Dzień Dziecka Utraconego

Gdy traci się dziecko, traci się część siebie. Bez znaczenia pozostaje to, czy TEN dzień przypada na ósmy czy dwudziesty ósmy tydzień ciąży. Jest równie trudno, a scenariusz czarnych wydarzeń niczym stara i niezbyt miła dla ucha płyta odtwarzany jest wielokrotnie w przyszłości. Przy różnych okazjach. Gdy planuje się kolejne dziecko, gdy przechodzi się obok placu zabaw, szkoły, ogląda telewizję, robi zakupy, odpoczywa, wyjeżdża na wakacje. Dlatego mimo że oficjalny Dzień Dziecka Utraconego przypada na 15 października, to dla tysięcy osób na całym świecie jego cień pada na każdy kolejny poranek, a pytanie : „jak ona/on by teraz wyglądał” prześladuje już zawsze.

15 października to Dzień Dziecka Utraconego od 2004 roku. Pozwala zwrócić uwagę na problemy rodzin, które pochowały dzieci zmarłe w okresie ciąży, przy porodzie oraz we wczesnym dzieciństwie. W Stanach Zjednoczonych Dzień Dziecka Utraconego obchodzony jest od 1988 roku. Tego dnia Amerykanie zakładają różowo-niebieskie wstążeczki, palą znicze w kościołach, na cmentarzach oraz solidaryzują się z innymi osobami, które przeżyły najboleśniejszą w życiu stratę.

Będziemy mieli dziecko…

Świat medycyny: blastuli, cew, komórek, organów to rzeczywistość polskich lekarzy. Na studiach medycyny nie uczy się, jak rozmawiać z kobietą, która traci dziecko. Zajęć z psychologii jest niewiele, a przedmiot ten jest traktowany na tyle luźno, by obarczeni wieloma obowiązkami studenci, nie zawracali sobie nim głowy. Liczy się nauczenie przeprowadzania wywiadu, sposobów leczenia, wykonywania podstawowych zabiegów. O tym, jak rozmawiać z pacjentem, mając przed oczami człowieka, a nie przypadek medyczny mówi się mało albo wcale.

Problem jest jednak złożony i trudno patrzeć na niego tylko z perspektywy pacjenta. W pewnym sensie tłumaczenia lekarzy wydają się logiczne. Specjalista, który każdego dnia musi zmierzyć z dużymi i małymi tragediami ludzkimi, nie ma wyjścia, jedyne, co mu pozostaje to stworzyć sobie mocną i ścisłą skorupę, która będzie chronić go jako człowieka. Dlatego łatwiej powiedzieć: „płód/zarodek obumarł” niż „straciła Pani dziecko”. Łatwiej przekazać, że „będzie miała Pani jeszcze inne dzieci” i zapytać „co zrobić z pozostałościami/szczątkami” niż okazać empatię. Oczywiście można wyjść z roli rozpatrującego przypadki lekarza i zauważyć załamanego człowieka. Jednak na to stać tylko niewielu. Nie tylko ze względu na brak wyszkolenia, ale również z powodu bardzo indywidualnej konstrukcji psychicznej.

Zły scenariusz

Gdy na teście ciążowym zobaczy się dwie kreski, rzadko bierze się po uwagę zły scenariusz. Zazwyczaj pojawia się radość, a tuż za nią planowanie. Młodzi ludzie myślą o tym, co ich właśnie spotkało, że będą rodzicami, że urodzi się dziecko. W ich głowach nie ma komórek oraz błyskawicznego rozwoju zarodka, który może z powodu wielu czynników zakończyć się niekorzystnie. Niestety. Często tego, czego się nie spodziewamy i o tym, o czym nie myślimy, zdarza się i dotyka nas niczym grom z jasnego nieba. Poronienie lub poród martwego dziecka to codzienna rzeczywistość polskich porodówek. Lekarze szacują bowiem, że co druga ciąża kończy się poronieniem. Zazwyczaj jednak na tym etapie, na którym kobieta nie zdaje sobie sprawy z jej istnienia.

