone, a w naszej głowie już dawno nie było cicho.

Pozbywamy się dziecka, oddając do przedszkola. Zwłaszcza w takie dni, kiedy nie jest ono do końca zdrowe. Katar to nie choroba, wysypka to od alergii, a kaszel to dlatego, że coś stanęło w gardle. Przejdzie.

Pozbywamy się dziecka, bo musimy iść do pracy, a szef niechętnie patrzy na kolejne zwolnienie.

Pozbywamy się dziecka, bo nie mamy wyjścia. Chciałybyśmy przebywać z córką czy synem dłużej, ale tak naprawdę zostaje nam 3 godziny dziennie – rano przed przedszkolem i dwie godziny przed snem wieczorem.

Pozbywamy się dziecka również na lotnisku, gdy okazuje się, że nie ma ono dokumentu. Dzwonimy do znajomej, która przyjedzie i zabierze malucha, a sami bez żalu wchodzimy do samolotu z myślą o świetnych wakacjach.

Pozbywamy się dziecka, gdy wyjeżdżamy do pracy za granicę. Nie możemy zabrać córki czy syna ze sobą. Pieniądze są potrzebne, a to przecież tylko na chwilę. Nieważne, że ta chwila trwa dłużej niż zakładaliśmy.

Pozbywamy się też dziecka, gdy jesteśmy obok, a myślami jednak gdzie indziej. Kiedy maluch podchodzi, a my nie mamy czasu. Dziecko chce się bawić, a my jesteśmy zmęczeni. Syn z zachętą podrzuca piłkę, a nam się po prostu nie chce. Kusi nas, by poczytać coś w internecie, a córka z uśmiechem wręcza nam kredki. Pozbywamy się dziecka, prosząc o spokój, którego tak bardzo potrzebujemy.

Pozbywamy się dziecka na wiele sposobów, codziennie. Bo myślimy o sobie, bo chcemy, by dziecko nauczyło się bawić samo, bo sądzimy, że nie da się inaczej. Bo jesteśmy egoistami. Bo nie dojrzeliśmy do roli mamy czy taty.

Tylko, czy „pozbywamy się” to odpowiednie wyrażenie? A może celowa prowokacja?

Często mówimy, że pozbywamy się dziecka, bo dziecko to nierzadko problem, którego chcemy się właśnie pozbyć….Czy w takich słowach nie wyrażamy własnej niechęci? A może to tylko litery tworzące niezbyt zgrabną całość?

Jest coś jeszcze, o czym nie można zapominać. Trudno wszystkie wymienione powyżej sytuacje porównywać. Czym innym jest chwila wytchnienia, której każdy rodzic potrzebuje, a czym innym nieodpowiedzialne zachowanie, na które nie można się godzić. Problem, że często nie widzimy różnicy między jednym a drugim i wszystkie zachowania wrzucamy do jednego worka.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Polecane tematy