Gorszy rodzic…

Polskie prawo rodzinne stworzono w 1964 roku. Dzisiaj wprowadza się do niego jedynie  kosmetyczne zmiany. Nie zmieniają one jednak oczywistych zapisów, według których dzieci…są własnością matek.Przepisy faworyzują kobiety i wręczają do dłoni broń niezbędną do toczeniu wojen z ojcami ich dzieci. A te chętnie z nich korzystają, bo jeśli mężczyzna zdradził, oszukał, zataił prawdę, nie odkrył wszystkich kart, nie okazał się tak doskonały i ciekawy, jak miał być, to won. Dzieciaka nie rusz i nie dotykaj. Jedynie płać. Znaj swoje miejsce i nie wtykaj nosa w nie w swoje sprawy. Prawa? Jakie prawa? Ojciec to ojciec, a matka jest tylko jedna. Jej dziecko potrzebuje najbardziej.

Od czego jest ojciec?

iStock_000003672511XSmallGdy stanowiono prawo rodzinne w Polsce, mało kto wyobrażał sobie czynny udział tatusiów w wychowywaniu dzieci. To kobieta była od opieki nad potomstwem. Od mężczyzny oczekiwano czego innego: zarabiania na dom.

Dzisiaj czasy się zmieniły. Ojcowie coraz częściej chcą czynnie uczestniczyć w wychowywaniu dzieci. Widzą swoją rolę szerzej niż tylko dostarczanie pieniędzy i zapewnianie środków na utrzymanie rodziny. Mają wiedzę dotyczącą tego, jak ogromne znaczenia ma obecność dwójki rodziców i ich współpraca, by wychować dziecko na „porządnego człowieka”. Niestety za zmianami społecznymi nie nadążają zmiany legislacyjne…przynajmniej w Polsce.

Takie same prawa?

Trudno winić sfrustrowane, czy często mocno zranione kobiety, które nie potrafią zapomnieć o krzywdach i decydują się na zerwanie kontaktów z ojcem swoich dzieci. Problemem nie są ich emocje, bo do nich mają one święte prawo. Kłopot leży gdzie indziej.

Mianowicie w prawie, które nie daje rodzicom tych samych praw, które prowokuje matki do patologicznych zachowań, odgrywaniu się na partnerze, upokarzaniu go, gry dziećmi, pokazywaniu ojcu dziecka miejsca w szeregu, bo to się opłaca i to daje poczucie „panowania nad sytuacją”. Dzieci są krzywdzone, bo osoby, które teoretycznie powinny spojrzeć na sprawę krytycznym i chłodnym okiem (sędziowie), zbyt często kierują się stereotypami i ustanawiają to, co podpowiadają im uprzedzenia i stereotypy.

Dziecko przedmiot

Gdy między rodzicami zaczyna się źle dziać, dzieci stają się eksponatem, rzeczą, towarem przetargowym, który ma decydować, ile tak naprawdę jest wart tata czy mama. Od maluchów wymaga się  rzeczy niewyobrażalnych: stawania po jednej ze stron, grania ról między skonfliktowanymi rodzicami, wybierania, kto jest lepszy, a z kim nie warto pewnych rzeczy robić.

Ojcowie, którzy musieli udowadniać przed sądem, że zasługują na „widzenia” z dziećmi, podkreślają, że ich rola sprowadzana jest do pozycji żebraka, który musi udowadniać, że na coś, co do tej pory miał pod dostatkiem (czas z dzieckiem), zasługuje.  Ojcowie podkreślają, że często pomówieni przez matki swoich dzieci, są karani przez sąd za coś, czego nie zrobili. Zostają pozbawieni dorobku życia, dachu nad głową, wszystkiego, co razem z żoną budowali przez wspólnie spędzone lata. Do tego samego domu wkrótce wprowadza się nowy partner matki i przybrany tata dla dzieci. Trudno nazwać tę sytuację „normalną”. Tym bardziej, że rodzice dzieci, nawet gdy mija czas, i gdy teoretycznie opadają emocje, często nadal nie potrafią na siebie patrzeć, a co dopiero rozmawiać ze sobą…Rozwiązaniem mogłyby być przymusowe mediacje? Jednak czy na pewno?

Jak to się robi w Stanach?

O tym, że nasz kraj dyskryminuje ojców wiadomo nie od dawna. Jednak jak rozwiązać ten problem? Przykładem mogą być dla nas inne kraje.