Poronienie samoistne dotyczy każdego roku około 40000 urodzeń, a narodziny martwego dziecka około 2000 narodzin.

Kryzys, żałoba

Po stracie dziecka odczuwa się kryzys. Tak to określa psychologia. Jest on tym większy, im większymi uczuciami darzyło się dziecko oraz tym dotkliwszy, im niekorzystny obrót spraw był większym zaskoczeniem. Żałoba to nie tylko stan psychiki, ale również zmiany  fizyczne, które mijają po postacią kilku etapów oraz indywidualnie przeżywanych emocji.

Kobieta, która traci dziecko, często obwinia siebie. Traci pewność siebie, staje się lękliwa. Wielokrotnie analizuje swoje zachowanie. Pogłębiający się smutek niekiedy prowadzi do trudnej w leczeniu depresji.

Gdy ciąża kończy się za wcześnie, jedni szukają pomocy, inni kryjówki. Jedni płaczą, lamentują oraz stratę przeżywają całym ciałem, inni zamierają, pozostają w bezruchu z ciałem bez życia, a oczami bez wyrazu. Czas żałoby jest nie tylko trudny dla rodziców, ale również otoczenia, które często nie wie, jak pomóc.

Jak pomóc?

Gdy kobieta traci dziecko, a tragedia ta dotyka również jej partnera, nie potrzeba wielu słów. Ważna staje się obecność. Zamiast mówić, że „będą kolejne dzieci”, warto podejść, przytulić i powiedzieć, że jesteśmy. Kobieta, która traci dziecko, płacze nad TYM konkretnym dzieckiem. To dziecko, które odeszło nie będzie już się rozwijać, biegać, uczyć się mówić… Może będą inne, jednak nie to, które umarło.

Gotowość udzielenia pomocy nie powinna polegać na zmuszaniu do rozmowy, wyjścia z domu, spotkania się z przyjaciółmi.  Tylko na obecności i wsparciu w tym zakresie, w jakim możemy pomóc, na przykład przy organizacji pogrzebu.

Jeśli nie jest możliwe pożegnanie się z maleństwem, ważne, by móc zrobić to w symboliczny sposób. Warto wiedzieć, że w Polsce nie ma prawnych przeciwwskazań przed wydaniem i pochowaniem zwłok dziecka. Można się tego domagać na KAŻDYM etapie rozwoju ciąży. Dodatkowo rodzinie należy się zasiłek pogrzebowy oraz kilka dni zwolnienia z pracy.

Ponadto na problem trzeba zwracać uwagę całemu społeczeństwu. Domagać się godnego traktowania rodziców tracących dziecko oraz nie negowania ich prawa do przeżywania żałoby. Niedopuszczalne są ciągle praktykowanie kładzenia matek po „przegranych narodzinach” w sali, w jakiej znajdują się matki z noworodkami. W tym zakresie jest naprawdę wiele do zrobienia!

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. cdn cdn

    Niestety, o tym się nie mówi. Boimy się, jesteśmy zawstydzeni, wolimy o tym nie wiedzieć…Nie poruszać tematu. Tabu. Po prostu.

  2. Wioleta Wioleta

    A najgorsze chyba ze wszystkiego jest to, że w szpitalach matki czekające na narodziny dziecka często właśnie leżą z tymi, które je straciły albo za chwilę stracą…ból nie do opisania
    O tym mówieniu to też jest różnie, nie każda kobieta , która straciła swoje dziecko chce o tym mówić, czy wspominać , choć na pewno nigdy nie zapomni. Nie do końca przekonuje mnie Dzień Dziecka Utraconego bo dla rodziców, którzy stracili dziecko taki dzień jest tylko jeden – w którym go stracili a każde wspominanie tego dnia po prostu wywołuje wielki ból.

