Gdy instytucja dziadków zawodzi…

Gdy przychodzi na świat upragnione dziecko i wyczekany wnuk, sytuacja między dopiero co debiutującymi rodzicami a tymi, którzy mają za sobą lata doświadczeń, nagle zaczyna się komplikować. Jest tym trudniej, im więcej skrajnych emocji towarzyszy temu układowi. Na porządku dnia pojawia się niepewność, troska, miłość oraz przekonanie o własnych racjach. Mieszanka wybuchowa. Sylwetki naszych bohaterek udowadniają, że babcia i dziadek to rzadko instytucja doskonała….

Gdy urodziła się Natalia, byłam taka zagubiona…a kiedyś było inaczej

Kamila, mama półrocznej Natalii, jest dzisiaj uśmiechniętą i wypoczętą kobietą. „To dlatego, że w końcu pogodziłam się z nową rolą, z jaką przyszło mi się zmierzyć”. – tłumaczy spokojnie –  „Nie dlatego, że Natik przesypia noce, bo nie przesypia. Uwierzyłam w to, że to ja jestem mamą i ja wiem najlepiej. To dało mi spokój i siłę. A że kosztem gorszych relacji z moją mamą? Trudno…Nie dało się inaczej”.

Kamila doskonale pamięta pierwsze tygodnie po porodzie, kiedy miała wrażenie, że świat zawalił się jej na głowę. Nie wiedziała w co włożyć ręce, czy płakać, czy z dumą spoglądać na córkę. Musiała borykać się z całą masą skrajnych emocji. Mąż szybko wrócił do pracy. Ona z dzieckiem i wszystkimi zmianami w jej życiu i psychice pozostała sama. Często gdy Tomek wracał wieczorem z pracy, by zarobić na potrzeby powiększonej rodziny, ona już spała z twarzą wciśniętą w poduszkę. Przestali się rozumieć. Obwiniała męża, że jego nie ma. On nie potrafił zrozumieć tego, że Kamila nie zauważa, że jemu też nie jest łatwo…

Telefony do przyjaciółek szybko się skończyły, bo każda miała swoje życie, pracę, obowiązki. Pozostała mama. „Sama nie wiem, po co ja dzwoniłam…. Czego oczekiwałam… Mogłam się domyślać, że to, co przeżywam nie spotka się ze zrozumieniem – tłumaczy Kamila – Przecież ona jest taka idealna. Sama wychowała czwórkę dzieci i nie miała żadnej depresji, nie wie, co to znaczy baby blues, a gorszy nastrój uważa za objaw słabości”.

Kamila przez kilka pierwszych tygodni słuchała o tym, że dziecko należy karmić co trzy godziny, że nie wolno pozwolić sobie na wiszenie „na cycku”, że jako matka powinna wiedzieć, co robić, że jej problemy są dziwne, że jej mama takich nie miała, że dziecko od razu spało w łóżku, mało płakało. Problem z karmieniem przez butelkę? Nie ma problemu. To przecież proste. Że dziecko nie chce wziąć butelki, bo woli pierś? To trzeba mu butlę wcisnąć!

Mijam dziadków z wnukami…

„Ciągle jakoś mi dziwnie, gdy widzę starszego mężczyznę pchającego wózek, czy babcię, która ze spokojem tłumaczy małej dziewczynce, co mijają po drodze. Taki widok towarzyszy mi od pierwszych tygodni po ciąży i jest ze mną do dzisiaj. Oliwier ma rok, a babcia i dziadek widują się z nim tylko przy szczególnej okazji. Mimo że mama już od wielu lat nie pracuje, nie ma dla nas czasu”.

