Gdy dziecko woli opiekunkę….

To naturalne, że wielu kobietom nie wystarcza rola mamy, czy partnerki. Nie ma się czemu dziwić, że poza opieką nad dzieckiem, młode kobiety chcą realizować swoje pasje. To nie powód, by je winić za to, że mają jeszcze inne potrzeby poza przytulaniem, karmieniem oraz rozmową z niemowlakiem czy kilkulatkiem. Czasami wyjście na kilka godzin z domu pozwala zachować zdrowe podejście do życia i nie utracić szczęścia. Niekiedy jednak z różnych powodów ten czas wydłuża się do ośmiu godzin, a czasami trwa nawet dłużej. Na czas nieobecności mamy dzieckiem zajmuje się niania. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że są sytuacje, kiedy niania zaczyna w nieoczekiwany sposób wkraczać w kompetencje mamy i… ją zastępować.

Odwieczny problem

Teoretycznie wszystko wydaje się jasne. Psychologowie podkreślają, że niemowlę powinno mieć jedną, góra dwie osoby, które będą dla niego stałym, jednym i najważniejszym opiekunem budującym poczucie bezpieczeństwa. Niektóre poradniki idą jeszcze dalej. Sugerują, by nie oddawać dziecka, choćby na chwilę na ręce nikomu poza rodzicami przez trzy pierwsze miesiące życia, podczas których dziecko ma się zapoznawać jedynie z ciepłem i zapachem rodziców.

Praktyka jednak pokazuje, że bywa różnie. Nie każda mama jest w stanie i nie każda może opiekować się dzieckiem w domu aż do czasu, kiedy pójdzie ono do szkoły czy przedszkola. Jednym z rozwiązań w takiej sytuacji wydaje się wynajęcie opiekunki. Czasem fakt ten prowadzi do niemiłych konsekwencji. Poniżej zebrałam dla Was kilka wypowiedzi z for internetowych.

Mój Synek ma obecnie 17-cie miesięcy. Od 5-tego miesiąca życia pozostaje pod opieką niani, z której jestem bardzo zadowolona. Spędza z nią po 8 godzin dziennie i dodatkowo ja w co drugą sobotę pracuję.  Mimo wszystko każdą wolną chwilę w domu staram się poświęcić maksymalnie
Małemu. Siłą rzeczy ten czas jest krótszy i mniej efektywny, bo przecież  dochodzą jeszcze obowiązki domowe. Od jakiegoś czasu widzę, że moje dziecko  wyraźnie tęskni za nianią, płacze gdy ona wychodzi. Z nią od razu siada do zabawy, a ze mną jakby się nudziło. Może odnoszę złe wrażenie, a może to  tylko taki okres w życiu dziecka Nie wiem. Napiszcie coś. Poradźcie. Dziękuję. (forum gazeta.pl)

Koleżanka robiła karierę, dzieckiem między 7.00 i 19.00 zajmowała się opiekunka. Gdy dziecko zaczęło mówić „mama” do niani –
koleżanka zwolniła się z pracy i zaczęła szukać pracy, która pozwalałaby jej być  z dzieckiem zdecydowanie dłużej niż godzinę dziennie. (forum gazeta.pl)

Na autorytet każdy pracuje sam. I to nie jest wina niani, kiedy powracający z pracy rodzic jest witany wypychaniem przez drzwi, płaczem i uciekaniem do niani na ręce. Albo że dziecko uważa jakieś słowa i zajęcia z nianią jako ciekawsze i stojące bardziej za nim, od tego co robią rodzice.

