Jak nadopiekuńczy rodzice robią krzywdę swoim dzieciom

Wielu rodziców sądzi, że nie poznał strachu ten, kto nie ma dzieci. Obawy towarzyszące rodzicielstwu mają być szczególnie dotkliwe, bolesne i silnie przeżywane, nieporównywalne z czymkolwiek innym.

Gdy rodzi nam się córka lub syn, stajemy się w naturalny sposób wyczuleni i…wrażliwi na jego potrzeby.  Nasze życie staje na głowie, bo w miejscu potrzeb własnych czy partnera stawiamy wymaganie maluszka.

Z czasem obserwując dynamiczne zmiany w rozwoju pociechy, godząc się na samodzielność i coraz bardziej zdecydowane sposoby poznawania świata, dojrzewamy do zachowania zdrowego dystansu, w pewnym sensie odpuszczamy, zmniejszając własne wpływy i zmieniamy swoją pozycję – lekko się wycofując, ale pozostając w gotowości, zawsze, gdy dziecko nas potrzebuje.

nadopiekunczy rodzice

Dzień po dniu uczymy się, że nie mamy wpływu na każdy aspekt dotyczący naszych dzieci. Czasami jednak nie potrafimy zaakceptować niepewności i potrzeby popełniania przez dziecka błędów. Stajemy się nadopiekuńczy…I niestety szkodzimy dzieciom. Zamiast je chronić, czynimy je zalęknionymi młodymi ludźmi, niegotowymi do samodzielności.

Nadopiekuńczy rodzice na ogół chcą chronić swoje dzieci przed krzywdą, od bólu i cierpienia, od nieszczęścia, złych doświadczeń i odrzucenia, chcą oszczędzić dzieciom rozczarowań i bólu. Często chronią dzieci przed, w ich ocenie, ryzykownym zachowaniem – nie wysyłają dzieci do przedszkola z obawy przed chorobami, odtrąceniem, naturalnymi konfliktami wśród rówieśników, zabraniają odważnej aktywności na placu zabaw, wspinaczek. Nadopiekuńczy rodzice zazwyczaj nie zauważają, że ich własne lęki przekazywane są dzieciom. Coś, czego tak nie lubią w sobie, zaszczepiają w swoich pociechach…


Czy jesteś nadopiekuńczy, Rodzicu?

Nadopiekuńczy rodzice nie są w stanie w sytuacji ryzykownej powstrzymać swoich reakcji. Na wszelki wypadek „chronią swoje pociechy”, krzyczą – „uważaj, bo spadniesz”, „nie jeździj tak szybko”, „nie idź tam”.

Lęk towarzyszy im w większości sytuacji, wszak właściwie w każdym momencie…coś czyha na nasze zdrowie i dobre samopoczucie. Nadopiekuńczy rodzice są…nadgorliwi. To wszyscy Ci, którzy zamiast pozwolić maluszkowi samodzielnie przygotować pracę na konkurs do przedszkola, siadają i wykonują zadanie za dziecko, by tylko maluch wygrał lub był wystarczająco wysoko oceniony. To wszyscy ci, którzy odrabiają lekcje za uczniów, zamiast dać dziecku wędkę…uczą jednego – „ja to zrobię lepiej, Ty lepiej nie próbuj”.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Sylwia Sylwia

    Ja zaczynam pracę z niemowlakiem. Przyglądam się jak łazi po łóżku. Kiedy zbliża się do krawędzi pilnuję, żeby nie spadła. Symuluję upadek. Pokazuję co się może stać. Jak dla będzie czuła lecąc i upadając na podłogę. Upadki są wkalkulowane. Gdy się przewróci, ocieram dziecku łzy i mówię że to nie pierwszy i nie ostatni raz. Na placu zabaw jestem obok. Nie krzyczę, nie każę na wszystko uważać, nie pokazuję gdzie stawiać stopy. To musi opanować samodzielnie. Po treningu w domu na meblach wie jak się poruszać po drabinkach. Babcie na placu zabaw zszokowane patrzyły jak moja niechodząca jeszcze 10 miesięczna córka wspinała się na czworakach na drewnianą konstrukcję. One tam wprowadzały za rączki trzylatki.

  2. Olimpia Olimpia

    nie do końca się zgadzam…nie cierpie określenia: „jak się nie przewróci, to się nie nauczy”, jeden z moich synów to dziecko – impuls, zero myślenia, gdyby nie nasza ciągła uwaga na nim skupiona, te upominanie:nie wchodź tam itd podejrzewam, że co tydzień byłabym na SOR-ze jak nie lepiej! to, że zleci z drabinki w żadne sposób nie wpłynie na to, że znowu tam wlezie i znowu spadnie. Wolę go pilnować niż odwiedzać dziecko w szpitalu albo martwić się o urazy głowy. Jego młodszy brat jest inny. Dzieci są różne i to rodzice najlepiej wiedzą gdzie jest granica.