    • Ewa Ewa

      Zgadzam się… Mnie także nie przekonuje mnie ten Dzień… Traktować to jako „święto”? Przecież Rodzice, którzy stracili dziecko przeżywają to każdego dnia a nie raz do roku i myślę, że uwaga i pomoc jest im potrzebna codziennie a nie raz do roku… Ale to tak jest z każdym tego typu dniem (np. dzień zakochanych)…

      • Mamusia Mamusia

        „Zgadzam się… Mnie także nie przekonuje mnie ten Dzień… Traktować to jako „święto”?”
        A co z dniem wszystkich Świętych? On też jest niepotrzebny?
        Ja rozumiem, że po stracie dziecka jest bardzo ciężko i samo wspomnienie wywołuje w rodzicach ból ale to nie wyklucza iż takowy dzień miałby nie istnieć..

        • Dorota Dorota

          Na pewno nie jako święto…Raczej jako Dzień, który ma przypominać. Nie tym, co stracili dziecko, bo oni pamiętają i bez tego, ale tym, którzy na co dzień pracują z młodymi mamami. Moim zdaniem chodzi o to, by uwrażliwić społeczeństwo, które często bagatelizuje (czasami o zgrozo w dobrej wierze) problem. Sądzą, że lepiej o tym nie mówić, bo niedoszli rodzice szybciej zapomną. Niestety…zazwyczaj rozmowa ma działanie terapeutyczne. I gdy kobieta czy mężczyzna zaczyna mówić, rozmówca powinien wiedzieć jak się zachować…

  3. Ewa Ewa

    Leżąc któryś już raz na patologii spotkałam się na jednej sali z kobietą, której ważyły się losy dziecka. Szpital z jakiejś małej mieściny odesłał ją do Bydgoszczy, by tu specjaliści ocenili szanse dziecka. Niestety owa kobieta dowiedziała się najgorszego, że w 22 tyg ciąży, kiedy to już czuje ruchy dziecka, ciąża MUSI zostać usunięta ponieważ nie rozwinął się u dziecka układ moczowy… nie miało ono ani moczowodów, ani pęcherza ani nerek… Najmniejszych szans na przeżycie… I kompletnie nie wiedziałam jak się mam zachować wobec tej kobiety… Rozmawiać z nią o tym? Czy lepiej milczeć? A ona biedna sama leżała i płakała, a ja nie potrafiłam w żaden sposób jej pomóc… Tylko czy jakiekolwiek słowa pomogłyby jej w tej chwili? Powiedziałam jej jedynie, ze bardzo mi przykro i milczałam…

  4. Ewa Ewa

    A tak na marginesie, widziałyście kiedyś by do kobiety, która straciła dziecko, urodziła martwe lub ciąża musi zostać usunięta- przyszedł psycholog?????? Przecież ktoś taki także pracuje w szpitalach. Więc przepraszam co on tam robi? Bo jakoś nie widziałam go na patologii ciąży ani razu… A naprawdę przydałby się tam ktoś taki…

    • Wioleta Wioleta

      Ewo psycholog przychodzi gdy pacjent sobie tego życzy( jeśli oczywiście jest takowy w szpitalu), nie można nikomu nakazać takiej rozmowy. Choć zapewne nie każdy o tym wie.Natomiast lekarze sami oceniają czy jest potrzebna „inna” pomoc , jeśli stan jest zły wzywają na konsultacje psychatrę.

  5. OlkaG OlkaG

    Bardzo, bardzo współczuję mamom, które doświadczyły utraty dziecka…

  6. Julia Julia

    Straszny artykuł. Aż się spłakałam… Moja empatia nie pozwala mi czegoś takiego czytać.
    Za każdym razem jak jestem na cmentarzu i mijam groby maleńkich dzieci – płaczę. Szlocham jakby to moje były…
    Nie wyobrażam sobie CO mogą myśleć i czuć rodzice nienarodzonego dziecka. Nie jestem w stanie pojąć jak się z tym pogodzić, jak wrócić do normalnego życia i co to w ogóle jest to normalne życie?
    No i najgorsze, jak wszyscy wiedzą, że spodziewasz się dziecka, a tu nagle… jak im to przekazać, jak odpowiadać na smsy „Jak tam kochana? brzuszek rośnie?”.
    Doroto, jak mogłaś tak mnie zranić na wieczór…?