Faktem jest, że niania zawsze ma tę przewagę nad rodzicem, że jest tylko dla dziecka, na każde jego zawołanie, nawet kiedy mu pokazuje, iż jako dorosły ma inny świat zainteresowań – czyta sobie gazetę, rozwiązuje krzyżówkę, robi coś w kuchni, co robią tylko dorośli itp. Dziecko to świetnie rozumie i tym lepiej identyfikuje z taką osobą, bo samo też potrzebuje czasem poszukać czegoś dla siebie i pobyć we własnym świecie, żeby nikt na nie nie patrzył (a przynajmniej udawał, że nie widzi). Ale faktem jest też, że ściganie się z nianią przez jej dezawuowanie, krytykowanie w obecności dziecka, jakie to wszystko, co zrobiła było nieudane, nie ma nic wspólnego z budowaniem autorytetu, pomimo że czasem skutecznie wbija dziecko w poczucie zdrady wobec rodziców i wyrabia odruch ukrywania emocji. (dla odmiany wypowiedź niani z forumpomocedomowe.pl).

Są plusy, są minusy

Lepiej odczuwać zazdrość, że dziecko bardzo lubi nianię i mieć poczucie, że coś nam umyka, co będzie nas mobilizowało, żeby spędzać z maluchem aktywnie i w pełnym zaangażowaniu czas, niż wychodzić z domu w stresie, że dziecku dzieje się krzywda. W gruncie rzeczy łatwiejsze jest zaakceptowanie uśmiechu na twarzy i oglądania słodkiego „papa” niż krzyku i wiszenia na klamce. Oczywiste? Zgadzacie się z tym? Tak jest często niestety tylko w teorii…

Natura ludzka jest taka, że często chcielibyśmy mieć wszystko:  możliwość rozwoju zawodowego oraz dziecko, które będzie nas stawiać na pierwszym miejscu. Niestety wychodząc do pracy, trzeba się liczyć z tym, że to niania, która przebywa z dzieckiem po 8-9 godzin, a czasami jeszcze dłużej tak naprawdę staje się kluczową osobą w jego życiu. W takiej sytuacji to niania w dużym stopniu wychowuje nasze dziecko i to ona często jako osoba w pełni spędzająca z nim czas (zwłaszcza gdy nie musi gotować, sprzątać), staje się dla dziecka pierwszym i najważniejszym opiekunem. Niekiedy maluch zagubiony w takim układzie, wręcz opiekunkę zaczyna nazywać „mamą”. To do niej się przytula, gdy się przewróci i to z nią się chce bawić, nawet wtedy, kiedy do domu wrócą rodzice.

Dla swojego usprawiedliwienia nianie podkreślają, że dziecko wie, kto jest jego mamą. Nie oznacza to jednak, że to rodzice będą dla niego najważniejsi. Wiele przykładów pokazuje, że jest zupełnie inaczej. I czy tak jest dobrze?

Miłość do przedszkolanki

Dziecka nie wychowujemy dla siebie. Mimo to wiele osób traktuje malucha jak swoją własność. W pewnym sensie jest to naturalne, że matka chce jak najdłużej pozostać dla dziecka najważniejsza, najmądrzejsza i najpiękniejsza. Jednak trzeba pamiętać o tym, że dziecko się rozwija, zmienia, przechodzi różne etapy. Nieraz zdarza się, że przez kilka tygodni wyróżnia określoną osobę w rodzinie. Już kilkulatek może upodobać sobie ukochaną ciocię, która staje się bardzo ważna i pod wieloma względami przyćmiewa mamę. Różnie bywa też w przedszkolu… Kiedy kilkulatek przejdzie czas adaptacji, często to, co powie pani przedszkolanka staje się najważniejsze i „bardziej prawdziwe” od tego, co sądzą rodzice.

Co można zrobić? Niestety tylko jedno. Ten fakt zaakceptować. Zrozumieć, że wraz z rozwojem, dziecko poza miłością do rodziców zdobywa nowe fascynacje…

Trzeba mieć dystans?

Niektórzy sugerują, że problem zbyt dużego przywiązania dziecka może być spowodowany przez samą nianię, która nie potrafi pogodzić czułości i dystansu, nie umie się odnaleźć w taki sposób w opiece, by pozostawać nianią i nie wkraczać w kompetencje mamy. To bardzo trudne do uchwycenia, jednak doświadczone opiekunki podkreślają, że możliwe do zrealizowania. Można być „kochaną nianią” i nie zastępować rodzica.