Kilka dni temu w zagranicznych mediach było głośno o sprawie matki z Pensylwanii, która walczy przed sądem o wyłączne prawa do 10-miesięcznej córki. Nagłówki dotyczące tej historii koncentrują się na „zakazie karmienia piersią”, o którym miała młoda matka usłyszeć od sądu, gdy przekonywała, że nie może oddać córki pod opiekę ojca na dwa dni (i dwie noce) w tygodniu, bo karmi piersią. Sąd nawet w tej sytuacji pokazał swoją stanowczość. Jeśli karmienie piersią ma ograniczać kontakty córki i z ojcem, należy przerwać karmienie piersią dziecka, które je już pokarmy stałe (kobieta nie wyobrażała sobie odciągania pokarmu).

Czy Sąd podjął słuszną decyzję? Czy może nakazać karmienia piersią lub wskazywać, że matka ma pokarm odciągać (przecież wiele mam nie potrafi tego zrobić oraz wskazuje, że nie chodzi tylko o pokarm, ale poczucie bezpieczeństwa)? Gdzie jest złoty środek i czy da się w przypadku małych dzieci rozstrzygnąć kwestię opieki tak, by było to sprawiedliwe? Czy karmienie piersią może stać się kartą przetargową i ograniczyć czas spędzony z ojcem?

Mnóstwo pytań, nie sądzicie?

 

Mam na imię Kinga. Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. xxx xxx

    To prawda, ojcowie mają przechlapane. Taka prawda. A taki układ jest ciężki również dla karmiącej matki. odciąganie pokarmu to nie takie proste zadanie, jak nietktórzy chcą sądzic…

  2. Małgosia Małgosia

    prawo w Polsce ..hmmm….jestem matką i nie mam juz kłopotów z ojcem mojej córki z którym jej nie wychowuję.On ma nową rodzinę ja również..jednak nie wyobrażam sobie żebym musiała się tułać po sądach w sprawie o wyłączne prawo do wychowywania córki . Mój ex nie sprawiał takich problemów ..inne owszem ale nie takie. Jednak nie wszyscy ojcowie są oddani swoim dzieciom, niekiedy walczą o nie na przekór matce by jej dopiec i postawić na swoim. Moja przyjaciółka jest właśnie w tej sytuacji , jej niezrównoważony ex właśnie w tym tygodniu zabrał ich syna z przedszkola bez jej wiedzy ..najgorsze jest to,że chłopiec ma jutro urodziny i zaprosił kolegów do domu a jego ” kochany ” tatuś pozbawił go przyjemności zabawy z kolegami i postanowił postawić na swoim bo tak ma byc i koniec i choć wiedział o zaplanowanej imprezie urodzinowej zrobił tak jak uważał i odda małego matce w niedziele ..morał..nie wszyscy ojcowie mają na uwadze dobro swoich dzieci a jedynie czubek własnego nosa i to by dopiec matkom swoich dzieci!

  3. daszka daszka

    Tak małe dziecko potrzebuje przede wszystkim matki, dopiero kiedy jej zabraknie można myśleć o zastąpieniu jej innym opiekunem,tylko kontakt z jednym”głównym” opiekunem daje mu poczucie bezpieczeństwa – traktowanie niemowlęcia jak zabawki i „dzielenie” go między rodziców jest pozbawianiem go właśnie tego prawa do normalnego i harmonijnego rozwoju. Gdyby ojciec je kochał NIGDY w sądzie nie starałby się o tak długą czasowo opiekę, która pozbawia je kontaktu z matką . Rozszerzanie kontaktów powinno następować stopniowo w miarę jak dziecko dorasta. Dla zdrowia emocjonalnego dziecka. Ojciec też jet ważny, jest uzupełnieniem matki – ale na tym etapie życia nie najważniejszy, jego rola wzrasta w późniejszym okresie. Tak było od tysiącleci, tak mamy genetycznie zakodowane i tego potrzebuje dziecko ludzkiego gatunku do rozwoju. Karmienie piersią jest tutaj ważne, bo jest to dla niego rzecz naturalna – tu nie chodzi tylko o mleko (chociaż jest ono zdrowe) ale o pewne przyzwyczajenie, bo tak małe dziecko potrzebuje jasnego rozkładu dnia i przewidywalności – spacer, zabawa, kąpiel, pierś – taka rodzina inaczej ustala ten harmonogram dnia ale ta powtarzalność jest dla takiego dziecka ważna. Współczuję dziecku takiego roszczeniowego ojca”właściciela”. Natomiast jeżeli matka złośliwie ogranicza kontakt z dzieckiem, który powinien być dostosowany do jego wieku, sąd powinien ograniczać alimenty – bo w Polsce najczęściej tacy „wyrzuceni” z domu ojcowie, którzy tracą dorobek życia, są jeszcze ciągani po sądach o alimenty.