    • Dorota Dorota

      Julio, przepraszam, że Cię zraniłam…Też chciałabym, żeby było inaczej. Jednak problem istnieje, pomimo naszych życzeń..

      • cdn cdn

        Bardzo mądry i bardzo potrzebny artykuł. O stracie dziecka nie pisze się. Ten głos jest bardzo potrzebny!!

    • Wioleta Wioleta

      Julio to teraz pomyśl, co czują rodzice którzy stracili dziecko czytając ten artykuł….

      • Julia Julia

        Wioleto, nawet przez chwilę nie chcę się wczuwać, bo znów się rozryczę… To jest jakiś koszmar, niewyobrażalna tragedia. Mnie sama myśl o stracie dziecka przeraża, a co dopiero jeszcze być w takiej sytuacji…

  7. mama kasi mama kasi

    Utrata dziecka to coś strasznego. Niestety personel medyczny jest do tego rzadko przygotowany. Ostatnio w DDTVN był ten temat…i wiecie co…wysłał wiadomość jakiś facet, który napisał, że tym tematem redaktorzy zepsuli mu apetyt przy śniadaniu. straszne. naprawdę straszne…Emocje są naturalne. Nie da się ich uniknąć. Zwłaszcza jak słuchałam tej kobiety, która opowiaała swoją historię…a takich wspomnień jest tysiące.

  8. Karolak Karolak

    Co do psychologa – to do mnie przed zabiegiem w szpitalu przyszedł tylko ksiądz, ale jakoś nie miałam ochoty na rozmowę z nim.

    • *** ***

      A no właśnie, nie mówi się.. Ja jestem jedną z tych mam, które straciły swoje dzieci. 28 tc, nie wydolne łożysko, cc, synek żył miesiąc. Jest to ból nie do wyobrażenia – jeszcze nie będąc w ciąży, gdy tylko słyszałam o takie tragedii, myślałam – ja bym tego nie przeżyła. A jednak jakoś żyję..choć ból jest nie do opisania i zdaję sobie sprawę z tego, że zostanie już ze mną na zawsze..
      Niestety – brakuję wsparcia. Na wszystkich portalach dla mam mnóstwo artykułów, ale ten temat rzadko poruszany (jak sobie radzić ze stratą?). Znajomi albo nie podejmują tematu, ale mówią ‚będzie dobrze, jeszcze będziecie mieć dzieci’. Rodzina – w dobrej wierze próbuje pocieszać. Mąż przeżywa na swój sposób. I efekt jest taki, że nie ma się komu wyżalić, wypłakać.

      • Dorota Dorota

        A chyba nie trzeba za dużo mówić, gdy rozmawia się z mamą, która straciła dziecko, prawda? Nie przeżyłam tego osobiście, ale myślę, że jak człowiek wyrzuci z siebie smutek/złość/rozpacz/stracone nadzieje…to jest lepiej. Nawet jeśli taka rozmowa miała się odbywać wiele razy.

        • *** ***

          Tak, wystarczy tylko wysluchac. Nie podejmowanie tematu to troche tak, jakby udawanie ze tego dziecka nigdy nie bylo.. Tak samo kiepskie jak bagatelizowanie problemu, z czym tez sie spotkalam. Chociaz rozumiem, sama tez pewnie nie wiedzialabym jak sie zachowac bedac po drugiej stronie. A wystarczy zwykle „przykro mi” i ewentualnie „jak sobie radzisz?” Po takim pytaniu mozna sie rozgadac, albo odpowiedziec jednym slowem.

          • Karolak Karolak

            Dokładnie, wiele osób bagatelizuje problem…

            Pamietam jak byłam 2 tyg po zabiegu, pojechalismy do teściów. Było ciepło, byli ich znajomi. Znajoma chwaliła sie swoją wnuczką i cały czas o niej gadali – wszyscy wiedzieli co przeszłam 2 tyg wcześniej. Zero empatii, wkurzyłam i się i powiedziałam mężowi, ze jedziemy do domu, co na to teść „No gdzie sie spieszycie? dzieci wam w domu płaczą, czy jak?”.

