Ile może bloger?

Wiele blogów i stron internetowych nastawionych jest na rzetelne testowanie produktów, nawet jeśli ma ono polegać na subiektywnej ocenie smaku, czy walorów użytkowych, co zazwyczaj z góry jest podkreślane, zamiar jest jeden: podzielenie się własnymi wrażeniami czy opiniami i pomoc innym w podjęciu dobrej decyzji.

Często wpis, recenzja zapoczątkowuje dyskusję, która niesie wiele interesujących informacji o produkcie. Bloger reprezentuje społeczność internetu: w dużym stopniu niezależną i zdystansowaną wobec trendów dominujących w „realu”. Tu rządzi szczerość (często do bólu) i trochę inne zasady. Często, jak w poniższym przypadku, także niewybredne żarty czy „pajacowanie”.

Na czym polega testowanie?

Jedni po otrzymywaniu „produktów do testów” pozytywnie wypowiadają się o wszystkim (niejako z wdzięczności, co niestety przekreśla ich wiarygodność). Inni starają się zachować obiektywizm i chwalą to, co zasługuje w ich ocenie na wysokie noty oraz wskazują wady produktów, które w jakimś stopniu nie spełniają ich oczekiwań.

Duża marka kontra bloger

Duże marki obracające ogromnymi kwotami zatrudniają speców nie tylko od Public Relations, ale również prawników. Jeśli współpraca między jedynymi i drugimi nie jest prawidłowa, dochodzi do niemiłych sytuacji jak ta, o której od kilku dni jest głośno w internecie.

Mianowicie bloger: Piotr Ogiński, wydawca Kocham Gotować, który na jednym z nagranych filmików z testami produktów skrytykował Tatar marki Sokołów otrzymał od producenta pozew do sądu…Sokołów informuje o naruszeniu dóbr osobistych, zwraca się o nałożenie kary finansowej w wysokości 150 tysięcy i wpłatę jej przez blogera na konto pewnej fundacji.

Sprawa ma podwójne dno. Z jednej strony wielki producent Sokołów, który kieruje pozew przeciw „biednemu” blogerowi. Z drugiej strony bloger, który trochę zagalopował się w swoich „testach” i wypowiadanych słowach (zobacz, dlaczego „test” blogera merytorycznie był słaby). Jest też trzeci aspekt: internauci, którzy oburzeni zachowaniem pracowników Sokołowa piszą, co o sprawie myślą na FB. Jak grzyby po deszczu zamieszczane są nowe komentarze o tym, kto i dlaczego więcej produktów Sokołów nie kupi… Więcej na ten temat.

Jaki ma to związek z naszą tematyką? Dlaczego taki wpis na portalu dla rodziców?

Z prostej przyczyny: wielu rodziców prowadzi blogi i otrzymuje do testowania różne produkty. Istnieją też różne postawy w stosunku do testowania. Jedni traktują „sprawdzanie” produktu bardzo poważnie. Inni chwalą wszystko, zgodnie z zasadą: „dostałem za darmo, to muszę się odwdzięczyć”. Często dochodzi do kuriozalnych publikacji, w których blogerzy podkreślają „walory” aż za bardzo, tworzą przydługie wpisy i publikują mnóstwo zdjęć prostych produktów, o których przeciętny Kowalski powiedziałby dwa słowa…

 

Testowanie w internecie

Testowanie jest także różnie odbierane przez producentów, właścicieli sklepów, dystrybutorów. Jedni współpracują z wydawcami stron dobrze: dbając o dobry PR, inni niestety gorzej – wysyłając do testowania produkty przeterminowane, źle zapakowane, bez etykiet czy daty przydatności do użycia. Są firmy, które obrażają się na negatywne wyniki recenzji, są też takie, które starają się dowiedzieć, czemu dany produkt nie spotkał się z aprobatą i w ten sposób na bieżąco podnosić jakość swoich produktów.

Rzetelne testowanie jest opłacalne dla każdej ze stron: blogerów, wydawców stron i firm. Niestety nie wszyscy to rozumieją.

A Wy co o tym sądzicie? Czy wspomniany bloger kulinarny dobrze, że został ukarany za swoją niską pod względem merytorycznym recenzje? Czy Sokołów swoją decyzją nie zamyka ust internautom? Co o tym sądzicie? Jak wygląda dla Was rzetelny test produktu?

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Jola22 Jola22

    Bloger nie może rzucać słów na wiatr. Powinien być uczciwy w tym, co i jak robi, jak testuje, co pisze. Inaczej nie ma co liczyć, że ktoś zapanuje nad internetem. Na komentarze też trzeba zwracać uwagę. Hejterzy nie są anonimowi. Można sprawdzić, kto i dlaczego chce komuś zaszkodzić.

  2. Mariusz (smakpodniebienia.pl) Mariusz (smakpodniebienia.pl)

    Odpowiedź jest jedna. Bloger może wszytko co chce bo jest panem i władcą na swoim blogu. Pisze jak chce i ile chce. Pytanie co potem gdy ktoś o coś się doczepi co napisał.

  3. HelowaMama HelowaMama

    Unikam tego typu blogów.Czytam kilka literackich. Zaglądam czasem na jeden kulinarny dla alergików- nie ma tam nachalnej reklamy. Ogólnie drażni mnie to,że założenie bloga równa się powstaniu nowego specjalisty. Nagle wszyscy są znawcami kuchni, technologami żywienia lub stylistami. Wolność słowa wolnością słowa, ale należałoby brać odpowiedzialność za swoje „wypociny”. Nie rozumiem oburzenia blogera tatarem z paczki. Skoro kupujesz świadomie KONSERWOWANĄ żywność, nie dziw się,że odbiega od świeżej.

    • xxx xxx

      Zgadzam się z Tobą. Odpowiedzialność nawet na blogu musi być. Według mnie sprawa ta ma jeszcze drugie dno: kto wie, czy ten bloger nie został opłacony przez konkurencję. Coś on dość mocno chwalił wyroby konkurencji. Fakt: mógł sam je polubić albo ktoś mu w tym pomógł czy bardziej do tego przekonał, że jednak parówy innej marki są smaczniejsze. Z drugiej strony może więcej na tym rozgłosie zarobi i nawet te 150 tysięcy jakoś mu nie zaszkodzą

      • HelowaMama HelowaMama

        Fakt, gość jest już celebrytą! Wystarczyło przysmażyć tatar. To i tak lepsze, niż pokazanie tyłka:D

  4. Kinka Kinka

    Zapraszam do przeglądania yotube i demotywarów…aż roi się od wpisów na ten temat. Rzecz jasna nikt sokołowa nie chwali…fajna inicjatywa społeczna

  5. xxx xxx

    A jak świetnie z sytuacji wybrnął durex, którego prezerwatywy też były poddawane testom…słyszeliście?