    • Dorota Dorota

      Daszka, czyli nie ma równości (przynajmniej we wczesnych miesiącach życia dziecka) i równości być nie może? Z drugiej strony dwa dni a pięć dni dla matki wyklucza głównego opiekuna? Wiem, strasznie trudno to rozsądzić…

      • daszka daszka

        Dorota – dziecko każdego dnia potrzebuje stałego rytmu, już te dwa dni wyrywają je z niego. Opieka ojca nad tak małym dzieckiem powinna wtapiać się w rytm tego dziecka a nie go zaburzać. Poza tym ja jako ojciec wolałabym dla dobra dziecka (bo tutaj już tylko egoizm ojca się pojawia) zrezygnować z tych dwóch dni niż zarabiać dziecku możliwość spędzenia czasu z matką przy piersi. Karmienie piersią jest bardzo ważne i naukowcy odkrywają coraz więcej zalet i korzyści dla dziecka. Karmienie piersią to nie tylko pożywienie, ale dawanie dziecku miłości i tego poczucia bezpieczeństwa, które pozwala mu na odkrywanie świata. Poczytaj sobie na temat rodzicielstwa bliskości. Ja swoje dzieci karmiłam piersią do 3 roku życia. Wzięłam za wzór kultury pierwotne. Moje dzieci są odważne, nie są przestraszone i stłamszone.
        Walka między rodzicami nic nie da, będzie jeszcze gorzej.

        • mmm mmm

          Czyli dzieci, które były karmione MM są stłamszone i niepewne siebie? Spoko. Niektóre matki mogły by popełnić samobójstwo skacząc ze swojego ego na IQ.

    • Marek Marek

      Tak małe dziecko potrzebuje przede wszystkim matki, dopiero kiedy jej zabraknie można myśleć o zastąpieniu jej innym opiekunem,tylko kontakt z jednym”głównym” opiekunem daje mu poczucie bezpieczeństwa – traktowanie niemowlęcia jak zabawki i „dzielenie” go między rodziców jest pozbawianiem go właśnie tego prawa do normalnego i harmonijnego rozwoju. Gdyby ojciec je kochał NIGDY w sądzie nie starałby się o tak długą czasowo opiekę, która pozbawia je kontaktu z matką . Rozszerzanie kontaktów powinno następować stopniowo w miarę jak dziecko dorasta. Dla zdrowia emocjonalnego dziecka. Ojciec też jet ważny, jest uzupełnieniem matki – ale na tym etapie życia nie najważniejszy, jego rola wzrasta w późniejszym okresie. Tak było od tysiącleci, tak mamy genetycznie zakodowane i tego potrzebuje dziecko ludzkiego gatunku do rozwoju. Karmienie piersią jest tutaj ważne, bo jest to dla niego rzecz naturalna – tu nie chodzi tylko o mleko (chociaż jest ono zdrowe) ale o pewne przyzwyczajenie, bo tak małe dziecko potrzebuje jasnego rozkładu dnia i przewidywalności – spacer, zabawa, kąpiel, pierś – taka rodzina inaczej ustala ten harmonogram dnia ale ta powtarzalność jest dla takiego dziecka ważna. – G..PRAWDA

      • daszka daszka

        Marek – po prostu nienawiść z ciebie kipi, a brak ci merytorycznych argumentów. Mam nadzieję, że nie masz dzieci, bo taki tatuś jak ty to patologia. czego ich nauczysz? Nienawidzić? Są dziedziny, w których kobiety nigdy nie będą lepsze od mężczyzn – chyba ze zaprzepaszczą swoją kobiecość i staną się podobne mężczyznom. Tak samo nigdy ojciec nie będzie matką a matka ojcem. Każde ma swoją rolę do odegrania. Matka swoją, ojciec swoją. Taki jest porządek rzeczy.