            • Dorota Dorota

              Karolak, oja…Straszne. Naprawdę. Też bym wyszła. Nie wiem, czy umiałabym skomentować takie hasło. Zrobiłoby mi się naprawdę przykro…

  9. Patrycja Patrycja

    Mój, czteromiesięczny teraz syn, prawie stracił życie przez zaniedbanie lekarzy, którzy zbagatelizowali spadające tętno, brak ruchów i krwawienie. dopiero kiedy przyszła popołudniowa zmiana lekarzy, po zrobionych badaniach w popłochu zaczęli organizować cesarskie cięcie, na sali dostałam już tzw. „głupiego jasia” bo jeśli nie zadziałać ogólna narkoza w odpowiednim czasie będę cięta bez znieczulenia bo dziecko jest już prawdopodobnie niedotlenione. Po tym jak Mikołaj urodził się zdrowy, położna powiedziała, że prosektorium było już zawiadomione o ewentualnej śmierci noworodka. To straszne jak do nas podeszli. Teraz mnie to nie obchodzi, bo mój syn jest ze mną prawidłowo się rozwija, ale nie mogę zapomnieć tego że w głowach lekarzy, którzy powinni zapobiegać śmierci moje dziecko już nie żyło. Taki dzień jak dzień dziecka utraconego to każdy dzień w życiu rodziców, którzy stracili najcenniejszy w życiu skarb. Żadna śmierć nie jest tak dotkliwa, tak bolesna, jak śmierć dziecka, bo umiera naszą część.

    • Dorota Dorota

      Po co ta położna mówiła o prosektorium…nie jestem w stanie tego pojąć…

      • kinia kinia

        naprawę straszne to, co się dzieje na polskich porodówkach…

      • Ewa Ewa

        Uwazam,ze taka osoba powinna dostac zakaz wykonywania zawodu!

  10. Marysia Marysia

    Nie mam jeszcze dzieci, jednak mogę powiedzieć, iż dzieci to cały mój świat i jeśli nic nie stanie na przeszkodzie będę miała gromadkę własnych. Mimo tego, że mam dopiero 23 lata, od 7 lat nieustannie wzbogacam moje doświadczenie w pracy z maluchami. Zaczęło się od wolontariatu w liceum. Odwiedzałam wtedy dom dziecka i świetlice środowiskową. Gdy poszłam na studia od razu zaangażowałam się w wolontariat z programem Starszy Brat Starsza Siostra. Obecnie pracuję w Domu Dziecka oraz studiuję Terapię Rodzinną i Małżeńską, a także podyplomowo Pedagogikę Opiekuńczo – Wychowawczą. Myślę, że moja droga jest już określona. Wiem, że gdy za rok skończę studia, będę pracowała z dziećmi. Nie wyobrażam sobie, by praca nie była misją, a wychowywanie najmłodszego pokolenia to jedna z najważniejszych misji na świecie. Nawet w wakacje wolałam pracować w żłobku niż w sklepie odzieżowym, gdzie mogłam zarobić prawie dwa razy więcej. Dlaczego? By zgłębiać niezwykły dziecięcy świat i wzbogacać sensownie moje doświadczenie.
    Tytuł mojej pracy licencjackiej brzmiał: „Psychologiczno-pedagogiczne aspekty przeżywania żałoby przez dzieci”. Praca dotyczyła tego, co dzieje się w dzieciach po utarcie bliskich osób. Bardzo ciężki temat. Pani artykuł dotyczy czegoś odwrotnego. Tego co dzieje się w rodzicach po starcie dziecka. Pisząc pracę, sięgałam po różne książki. Także takie, które opisywały tematykę, którą Pani poruszyła. I muszę przyznać, że zdarzało się, że nie mogłam pisać, bo łzy na to nie pozwalały. Praca, którą pisałam to metafora pracy jaką wykonuję – wykonywanych czynności nie da się odciąć od emocji, nierzadko silnych. Ja w tym widzę sens, inni niekoniecznie.
    Pamiętam, jak na naszym wydziale odbywała się konferencja. Dotyczyła rodziny, miłości, spraw z tym związanych. Studenci, jak to studenci – rozkrzyczani, weseli, rozgadani. Jednak przez pół godziny na sali panowała niesamowita cisza. W tym czasie wykład dawało małżeństwo, które straciło swoje dziecko pół roku po porodzie. O tym, że o życie swego synka będą musieli walczyć wiedzieli już w czasie ciąży. Opisali nam niezwykłą walkę podczas ciąży, po urodzeniu dziecka, gdy praktycznie zamieszkali w szpitalu, a jego personel stał się ich drugą rodziną oraz po śmierci synka. Strach, nadzieja, rozchwianie emocjonalne, radość, rozpacz i znów nadzieja. Każdy z nas słuchając tych ludzi łykał łzy, byliśmy niezwykle poruszeni. Nikt nie odezwał się słowem do końca ich przemowy.
    Pisząc to, moje emocje znów odżywają. Choć co to są za emocje w porównaniu do tych, które odczuwają rodzice, którzy stracili dziecko. To musi być ból nie do opisania.
    Myślę, że można żyć dalej. Że można się uśmiechać. Lecz z pewnością jest to zupełnie nowa jakość życia. Zastanawiam się, czy nie używam teraz samych eufemizmów. Nowa jakość życia? A może rozpaczliwe utrzymywanie się na powierzchni? Walka o każdy dzień przeżyty w miarę normalnie? Oddaję ogromny szacunek tym, którzy przeżyli taką tragedię…

