Fejsbukowa dobroczynność

Na najsłynniejszym portalu społecznościowym nastał sezon na pomaganie. Wiadomo – idą święta, ludzie hojniejsi. Lwią część apeli stanowią prośby o pomoc dzieciom. I fejsbukowicze pomagają. Albo przynajmniej tak im się wydaje.

Success - Mixed hands raised to the sky giving thumbs upW głowach wielu ludzi zrodziła się myśl, że klikanie „lubię to” ewentualnie „udostępnij” jest formą dobroczynności. Hola, hola! Nie za łatwe to? Naprawdę myślisz, że matka chorego malucha zbierająca środki na rehabilitację opłaci zabiegi „lajkami”? Albo w to, że administracja fejsbuka wpłaci złotówkę na konto rodziców poparzonego dziecka, jeśli udostępnisz zdjęcie?*

Niestety, pomaganie potrzebującym wymaga więcej wysiłku, albo po prostu pieniędzy. Udostępnij apel z numerem konta, ale miej świadomość, że nawet milion udostępnień nie da nic, jeśli nie będą niosły za sobą wpłat. Chcesz pomóc? Zrób przelew chociaż na kilka złotych.

Co nam daje klikanie i udostępnianie?

Fałszywe poczucie, że „coś” robimy. To bardzo groźne, bo pachnie na kilometr znieczulicą. Ludzie tak przywykli do tej formy „pomocy”, że klikają bezrefleksyjnie wszystko, co podejdzie pod kursor. I tak możemy się dowiedzieć, że zamykane jest schronisko w Józefowie a kilkadziesiąt zwierzaków zostanie uśpionych. Oczywiście, placówka boryka się z problemami, jak każda tego typu, ale nie planuje zamknięcia. Można się dowiedzieć tego z ich profilu na FB, ale to wymaga kilku kliknięć więcej, zatem mało kto zada sobie trud.

Równie łatwo kliknąć w zdjęcie oszpeconego dziecka. Pod spodem wpis informujący o pieniądzach, które spłyną na konto malucha, jeśli polubimy i udostępnimy. Jakim cudem? To zdjęcie krąży od kilku lat! Najpierw obrazowało łańcuszki na rozsyłane na Naszej Klasie, teraz z powodzeniem ilustruje pełne błędów wypociny gimnazjalistów obdarzonych specyficznym poczuciem humoru. Ludzie klikną we wszystko.

Pomagasz „na niby”, wygrywasz „na niby”.

Oprócz zaangażowania w pomoc, której nie ma, lubimy również fikcyjne konkursy. Ludzie z całej Polski wpisywali wybrane kolory ajfonów, które rzekomo nie mogły być sprzedane z powodu braku folii. Nie zastanowił ich fakt, że „konkurs” ilustrowało nieostre, amatorskie zdjęcie, że profil nie był oficjalny, a uzasadnienie powodów, dla których rozpisano owo rozdanie – bzdurne.

Dlaczego w tekście o pomocy piszę o nieistniejących telefonach? Bo one są wspaniałą nagrodą! Za pomoc, której wcale nie udzielasz, klikając „lubię to”! A mówiąc serio – kiedy robimy coś dobrego, nagrodą jest „to” uczucie. Tak, kiedy pomagamy potrzebującemu, czujemy się spełnieni, lepsi. Samo kliknięcie nie predysponuje człowieka do odebrania tej cennej nagrody. Za kliknięcie weź sobie ajfona…

Ps. Większość z nas boryka się z większym lub mniejszym niedostatkiem pieniędzy. Nie stać nas na okazałą pomoc. Obiecujemy sobie, że jak wpadnie trochę grosza, wyślemy sensowny datek. Na obietnicach się kończy. Co zrobić? Wysyłajmy złotówkę. Tak-prawdziwa podarowana złotówka jest sto procent lepsza niż obiecana w myślach stówa. Ze złotówek da się uzbierać stówę. Prawdziwą. Pomocną.

Od redakcji:

* – chyba, że prośba o pomoc: „lajkowanie” oraz udostępnianie jest poparta umową podpisaną z firmą, która za udostępnianie zdjęć decyduje się pomóc. Jednak takie wsparcie rzadko jest liczone w złotówkach, częściej w groszach (jeden grosz za udostępnienie zdjęcia) i autorzy o tym jasno informują. Nie znaczy to, że grosz to za mało. Jedynie tyle, że warto mieć świadomość, ile tak naprawdę jest warta nasza pomoc. I przyznajmy szczerze taka opcja „płatnego lajkowania”: zdarza się rzadko. Dużo częściej musimy się mierzyć z fałszywymi apelami.

Jeśli chcemy pomóc, mamy więcej opcji. Nie musimy od razu zgłaszać się jako ochotnik do pracy w hospicjum. Możemy wesprzeć sporo akcji, które nie wymagają od nas nawet wyjścia z domu. Zamiast udostępniania ślepo (bez sprawdzenia źródła) zdjęć, możemy zastanowić się, komu przeznaczyć 1% podatku, czy nie lepiej oddać część zakupionych środków chemicznych potrzebującej rodzinie, zanieść karmę do schroniska, przyłączyć się do akcji Szlechetna Paczka czy też zapukać do samotnie mieszkającej obok osoby i zaproponować przyniesienie świeżego pieczywa w mroźny dzień. Warto pomagać. Ale mądrze.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Myszak Myszak

    Obawiam się, że ten artykuł i tak nie trafi do wszystkich, którzy powinni to przeczytać…smutne jak wiele osób poprawia sobie samopoczucie pustymi gestami.