Infekcja? No to antybiotyk!

Czasy mamy trudne. Jednak to nie usprawiedliwia braku myślenia. Nie zawsze bowiem najłatwiejsze rozwiązania jest tym, które można uznać za najlepsze. Myślenie na zasadzie: podamy antybiotyk na wszelki wypadek, bo tak szybciej i łatwiej, jest bardzo groźne. Zarówno po stronie rodziców, jak i lekarzy. Nie pozwala bowiem na naturalne zbudowanie odporności dzieci oraz reakcji radzenia sobie z infekcjami. Warto dać czas i szansę, by maluch mógł się wychorować. Z miłości i troski do niego…

Antybiotyk…i po kłopocie?

Wielu rodziców przyzwyczaiło się myśleć, że antybiotyk jest dobry na wszystko. Wybierają lekarzy, którzy nie szczędzą dzieciom leków i sprawiają, że szybko „stają one na nogi”. Dobry jest ten specjalista, który skróci całej rodzinie trudny czas choroby. Niby wszystko wydaje się oczywiste, bo nikt nie lubi chorować, a patrzenie na cierpienie dzieci zmagających się z katarem i kaszlem bywa bardzo trudne, jednak mądrzy lekarze podkreślają, że troska o dziecko powinna polegać na potrzebie zbudowania u niego odporności.

iStock_000008767867XSmallMały organizm uczy się walki z infekcjami „w praktyce”, dzięki temu przy kolejnej okazji ryzyko złapania infekcji jest mniejsze.

Tam, gdzie nie jest to absolutnie koniecznie, nie poleca się podawać antybiotyków, ale zaleca się dać szansę organizmowi na poradzenia sobie z infekcją.  Zwłaszcza jeśli jest to infekcja wywołana przez wirusy (które leczy się objawowo, nie podaje się antybiotyków) i jeśli maluch wyszedł z okresu niemowlęctwa (pozostaje w dobrej kondycji i podanie antybiotyku nie jest konieczne).

Danie szansy maluchowi na stawienie czoła zagrożeniu to mądra decyzja rodziców (choć niewątpliwie niełatwa), dająca doskonałe efekty w przyszłości. Nie oznacza to oczywiście, że nie należy przynosić ulgi choremu, ale by leczyć infekcje objawowo, a nie poprzez bezmyślne stosowanie antybiotyków „na wszelki wypadek”.

Bomba z opóźnionym zapłonem?

Dlaczego to takie ważne, by dzieci wytworzyły naturalne bariery ochronne? Przede wszystkim dlatego, że w ten sposób:

  • będą mniej chorować,
  • okresy zachorowania będą krótsze,
  • będą odporniejsze na infekcje,
  • choroby będą miały łagodniejszy przebieg, a ryzyko powikłań spadnie.

Ponadto mniejsza ilość przepisywanych antybiotyków to mniejszy problem z mutującymi bakteriami, które stają się odporne na podawane leki i dużo groźniejsze dla ludzi. Profesor Sally Davies ostrzega, że antybiotyki to bomby z opóźnionym zapłonem. Ich bezrefleksyjne podawanie powoduje uodpornienie na ich działanie. W jej ocenie, na skutki dzisiejszych działań nie będziemy musieli długo czekać: za 20 lat zwykłe operacje mogą stać się dla ludzi śmiertelnie groźne, z powodu małej odporności na infekcje i ograniczonych możliwości leczenia ich.

Problem nie jest mały, również dlatego, że w ostatnich latach ludzkość nie wymyśliła zbyt wielu nowych antybiotyków. Dlatego naukowcy nie kryją, że jeśli nie powstaną kolejne leki, istnieje realne niebezpieczeństwo, że w przeciągu kilkudziesięciu lat lekarze nie będą mieli czym leczyć. Liczba „superbakterii” bowiem z każdym rokiem rośnie.

Co można zrobić?

Przede wszystkim należy uświadomić sobie, że nie każda choroba wymaga łykania antybiotyków. Antybiotyki są bezskuteczne w walce z infekcjami wirusowymi – przeziębieniem, grypą, ospą wietrzną, itd. Są wskazane jedynie w przypadku powikłań bakteryjnych.

Po drugie należy uzmysłowić sobie jak ważna jest higiena, która pozwala w znacznym stopniu ograniczyć rozprzestrzenianie się infekcji. Częste mycie rąk odgrywa tu kluczową rolę.

To bardzo ważne, bo jak podkreślają lekarze na całym świecie: rośnie liczba infekcji, których nie potrafimy skutecznie leczyć.

Warto zapamiętać!

Antybiotyki to leki stosowane w przypadku poważnych zakażeń bakteryjnych.

  • 70-90% infekcji dróg oddechowych u dzieci to infekcje wirusowe, których nie leczy się antybiotykami.
  • Antybiotyk to lek, który ma wspomagać działanie układu odporności, a nie je wykluczać.
  • Dobry lekarz nie zapisuje antybiotyków na każdą infekcję. Nawet w przypadku małych dzieci, u których infekcja rozwija się szybko, często wskazana okazuje się obserwacja i ponowna wizyta za 2-3 dni, kiedy po ocenie rozwoju choroby można podjąć lepszą decyzję dotyczącą konieczności zapisania antybiotyku.
  • Gdy lekarz chce zapisać antybiotyk, warto zapytać, czy podanie go jest koniecznie.
  • Nie nalegajmy, gdy lekarz nie chce zapisać antybiotyku. Poinformujmy jednak o tym, kiedy dziecko ostatnio miało infekcje, zwłaszcza, jeśli zakończyła się ona zakażeniem bakteryjnym.
  • Większość z antybiotyków jedynie hamuje rozmnażanie się bakterii, a nie zabija je w pełni. Dlatego tak ważne jest, by dać szansę dzieciom wytworzenia jak najlepszych mechanizmów obronnych, które będą w stanie stawić czoła mutującym wirusom i bakteriom.
  • Długotrwałe i często przyjmowanie antybiotyków osłabia odporność dzieci.

 

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. jadzia jadzia

    Nie naudyżywam antybiotyków. Po prawdzie prawie w ogóle ich nie podajemy. I tak jest zwyczajnie dobrze. Dzieci mają 4 i 6 lat i właściwie mogę policzyć podaenie im antybiotyku na jednej ręce.

  2. Io Io

    wszystko ładnie, każdy by tak chciał, czasem niestety dziecko trzeba „postawić na nogi” by się nadawało do żłobka, przedszkola itp. nie każdy może sobie pozwolić na „siedzenie w domu” bo z czegoś trzeba żyć, a najlepiej z pracy rąk własnych.. nadużywanie antybiotyków – na pewno nie, na wszelki wypadek – na pewno nie, zresztą pojęcie „antybiotyk” jest baardzo szerokie..

  3. nuna nuna

    wszystko z umiarem! a zdrowie jest najważiejsze…wygodniej wpychać dzieciom antybiotyki!