  11. krola krola

    bardzo przykre jest jak poronienie traktuje większość lekarzy, jako „selekcję naturalną” to bardzo boli…

  12. Lena Lena

    Pomimo, że mam troje dzieci nadal myślę o pierwszym, które straciłam w 10 tc. Zgłosiłam się w szpitalu z plamieniami, usg wykazało brak bijącego serduszka. „Doskonałe” wyczucie czasu, prima aprilis. Rodzina myślała, że to bardzo brzydki żart. 2 dni później poroniłam. Mieszkamy w Anglii, więc po usg pozwolono mi wrócić do domu. Nie musieli mnie „oczyszczać”.
    W pracy były nas cztery na tym samym etapie ciąży. Koleżanka poroniła w tym samym czasie co ja. Dla niej był to już drugi raz. Kolejna wytrzymała do lipca. Cieszyła sie z ciąży jak dziecko z cukierka. Nie używała antykoncepcji, bo miała jakąjakąś wadę jajników i lekarze nie dawali jej szans na zajście w ciążę. Niestety urodziła za wcześnie. Dziewczynka po tygodniu przegrała walkę. Tylko jedna z nas czterech doczekała się dziecka tamtego roku. Koleżanka po 2 poronieniach ma teraz 2 chłopców, między naszymi najstarszymi dzieciakami jest niecały miesiąc różnicy. Jesteśmy wybrane. Ta, która urodziła przedwcześnie nie dostała już szansy na dziecko.
    Porównując nasze 2 przypadki myślę, że wczesne poronienie jest mniej bolesne niż np. po 20 tc. Przez 10 tygodni nie urósł mi brzuch, nie czułam ruchów dziecka, nie znałam płci. Ludzie nie zdążyli zauważyć, że noszę w sobie życie, które nagle zniknęło. Może czuję się lepiej dzięki temu, że od razu zaszłam w kolejną ciążę, nie wiem. Ale biję pokłony kobietom, które straciły dziecko po pierwszym trymestrze i to przetrwały.