Ola, mama rocznego Oliwiera, opowiada mi swoją historię. Nie wierzy w instytucję dziadków, która po prostu w jej przypadku nie sprawdziła się. Wszystko zaczęło się psuć, gdy przeciwstawiła się ze swoim chłopakiem rodzicom.
Kategorycznie oznajmili, że ślubu w ciąży nie będzie, że być może ten ważny dzień zaplanują w przyszłości i że z niczym nie chcą się spieszyć. Rodzice Mateusza (chłopaka Oli) układ ten zaakceptowali cichym milczeniem. Druga strona zareagowała bardzo gwałtownie i zaczęła się wojna.
Ciąża minęła na delikatnych docinkach, znaczących spojrzeniach, a z czasem na braku zainteresowania. Po porodzie gdy w szpitalu zjawili się „teściowie” z sokiem z domowej spiżarni, ubrankiem dla Oliwierka oraz obiadem w słoiku, jej rodzice od razu zwrócili się w stronę wnuka. Jej jakby nie było. Od tej pory przyjęli taktykę – liczy się tylko wnuk. Gdyby nie on, pewnie w ogóle by się nie widywali.
„I tak spotykamy się tylko u rodziców w domu. Tak jakby tylko nam zależało na tym, by mieli kontakt z Oliwierkiem. Sami nigdy nie mają czasu przyjechać. Mogę tylko pomarzyć o wspólnym spacerze, czy chwili wytchnienia. Moich rodziców nigdy nie ma. Na szczęście dziadkowie z drugiej strony sprawdzają się dużo lepiej”.

Głodzę dziecko…

Główne źródło konfliktów Patrycji z jej rodzicami to menu dwuletniej Julki. „Co chwilę słyszę, czym to ja jej nie karmię, że jak ona ma wyrosnąć na zdrowe dziecko, skoro wszystkiego jej zabraniam, a przy stole stosuję terror”.

Dziadkowie Julki poczuwają się do obowiązku karmienia dziewczynki. Gdy wnuczka nie chce obiadu, nie szkodzi, słodki kąsek ląduje wprost do buzi. Surowe spojrzenie córki, kwitują niewinnym uśmieszkiem. W końcu coś dziecko musi jeść, a rodzice są przewrażliwieni. Potajemnie dają Julce słodycze, zabierają na lody i wręczają drożdżówki. Dewiza jest prosta: szczęśliwe dziecko to najedzone dziecko. A że nie chce jeść warzyw i owoców? Oni nie mieli tego problemu, a Julce na pewno minie z wiekiem.

Babcia lepsza niż mama

„Nie chciałam takiego układu. Kuba miał iść do żłobka – opowiada Kinga – Niestety. Nie potrafił się zaaklimatyzować. Ciągle płakał, potem chorował, dałam za wygraną. Na nianię nie było nas stać, a ja nie mogłam zrezygnować z pracy. Musieliśmy zgodzić się na opiekę mojej teściowej. Wiele jej zawdzięczam, jednak nic nie jest tak, jak sobie wyobrażałam. Kubuś woli dzisiaj babcię, a ja jestem pozostawiona w cieniu. Być może dlatego, że to babcia rządzi, a ja…sprzeciwiam się, staram się tłumaczyć, prosić, błagać. Nic z tego. Kuba mimo że ma dwa i pół roku, widzi nasz konflikt. Widzi też moją słabość. Teraz wiem, że dziecko rozumie aż za wiele…”

Kinga nie zaprzecza, że Kuba ma dobrą opiekę. Wie przecież, że zajmuje się nim ukochana babcia. Ma niestety świadomość tego, że ona straciła już kontrolę nad wychowaniem syna. Zasady, które panują w domu nijak się mają do tego, na co pozwala i co toleruje babcia. Kinga wie, że niewiele może zdziałać, bo jej teściowa ma trudny charakter. Nie może też za bardzo naciskać, bo nie ma też innego wyjścia…Musi przeczekać jeszcze rok, potem Kuba pójdzie do przedszkola. Wtedy wszystko się zmieni.

Dziadkowie przeżywają drugą młodość

„Rozumiem, że każdy ma swoje życie. Ale chyba nie wymagam za wiele….- mówi Marta, mama trzyletniego Patryka i rocznej Amelki – Chciałabym tylko czasami wyjść spokojnie z mężem do kina, na zakupy. Chciałabym, żeby dziadkowie zajęli się dziećmi przez dwie-trzy godziny. Niestety, oni nigdy nie mają czasu…a gdy w końcu go znajdą, potem na prawo i lewo rozpowiadają, że są zmęczeni, że im ciężko, że robią tak dużo dla nas, że się poświęcają. Gdy tak tego słucham, mam serdecznie dość. Z chęcią bym zatrudniła opiekunkę, ale boję się…Zresztą, kto mi przyjdzie tak od czasu do czasu. Czy zresztą dzieci będą chciały zostać z kimś nieznajomym?”
Rodzice Marty są czynni zawodowo. Pracują, mają własnych przyjaciół, swoje pasje. Teściowie mieszkają na drugim końcu Polski. Marta nie pracuje, zajmuje się dziećmi. Patryka odprowadza do przedszkola, z Amelką zostaje w domu. Chciałaby od czasu do czasu odpocząć, wyjść razem z mężem. Niestety, zazwyczaj wychodzi sama dosłownie na parę chwil. Ktoś w tym czasie musi zająć się dziećmi. Z Amelką i Patrykiem zostaje mąż.