  3. dorota dorota

    Wiecie ale nadopiekunczosc to taki nowy trend w wychowaniu. Az szok gdy pomysle jak mnie wychowywano (3lata i biegalam sama po podwroku, foteliki? Jakie foteliki do auta? Btw jakie pasy z tyłu??!) a teraz..

    • Adam Adam

      Jak oceniasz te foteliki do auta i pasy z tyłu auta – dobrze, że są czy nie? Postawiłaś znak równości pomiędzy nimi, a „trendem na nadopiekuńczość”, który jeśli dobrze zrozumiałem oceniasz negatywnie, dlatego pytam.
      Ciekawy wniosek, że nadopiekuńczość nie sprawia, że dziecko czuje się bezpieczniej w swoim otoczeniu, przeciwnie, wprowadza w „stan ciągłego napięcia, wynikającego z ciągłej czujność”. Rodzic za to ma poczucie (iluzoryczne niestety), że dzięki niemu nic złego się jego dziecku nie stanie.
      Pozdrawiam

      • mama mama

        Tak – to prawda – kiedyś było inaczej – mój brat miał 4 lata biegał po drobne zakupy – 500m od domu – nie w zasiegu wzroku, przebiegając przez uliczki osiedlowe… miał drobne – nie zawsze równo odliczone i do domu przychodził z resztą.
        Wszyscy generalnie w wieku 4-5 lat już biegaliśmy z innymi dziećmi… po różnych placach zabaw w okolicy…
        jak w bloku pojawiało się dziecko to była atrakcja – my 6-10 lat braliśmy malucha – samego (bez mamusi) – i się nim/z nim bawiliśmy :D

        Mój brat całe dzieciństwo – 2-5 lat – przejeździł w samochodzie na stojąco opierając się między fotelami pasażera i kierowcy – nie było sposobu by go ‚posadzic’.

        Ja swoją młodą zostawiam na placyku zabaw w centrum handlowym i się umawiamy że przyjdę za godzinę (zawsze jest to za wcześnie :D)
        ale od kiedy w wieku 3 lat sama wyszła z sali zabaw (gdzie była niby pod opieką i nie miała prawa wyjść)… nie opuszcza miejsca gdzie się umówiliśmy – pewnie gdyby nie tamto doświadczenie nie byłoby tak łatwo…

        ale my czesto rozmawiamy jak ma reagowac na obcych – porozmawiać chwilę może, ale pod żadnym pozorem nie może z nikim iść… jak powiedziałam, że przyjdę to przyjdę, jak nie będę w stanie – wyślę kogoś znajomego… nigdy obcego – i ona o tym wie.

        A jest bardzo samodzielna jak na swoje 5 lat…

  4. Joanna Joanna

    tak a propos…podobno dzieci najwięcej ryzykują, gdy rodzice sa blisko…i są przyzwyczajone do sprawowania nad nimi kontroli. mysle, ze dziecko musi sie sparzyc, inaczej sie nie nauczy. tak mysle, ale nie wszyscy musza sie zgadzac

  5. Milena Milena

    Ja również nie zgadzam się. Moim zdaniem, Nadopiekuńczy rodzice robią mniejszą krzywdę dzieciom niż Ci, którzy zajmują się nimi zbyt mało. Skrajności nigdy nie są dobre..

  6. Sylwia Sylwia

    Jedyne co może ograniczać rozwój zdrowego dziecka to jego rodzice.

  7. Monika Monika

    Nie jestem mamą nadopiekuńczą, pozwalam ba! zachęcam moje dzieci do samodzielnego poznawania świata i rozmaitych prób, jestem dumna, gdy okazują się odważniejsi, bardziej pewni siebie, niż ja byłam w ich wieku. Nie zmienia to jednak faktu, że odczuwam dojmujący, w zasadzie nieustający lęk o ich zdrowie i życie. Bez przerwy przez moją głowę przetaczają się wizje mrożące krew w żyłach. Czasami tracę dech patrząc na aktywność moich pociech w zabawie z sąsiadami :)
    To nie są fajne uczucia, ale do mnie należy wybór, czy im ulec, czy też zatrzymać swojego świra dla siebie – cieszę się, że zwykle udaje mi się go powściągnąć :)
    Nie chcę wychować lękliwych i nieporadnych obywateli…

  8. izabela izabela

    jestem mamą 3,5 letniej Zosi i na pewno nie jestem nadopiekuńcza wiem co to znaczy i pozwalam swojej córce na samodzielność jak widzę jak mamy robią wszytko za dzieci to obserwuje potem dziecko które mówi mama za mnie posprząta . Drodzy rodzice wyręczając wasze dzieci w czynnościach które dziecko może zrobić samo ograniczacie je w taki sposób że czuje się mniej dowartościowane jeśli już koniecznie to zróbcie to razem z dzieckiem .
    Pamiętajcie wasze dziecko stanie się dorosłe i co w pracy też będziecie wyręczać.Wiem co piszę .

  9. Turbo Turbo

    nadopiekuncze matki powinny być odizolowywane na wieki od dzieci i mieć zakaz zbliżania się do nich

Zobacz również