  13. Agata Agata

    Niestety i mnie dotknęła ta tragedia… poronienie… Do dziś słyszę w głowie słowa lekarza, który mówi, że nie ma dla mnie dobrych wiadomości… kilka słów, których nie zapomnę nigdy! Potem był płacz, ciężka noc w domu przed wyjazdem do szpitala na łyżeczkowanie, strach czy jeszcze kiedyś będę mogła mieć dzieci. Na szpital nie mogę powiedzieć złego słowa – stała opieka położnych, psychologa – rozmowy, wsparcie i to bez słowa prośby. Rana nie zniknie jednak nigdy… i choć w udało nam się za drugim razem i mamy cudowną, zdrową córeczkę, to nie ma dnia abym nie myślała o tym maleństwie, które straciliśmy… Jednak ja nie wstydzę się tego co mnie spotkało – mówię o tym, rozmawiam z mamą, babcią, kuzynkami, kobietami w kolejce u ginekologa i u fryzjera. To nie jest powód do wstydu! Nie zrobiłam sobie tego na własne życzenie! To nie moja wina! Jednak nie wszyscy ludzie potrafią z nami rozmawiać. Spotkałam się nawet z bardzo przykrymi i lekceważącymi słowami i to z ust bliskiej osoby. Na szczęście przez cały ten czas miałam przy sobie kochającego męża – moją najwspanialszą podporę, który nigdy nie pozwolił mi pomyśleć, że w jakiś sposób zawiniłam, że mogłam zrobić coś, co by „je” uratowało. Był ze mną w każdej trudnej chwili, trzymał za rękę i pocieszał, rozpieszczał, a potem kiedy zaszliśmy w drugą ciążę wspierał mnie i choć bał się potwornie, to nie dał tego po sobie poznać. Po prawie trzech latach – przytulając zdrowe dziecko, patrząc na męża, który głaszcze mój ciężarny po raz trzeci brzuszek – mogę powiedzieć, że ta tragedia wzmocniła nasz związek – wiem, że zawsze mogę na niego liczyć, że zawsze będzie przy mnie. To nie jest dobra strona tej okropnej sytuacji, bo coś takiego nie ma dobrych stron, ale na pewno pozwoliło mi dostrzec to, że mąż jest nie tylko kiedy jestem piękna, zdrowa i uśmiechnięta, ale również kiedy płaczę, kiedy coś zagraża mojemu życiu, kiedy mam depresję. A nasza córeńka jest nagrodą za ten trudny okres w życiu! Choć o utraconym dziecku nie zapomnę nigdy…

    • sosrodzice sosrodzice

      Dziękujemy za ten komentarz :) Pozdrawiamy gorąco!

  14. SK SK

    Jak lezałam w szpitalu a 6 tc z zagrożeniem poronienia…nie byłam traktowana jako kobieta w ciąży, a w 13 tc znów trafilam….nie zapomne do końca świata kretyna starego zgreda dziada…”jak pani ma poronić to pani poroni….” jak o 5 rano w niedziele dostalm krwawienia. Obudzilam pana doktora….kretyn. urodziłam zdrowego synka ma 14 mcy ale dlugo leżałam i jak sie traktuje takie kobiety…nie wspomnę….

    • Smutna Smutna

      To ja jak z druga ciaza wyczekiwana trafilam w 5 tgc di szpitala z plamieniami to pan doktor który miał obchód wieczorem powiedzial sobie glosno pod nosem w moja strone po co wymyslili te testy ciążowe?po co robic jakiekolwiek badania w tak wczesnej ciazy? ma poronic to poroni…. przeciesz ma juz jjedno dziecko… no i niestety 8tc i brak akcji serca i czyszczenie(30.05.2014)… poponad roku pozniej kolejna ciaza ale juz nie w PL tylko w niemczech i tez niestety 7tc i brak akcji serca i czyszczenie(10.09.2015) ale całkiem inne podejscie w szpitalu. Najgorsze sa pytania kiedy nastepne bo przeciesz córka 6 lat ? Jadzu kiedy bedziesz miala rodzenstwo? Jadzia zaczela odpowiadac… Ja mam rodzenstwo tylko ze oni sa w niebie bo byli troszke slabi i umarli w brzuszku mamusi i sa w niebie… I wtedy ten ktos juz nie wie co powiedziec…. chociaz przewaznie dobrze wiedza co sie zdazylo…. [*][*]

Zobacz również