Gdy mama i tata mówią co innego…czyli „dobra” mama i „zły” tata

Rekompensata…

Matki zazwyczaj są skore do pobłażliwości względem dzieci, ojcowie wymagają więcej. Oczywiście, zdrowa dawka matczynej pobłażliwości nikomu jeszcze nie zrobiła krzywdy, jednak niektóre z nas tracą w tej materii zdrowy rozsądek. I tak od czasu do czasu spotkać można mamę, która od dziecka nie wymaga absolutnie niczego, ani w sferze dobrego wychowania, ani w samodzielności, ani w żadnej innej sferze. Karmi, pielęgnuje i usprawiedliwia w każdej sytuacji, nie przyjmując do wiadomości, że siedmiolatek naprawdę mógłby zjeść zupę sam. Zdecydowana większość ojców nie jest w stanie znieść nadopiekuńczych zapędów, chcąc więc „wyrównać” pobłażliwość mamy, stają się nazbyt surowi. Podział na dobrą mamę i złego tatę „dzieje się” sam.
Oczywiście, zdarza się, że to mama odpowiada nadmiernym pobłażaniem na surowość i wygórowane wymagania ojca, jednak nie ma znaczenia które z rodziców „zaczęło”. Taka postawa i tak prędzej czy później przyniesie szkody, nie tylko w relacji rodziców, ale również dziecku.

Wojna o wpływy

Wyjątkowo groźna odmiana wychowania a’la dobry/zły glina pojawia się gdy para postanawia się rozwieść. Teoria mówi, że rodzice dla dobra dzieci powinni znaleźć wspólny front, jednak praktyka sugeruje co innego. Zdarza się, że rodzice rywalizują o względy dzieci.
Mama nie pozwala na telewizję? Tata puści bajki do 22. Mama nie podaje słodyczy między posiłkami? Tata kupi torbę batoników. Łatwiej być uległym i pobłażliwym rodzicem, jeśli kontakty z dzieckiem ograniczają się do co drugiego weekendu. Niestety, tak osiągnięte zwycięstwo niesie za sobą opłakane skutki.
Naturalnie dziecko będzie lgnęło do tego, kto pozwala na więcej, ale nikomu nie przyniesie to korzyści,  stanie się jedynie przyczyną buntu i zarzewiem konfliktów.  Przegrają na tym wszyscy z dzieckiem na czele.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Anka Anka

    Niestety u mnie jest taka sytuacja, jesteśmy po rozwodzie…
    Były mąż pozwala na wszystko, a dzieciaki mają do mnie pretensji, bo w domu są inne zasady.
    Dodatkowo jego obecna partnerka próbuje grać „tę dobrą”.
    Serio trzeba mieć stalowe nerwy, by to przetrwać

    • Wioleta Wioleta

      tata pozwala na wszystko bo nie widzi dzieci za często i chce nadrobić pewnie zaległości . A dzieci wiadomo lubią wykorzystywać słabość rodziców i sytuację;) Dodatkowo obecność osób trzecich ..rzeczywiście niekomfortowa sytuacja

  2. xxx xxx

    Niestety bardzo częsty problem :(

  3. JestemZłymOjcem JestemZłymOjcem

    Każdy kij ma dwa końce. Najistotniejsze w tym wszystkim jednak jest to, aby słowa „dla dobra dziecka/dla dobra dzieci” nie były tylko wyświechtanym frazesem.
    Staram się z tym walczyć tu: jestemzlymojcem.blogspot.com