Przeczytaj, instytucja babci sprawia, że żyjemy dłużej.

Skąd te problemy?

Reklamy i filmy familijne rzadko pokazują prawdę. Relacje między rodzicami i dziadkami często wystawione są na próbę. Zwłaszcza, kiedy pojawia się pierwszy wnuk i każda ze stron musi nauczyć się nowych ról.

Problem jest wielopłaszczyznowy. Gdy pojawia się dziecko, młodzi rodzice przypieczętowują swoją dorosłość. Stają się odrębną rodziną o własnych planach, pragnieniach i hierarchii ważności.
Trzeba odnaleźć się w nowych relacjach. Dotychczasowi rodzice muszą nauczyć się nowej roli dziadków, ich dzieci zdobywają doświadczenie w nowej roli rodziców. Jest też dziecko, które wszystkie emocje i wzorce zachowań chłonie, obserwuje i stara się zrozumieć otaczający je świat.

Często znajduje się w oku cyklonu i zauważa, że spotkania z dziadkami to dla jego rodziców stres, a dla niego morze dotąd niedostępnych możliwości. Szybko orientuje się, że zasady ustanawiane przez jego rodziców tracą moc poza domem. Z czasem, gdy rodzice i dziadkowie nie wypracowują wspólnego frontu, zaczyna to wykorzystywać. Oczywiście ze szkodą dla siebie. Z tego powodu tak ważne jest, by rodzice i dziadkowie potrafili się dogadać. Nie tylko na płaszczyźnie dorośli-dziecko, ale również między sobą. Podstawa to szacunek, zrozumienie i dobre chęci. Jeśli jakiegokolwiek z tych czynników zabraknie, porozumienie zazwyczaj nie jest możliwe, a spotkania rodzinne stają się trudne, z czasem nie do wytrzymania.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ewa Ewa

    Na szczęście ja nie mam takich problemów jak te opisane przez Was :) moja mama przyjeżdźa na każdą moją prośbę, pomaga mi już od dnia porodu- ale nie narzuca swojego zdania, nie rządzi. Decyduje ja. Mama co najwyżej radzi lub proponuje. I gdy wrócę do pracy Mama zostanie z moją Córką. Mam nadzieję, że nasz taki układ relacji pozostanie taki sam gdy dziecko będzie większe :)

  2. ewanka ewanka

    moi też dziadkowie się sprzeciwiają :-( czasem jak już trzeba to z wielkimi łaskami przypilnują. Ciągle tylko powtarzają że chcą sobie odpocząć, moją swoje sprawy, my sobie radziliśmy nikt nam nie pomagał to i wy radźcie sobie sami :-(

    • Dorota Dorota

      Ewanka, niestety częściowo skądś to znam…Do problemu należałoby dodać syndrom Mamy Samosi, czyli robimy wszystko same, pomocy nie przyjmujemy. tak było kiedyś i niektóre osoby ze starszego pokolenia są zdania, że tak było lepiej…A gdy mama potrzebuje pomocy, to spotyka się z komentarzem, że „wychowanie dziecka to nie problem i niech nie przesadza”. Ot, życie…

  3. lk lk

    ewanka, trzymaj się i nie daj się :)

    • madzik22 madzik22

      Niestety na dziadków nie mogę liczyć, znaczy na rodziców. Wiecie co mi powiedzieli? Ze jak się wyprowadziołam na drugie osiedle (oddalone jakieś 10 km), to teraz mam cierpieć. Oni chcieli, żebym mieszkała w tym samym bloku. A że postawiliśmy na swoim to mamy to na co zasługujemy….

  4. Małgorzata Małgorzata

    Młode mamusie, miejcie trochę szacunku dla dziadków, którzy spełniają bardzo ważną rolę w rozwoju waszych dzieci. Zachowujecie się jakbyście tylko Wy rodziły dzieci, jesteście samolubne i zarozumiałe. Jak świat światem dzieci kochają dziadków i chcą mieć dziadków a wy tego chcecie zabronić. Jest to całkowity brak wiedzy i zrozumienia o magicznym słowie „Rodzina”.