  4. Marek Marek

    kodeks rodzinny i opiekunczy, tak jak i kodeks postępowania cywilnego uchwalono w 1964r.. później były nowelizowane, a orzecznictwo powstaje co roku na bieżąco.. żaden przepis nie mówi że dziecko jest własnością matki.. przepisy są ok, to stosowanie ich jest niewlasciwe, w przeważającej większosci przypadków niekorzystnie dla mężczyzn.. prawo mówi, że w razie rozwodu dziecko nalezy powierzyć temu z rodziców, który daje lepszą gwarancję jego własciwego wychowania, rozwoju itd.. to że wielu (NIE WSZYSCY) sędziów, „biegłych” od stolca koziego itp uważa że automatycznie matka jest rodzicem lepszym jest NADINTERPRETACJĄ przepisow.. kierowaniem się stereotypami i zwyczajną ciasnotą umysłową.. nasze społeczeństwo jest zacofane, swiadomość prawna i społeczna jest na poziomie miernym, faktem jest też, ze wielu mężczyzn nie jest w stanie wyobrazić sobie samodzielnego wychowania dziecka.. nic bardziej błędnego.. kodeksy są grube, jest tyle samo przepisów korzystnych co i niekorzystnych.. korzystne dla mężczyzny (i jego dziecka) orzeczenie sądu w przypadku rozwodu jeszcze jest rzadkie, jest trudne ale NIE NIEMOŻLIWE.. potrzeba troszkę determinacji, zaangażowania i wiary w siebie..jedyne, czego mężczyzna nie może to karmić piersią, wszystko inne może tylko zeby się chciało chcieć.. a wiellu „walczy” o prawo do kontaktów?? o to co się należy jak psowi micha.. sami sobie winni.. prawdą jest też jak napisane w artykule, że kobiety często bezwzglednie, cynicznie wykorzystują stereotyp „słabej” płci krzywdzonej przez wstretnego samca, ale urzedy już nie przyjmują tego bezkrytycznie, coraz rzadziej dają się nabierać.. jestem zywym przykładem tego ze stereotypy są dla tych co w nie wierzą :))

    • daszka daszka

      Marek, statystycznie rzecz biorąc kobieta bardziej nadaje się do wychowania dziecka jako główny opiekun niż mężczyzna, no chyba że mężczyzna ma problemy z męskością i ma mniej testosteronu. Wyjątkiem są sytuacje, gdy matka jest alkoholiczką czy narkomanką a przebywanie dziecka z nią jako z głównym opiekunem prowadzi za zagrożenia jego życia i zdrowia. Mężczyzna nie jest taki sam jak kobieta, mamy nawet inne mózgi, półkule mózgowe inaczej funkcjonują. Natomiast dla dziecka potrzeba obu wzorców wychowawczych determinowanych płcią – i matki o ojca. Od każdego rodzica czerpie coś innego. Przez miliony lat ewolucji układ hormonalny samic rodzaju ludzkiego dawał im jedno zadanie – bycie matkami i opiekunkami dzieci. Głupie wyroki sądu nie zmienią natury. Teraz kobiety chcą być identyczne z mężczyznami a mężczyźni z kobietami, ale nasz ludzki układ hormonalny nam na to nie pozwala. Żadna płeć nie jest lepsza, są inne. Ojciec powinien wspierać matkę w wychowaniu a nie jej to wychowanie utrudniać dziką walką o dziecko.
      W mojej rodzinie tak jest, ja jako matka i zona czuję się bezpiecznie – bo mój mąż zapewnia mi to poczucie bezpieczeństwa. Nasze dzieci czują się bezpiecznie, bo widzą, ze mama i tata się kochają – nie muszą wybierać pomiędzy lojalnością wobec matki i ojca.

      • mmm mmm

        No właśnie… matka jest matką i nie może być ojcem… ojciec jest ojcem i nie może być matką… dlatego kontakt z ojcem jest taki ważny. Przecież więć dziecko-ojciec nie powstanie z dnia na dzień w wieku 5 lat (dziecka). O to trzeba dbać od poczęcia. Moje dziecko w wieku 6 miesięcy już potrafiło okazać jak ważny jest dla niej tatuś. A najgorsze są właśnie matki idealne, niezastąpione.

  5. Betty Betty

    Wlasnie, zgdzam sie z Malgosia, strasznie duzo sie pisze ostatnio oprawach ojcow, a ja mam taka sytuacje ze tatus wcale nie chce znac swojego dziecka, i nawet nie znam ani jednegoojca po rozwodzie z malzonka zeby sie dziecmi zajmowal, tylko imprezki, nowe znajomosci , i tyle a ty matko walcz z nim w sadzie o kazda zlotowke zeby dziecko dobrze mialo. CZemu nikt niepisze artukolow o tym ze jest wiele wiecej samotnych matek, ktore z tatusiami o pieniadze musza walczyc, o bycie tata juz nie ma jak , bo prawo tego nie reguluje i zadnego tatusia nie zmusi zeby syna czy corke odwiedzil, a tatus taki to nawet dzieckiem sie w czasie weekendu nie zajmie, bo nowa milosc nielubi jego syna, ktorego ojcem byl przez 11 lat, a dziecko placze i co prawo na to ?

    • Dorota Dorota

      Betty, to prawda. Są różne historie i różne postawy ojców. W artykule jednak jest o tych ojcach, którzy chcą uczestniczyć w wychowywaniu a nie mogą.

      A ojciec, który zapomina o dziecku…to nie ojciec. Dla mnie to jasne.

    • Marek Marek

      to ze nie znasz nie znaczy, ze ich nie ma

Zobacz również