Jak to zrobić? Mądre opiekunki będą rozmawiać o mamie, opowiadać, że jest w pracy, dlaczego tam jest i co tam robi, co się stanie, gdy wróci, czy nawet znajdą czas na oglądanie rodzinnych zdjęć z maluchem. Można przecież iść na spacer i zerwać bukiet kwiatów dla rodziców, narysować obrazek, wspólnie pozbierać kamyczki. Pochwalić obiadek, który zrobiła mama, pobawić się misiem, który wybrał tata, ubrać buciki, które przymierzała w sklepie mama…Wszystko z myślą o rodzicach.

Nianie, które tworzą jeden front z mamami to profesjonalistki. Te, które chcą się poczuć lepiej kosztem kobiety, która wraca do pracy, należałoby uznać za nieprzygotowane do wykonywanej pracy i niegodne zaufania, jakim rodzice je obdarzają.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. mama kasi mama kasi

    Znałam taką sytuację. W sumie nie jedną…Dlatego uważam, że diecko lepiej oddać do żłobka niż załatwiać opiekunkę.

  2. ewanka ewanka

    No sama miałam taką sytuację :-) Byłam nianią dla pewnej Julki i były często sytuacje że płakała jak wychodziłam.

  3. Rodzynek Rodzynek

    Miałam taki moment, że byłam okropnie zmęczona tym, ze moje dziecko tylko mama i mama i mama. Do czasu, gdy z powodu rożnych życiowych perypetii musieliśmy się przenieść do rodziców i córka na długo w ciągu dnia była pod opieką babci. po pewnym czasie lgnęła już nie do mnie tylko do niej właśnie. Byłam bardzo zazdrosna. Dobrze, że wszystko wróciło do normy i znowu jest mama, mama :)

  4. Paula Paula

    Byłam wielokrotnie nianią podczas studiów pedagogicznych i nawet później i nigdy do głowy mi nie przyszło, żeby zastąpić matkę dziecku . Wręcz przeciwnie, widziałam, że mamy, widząc, jak już się zaczynam dogadywać z ich dzieckiem, mobilizują się, żeby okazywać większe zainteresowanie nim. Jeśli silna więź została wytworzona w okresie niemowlęcym, to raczej nie ma obaw, żeby nawet najcudowniejsza niania „zastąpiła” mamę. Dziecko może okazywać przywiązanie do niani, ale rodzice to zawsze ktoś najważniejszy. Ale niania też to powinna podkreślać, opiekując się dzieckiem, dawać do zrozumienia, że mama i tata są nadrzędnymi osobami decyzyjnymi wg. niej. Inna sprawa jeśli rodzice nie zawsze właściwie postępują z dzieckiem, ale to już temat na inny artykuł…

  5. Bel ble ble Bel ble ble

    Co zrobić? Proste jak drut.. WYCHOWYWAĆ SAMEMU ( oczywiście nie mam na myśli że w pełni samemu, macie partnerów i ich też włączyć w wychowanie). Nawet kosztem uszczuplenia portfela. Dla dziecka nie jest ważna nowa zabawka, modne ciuchy tylko rodzic. Prawda jest tak że matki chcą ciągle czegoś więcej i więcej. Ok wszystko po kolei i nie KOSZTEM DZIECKA. Dlaczego kobiety wracają do pracy, żeby być 100-200zł na plusie ( reszta wypłaty to wynagrodzenie niani i dojazd do pracy).? Sorry, ale większość nie ma nic z tego, że chodzi do pracy. Są też takie mamy które są majętne, ale mimo to pracują.
    Prawda jest taka, że nie chcecie się w pełni własnymi dziećmi zajmować. Już samo „nie wyobrażam sobie siedzieć z dzieckiem non stop” daje dużo do myślenia.

  6. Kris Kris

    trzeba krytycznie przyjrzeć się matkom. Niestety. Wady przypisane są głównie do osób a nie do zajmowanego stanowiska w społeczeństwie.
    Np Matka, która zostawia dzieci i dom z nianią i pustą lodówką to mówi o problemach Matki a nie niani i jej relacji z dzieckiem.